wtorek, 21 Sierpień 2018

Kościan

Poszukiwanie dobrego i stałego miejsca zatrudnienia to nie lada wyzwanie, które wymaga od nas uzbrojenia się w cierpliwość. Nie ważne, czy zamierzamy zmienić pracę, czy dopiero rozpoczynamy karierę. W proces szukania pracy musimy zainwestować przede wszystkim czas i konsekwentne działania.  Co nam pomoże w znalezieniu wymarzonej pracy?

Przede wszystkim dobre CV
Na szczęście coraz więcej z nas zaczyna przywiązywać wagę do tak ważnego dokumentu, jakim jest życiorys. To od jego jakości i profesjonalizmu w dużym stopniu zależy, czy w ogóle nasza kandydatura zostanie wzięta pod uwagę. CV ma nam zapewnić umówienie się na rozmowę kwalifikacyjną, dzięki której mamy szansę zaprezentować swoje kompetencje i otrzymać zatrudnienie. Zawsze powinno być dostosowane do stanowiska, na które aplikujemy i posiadać uporządkowaną, przejrzystą formę. Co powinno zawierać dobre CV? Nasze dane osobowe, poprzednie miejsca zatrudnienia z opisem wykonywanych wcześniej czynności, ukończone szkoły (tylko te wyższe lub ostatnie), opcjonalnie nasze zainteresowania i zdolności. Warto pochwalić się ukończonymi kursami i ciekawymi projektami, w których braliśmy udział.

Konsekwentne szukanie ofert
W procesie szukania pracy bardzo ważne jest śledzenie na bieżąco pojawiających się ofert i aplikowania na nie. Po pewnym czasie jest to dość żmudne zajęcie i dlatego wiele osób odpuszcza. Należy uzbroić się w cierpliwość i nie poddawać się chwilowemu zniechęceniu. Internet zdecydowanie ułatwia poszukiwanie ciekawych ofert, możemy też pokusić się o wysyłanie maili bezpośrednio do pracodawcy, czyli do firmy, w której chcielibyśmy pracować. Warto też śledzić ogłoszenia znajdujące się w Urzędzie Pracy, gdzie nadal pojawia się wiele interesujących możliwości rozwoju kariery zawodowej. Szukanie zatrudnienia musi łączyć się z kompleksowymi działaniami, czyli znajdowaniem ofert przez różne kanały. Przy okazji można też popytać znajomych, czy przypadkiem nie wiedzą o jakimś wolnym etacie. W ten sposób możemy być pewni, że jesteśmy już o krok od otrzymania dobrego zatrudnienia.

 

 

 

Rynek pracy bardzo dynamicznie się zmienia. Raz zdobyte umiejętności nie wystarczą, aby pokonać konkurencję i zdobyć dobrą pracę, w której będziemy czuli się szczęśliwi. W dzisiejszych czasach stale powinniśmy podnosić poziom swoich kwalifikacji i świadomie wpływać na rozwój naszej kariery. Nie jest to aż takie trudne i czasochłonne, jak mogłoby się wydawać.

Zwiększenie atrakcyjności kandydata w oczach pracodawcy
Do tej pory znalezienie dobrego zatrudnienia było zależne od poziomu wykształcenia i zdobytego doświadczenia. To nadal podstawa w budowaniu solidnej kariery. Trzeba mieć jednak na uwadze, że postęp nowych technologii, powstawanie dużej ilości nowych profesji i zmieniające się potrzeby rynku sprawiają, że zdobyta wiedza w większości zawodach jest nieaktualna. Bardzo często pracodawcy wymagają też orientacji w różnych dziedzinach, co przekłada się na sukces całej firmy. W tym celu przedsiębiorcy coraz chętniej organizują wewnętrzne szkolenia, które rozwijają potrzebne umiejętności. Co jednak zrobić, kiedy dopiero szukamy zatrudnienia?

Inwestycja w nowe kwalifikacje ma sens
W jaki sposób możemy uzupełnić nasze wykształcenie i dotychczas zdobyte doświadczenie? Właśnie przez udział w rozmaitych kursach, do których dostęp jest obecnie bardzo prosty. Warto przemyśleć sobie, w jakim kierunku chcemy dalej rozwijać karierę zawodową i jakie umiejętności okażą się niezbędne. Może pragniemy się całkowicie przekwalifikować? Nigdy nie jest na to za późno. W dążeniu to satysfakcjonującego życia zawodowego należy być elastycznym i nie trzymać się wcześniej przyjętych schematów. Warsztaty i szkolenia są jednak często dość kosztowne. Jeżeli nie mamy możliwości inwestycji w wybrany kurs, możemy szukać bezpłatnych rozwiązań. Oferują je, np. Urzędy Pracy. Czas, który poświęcamy na szukanie zatrudnienia, dobrze jest uzupełnić w podnoszenie poziomu swoich kwalifikacji, co da nam szansę na zdobycie jeszcze lepszej pracy i zdecydowanie wyższą pensję.

