czwartek, 9 Lipiec 2020

Kościan

Pisaliśmy w lutowym numerze Kuriera lokalnego 03/02.20, że wyjazdy do Zieleńca na mistrzostwa Kościana w narciarstwie zaczęły się w 2000 roku, a pomysłodawcą był nauczyciel wf – Zbigniew Bernard, który d dziś działa i jest dyrektorem tych rozgrywek. W tym roku- podobnie jak bywało wcześniej – prowadzenie imprezy wziął na siebie Marcin Bernard.

Powinny to być dwudzieste mistrzostwa, ale dwa razy się nie odbyły. W 2008 roku był deszcz, a w 2014 roku nie było śniegu.

Kurier lokalny w 2006 roku wybrał się z kościaniakami do Zieleńca i zrobił relację. Wówczas, oprócz kościaniaków statowali także ludzie spoza powiatu, czyli z Kamieńca i Wielichowa. Dojechali również mieszkańcy Śmigla, Czempinia i Krzywinia.

W tym roku 29 lutego w sobotę, znów wiele pojazdów pojechało na Mistrzostwach Powiatu w Narciarstwie Zjazdowym i Snowboardzie. Zgłoszenia przyjmowano do 21 lutego w Starostwie Powiatowym w Kościanie. Był to ostatni czas, aby zawody zorganizować. Potem już był koronowirus i zawody zapewne by odwołano.

Organizatorem Mistrzostw Powiatu – oprócz Starostwa – były samorządy miasta Kościana oraz gmin Kościan, Czempiń i Krzywiń. Przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego wybrano Edwarda Strzymińskiego. W sobotni ranek zawodników na stoku witał Wicestarosta Kościański Zbigniew Franek.

* * *

W tym roku na stoku pojawiło się 315 narciarzy i snowboardzistów. Swoje umiejętności sprawdzali na stoku Grapa. Walczono w kilkunastu kategoriach wiekowych. Wszystkich podzielono w zależności od wieku i płci.

 

Najstarszym narciarzem tegorocznych mistrzostw był mieszkaniec gminy Kościan Tomasz Moreń – rocznik 1954. Z roczników 1956 – 65 najlepszym okazał się być mieszkaniec gminy Śmigiel Kazimierz Jaśkowiak – rocznik 1957. Drugie miejsce zajął wójt gminy Kościan, mieszkaniec Nielęgowa Andrzej Przybyła – rocznik 1960, a trzecie Jarosław Smoczyk z Kościana – rocznik 1964. Czwarta, pozycja na podium była dla Lecha Płatka – rocznik 1958.

Wśród pań w kategoria 56 – 65 lat medal otrzymała Anna Ruszkiewicz z Kościana. W kategorii 40 – 55 lat, pierwsza była Joanna Zembroń – rocznik 1979, druga Justyna Stachowiak – rocznik 1977 – obie z gminy Kościan, trzecia Jolenta Drożdżyńska z gminy Krzywiń – rocznik 1965, czwarta Agnieszka Lewandowska-Maroszek z Kościana – rocznik 1979, piąta Joanna Kowalska – rocznik 1976 i szósta Joanna Skrzypczak rocznik 1979, obie z gminy Śmigiel.

W kategorii dzieci najmłodszych – wśród dziewczynek w wieku od 0 do 8 lat najlepsza była mieszkanka gminy Czempiń Klaudia Dolińska z rocznika 2014. Za nią uplasowała się Jagna Zimniak z rocznika 2013, a trzecia była Natalia Mituła – rocznik 2012 – obie z gminy Śmigiel.

W kategorii chłopców od 0 do 8 lat pierwsze miejsce zajął Adam Klemenski, drugi był Hugo Beszterda obaj z Kościana, rocznik 2013, trzeci był starszy o rok Patryk Bajstok z gminy Kościan, czwarty Jan Leśniczak z gminy Śmigiel – rocznik 2013, a piąty Stanisław Mituła. Był on najmłodszym narciarzem, który pokonał trasę zawodów.

SNOWBARD

Wśród snowboardzistów najmłodszym uczestnikiem był Patryk Kozica.

W kategorii od 9 do 13 lat pierwsze miejsce zajął Aleksander Maroszek z Kościana – rocznik 2008. Za nim byli: Łukasz Maruszewski z Kościana – rocznik 2007, Partyk Kozica, gmina Kościan – rocznik 2010 i Mateusz Maroszek.

Wśród pań od lat 20 do 34 lat (starszych roczników nie było), piewrsze miejsce zajęła Aleksandra Grzymała z gminy Kościan – rocznik 2000, drugie Marta Olbińska z Kościana – rocznik 1998, a trzecie Wiktoria Ruskowiak.

Wśród najstarszych panów w rocznikach 35 + znaleźli się: miejsce pierwsze Łukasz Kozica z gminy Kościan – rocznik 1979, drugie z Kurzej Góry w gminie Kościan Adam Nyczak – rocznik 1970, trzecie Jarosław Paul.

Ostatecznie najszybszymi narciarzami okazali się Wiktoria Przybyła oraz Mateusz Bajstok. Natomiast najlepszymi snowboardzistami Aleksandra Grzymała i Michał Dworczak. Najlepsza narciarka i najlepszy narciarz w nagrodę otrzymali narty. Wszyscy zawodnicy, którzy pokonali trasę otrzymali na mecie pamiątkowy medal. Zwycięzcy wszystkich kategorii od 1 do 6 miejsca otrzymali dyplomy.

