niedziela, 21 Październik 2018

2013 Grudzień

Panowie życia i śmierci część 4

W trzech poprzednich numerach KL pisaliśmy o egzekucjach niemieckich, czynionych na polskich obywatelach. Przypomnieliśmy rozstrzelania, pokazaliśmy narzędzia zbrodni, czyli gilotynę i wóz – komorę gazową na kołach. Dołożyliśmy akta sprawy sporządzonych przez prokuratora wojewódzkiego Mariana Świtońskiego z przeprowadzonych czynności śledczych. Po wojnie kilku naocznych świadków, w roku 1946 relacjonowało to, co hitlerowcy czynili z Polakami. Dziś zamieszczamy kolejne akta sprawy. Są to strony 5 i 6 OKP.III.DS.31/68 dotyczące rozstrzelani w lasach leśnictwa Wypalanki, w lesie w Dębienko koło Stęszewa. Dołączamy wiersz Magdaleny Lipińskiej, mieszkanki Poznania, uczestniczącej w 2010 roku w uroczystościach żałobnych w lesie w Dębienku. Oto jej wprowadzenie:

 – Miejsce to szczególne. Historia zapisana krzyżami pośród piękna natury. Wspólnota zebranych i duchowa łączność z Tymi, których przed laty przygarnęła stęszewska ziemia. Uczestnictwo, a potem rozmowa z ówczesnym proboszczem w Stęszewie, ks. proboszczem Janem Małetą zaowocowały wierszem napisanym po nabożeństwie żałobnym Wypalanki 7 listopada 2010 rok. Listopadowe zamyślenie Niedzielne popołudnie. Leśne ścieżki wypełniły parasole.  Szary listopadowy dzień, a na leśnej polanie coraz tłoczniej i bez orkiestry rozbrzmiewa preludium deszczowe. Jesienne krople jak paciorki różańca stają się modlitwą za Tych, których przed laty utuliła z miłością Stęszewska Ziemia. Już tyle lat minęło od tamtych, wojennych, mrocznych dni, ale pamięć wciąż żywa i gorąca, jak płomyki rozjaśniające, zapadający szybko jesienny zmierzch. Chwila zadumy… Chwila modlitwy… Chwila wspólnoty. Na polanie znaczonej krwią czerwoną przed laty, a dziś białymi krzyżami,

które nie pozwalają zapomnieć tamtych wydarzeń, a okruchy historii odkrywane przez „późnego wnuka” układają się niczym dziecięce puzzle, tworząc niezwykłe obrazy.

Stęszewskie preludium deszczowe nie milknie, lecz nadal rozbrzmiewa we wszystkich sercach, rozchodzących się po leśnym nabożeństwie, by za rok zagrać na nowo i ogarnąć swą muzyką znacznie więcej serc.

Znów zwracamy się z prośbą do czytelników, aby chowali wydanie tej gazety, z tymi właśnie aktami i po latach przekazali je swoim wnukom. Proszę zrobić to dla tych, którzy spoczywają tam, pod ziemią. Oni nie mają już szansy nic powiedzieć, ani niczego przekazać.

Zbigniew Tomaszewski

 

Panowie życia i śmierci część III

W dwóch poprzednich numerach KL pisaliśmy o egzekucjach niemieckich, czynionych na polskich obywatelach. Przypomnieliśmy mieszkańca Stęszewa, którego rozstrzelano na miejscowym rynku na oczach jego rodziny i sąsiadów. Potem pokazaliśmy narzędzie zbrodni, czyli gilotynę i wóz – komorę gazową na kołach. Dołożyliśmy pierwsze z akt sprawy sporządzonych przez prokuratora wojewódzkiego Mariana Świtońskiego z przeprowadzonych czynności śledczych. Po wojnie kilku naocznych świadków, w roku 1946 relacjonowało to, co hitlerowcy czynili z Polakami i jak za drobiazgi typu złe spojrzenie, czy nieposłuszeństwo nakazom Niemców skazywali na śmierć.