Gdy już uporamy się z trudnym okresem poszukiwania zatrudnienia i uda nam się otrzymać posadę, pojawia się stres związany z odnalezieniem się w nowej firmie. Obce środowisko, nieznani ludzie, obowiązki, którym trzeba sprostać- stres gwarantowany. Na szczęście znając kilka praktycznych sposobów, można ułatwić sobie pierwsze tygodnie w nowej pracy. Oto one:

Sposób 1: Otwartość na nowości
Trudno jest pokonać nieśmiałość. Szczególnie jeśli z natury jesteśmy introwertykami. Pozytywne nastawienie i otwartość na nieznane doświadczenia pomoże nam przezwyciężyć stres w pierwszych tygodniach w nowej firmie. Starajmy się wykazywać zainteresowanie, aranżować rozmowy ze współpracownikami i chętnie opowiadajmy o sobie- oczywiście nie należy przesadzić, aby nie zrazić do siebie poznanych kolegów.

Sposób 2: Wykazywanie inicjatywy
W nowej pracy musimy się wdrożyć w przydzielone zadania, ale też w kulturę firmy i panujące w niej zasady. Na starcie fajnie jest okazać zainteresowanie i angażować się w poznanie zakładu „od podszewki”. Osoba, która wprowadza nas w nasze obowiązki, chętnie odpowie na nurtujące pytania i niejasności. Aby pokazać, że nie jesteśmy tylko biernymi słuchaczami, możemy robić sobie krótkie notatki. Pomogą nam uporządkować zdobyte informacje i zapamiętać istotne kwestie. Proaktywność to ceniona zaleta.

Sposób 3: Organizacja środowiska pracy
Przydzielone biurko lub inne miejsce, w którym będziemy pracować, zorganizujmy według własnych zasad. Tak, aby czuć się komfortowo. Zadbajmy o przedmioty, które lubimy, np. ulubiony kubek albo zdjęcie rodziny. To drobiazgi, które sprawiają, że poczujemy się o wiele lepiej.

Sposób 4: Integracja poza pracą
Budowanie relacji to bardzo istotna kwestia. W pracy niestety nie ma czasu na zacieśnianie więzi z zespołem. Przeważnie są to ludzie, którzy współpracują ze sobą dłuższy czas i zdążyli lepiej się poznać. W takim przypadku dobrze jest się spotkać poza godzinami w firmie i spędzić ze sobą czas na płaszczyźnie prywatnej.

Sposób 5: Pozytywne nastawienie
Na początku jest trudno i trzeba to wyraźnie zaznaczyć. Jeśli nie mamy ochoty znów rejestrować się w Urzędzie Pracy i szukać nowego zatrudnienia, dajmy sobie czas i myślmy pozytywnie. Wynajdywanie tego, co nam przeszkadza, może skutecznie utrudnić pełne poznanie nowego środowiska.

 

 

 

 

Emocje wokół „ekspresowej piątki” nie maleją

Każda cierpliwość ma swoje granice. Nerwy, oczekiwanie na poprawę sytuacji rodzi frustrację i złość. Narastają emocję. Ludzie żyjący w niepewności i stresie szukają sposobów na rozwiązanie problemów, które utrudniają im życie. Chwytają się różnych, niekiedy radykalnych metod, by osiągnąć cel. Tak jest w przypadku mieszkańców gminy Stęszew. 

W dniu 22 czerwca mieszkańcy Będlewa i Wronczyna, przy poparciu ludzi ze Stęszewa i innych wiosek zorganizowali protest przeciwko wstrzymaniu prac na budowie drogi ekspresowej S5, na odcinku Głuchowo koło Poznania – Wronczyn. Nie zostały dotrzymana przez wykonawcę oraz Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad terminy zamknięcia, a potem otwarcia skrzyżowania drogi wojewódzkiej nr 431 z drogą krajową nr 5.

Protest 22 czerwca polegał na blokowania ruchu na przejściu dla pieszych na pasch drogi krajowej S-5 w Zamysłowie. Był wyrazem bezsilności i zniecierpliwienia wobec obecnej sytuacji. Niemniej przebiegł bez zakłóceń.

Przypomnijmy, że od września 2015 roku budowany jest na terenie gminy Stęszew odcinek drogi ekspresowej S5: Głuchowo – Wronczyn.

Inwestycja ta była wyczekiwana przez wiele lat i miała być rozwiązaniem większości problemów komunikacyjnych, nie tylko gminy Stęszew, ale i sąsiednich. Niestety tak się nie stało, ponieważ wykonawca wspomnianego odcinka bardzo opieszale prowadził budowę, by po pewnym czasie całkowicie ją opuścić. Na placu przypominającym „księżycowy krajobraz”, poza resztkami materiałów budowlanych, nie pozostało nic.

Sytuacja ta jest szczególnie trudna, bo część mieszkańców stęszewskiej gminy, prawie rok temu (w sierpniu 2017) została „odcięta komunikacyjnie od świata”. Mowa tu o zamkniętym skrzyżowaniu DW 431 z DK 5. Mieszkańcy Będlewa, Wronczyna, Zaparcina i inni miejscowości, zmuszeni zostali docierać do pracy, szkół, do lekarza, po zakupy kilkunastokilometrowymi objazdami. Uczniowie, by dojechać do szkoły mieszczącej się w sąsiedniej miejscowości dowożeni są przez teren ościennej gminy.

Prace na wspomnianym odcinku, jako jeden z etapów budowy drogi S5 miały zostać zakończone w listopadzie 2017 roku..