W Zieleńcu wystąpił – jak bywało wczesniej – zespół Semplicze z Lubinia z gminy Krzywiń. Grapa po zakończeniu zawodów zamieniła się imprezę rozrywkową.(maz)

Ze swoimi schorzeniami 57-letnia Pani Basia z Czapur do tej pory świetnie sobie radziła. Walczyła z cukrzycą i innymi kłopotami zdrowotnymi. Przed atakiem Sars-Cov-2 była jeszcze na pielgrzymce w Górce Klasztornej i nic nie wskazywało, że sprawy mogą przybrać tak dramatyczny obrót. Gdy poczuła się źle trafiła do swego Szpitala Rejonowego w Puszczykowie. Uznano, że ma zapalenie płuc. Cztery dni tam była i gdy stan zdrowia się pogarszał trafiła do Poznania. Przebywała na oddziale zakaźnym, ale stan był ciężki o bardzo ciężkim przebiegu klinicznym, była podłączona do respiratora i utrzymywana w stanie śpiączki farmakologicznej. Lekarze podjęli heroiczną walkę o jej życie. Jak się później okazało – przegrali. Była pierwszą osobą w Polsce która zmarła zarażona koronawirusem.
Skąd do niej trafił? Początkowo nikt nie podejrzewał u kobiety zakażenia. Dopiero po dwóch dniach, po szczegółowych rozmowach lekarze zaczęli podejrzewać, co może być przyczyną tak ostrego zapalenia płuc. 57-latka miała kontakt ze znajomą, która wróciła z Włoch. Tamta osoba przechodziła Covid-19 bardzo łagodnie, bo miała głównie katar.
– Pół Czapur było we Włoszech na nartach, a zachorowała Baśka, która nigdzie nie wyjeżdżała, dmuchała i chuchała na siebie, żeby się nie zakazić – niespokojny z tego powodu był ksiądz parafii parafii pw. św. Augustyna w Czapurach Rafał Nowak. Dalej mówi, że pani Basia udzielała się w swojej wsi. Była blisko kościoła. Razem z mężem Grzegorzem, który był szafarzem, założyła Wspólnotę Świętej Moniki, grupę rodziców, dziadków, rodziców chrzestnych oraz świadków bierzmowania modlących się za swoje: dzieci, wnuki, chrzestniaków, synowe, zięciów, podopiecznych. Spotykali się w każdy drugi poniedziałek miesiąca, żeby adorować Najświętszy Sakrament. Na koniec zaapelował:
– Idźcie wszyscy na kwarantannę – apelował do swoich wiernych i sam zamknął się w odosobnieniu.
Sołtys Czapur Waldemar Waligórski potwierdza:
– Pani Basia najprawdopodobniej zaraziła się od swojej znajomej, która z Włoch wróciła i przyszła ją odwiedzić. Słyszeliśmy, że chorowała na cukrzycę i alergię. Wiemy, że miała współistniejące, towarzyszące choroby, które wymagały przyjmowania leków obniżających odporność. Nasza współmieszkanka miała męża, dwóch synów i córkę. Mąż zmarłej jest szafarzem – u niego stwierdzono zakażenie, jak i u córki. Nie ma w Czapurach osoby, która powiedziałaby coś złego o pani Barbarze. 57-letnia pani psycholog była dyrektorką Zespół Poradni Psychologiczno – Pedagogicznych w Poznaniu.
Sympatyczna, zawsze uśmiechnięta i chętna do pomocy. Ci, którzy ją znali dodają, że kochała swoją pracę. Cały czas się dokształcała. Specjalizowała się w diagnozie psychologicznej małych dzieci. Wiedziała wszystko o gotowości szkolnej, dysleksji, dysortografii, dysgrafii, dyskalkulii oraz upośledzeniu umysłowym. Prowadziła także zajęcia ze studentami oraz radami pedagogicznymi.
W piątek trafiła do szpitala, a pan Grzegorz w niedzielę jeszcze udzielał parafianom komunii świętej i miał kontakt z wieloma osobami. Ponadto pracował w miejskiej spółce Aquanet. Firma na wieść o panującym wirusie poddala kwarantannie domowej 30 osób, które razem z nim pracowały. Przedstawiciele firmy zapewniają, że woda z miejskich wodociągów jest zdrowa i można ją pić. Pan Grzegorz chorobę Covid-19 przechodzi praktycznie bezobjawowo, ale mimo to został zabrany do szpitala. Aquanet zamknął wszystkie Punkty Obsługi Klienta, a  mieszkańcy mogą załatwiać swoje sprawy wyłącznie mailowo oraz przez EBOK.
Także poznański McDonald, w którym pracował syn zarażonej kobiety nie czekał na decyzję Sanepidu. Pracowników wysłano na kwarantannę, a restaurację zdezynfekowano.
Wokół sprawy zmarłej mieszkanki Czapur tworzy się spór. Jedna z lekarek z Puszczykowa mówiła na konferencji prasowej, że pacjentka przyjęta do Szpitala w Puszczykowie miała już pierwsze objawy wskazujące na możliwość zarażenia koronawirusem. Mimo tego decyzją lekarzy dyżurnych SOR i oddziału internistycznego ulokowano ją na sali wraz z innymi pacjentami. W czasie jej przyjmowania nastąpiła konsultacja z Oddziałem Zakaźnym w Poznaniu i odmówiono przyjęcia.
Najpierw pacjentkę położono do sali wieloosobowej. Mogły tam wchodzić osoby na odwiedziny, dopiero później przeniesiono chorą do izolatki. W sali zbiorowej przebywała w piątek przez około 5 godzin. Do izolatki przeniesiono ją około godziny 20 w piątek.
Sprawa zainteresowała się Poznańska Prokuratura, która wystąpiła do szpitali o wydanie dokumentacji medycznej związanej z całą sprawą. Prokuratorzy sprawdzą, czy w którejś z placówek mogło dojść do jakichś nieprawidłowości lub zaniedbań. Jeśli pojawią się takie podejrzenia, wówczas w sprawie wszczęte zostanie śledztwo. Po zapoznaniu się z tą dokumentacją, po przeanalizowaniu sprawy – prokurator będzie podejmował dalsze działania i ewentualne dalsze decyzje – powiedział rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak.
Ewa Noga-Mazurek