Dziś zamieszczamy kolejne akta sprawy OKP.III.DS.31/68 dotyczące rozstrzelań w lasach leśnictwa Wypalanki, w lesie w Dębienko koło Stęszewa. To relacje naocznych świadków.

Przypomnijmy, że to do tego lasu w Dębienku Niemcy przywozili sobie niewygodnych ludzi osadzonych w poznańskim Forcie VII, lub w obozie karno-śledczym w Żabikowie (obecnie Luboń), albo ze szpitala psychiatrycznego w Kościanie. Tutaj dokonywali masowych egzekucji, zwłaszcza wśród polskiej inteligencji, działaczy społecznych, powstańców wielkopolskich. W miejscu tym spoczywa około 2500 pomordowanych, wśród nich prof. Stanisław Pawłowski – znany geograf, który stworzył przedwojenną szkołę geografów, był również rektorem Uniwersytetu Poznańskiego w latach 1932-33 oraz prezesem poznańskiego oddziału PITK w latach 1920-2l.

Po raz kolejny zwracam się z prośbą do czytelników, aby chowali wydanie tej gazety, z tymi właśnie aktami i po latach przekazali je swoim wnukom. Proszę zrobić to dla tych, którzy spoczywają tam, pod ziemią. Oni nie mają już szansy nic powiedzieć, ani niczego przekazać.

Zbigniew Tomaszewski

Panowie życia i śmierci

„Tylko z sopli pokapią łzy”

Chcę uciec, nie wiem dokąd.

Chcę żyć, nie wiem po co.

Chcę umrzeć, nie wiem jak.

Chcę wejść wysoko

i tak groby wszystkich równają

Najpiękniejsza porcelana idzie na śmietnik,

razem z garnkiem glinianym,

Najpiękniejszy jeleń, owca, koza,

idą do jednej misy na okrasę i kiełbasę,

rogi na ściany, skóry na dywany.

Choć bym dom zbudował najpiękniejszy,

z najtwardszej skały,

to i tak po latach, nie będzie cały.

Nie mogę decydować o życiu.

Nie jestem Bogiem,

ani prorokiem.

Mogę tylko próbować naprawić świat teraz, lub rok za rokiem.

Wszystko, co zrobiłeś Panie jest wielkie.

Ja jestem malutki.

Jedno, co mam, to wielkie to serce.

Ale to za mało, aby naprawić świat.

Często myślę, jakie są przyczyny prawdziwe,

mej tu podróży na Ziemi.

Czy jestem tu tylko po to, aby być ?

Nie wiem, co mi wolno zabrać

z Ziemi w dalszą podróż.

Dawno pojechałbym dalej,

ale nie mogę kupić biletu

tam, gdzie chcę pojechać.

Nie wiem kiedy nastąpi koniec.

W tym życiu, czy może

w każdym następnym.

Daj mi znać Panie,

jaka jest twoja miara.

Ile trzeba wylać łez, potu, krwi?

Ile czasu trzeba chodzić w błocie?

Ile trzeba wypić wody z kałuży?

Mnie już się dłuży.

Nie mam już czasu na Twoje miary.

Szukam i nie mogę znaleźć.

Świat doskonały.

Nie chcę więcej jeść chleba w pocie i w kurzu.

Nie chcę patrzeć, jak zabijają dla zysku innych,

bo taki był rozkaz z góry.

Żądam, abyś wziął mnie stąd do nieba,

bo w piekle już byłem.

I zrób to! Tak trzeba.

Tylko ziemia

sąsiadem moim będzie,

a liście złote – szatą.

Kwiaty wiatr składać będzie

z maków, stokrotek i modraków.

Kłaniać będą się na wietrze konary.

Świece zastąpią gwiazdy.

Kto nad mym grobem oprócz nieba zapłacze?

Ja tego nie zobaczę…

Zbigniew Tomaszewski