Tak się nie stało. Na przełomie 2017 i 2018 roku warunki atmosferyczne, według firmy TOTO, nie pozwalały na kontynuację prac. Wczesną wiosną szły one bardzo opieszale, a termin zakończenia przedłużony został do maja 2018 roku, by w końcu dotrzeć do dnia, kiedy wykonawca zszedł z budowy. Po tym fakcie oraz w obliczu wyczerpania wszelkich pisemnych możliwości interwencji; w sytuacji, gdy kolejne zapewnienia inwestora Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad nic nie zmieniły; mieszkańcy podjęli decyzję o proteście.

Media poruszone przez ogłoszenie protestu doctarły z pytaniami do Generalnej Dyrekcji i doprowadziły do tego, że jej przedstawiciele razem z przedstawicielami wykonawcy – firmy TOTO pojawili się w gminie. Byli 21 czerwca na XXXVIII sesji Rady Miejskiej. Z ich strony padły – przy szerokim gremium – deklaracje, że firma wraca na budowę i dokończy prace, a newralgiczny wiadukt zostanie otwarty do końca lipca.

Rzeczywistość na dzień dzisiejszy wygląda mało ciekawie. Na placu budowy, pomimo zapewnień inwestora i wykonawcy jest niewielu pracowników, sprzętu i maszyn.

O sytuacji związanej z tą inwestycją rozmawiał z redaktorem „Kl” burmistrz gminy Stęszew.

*Jakby Pan opisał sytuację związaną z budową drogi S5 – odcinka biegnącego przez gminę Stęszew?

– Ostatni czas to gehenna i ciągłe przerzucanie się pismami z GDDKiA oraz firmą TOTO. Na bieżąco monitorowaliśmy sytuację na placu budowy i zgłaszaliśmy inwestorowi wszelkie wątpliwości, nie przestrzeganie zapisów umów przez firmę TOTO. Korespondencja z tego czasu to 6 segregatorów. Ostatnie miesiące, czyli nie wywiązanie się z terminu otwarcia skrzyżowania DW431 i DK5 i zejście wykonawcy z budowy, to już dramat. Poza mną, pisał też sołtys Wronczyna i mieszkańcy tej miejscowości. W marcu i kwietniu zgłaszali swoje problemy. W przejmującym apelu prosili o pomoc instytucje i posłów. Na początku czerwca (2.06) byliśmy z sołtysem Wronczyna i Będlewa na spotkaniu z posłami. Nasz argumenty były przysłowiowym „grochem o ścianę?. Dopiero ogłoszenie przez mieszkańców protestu na drodze „ruszyło” sprawę, choć nie wiem, czy nie są to ruchy pozornie.

*Mówi Pan o tym, że po ogłoszeniu protestu sprawę ruszyły media.

– Tak. Za mediami pojawił się również na sesji przedstawiciel inwestora i wykonawcy. Solennie obiecywali, że prace na S5 zostaną dokończone, a najważniejszy dla nas wiadukt otwarty zostanie do końca lipca. Zapewnili też, że firma TOTO powróci na budowę 25 czerwca. Dziś jest już kilka dni po tej dacie, ale niewiele się tam dzieje.

*Czy to znaczy, że były to tylko „pozorowane ruchy, mające na celu odwieść mieszkańców od protestu?

– Trudno jest mi to jednoznacznie stwierdzić, ale mogą oni odnieść takie wrażenie.

*Decyzja o organizacji protestu przez większość mieszkańców oceniana była pozytywnie, jako w pełni uzasadniona. Tak wynika m.in. z komentarzy w mediach.

– Też jestem tego zdania. Głosy poparcia docierały także od mieszkańców sąsiednich gmin – Komorniki i Dopiewo, dla których zakończenie budowy S5 jest równie ważne.

*Jak więc wyjaśni Pan program, jaki pojawił się w telewizji publicznej i bardzo ostre komentarze, sugerujące, że protest, to sprawa polityczna?

– Trudno to komentować, w sytuacji, gdy przygotowujący go dziennikarze nie bardzo wiedzieli, o czym mówią. Zaprosiłem ich z resztą, by w terenie pokazać jak wygląda rzeczywistość mieszkańców gminy. Nie skorzystali z zaproszenia.

*A jak odniesie się Pan do zarzutów osoby, która pojawiła się w telewizji publicznej, jako przedstawiciel mieszkańców i zarzucił Panu upolitycznienie sprawy oraz to, że mógł Pan wiele miesięcy temu rozmawiać z wykonawcą, by udrożnił węzły dla mieszkańców?

– Brak mi słów. Taka wypowiedź pada z ust osoby, która powinna znać doskonale obowiązujące procedury (a ewidentnie nie orientuje się w sytuacji). Powinna pamiętać, że na inwestycję krajową nie ma realnego wpływu ani burmistrz, ani radni. Co więcej, jak widać po naszych prośbach, do posłów, czyli osób, które mogłyby rzeczywiście pomóc, nawet oni nic w tym temacie nie zmienili? Skoro GDDKiA, jako inwestor płacący wykonawcy za pracę nic nie może to, jaką moc mam mieć ja? TOTO nie jest zależne od gminy. Analizując wypowiedź tego rzekomego przedstawiciela mieszkańców i komentarze TV publicznej powiedziałbym, że lepiej by pewnie było, gdybym nie pilnował sytuacji, nie monitował w sprawie. Miałem siedzieć cicho. Nie byłbym wtedy niewygodny i nie psułbym humoru niektórym posłom. Gdybym miał się obawiać zarzutów o upolitycznianie spraw, to przez całą kadencję nic nie mógłbym robić, bo wszystko może być dla kogoś niemiłe. Mam pełną świadomość, że niezależnie od tego, czy moje działania są słuszne, czy nie, będę napiętnowany, bo jestem z PSL i w dodatku nie jestem spolegliwy.