Liceum Ogólnokształcące im. Oskara Kolberga w Kościanie, to niemal od stu lat, prestiżowa szkoła średnia w naszym terenie. Kolejne roczniki, co jakiś czas organizują spotkania z okazji lecia zdania matury.
14 czerwca kilkadziesiąt osób spotka się w „Zajeździe u Dudziarza” w Kościanie, by powspominać młode lata.
Organizację wzięły na siebie dwie osoby Krystyna Zydorczak i Aleksandra Olesińska-Klecha. Na zaproszeniach napisały, że pragną cieszyć się kolejną rocznicą i koleżeńskim spotkaniem.
W ramach zjazdu przewidziana jest o 12-ej godzina wspomnień w Alma Mater, by potem udać się na kościańskie cmentarze i złożyć kwiaty na grobach Profesorów, Koleżanek i Kolegów, którzy odeszli.
O 15-ej wszyscy spotkają się w Zajeździe, tam będą biesiadować wspominając szkolne czasy.
Kościański „Kolberg”, co 10 lat robi duże zjazdy wszystkich roczników. Ostatni był w październiku 2013 roku. W 2023 będzie 100 lat tej Szkoły.
Jako autorka chcę napisać, że jestem dumna, iż miałam szczęście, w bardzo zacnym gronie, skończyć to Liceum. Bardzo wiele osób z mojego rocznika i sąsiednich zajmuje w naszym terenie, ale i w całej Polsce ważne miejsca, tworząc kulturę, gospodarkę i działając na rzecz całych społeczeństw.
Jedna w pomysłodawczyń obecnego zjazdu jest lekarzem psychiatrą w Szpitalu Neuropsychiatrycznym w Kościanie. Tam też do niedawna funkcję kierownika Zespołu Terapeutycznego Szpitala pełnił specjalista psychologii klinicznej Piotr Matuszczak. Są też inni lekarze np. laryngolog Ewa Jankowska i chirurg Paweł Stachowiak. W naszym gronie są profesorowie tacy, jak rektor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza Stefan Jurga z ulicy Wielichowskiej w Kościanie, Andrzej Florkowski

Noc Muzeów 2019
Noc Muzeów jest świetną okazją, by w nietypowy sposób odwiedzić liczne muzea, galerie i inne instytucje kultury – większość z nich czynna jest wtedy do późnych godzin wieczornych i nocnych, a dla zwiedzających dostępne są wyjątkowe atrakcje. Ideą tego wydarzenia jest to, że wstęp do poszczególnych placówek jest darmowy, choć może być konieczna wcześniejsza rezerwacja.
W tym roku wydarzenie takie miało miejsce 18 maja.
Podstawowe informacje i główne atrakcje
Poznańska Noc Muzeów, to *Muzeum Narodowe, *Muzeum Archeologiczne, które proponowało podróż śladami bałtyjskiego ludu Jaćwingów pod nazwą „Jaćwingowie. Zapomniani Wojownicy”. *Muzeum Powstania Poznańskiego, będzie można także zwiedzić Przeciwatomowy Schron dla Władz Miasta Poznania. W Muzeum Ziemi na gości czekały warsztaty „Zrób własną skamieniałość” i „Zostań młodym geologiem!”. Poznański IPN zabrał uczestników Nocy Muzeów na przejażdżkę zabytkowym autobusem szlakiem poznańskich klubów studenckich lat 60-tych poprzedniego wieku. Poznańska Noc Muzeów to także wydarzenia towarzyszące, m.in. Poznań Design Festiwal i „Drzwi otwarte z okazji 100 rocznicy powołania Policji Państwowej” na terenie Oddziału Prewencji Policji.
W terenie, który obejmuj

e Kurier loklany mieliśmy nadesłane informacje o dwóch Muzeach: Pożarnictwa w Rakoniewicach i Gorzelni Turew. Wybraliśmy się na jedno z trzech proponowanych pokazów, na godzinę 20-tą (była jeszcze 18-ta i 22-ga godzina).
Przybyliśmy 10 minut przed czasem i okazało się, że zaparkować samochód nie było łatwo, a i z wejściem do wewnątrz też był kłopot. Przyjechały cale grupy> Busem do Turwi dotarli mieszkańcy Konojadu z gminy Kamieniec, a przewodziła im pani sołtys Magdalena Kortus-Moskaluk. Na motorach przyjechali członkowie Klubu Motocyklowego z Kościana „Żurawie”.
Sam szef był ździwiony tak dużą ilością zwiedzających. Na jenym tylko seansie było ponad sto osób.
Gorzelnia w Turwi pod Kościanem, to Muzeum produkujące spirytus, ale nade wszystko nadal czynny zakład, który spirytus wytwarza metodą tradycyjną, najwyżej jakości. Zabytkowe urządzenia służyły niegdyś gorzelnikom i służą teraz.
A jaka jest historia tego miejsca?
Tradycja gorzelnicza w Turwii sięga pierwszej połowy XlX w. Pierwszy budynek wybudowany przy pałacu rodu Chłapowskich nie przetrwał długo. Gorzelnia, w której wytwarzany jest surowy spirytus obecnie, została wzniesiona na początku XX wieku (1918r.).
W 1815 roku dwudziestopięcioletni Dezydery Chłapowski objął majątek ojca Turwię, przemianowaną później na Turew. Majątek był zadłużony, ale wierzyciele zgodzili się na stopniową spłatę długu.
Po przejęciu dóbr Dezydery wyjechał do Anglii, gdzie przez półtora roku zwiedzał przodujące gospodarstwa. Obserwował i uczył się, ale też pracował fizycznie na roli poznając różne rodzaje prac.
W Anglii kupił nowoczesne narzędzia rolnicze. Po powrocie do kraju rozpoczął reorganizację i unowocześnianie majątku. Okoliczni ziemianie widząc wprowadzane zmiany wróżyli mu rychłe bankructwo. Zaczął zmieniać gospodarstwo od wprowadzenia płodozmianu, wzdłuż pól założył pasy ochronne z drzew i krzewów. Stwierdził bowiem, że ochrona taka wpływa pomyślnie na plony. Jako pierwszy w Polsce zastosował dreny.
Ze Szwajcarii sprowadził mleczne krowy, wprowadził hodowlę owiec mięsno-wełnistych, rozwinął też hodowlę koni. W Turwi wybudowano jedną z pierwszych w województwie poznańskim cukrowni. Powstała też gorzelnia, browar i olejarnia.
Obciążony długami majątek po 17 latach został całkowicie spłacony. Z czasem właściciel znacznie powiększył majątek; dokupił Brodnicę, Manieczki, Przylepki, Kopaszewo, Karmin i Goździchowo. Na początku miał 11 tysięcy mórg, a zostawił spadkobiercom – 34 tysiące. Tak gospodarował człowiek, który zbudował gorzelnię.
Dziś największe wrażenie robi maszyna parowa pochodząca z 1906 roku i kocioł parowy z 1905 r. W procesie produkcyjnym wykorzystywany jest jednokolumnowy aparat do destylacji wykonany z miedzi. Ma on około trzech pięter wysokości, w którym znajduje się 11 półek do oczyszczania alkoholu. Dziennie w Turwi produkuje się 2000 litrów spiritusu o zawartości alkoholu 92-93 procent m.in. z żyta, ziemniaków, kukurydzy. Spiritus z Turwi jest odsprzedawany do dużych gorzelni gdzie w procesie rektyfikacji produkowana jest wódka. Są tutaj pompy wodne, pompy zacierowe, stare dokumenty akcyzowe czy areometry, z których jeden pochodzi z 1863r.
Dzienna produkcja to nawet 4000 litrów spirytusu. Całość ogrzewa niemiecki kocioł z 1934 roku. Przetwarza się tu na spirytus żyto, pszenżyto i ziemniaki, a czasami nawet kukurydzę (przydatny na Burbon).
Spirytus uzyskany taką metodą to spirytus rolniczy o mocy ok. 92-93%.
Podczad Nocy Muzeum przybyłych oprowadzał i barwnie opowiadał kierownik Gorzelni Grzegorz Konieczny. To człlwiek-pasjonat. Może godzinami opowiadać o historii gorzelnictwa, o procesie technologicznym zaczynającym się na polu, a kończącym na stole. O pasji pana Grzegorza w innym artykule.(maz)

Seniorzy ze Świnca
Klub Seniora w Świncu w gminie Krzywiń za rok będzie obchodzić swoje 20-lecie. Tymcasem jednak – nie patrząc na jubileusze – cieszy się z każdego, wspólnie spędznego czasu.
Klub założony został z inicjatywy Emilii Cykman i Urszuli Adamskiej ze Świnca. Pierwszą jego przewodniczącą była Urszula Adamska. Po kilku latach tę funkcję przejęła Maria Maj z Kościana, późniejsza mieszkanka Świnca. Ona powołała do życia dziewczęco-młodzieżowy zespół „Gwiazdeczki”. Młodzi ludzie w zespole przez dziesięć lat śpiewali na różnych imprezach okolicznościowych, a pani Marysia została sołtyską Świnca. Sama była reżyserem, choreografem i autorem tekstów. Jeden pierwszych, napisanych przez nią wierszy brzmiał tak:
– Dobrze mieć przy sobie takiego sąsiada, wszystkie

go użyczy, co tylko posiada. Małego gwoździka, kawałek haczyka, cienkiej listewki – jak zajdzie potrzeba. Drzewa nam potnie, by nam ciepło było. Dlaczego zatem dla niego panny nie starczyło?
To był wiersz napisany na chwałę poprzedniego sołtysa Świnca Stefana Śmiejczaka.
Pani Marysia odeszła z tego świata dość niespodziewanie, a razem z nią przestał działać zespół. Na dodatek występujące dzieci podrosły i przeszły do innych szkół. Nie miały już czasu na próby.
Dzisiejszy Zarząd to: przewodnicząca Krystyna Andrzejewska, skarbnik Maryla Berdychowska, a sekretarz – Elżbieta Jędrzejczak.
Władze Klubu, co rusz to organizują jakieś spotkania integrujące lokalną społeczność. Mieszkańcy bawią się z okazji dnia babci i dziadka, dnia kobiet i dnia mamy. Bywają wigilie przy opłatku. Organizowane są także przez seniorów swoje własne dożynki.
Klub działa korzystając z dotacji Gminy Krzywiń i Ośrodka Pomocy Społecznej. Są to niewielki pieniądze. Na rok otrzymują 18000 złotych. Można je wykorzstać jedynie na poczęstunek, czyli zakup napoi i coś słodkiego na środowiskowe spotkania. Do klubu obecnie należą 23 osoby. Są to mieszkańcy Świnca, Wławia, Rudek, Zbęch i Nowego Dworu. Sympatyzują także kościaniacy.
Kurier lokalny miał przyjemność być zaproszony na jedną z uroczystości. W miejscowej świetlicy, prz stołach, przy siepłym posiłku, a potem także przy kawie i cieście zasedli seniorzy, a wśród nich dwie pary małeńskie, obchodzące właśnie swoje jubileusze.
Pierwsza para, to Walentyna i Roman Ostrowscy z Wławia w gminie Kościan. Oni cieszą się już z 55-ciu wspólnie spędzonych lat. Związek małżeński zawarli 21 kwietnia 1964 roku w Urzędzie Stanu Cywilnego w Krzywiniu. Ślub kościelny mieli dzień później w kościele w Lubiniu, bo stamtąd pochodzi Walentyna. Po ślubie zamieszkali we Wławiu. Urodziło im się siedmioro dzieci: Martyna, Halina, Aleksandra, Bożena, Honorata, Bernard i Marek. Mieszkają obecnie z synem Markiem i synową Barbarą. Doczekali się dwudziestu jeden wnuków i 6 prawnuków.
Druga para, to Krystyna i Antoni Andrzejewscy. Oni obchodzą 45 rocznicę ślubu. Poznali się na weselu u siostry Krystyny z domu Majchrzak – u Czesi. Ślub cywilny wzięli 4 maja 1974 roku, a kościelny w świątyni pod wezwaniem św. Mikołaja w Krzywiniu. Z tego związku urodziło im się 4 dzieci: Honorata, Piotr, Ania i Konrad. Wnuków mają troje. Mieszkają z synem Konradem i synową Martą.
Współmieszkańcy ze Świnca przygotowali dla tych par niespodzianki. Były upominki, kwiaty, odśpiewane „sto lat”, do tego napisane i odczytane przez Elę Jędrzejczak życzenia. Oto ich treść:
– Błogosław Boże Jubilatom z okazji ich rocznic ślubu! Pomnóż ich szczęście, wzmocnij wiarę. By idąc po tym łez padole mogli wypełnić Twoją wolę. Spraw, by wśród ziemskich trosk i znoju, doznali szczęścia i spokoju. Życzymy Wam kochani, my wszyscy tu zebrani, by Pan Bóg, co świat od grzechów zbawił, był zawsze z Wami i Wam błogosławił. Tego Wam życzą koleżanki i koledzy z Klubu Seniora.
Gratulować należy ludziom, którym się chce pracować na rzecz swego środowiska, a tak jest z Klubem Seniora.
Jako gość mieszkańców Świńca zwiedziliśmy wiejską świetlicę i zauważyliśmy, że kuchnia jest „obłożona” pleśnią. To jestnie tylko nieestyetyczne, ale również bardzo niezdrowe.
Tu apelujemy do burmistrza Krzywinia – Jacka Nowaka – proszą wyasygnować trochę gotówki i zlecić jakiejś firmie zdrapanie grzyba ze ścian i sufitu, otynkowanie na nowo i pomalowanie. To przecież nie są duże pieniądze!
Ewa Noga-Mazurek