*Czyli protest mieszkańców, to nie Pańska kampania wyborcza?

– Wolne żarty! Mieszkańcy mają prawo wyrażać swoje niezadowolenie. Czy każdą taką sytuację mamy teraz odczytywać, jako polityczną? Poza tym, nie znam jeszcze nawet terminu wyborów, bo nie zostały ogłoszone. Może inni je znają? Według mnie, sprawa została raczej wykorzystania przez telewizję publiczną do wypromowania nowego działacza partii rządzącej w naszej gminie. Ja nie muszę takich działań podejmować.

*Tak Pan ocenia ten materiał?

– Dokładnie tak. Jak wytłumaczyć czynny udział w proteście osób, które później do kamery wyrażają swoją dezaprobatę wobec akcji? Po co tam byli? Poza tym, łatwo teraz, gdy „mleko się wylało” i prace na budowie stanęły szukać winnych wśród niewinnych. Mieszkańcy – winni, bo robią mi kampanię, ja – winny, bo ich do tego namówiłem. To ewidentna próba przerzucenia odpowiedzialności. Zresztą przedstawiciele partii rządzącej sami niedawno nas zapraszali na spotkanie w sprawie m.in. S5, jakie zorganizowali w Stęszewie. Chcieli poznać opinię mieszkańców, ich stanowisko w tej sprawie. Pomimo przedstawienia im konkretnych faktów, nawet wtedy nic nie zrobili. Dopiero szeroko nagłośniony protest uświadomił im, jak bardzo sprawę zawalili, jak zagrożona została ich pozycja polityczna. Audycją w TV publicznej próbowali się ratować i pozbyć winy.

*Smutne są to konkluzje. Chciałoby się wierzyć, że zarówno inwestor, jak wykonawca dotrzymają słowa i budowa zostanie zakończona.

– Również chcę w to wierzyć. Newralgiczny dla nas na tę chwilę jest wiadukt (skrzyżowanie DW 431 z DK 5), ale w sumie, na terenie naszej gminy jest ich aż 5, a nie, jak wydaje się osobom niezorientowanym tylko jeden – w Zamysłowie. Dodatkowym tematem są też przejścia dla zwierząt. Pracy jest jeszcze dużo, by zapewnić przepustowość całego odcinka S5 i ułatwić życie nie tylko naszym mieszkańcom, ale i tym z gmin sąsiednich.

*Dziękujemy za rozmowę i wypatrujemy z niecierpliwością zapowiadanego i pełnego powrotu wykonawcy na plac budowy.

# Od kilku dni na wspomnianej budowie drogi ekspresowej S-5 ruszyły prace. Odżyły nadzieje na jej ukończenie. Czas pokaże, czy obietnice złożone przez GDDKiA oraz firmę TOTO zostaną dotrzymane.

Warto w tym miejscu dodać, że protest mieszkańców i walka władz Stęszewa o dokończenie inwestycji odniosły pożądane skutki. Na łamach naszej gazety będziemy informować czytelników o tym, co się dzieje z tą i wokół tej inwestycji.

               

 

Nenufar Club – coś fajnego dla   każdego

Nenufar Club z Kościana jest parkiem, który zasłyną z pirackich wypraw tratwami po mostach i kanałach w poszukiwanie skarbów, z miniaturowych budowli wiata, indiańskich wigwamów, domów na drzewach i wiele innych organizowanych tam zabaw. Jest też część o nazwie Świat Bajek. To malownicza część parku, w której można zobaczyć dwadzieścia domków, przedstawiających najpopularniejsze bajki. Wewnątrz baśniowych domków zamieszkuj takie postaci, jak smerfy, trzy świnki, pinokio i gepetto, kopciuszek oraz wiele innych. Nenufar club w tym roku rozrósł się o kolejne atrakcje. Jest dom stojący dachem do dołu i kręcący się wokół swej osi, jest także dom zwany Czarna dziura i wiele innych atrakcji. To jedyny w swoim rodzaju park rekreacyjny, który oferuje atrakcje tak dla dorosłych, jak i dla dzieci. Mieści się na obrzeżach Kościana, w dolinie rzeki Obry. Nenufar Club położony jest w zacisznym zakolu kanału obrzańskiego. Zajmuje ok. 6 hektarów, z czego prawie trzy, to połączone akweny wodne. Bawią się tu dzieci i dorośli. Wiele osób szuka dogodnego miejsca dla weekendowego wypoczynku. Dorośli uczestniczą w tak zwanym pirackim

wieczorze, czyli programie animacyjnym dla dorosłych. Szereg gier i zabaw integracyjnych, nocny rejs tratwami z pochodniami, ognisko i pirackie harce to tylko niektóre elementy wieczoru pirackiego, które sprawiają, że impreza firmowa, czy też rodzinna staje się przygodą. W sąsiedztwie parku funkcjonują restauracje z tarasami i łączące akweny wodne parku. Goście w okresie letnim mogą być na świeżym powietrzu, mogą podziwiać piękno przyrody, smakując potrawy. Jest też hotel położony tuż obok. Do dyspozycji gości są 2-osobowe pokoje. * * *

Przed nami coraz dłuższe i cieplejsze dni. Dużo słońca i wysokie temperatury zachęcają do wspólnego biesiadowania na świeżym powietrzu. Warto zaprosić do Nenufar Clubu. Do dyspozycji zwiedzających są stanowiska piknikow e, grille, możliwość rozpalenia ogniska, place zabaw dla dzieci, wioska indiańską, wioska egipska, wypożyczalnia kajaków, tratwy. Czynne codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach 10.00 – 18.00,

w soboty, niedziele i święta od 10-ej do 21-ej.(maz)

Trzeci, letni turniej w kopa sportowego w Zbęchach

Puchar Burmistrza Krzywinia dla Jerzego Cieślaka

W niedzielę 8 lipca br. pod namiotem w Centrum Rekreacji i Wypoczynku w Zbęchach, w gminnie Krzywiń odbył się Trzeci, Letni Turniej w Kopa Sportowego o Puchar Burmistrza Miasta i Gminy Krzywiń. Rozgrywany został w ramach festynu „Wianki”. W imprezie wzięło udział 124 zawodników, w tym 4 panie.

Turniej rozgrywany był w klasyfikacji indywidualnej oraz w klasyfikacji kobiet, zgodnie z regulaminem Wielkopolskiej Ligi Kopa Sportowego.

Zawody wygrał Jerzy Cieślak z Kościana, który zgromadził 18 punktów dużych i 89 małych. Zwycięzca wywalczył puchar ufundowany przez Burmistrza Jacka Nowaka.

Drugie miejsce zajął Aleksander Majsnerowski z Jutrosina. Za „srebro” odebrał puchar Wiceburmistrza Krzywinia Bartosza Kobusa.

Na trzeciej lokacie uplasował się Zdzisław Kaźmierczak z Kluczewa. Odebrał puchar, który ufundowała przewodnicząca Rady Miasta i Gminy Krzywiń Krystyna Motławska.

Na kolejnych miejscach zawody ukończyli: IV Bogdan Latanowicz z Krzemieniewa, V Jacek Walter z Poladowa (gmina Śmigiel), VI Ireneusz Warzybok z Chludowa, VII Andrzej Sobkowiak z Poznania, VIII Andrzej Skórzewski z Kobylnik, IX Ryszard Woźniak z Piasków, a X miejsce przypadło dla Jakuba Grygiela z Siedlenina.

Kategorię kobiet wygrała Barbara Skórzewska z Kobylnik gmina Kościan. Odbrała puchar ufundowany przez sołtysa wsi Zbęchy Zbigniewa Zielińskiego

W klasyfikacji indywidualnej pierwsza trójka otrzymała puchary a dla 30 najlepszych zawodników organizatorzy przygotowali nagrody.

Nagrodę ufundowaną także przez sołtysa otrzymał najstarszy zawodnik turnieju Leonard Majchrzak z Kobylina.

Puchary i nagrody wręczał sołtys Zbęch.

Nad sprawnym i regulaminowym przebiegiem turnieju czuwali Adam Wysocki i Grzegorz Ratajczak (sędzia główny zawodów) z Kościańskiego Stowarzyszenia Kopa Sportowego. KSKS było współorganizatorem imprezy.

Profesjonalną obsługę techniczną zawodów zapewniła Agata Ratajczak.(k)

Triathlon Soplicowo w Cichowie

Początek wakacji nie zapowiadał słonecznej pogody. Było wietrznie i deszczowo. Jednak aura nie miała większego znaczenia dla około 500 zawodników biorących udział w pierwszym triathlonie organizowanym w miejscowości Cichowo gm. Krzywiń. Zawody rozpoczęły się polonezem na głownej plaży w wykonaniu zespołu tanecznego. Widzowie mogli również podziwiać występ grupy Semplicze w soplicowskim skansenie. Tam również wręczano medale i nagrody. Sportowcy mieli do wyboru dwa dystanse: 1/4 IM (pływanie 0,95km, rower 45 km, bieg 10,55km) lub 1/8 IM (pływanie 0,475km, rower 22,5km, bieg 5,275 km) zarówno indywidualnie jak i w sztafetach. Dla najmłodszych był crossduathatlon. Organizatorami zawodów byli: Gmina Krzywiń, PonoKai Sport & Event Ponokai – Piotr i Izabela Lisieccy z Czempinia oraz Beniu Sport – Marcin Bernard.

         Poszczególne miejsca sportowców z naszych powiatów:

Dystans 1/4

1 miejsce Michał Majchrzak, TGV Club/Soleus / Nowy Lubosz z wynikiem 02:10:07

6 miejsce Mikolaj Tomaszewski TGV Team / Kościan

9 miejsce Maciej Woźniak TGV Team / Kościan

17 miejsce Marta Brukwińska TGV Club/Soleus / Kościan

27 miejsce Jakub Andrzejewski Czempiń

92 miejsce Magdalena Soszyńska KROSS EURO-ROWER.PL / Krzywiń Dystans: 1/4 sztafety

6 miejsce TGV Team Soleus Bartosz Michałowski, Maciej Poprawski, Adam Kościański

23 miejsce Drużyna nr 1 Cukiernia A.M. Tycner Magdalena Tycner, Rafał Landzwojczak, Joanna Trąbka z wynikiem 02:51:29