Gorzelnia Turew ma 100 i jeden rok
Gorzelnia w Turwi pod Kościanem, to nie tylko czynny zakład produkujący, jeden spośrd 60 działających w Polsce, ale ta produkuje spirytus metodą tradycyjną i to sprawia, że jest najwyżej jakości.
Gorzelnia w Turwi, to także Muzeu

m, unikatowe na skalę europejską, gdyż pokazuje gorzelnictwo rolnicze. Na uwagę zasługują zabytkowe, odnowione urządzenia, które służyły niegdyś gorzelnikom. Największe wrażenie robi maszyna parowa pochodząca z 1906 roku i kocioł parowy z 1905 r. W procesie produkcyjnym wykorzystywany jest jednokolumnowy aparat do destylacji wykonany z miedzi z 1985 roku. Ma on około trzech pięter wysokości, w którym znajduje się 11 półek do oczyszczania alkoholu. Dziennie w Turwi produkuje się 2000 litrów spiritusu o zawartości alkoholu 92-93 procent m.in. z żyta, ziemniaków, kukurydzy. Spiritus z Turwi jest odsprzedawany do dużych gorzelni gdzie w procesie rektyfikacji produkowana jest wódka.
Są tutaj pompy wodne, pompy zacierowe, stare dokumenty akcyzowe czy areometry, z których jeden pochodzi z 1863r. Część eksponatów pracowała w turewskiej gorzelni, a reszta w innych, które już w większości nie istnieją.
Kierownik Gorzelni Grzegorz Konieczny, to pasjonat. Od 2004 roku zbiera stare urządzenia gorzelnicze i dokumenty. Powstała sala degustacyjna i piękna ekspozycja. Może godzinami opowiadać o historii gorzelnictwa, o procesie technologicznym zaczynającym się na polu, a kończącym na stole. Mimo trudnej sytuacji gorzelnictwa i coraz mniejszej ilości gorzelni rolniczychw Polsce, warto zachować dla potomnych, choć jedną, wciąż pracującą gorzelnię.
W imieniu organizatorów Kurier lokalny zaprasza do odwiedzenia Turwi 18 maja na NOC MUZEUM W 100-LETNIM ZAKŁADZIE.
TUREW zlokalizowana jest 12 km na wschód od Kościana, w rolniczej okolicy, z dala od głównych linii komunikacyjnych. To tu generał Dezydery Chłapowski, na wzór krajów zachodniej Europy, zaczął wprowadzać nowoczesne metody uprawy ziemi i prowadzenia gospodarstwa rolnego.
Dwudziestopięcioletni Dezydery w 1815 r. objął majątek ojca – Turwię (przemianowaną później na Turew). Majątek ten był poważnie zadłużony, jednak wierzyciele zgodzili się na stopniową spłatę długu.
Po przejęciu majątku Dezydery wyjechał do Anglii, gdzie przez półtora roku zwiedzał przodujące gospodarstwa. Obserwował i uczył się, ale też pracował fizycznie na roli poznając różne rodzaje prac.
W Anglii kupił nowoczesne narzędzia rolnicze. Po powrocie do kraju rozpoczął reorganizację i unowocześnianie majątku. Okoliczni ziemianie widząc wprowadzane zmiany wróżyli mu rychłe bankructwo. Zaczął zmieniać gospodarstwo od wprowadzenia płodozmianu, wzdłuż pól założył pasy ochronne z drzew i krzewów. Stwierdził bowiem, że ochrona taka wpływa pomyślnie na plony. Jako pierwszy w Polsce zastosował dreny.
Ze Szwajcarii sprowadził mleczne krowy, wprowadził hodowlę owiec mięsno-wełnistych, rozwinął też hodowlę koni. W Turwi wybudowano jedną z pierwszych w województwie poznańskim cukrowni. Powstała tez gorzelnia, browar i olejarnia.
Chłapowski otworzył pierwszą nieformalną szkołę dla chłopców chcących uczyć się nowoczesnego rolnictwa. W ciągu kilkudziesięciu lat jej funkcjonowania wykształciło się tam wielu znamienitych rolników.
Dezydery Chłapowski przejął majątek obciążony zawrotną na owe czasy sumą długów, a po 17 latach zostały one całkowicie spłacone. Z czasem znacznie powiększył majątek; dokupił Brodnicę, Manieczki, Przylepki, Kopaszewo, Karmin i Goździchowo. Na pozątku miał 11 tysięcy mórg, a zostawił spadkobiercom – 34 tysiące.
Tak gospodarował człowiek, który zbudował gorzelnię. Tradycja gorzelnicza w Turwii sięga zatem pierwszej połowy XlX w. Pierwszy budynek wybudowany przy pałacu nie przetrwał długo. Gorzelnia, w której wytwarzany jest surowy spirytus obecnie, została wzniesiona na początku XX wieku (1918r.). Tuz przed drugą wojną świtową rozbudował ją ostatni właściciel majątku Krzysztof Morawski. Potem przyszli Niemcy, po nich władza ludowa, by wreszcie państwowe gospodarstwo przeszło trudne koleje prywatyzacji i przekształceń właścicielskich. Obecnym właścicielem jest Top Farms Wielkopolska Sp. z o.o.
W gorzelni działa miedziany aparat destylacyjny jednokolumnowy z 1985 roku o wysokości 9,60 metra, posiadający 20 pólek wywarowych i 11 polek spirytusowych, na których odbywa się destylacja zacieru-odfermentowanego.
Dzienna produkcja to nawet 4000 litrów spirytusu. Całość ogrzewa niemiecki kocioł z 1934 roku. Przetwarza się tu na spirytus żyto, pszenżyto i ziemniaki, a czasami nawet kukurydzę (przydatny na Burbon).
Spirytus uzyskany taką metodą to spirytus rolniczy o mocy ok. 92-93%.
Na koniec należy wrócić do kierownika i jego pasji. Nieałe dwa lata temu, we wrześniu w Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu odbyło się wręczanie odznaczeń państwowych zasłużonym mieszkańcom Wielkopolski. Wśród nich był Grzegorz Konieczny, który otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi. W prezentacji kierownika Gorzelni w Turwi stwierdzono, ze to aktywny działacz społeczny, założyciel Stowarzyszenia Przyjaciół Gorzelni Turew oraz Muzeum Gorzelnictwa. Dodano, że to człowiek wspierający miejscową Ochotniczej Straży Pożarnej, organizację Europejskich i Krajowych Zawodów Sikawek Konnych w Cichowie oraz organizację wyjazdów członków Młodzieżowych Drużyn Pożarniczych na obozy międzynarodowe. Wojewoda Wielkopolski, który wręczał Krzyż zaakcentował, że odznaczenia państwowe są wyrazem uznania i podziękowania za wybitne zasługi na rzecz regionu. (opr.maz)
Foto 3