27 miejsce Drużyna nr 2 Cukiernia A.M. Tycner Adrian Tycner, Dariusz Dobraś, Paulina Dobraś Dystans: 1/8

13 miejsce Krzysztof Ko złowski Kościan z wynikiem 01:14:18

28 miejsce Hubert Piotrowicz Mocni w Gębie / ChampionMan Team / Czempiń

39 miejsce Jakub Michalak ChampionMan Team / Czempiń

52 miejsce Sławomir Kóska ChampionMan Team / Czempiń

53 miejsce Wojciech Szymczak Kuźnia Triathlonu / Głuchowo

78 miejsce Łukasz Habernik Czempiń

79 miejsce Robert Giers Kościan TEAM / Nowy Lubosz

80 miejsce Kazimierz Michalak ChampionMan Team / Czempiń

86 miejsce Jakub Nowak Kościan

106 miejsce Anna Brygier Kościan

110 miejsce Jacek Nowak  Krzywiń

Dystans: 1/8 sztafety

3 miejsce DUATHLON CZEMPIŃ/SICZYŃSKI Marcel Wytyk, Przemysław Siczyński, Paweł Kotecki  z wynikiem 01:12:22

         Cała impreza odbyła się w sportowym duchu i zdrowej rywalizacji. LS


Na ostatniej sesji w Stęszewie zjawili się mieszkańcy gminy i zaczęło się od dyskusji w sprawie dużych problemów z ukończeniem budowy drogi S-5, na odcinku od Poznania do węzła na skrzyżowaniu Wronczyn – Będlewo. Było to w czwartek 21 czerwca.
Na następny dzień rolnicy z gminy Stęszew, wspierani przez burmistrza Warto przygotowali blokadę trasy starej piątki. Zdecydowali maszerując w Zamysłowie w piątek 22 czerwca przez dwie godziny po pasach i utrudniając ruch na krajowej drodze. Od wielu miesięc nie ma jakichkolwiek prac na budowanym odcinku trasy szybkiego ruchu. Przewodniczącym Komitetu Protestującego był Mirosław Kałek.
Tak więc dnia następnego większość protestujących pojawiła się na sesji Rady Miejskiej Gminy Stęszew. Już przed rozpoczęciem czuło się, że tym razem wiele będzie się działo. I rzeczywiście tak było.
Zaczęło się jednak od dyskusji w sprawie dużych problemów z drogą S – 5, a szczególnie nierealizowania węzła na skrzyżowaniu Wronczyn – Będlewo .
Na obrady przybył dyrektor Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad – Marek Napierała oraz przedstawiciel włoskiej firmy Toto realizującej tę inwestycję. Ze swojej strony tłumaczyli, że z różnych przyczyn firma Toto zeszła z budowy i prace stanęły. Obecnie udało jej się uporządkować sprawy finansowe z podwykonawcami i ma powrócić i dokończyć inwestycję na całym 16,5 km odcinku. Deklarują gotowość ukończenia odcinka Wronczyn – Głuchowo. Padły dwa terminy realizacji do końca czerwca i do końca lipca tego roku, z tym, że ten drugi termin dotyczy węzła „wronczyńskiego”.
Ze strony mieszkańców padło wiele pytań i sugestii, które podważały wiarygodność przybyłych. Ci jednak obstawali przy tym, że roboty zostaną ukończone. Firma i pracownicy oraz maszyny sukcesywnie wrócą na budowę. Sugerowali, aby mieszkańcy Gminy nie protestowali w piątek 22 czerwca blokując ruchliwą „piątek” w Zamysłowie. Dodali jednocześnie, że na taką ewentualność SA przygotowani. Aby być w pełni wiarygodni, co do prac na S 5 zaproponowali spotkanie za trzy tygodnie i poinformują o postępach prac na budowie. Zostało to zaaprobowane przez radę i Burmistrza.
Po tym wrócono do realizacji porządku obrad. Zgodnie z planem 14 przybyłych na sesję radnych przyjęło porządek obrad wraz z poprawkami zgłoszonymi przez przew. Mirosława Potrawiaka.
W sprawozdaniu burmistrza na plan pierwszy wybiła się dobiegająca końca budowa Szkoły Podstawowej w Jeziorkach. Są jednak kłopoty, bo PGNiG ma problemy z przyłączem gazu do budynku, co może mieć przełożenie na oddanie tej inwestycji i rozpoczęcie nauki w nowym roku szkolnym.
Podano też, że na stęszewskich kąpieliskach nad Lipnem i w Strykowie będą ratownicy. Informacja został przyjęta z uznaniem. Także z zadowoleniem przyjęto program na akcję letnią dla dzieci i młodzieży. Władze zaprosiły na pierwszą edycję Nocy Świętojańskiej nad jezioro Lipno w Stęszewie..
Burmistrz odpowiedział na sugestię licznie przybyłych mieszkańców Dębienka w sprawie dokończenia ulicy Nowej. Jest to możliwe pod warunkiem, że właściciele, do których należy grunt podejmą rozmowę w kwesti odsprzedania gruntu pod ulicę. Burmistrz zaprosił delegację mieszkańców ulicy Nowej, aby włączyli się do wspólnego działania i pozytywnego jej załatwienia.
Dalej radni realizowali poszczególne punkty porządki obrad.
Na sesji był komendant Komisariatu Policji w Stęszewie. Zaytano go o używanie fotoradaru i kontrolowanie kierowców przekraczających prędkość. Szef policji odpowiedział, że ich radar jest homologowany. Sprawdzania dokonują funkcjonariusze z Poznania. W ostatnim czasie ukarano mandatami 30 „piratów” drogowych.
Dociekliwi chcieli wiedzieć, czy złapano i ukarano, chociaż jednego pędzącego na stęszewskim Rynku, gdzie ograniczenie jest do 30 km/h.
Po wyczerpaniu tematów przew. Mirosław Potrawiak zamknął obrady. (k)
**
Ostatecznie protest na „piątce” odbył się. W piątek 22 czerwca od godziny 18-ej droga S-5 Poznań – Wrocław, w miejscowości Zamysłowo została zablokowana. Najbardziej widoczni byli mieszkańcy Wronczyna i Będlewa, którzy dotkliwie odczuwają uciążliwości wynikłe z niedrożnego węzła na „piątce”. Mocno wspierał ich stęszewski PSL.
Liczna grupa protestujących z flagami, transparentami rotacyjnie, kilkakrotnie przechodziła po pasach. Co pewien czas przepuszczano pojazdy z obydwóch stron, które korkowały trasę na kilkaset metrów. Wszystko odbywało się w powadze i z zachowaniem bezpieczeństwa. Nad tym wydarzeniem czuwali funkcjonariusze ze Stęszewa i Poznania oraz strażacy z OSP w Stęszewie.
O godzinie 20-ej akcja została zakończona.
Zdaniem mieszkańców Gminy Stęszew akcja ta musiała się odbyć. Ma ona uświadomić rządzącym i odpowiedzialnym za budowę S-5, że nie wolno lekceważyć i utrudniać życia ludziom, których odcięto od „świata” i rolników, którzy muszą nadkładać kilkanaście kilometrów, aby dojechać do swoich pól. Nie uwierzyli w deklaracje, które były i nadal są składane przez Firmę Toto. Póki, co bez pokrycia. Uwierzymy dopiero, jak prace ruszą na tym odcinku.
Jako dodatkową informację chcemy podać, że pół roku wcześniej mocne protesty rozpoczęły władze i społeczeństwo terenu wokół Konarzewa. Tam budowano duży węzeł łączący kilka dróg. Mieszkańcy tamtego terenu mają sytuację podobną, jak we Wronczynie. Aby gdziekolwiek dojechać muszą objeżdżać kilkanście kilometrów.
U nich razem walczyli wójtowie Dopiewa i Komornik. Włączył się kilka miesięcy temu nawet proboszcz parafii w Konarzewie i napisał oficjalne pismo do Ministerstwa.
Udało się. W najbliższy piątek 28 czerwca nastąpi otwarcie tego przejazdu mmiędzy KOnarzewem, a Chomęcicami w gminie Komorniki.
Dobrze że odcinek od Piotrowa do Kościana robi polska Firma Budimex, a nie włoskie ToTo, które tak zawaliło 16-kilometrowy odcinek od Poznania do Wronczyna..(k)

Noc Kupały – kiedy słońce było bogiem”
W sobotni wieczór od 15 do 18 czerwca mieszkańcy gminy Granowo spotkali się przy stawie w Granowie, by uczestniczyć w „Nocy Kupały”. Razem z miejscowymi przedstawienie oglądali goście – głównie dzieci – z Niemiec, z Weiböhlen i z Ukrainy.
Spektakl „Kiedy słońce było bogiem” tradycyjnie prz ygotowali uczniowie i nauczyciele Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Granowie.
Wizyty związane były z Międzynarodowym Turniejem Piłkarskim o Puchar Wójta Gminy Granowo. Odbył się w sobotę 16 czerwca na boisku „Orlik” w Granowie.
W rywalizacji piłkarskiej wzięło udział sześć drużyn, po dwie z każdego kraju. Polskę reprezentowały następujące zespoły: Uczniowski Klub Sportowy „Orzeł” z Granowa i drużyna Akademii Piłkarskiej z Pecnej z gminy.
Po wielkich emocjach sportowych, zwycięzcami turnieju została drużyna z Ukrainy. Drugie i trzecie miejsce zajęły drużyny z Niemiec, czwarte miejsce zajęła druga drużyna z Ukrainy. Piąte i szóste miejsce, jak na gościnnych gospodarzy przystało, zajęły drużyny z Polski.
Imprezą towarzyszącą był II Bieg Świętojański „Od Bernarda do Góry Zwycięstwa”. Biegacze wyruszyli z Grodziska Wlkp. o godz. 21.30, a ich metą była impreza przy stawie w Granowie.
W niedzielę rano odjechali goście z Niemiec, natomiast grupa z Ukrainy pojechała zwiedzać Poznań. W drogę powrotną do domu wyruszyli w poniedziałek rano.
Przypomnijmy jeszcze, co to jest Noc Kupały. Znana jest też nocą kupalną, kupalnocką, kupałą. Jest to słowiańskie święto związane z letnim przesileniem Słońca, obchodzone w czasie najkrótszej nocy w roku, co przypada około 21-22 czerwca.
W krajach anglosaskich pojawia się pod nazwą Midsummer, w germańskich Mittsommerfest.
Kościół Katolicki chciał wykorzenić te coroczne obchody, zwane Sobótką, z wywodzącej się z wierzeń słowiańskich obyczajowości. Nie udalo się, więc podjął próbę zasymilowania święta z obrzędowością chrześcijańską i stworzył Noc Świętego Jana, potocznie zwany Nocą Świętojańską, która zresztą posiada wiele zapożyczeń ze wcześniejszej Sobótki.
Na południu Polski, Podkarpaciu i Śląsku uroczystość o podobnym charakterze zwie się sobótką lub sobótkami, na Warmii i Mazurach palinocką. Nazwa Noc Kupały, kupalnocka utrwaliła się w tradycji Mazowsza i Podlasia.
Święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości, powszechnie obchodzone na obszarach zamieszkiwanych przez ludy słowiańskie, ale również w podobnym charakterze na obszarach zamieszkiwanych przez ludy bałtyckie, germańskie i celtyckie, a także przez część narodów ugrofińskich, np. Finów (w Finlandii jest jednym z najważniejszych świąt w kalendarzu) i Estończyków. Na Łotwie pod nazwą L?go jest wolnym od pracy świętem państwowym (23 i 24 czerwca). Również na Litwie dzień 24 czerwca, od 2005 roku, jest wolny od pracy.(opr.maz)