W pierwszym tygodniu maja uczniowie Erasmusa oraz ich nauczyciele przyjechali do uczniów ze Szkoły Podstawowej im. bł. E. Bojanowskiego w Górce Duchownej w gminie Lipno, aby podzielić się swoimi doświadczeniami z polską młodzieżą. Goście zatrzymali się w kościańskim hotelu i zostali przyjęci również w rodzinach polskich uczniów na kolacji, aby mogli poznań tradycyjną kuchnię polską i dowiedzieć się, jak prowadzić zdrowy tryb życia.
Do Polski przyjechała młodzież szkolna z Chorwacji, Turcji, Rumunii i Włoch.
Od soboty 5 maja przybysze – dwadzieścia dzieci i dziesięciu opiekunów – oraz ich polscy koledzy spędzali ze sobą czas na zajęciach w górowskiej Szkole oraz na wycieczkach. Przyjazd odbywał się w ramach projektów europejskich Erazmusa.
Pierwszego dnia zajęć, czyli w poniedziałek 6 maja nastąpiło powitanie gości w szkole, potem wspólny obiad, spotkanie z ratownikami WOPR-u, a o osiemnastej obiad w wybranej, polskiej rodzinie.
Wtorek, to wycieczka do Szreniawy i zwiedzanie Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego, potem zwiedznie Poznania, a dokładnie Ostrowa Tumskiego, Katedry, Ratusza z koziołkami, Pręgierza, Domków budniczych, Fary, Kolegium Pojezuickiego, Zamku Królewskiego (z punktem widokowym), Pomnika Pułku Ułanów Poznańskich, Studzienki i Bamberki. Po tak długiem marszu wszyscy zasiedli do posiłku, a potem zobaczyli jeszcze jedno miejsce, czyli Muzeum Rogala na Starym Rynku.
Kolejne dni, to wizyta w Przetwórni Owoców i Warzyw Przemyława Gila w St Bojanowie, która produkuje naturalną, zdrową żywność, na basenie i w Nadleśnictwo Koczury. W Koczurach jest Ochronka dla leśnych zwierząt, które trafiają tu po kontuzjach uniemożliwiających im życie w naturze.
Pote wszyscy zwiedzili Kościan, a w nim ściankę wspinaczkową i obserwatorium astronomiczne w Wieży Ciśnień. Tam wykład o Układzie Słonecznym zaprezentował Mateusz Maliczak. Młodzież mogła też obserwować niebo przez teleskop i poczynić obserwacje ze Stellarium.
Piatek 10 maja, to ostatni dzień pobytu i przeznaczony był na uroczystość zamknięcia i rozdania certyfikatów. Nastąpiło podsumowanie działań związanych z komiksem Healthy Man Cartoon Book. W nim główny bohater promuje zdrowy styl życia. Uczniowie przy tej okazji uczyli się rozróżniać zdrowe od niezdrowego jedzenia. Na koniec każdy kraj dostał swój własny komiks.
Ostatniego dnia uczniowie odwiedzili jeszcze Leszno. Tam odbyło się spotkanie projektowe dla koordynatorów. Rozmawiano, co należy zrobić po rozstaniu, a także o spotkaniu w Turcji, w czerwcu. Wieczorem wszyscy czas spędzili na wspólnej kolacji.
Pobyt w Polsce, w Górce Duchownej, to ostatni, wspólny pobyt uczniów w ramach wymiany. Wcześniej szkoły spoptykały się na Sycylii, w Zagrzbiu – Chorwacja, Suczawie w Rumunii i miejscowości Foca w Turcji. Polscy uczniowie byli wcześniej w tamtych krajach, teraz gościli uczniów u siebie. Ten projekt trwa już dwa lata, a głownym kooordynatorem jest Turcja.
Pomysładawczynią całego projektu wymiany w ramach Erazmusa była dyrektor górowskiej Szkoły, polonistka Joanna Strzelecka, a wspierają w tym ją nauyciele Maria Maćkowiak i Mateusz Graczyk.
Warto podkreślić, że całość opłacana jest z budżetu erazmusowskiego. W nim organizatorzy muszą się zmieścić.
Jak powiedział Mateusz Graczyk – nauczyciel i współorganizator wymiany – spotkania młodzieży mają na celu pokazanie, jakie są inne kraje, jakie mamy problemy we współczesnym świecie. Spotkania zacieśniają więzi między młodymi ludźmi. Powinny też pokazywać i przybliżać inne miejsca na świecie i tamtejsze kultury Mówimy o równoupranieniu, o wzajemnym do siebie szacunku niezależnie od różnych nacji, przekonań, czy koloru skóry. Uświadamiamy młodym słuchaczom, jak ważne jest dbanie o środowisko, ekologię i o zdrowe odżywianie się.
Ewa Noga-Mazurek

BIEGI ULICZNE W RAKONIEWICACH
W Rakoniewicach z okazji uczczenia Konstytucji 3 Maja odbyły się 44 Biegi Uliczne. Uroczystość poprzedzona została mszą odprawioną w kościele p.w. Św. Marcina i Św. Stanisława Bpa w Rakoniewicach.
Jako pierwsi w biegu sz

tafetowym wystartowali druhowie z OSP z gminy Rakoniewice.
Uczniowie rocznik 2011 rywalizowali – dziewczęta i chłopcyz kolejnych roczników – 2010 na dystansie 400 m. 2009 na dystansie 400 m. 2008 na dystansie 600 m, rocznik 2007 na dystansie 600 m, na rocznik 2006 na dystansie 800 m – dziewczyny i 1000 m – chłopcy, rocznik 2003-2005 na dystansie 2000 metrów chłopcy i dziewczęta.
WYNIKI:
Rocznik 2011 dziewczęta: I miejsce Alicja Jon – Łubnica, II miejsce Iga Przybysz – Opalenica, III miejsce Maja Lehmann – Rostarzewo
2011 chłopcy: I miejsce Oliwier Kaczmarek – Łubnica, II miejsce Markuz Kubaczyk – Rostarzewo, III miejsce Jakub Roguski – Rakoniewice.
Rocznik 2010 dziewczęta: I miejsce Maja Jaszczowska – Łubnica, II miejsce Martyna Stankowiak – Łubnica, III miejsce Hanna Wojciechowska,
2010 chłopcy: I miejsce Franciszek Mułkowski – Opalenica, II miejsce Jakub Hypta – Rakoniewice, III miejsce Ksawery Neumann – Opalenica.
Rocznik 2009 dziewczęta: I miejsce Julia Błoszyk – Rakoniewice, II miejsce Karolina Pawliczak – Rakoniewice, III miejsce Kinga Chojnacka – Rostarzewo,
2009 chłopcy: I miejsce Oskar Szorsz – Łubnica, II miejsce Jakub Rutkowski – Łubnica, III miejsce Dawid Marcinek – Rakoniewice.
Rocznik 2008 dziewczęta: I miejsce Julia Klesza – Opalenuca, II miejsce Emilia Hołyńska – Dąbrówka Wlkp., III miejsce Wiktoria Jaszczowska – Łubnica,
2008 chłopcy: I miejsce Igor Targosz – Opalenica, II miejsce Igor Gruszkiewicz – Łubnica, III miejsce Mikołaj Rybarczyk – Łubnica,
Rocznik 2007 dziewczęta: I miejsce Marcelina Wawrzyńska – Rakoniewice, II miejsce Natalia Lehmann – Rostarzewo, III miejsce Wiktoria Stempin – Rakoniewice,
2007 chłopcy: I miejsce Jakub Borowczak – Opalenica, II miejsce Kacper Janas – Grodzisk Wlkp., III miejsce Marcin Piosik – Rakoniewice,
Rocznik 2006 dziewczęta: I miejsce Malwina Marcinkowska – Łąkie gm. Rakoniewice, II miejsce Gabriela Kaczmarek – Opalenica, III miejsce Ewa Michalak – Łubnica,
2006 chłopcy: I miejsce Nikodem Kupka – Rakoniewice, Hubert Dziewiel – Łubnica, III miejsce Jakub Walczak – Rakoniewice,
Rocznik 2003-2005 dziewczęta: I miejsce Marta Konopska – Opalenica, II miejsce Martyna Dominiak – Grodzisk Wlkp., III miejsce Zuza Kaczmarek – Jabłonna gm. Rakoniewice,
2003-2005 chłopcy: I miejsce Karol Roguszka – Jabłonna, II miejsce Norbert Borowczak – Rakoniewice, III miejsce Filip Kozłowski – Mochy gm. Przemęt.
W kategorii zespołowej I miejsce zajęłą SP Rakoniewice 487 punktów, II miejsce SP Łubnica 258 punktów, III miejsce SP Rostarzewo 230 punktów.
Spośród wszystkich uczestników rozlosowano nagrody rzeczowe, a główna nagrodą był rower, który wygrała Maria Ruta z Łubnicy.
Celem imprezy było upowszechnienie masowego biegania dzieci i młodzieży, popularyzacja Ziemi Rakoniewickiej oraz uczczenie rocznicy Konstytucji 3 Maja.
Organizatorami byli Urząd Miasta i Gminy Rakoniewice, Zakład Usług Komunalnych, Zarząd Miejsko-Gminny Związku OSP oddział Rakoniewice oraz miejscowa Hala Widowiskowo-Sportowa.
Medale biegaczom wręczali burmistrz Rakoniewic Gerard Tomiak oraz Przewodniczący Rady Miejskiej Krzysztof Krawczyk.(MK)

Z muzyką przez życie
Krzysztof Zalesinski z Wonieścia w gminie Śmigiel całe życie jest blisko gwiazd muzyki rozrywkowej. Ma słabość do artystów, a oni do niego. Już jako nastolatek poznał Annę Jantar, niestety ta znajomość szybko się skończyła po tragicznej śmierci piosenkarki.
Pustkę w jego sercu zastąpiła Eleni. Piosenkarkę pan Krzysztof usłyszał w audycji „Lato z radiem”. Ta znajomość trawa do dzisiaj, czyli ponad 40 lat. Krzysztof Zalesiński, jako pierwszy w Polsce założył fan club Eleni. Jeździł, gdzie można było, aby usłyszeć piosenki tej piosenkarki. Ona zawsze miło go witała na koncertach, a także jako gościa w jej domu. Bywała także w domu pana Krzysztofa w Wonieściu.
Nasz bohater nie wyobraża sobie życia bez dobrej, polskiej muzyki. Towarzyszy mu w chwilach radości i jest lekarstwem, gdy trafi się gorszy dzień.
Dzięki Eleni poznał innych wykonawców m.in.: Małgorzatę Ostrowską, Krystynę Giżowską, Don Wasyla, Krzysztofa Krawczyka. Zna się i przyjaźni z Izabelą Trojanowską, ale od 7 lat przyjaźni się s piosenkarzem, którego piosenki podbiły jego serce. To Jacek Silski, znany może bardziej na Śląsku, tam można go najczęściej usłyszeć. Nazywany jest polskim Julio Iglesiasem, śląskim słowikiem, czy muzycznym kameleonem. Bywał już na wielu koncertach Jacka i zawsze zachwyca go jego głos i piękne piosenki.
Za także innych wykonawców ze śląska. To m.in.: Mariusz Kalaga, Teresa Werner, Kola i Jula i wielu innych. Tak więc życie płynie mu w muzycznych rytmach, a motto życiowe brzmi: Zawsze z uśmiechem idź przez życie, a będzie cały świat uśmiechał się.
Wśród poznanych bliżej gwiazd znalazła się także Izabela Skrybant-Dziewiątkowska z Tercetu Egzotycznego.
Tercet Egzotyczny powstał jesienią 1963 roku we Wrocławiu. Przez 50 lat koncertował z powodzeniem na całym świecie: m.in. w USA, Holandii, Niemczech Szwecji, Danii i Grecji.
W naszym terenie, w Lubiniu w gminie Krzywiń, w kościańskim powiecie, istnieje Muzeum Tercetu Egzotycznego. Otwarte zostało 17 sierpnia 2014 roku, a dokonała tego wokalistka i żona założyciela zespołu Zbigniewa Dziewiątkowskiego Tercet Egzotyczny. W Muzeum znajdują się rękopisy Zbigniewa Dziewiątkowskiego z najsłynniejszym przebojem „Pamelo żegnaj”. Zobaczyć można instrumentu i stroje, które towarzyszyły artystom przez ostatnie 50 lat na wszystkich koncertach. Jest tam garderoba Izabelli i pokój Zbyszka, wiele nagród i pamiątek m.in. złote, platynowe i diamentowe płyty oraz szereg dokumentów, wśród których są listy, kontrakty i pozwolenia na pracę z okresu PRL-u.
Muzeum znajduje się w budynku dawnej pastorówki z poł. XIX w. Historia tego domu jest taka, że kiedyś był to szpital zakonników. Po kasacie zakonu i przekazaniu w 1853 r. ewangelikom kościoła św. Leonarda, dawny szpital przebudowano na pastorówkę. Jest to parterowy, siedmioosiowy budynek nakryty wysokim dachem. Posadowiony jest na wysokich kamiennych fundamentach.
Do tego miejsca często przyjeżdżała Pani Izabela. Tam też spotykał ją i rozma

wiał nasz bohater Krzysztof Zalesinski.
Izabela Skrybant-Dziewiątkowska odeszła dość niespodziewanie i zapewne wiele osób z tego tytułu jest zasmuconych. Zmarła 1 maja po walce z chorobą trzustki. Miała 78 lat. Pochowano ją na cmentarzu przy ul. Bardzkiej we Wrocławiu. W kaplicy pojawili się: prezydent Wrocławia Jacek Sutryk, były minister kultury Bogdan Zdrojewski, artysta kabaretowy Jerzy Skoczylas z Kabaretu Elita oraz obecni gitarzyści Tercetu Egzotycznego Janusz Konefał i Sławomir Marcinkowski.
Na fotografiach widzimy Krzysztofa Zalesinskiego z różnymi artystami.(maz)

Kościańskie Liceum Ogólnokształcące im. Oskara Kolberga istnieje od początku XX wieku. Pierwsza matura odbyła się 25 VI 1923 roku. Egzamin dojrzałości złożyło 11 kandydatów. Z tej okazji w szkole odbyła się uroczysta akademia, a w ratuszu obiad, w którym uczestniczyli pierwsi maturzyści wraz z profesorami, przedstawicielami władz i społeczeństwa.
Gdy w 1993 roku ówczesne grono pedagogiczne przygotowywało się do obchodów 70-lecia pierwszej matury i zorganizowania dużego zjazdu koleżeńskiego dawnych uczniów, kilkunastoosobowa grupa absolwentów zaczęła aktywnie działać, by powołać do życia Stowarzyszenie Absolwentów Gimnazjum i Liceum. Ostatecznie Sąd Wojewódzki w Poznaniu w grudniu 1992 roku zatwierdził powołanie do życia Stowarzyszenia, a 20 marca 1993 roku zwołano pierwsze walne zebranie na którym wybrano zarząd. Pierwszym prezesem został Piotr Matuszak, kiedyś uczeń zdający maturę w 1969 roku.
Piotr, to kościaniak od urodzenia. Z rodzicami i siostrą Genią mieszkał na Rynku, na piętrze w budynku, gdzie znajdowała się do niedawna pizzernia.
Rodzeństwo Genia i Piotr po zdaniu matury zaczęli własne, dorosłe życie. Genia po wyjściu za mąż przeniosła się na Kełczewo, a Piotr podjął studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Po zdobyciu wiedzy wrócił do Kościana. Znalazł towarzyszkę swego życia i przeniósł się do nowego domu. Państwo Matuszakowie na wychowanie wzięli niepełnosprawnego chłopca.
Jako psycholog Piotr Matuszak został specjalistą psychologii klinicznej, kierownikiem Zespołu Terapeutycznego Wojewódzkiego Szpitala Neuropsychiatrycznego w Kościanie.
Przez cały czas pracy zawodowej aktywnie wspierał swoją dawną szkołę. Stowarzyszeniu prezesował wiele lat. W 2013 roku a na zjeździe absolwentów zorganizowanym z okazji 90-lecia pierwszej matury został mu wręczony akty nadania tytułu honorowego członka Stowarzyszenia Absolwentów Gimnazjum i Liceum. Oprócz Piotra otrzymali jeszcze Maria Pawlak, Halina Stasiewicz, Zdzisław Wojtczak i Jurek Zielonka.
Prezesurę

po Piotrze przejął na krótko Eugeniusz Śliwiński, a następnie te funkcję zaczęła pełnić dawna dyrektor „Kolberga” – Czesława Albińska-Pogorzelska.
Od pewnego czasu mniej był widoczny na zewnątrz. W kwietniu tego roku niespodziewanie pojawiła się informacja, że 18-go Piotr zmarł. Wśród klepsydr można było przeczytać i tę, którą zamieściła dyrekcja Wojewódzkiego Szpitala Neuropsychiatrycznego im. Oskara Bielawskiego w Kościanie. Napisano w niej, że w zmarłym stracono wybitnego psychologa, nauczyciela i serdecznego przyjaciela. Rodzinie zmarłego wyrazy głębokiego współczucia składali: dyrektor i pracownicy.
Redakcję także wielce zasmuciła wiadomość o Jego śmierci. Mieliśmy tę przyjemność, że Piotr był także naszym kolegą od czasów szkolnych i okresu spędzonego w „Kolbergu”.
Dlatego i my żegnamy Go szczególnie ciepło i przesyłamy bliskim, szczególnie siostrze Geni, wyrazy szczerego współczucia.
Ewa Noga-Mazurek