„Setka” turewskiej Gorzelni
W sobotę 9 czerwca w Turwi w gminie Kościan, odbył się Jubileusz 100-lecia miejscowej Gorzelni. Do tego święta przygotowywali się staranie wszyscy ludzie związani z tą firmą. Jak wiadomo jest to obecny właściciel konsorcjum Top Tarms i dyrektor zakładu w Turwi Grzegorz Konieczny ze swoimi pracownikami.
Szef gorzelni twardą ręką od wielu lat kieruje zakładem i to, że jest liczącą się firmą wśród 60 w Polsce, to jego zasługa. Spiritus produkowany w Turwi je st najwyżej jakości.
Warto kilka zdań poświęcić historii Gorzelni.
Zakład został pobudowany przez Dezyderego Chłapowskiego w 1918 roku. Z początku funkcjonowała, jako gorzelnia rolnicza. Do wybuchu II wojny Światowej właścicielem był Krzysztof Morawski. Po wojnie zakład przeszedł w ręce państwa. W latach 90-tych w okresie prywatyzacji został sprzedany firmie Agros Farmy, (a także Młyny), a ta z kolei zbyła go przed siedemnastoma laty konsorcjum Top Farms.
Wracając do jubileuszu duża część terenu wokół pałacu w Turwi została przygotowana pod imprezę. Stanęła scena i ustawiono setki krzeseł dla przybyłych. Z boku przygotowano punkty gastronomiczne i miejsca rozrywki dla dzieci. Pierwszym punktem obchodów 100-ecia była msza odprawiona w kaplicy stojącej przy pałacu. Celebrował ks Krzysztof Pustkowiak. Modlono się w intencji pracowników żywych i zmarłych oraz za mieszkańców Turwi. Po nabożeństwie odbyła się część oficjalna uroczystości. Wśród zaproszonych gości było wielu samorządowców z województwa, powiatu, gmin oraz parlamentarzyści. Dotarli też przedstawiciele różnych instytucji. Przybyli potomkowie Dezyderego Chłapowskiego, czyli Jadwiga i Stanisław Chłapowscy.
Podczas wystąpień goście nie kryli podziwu z tego, że Gorzelnia w Turwi, to nie tylko zakład, ale perełka ziemi kościańskiej w dziedzinie gorzelnictwa. Mówiono, że Wielkopolska ma najlepszy surowiec do produkcji i najlepszy w kraju spiritus.
W procesie produkcyjnym wykorzystywany jest jednokolumnowy aparat do destylacji, wykonany z miedzi w 1985 roku. Ma on około trzech pięter wysokości. Wewnątrz znajduje się 11 półek do oczyszczania alkoholu.
Dziennie w Turwi produkuje się 2000 litrów spiritusu o zawartości alkoholu 92-93 procent m.in. z żyta, ziemniaków i kukurydzy. Spiritus z Turwi jest odsprzedawany do dużych gorzelni, gdzie w procesie rektyfikacji produkowana jest wódka.
Podczas jubileuszu można było zapoznać się zwiedzając miejscową Gorzelnię. Taką sposobność mieli -dwa lata temu – także Stęszewscy Studenci Uniwersytetu Trzeciego Wieku odwiedzając zakład w maju 2015 roku. Wtedy szef Gorzelni Grzegorz Konieczny przybliżył im cały cykl produkcyjny od chwili podania surowca, poprzez melasę, zacier, aż do gotowego spiritusu. Jak poinformował całość rozpoczyna załadownie określonej ilości ziemniaków do ogromnego zbiornika. Następnie po dodaniu ciepłej wody i składników zaczyna się proces fermentacji. Po trzecie dobach zaczyna się destylacja. W potężnej, kilku stopniowej kolumnie, następuje skraplanie. Dalej już surówka-spiritusu o zawartości ponad 90 procent trafia do zbiorników. Pootem alkohol jedzie do zakładów produkujących czysty spiritus lub wódkę. Można przyjąć, że po jego właściwym oczyszczeniu jeden litr może z „górą” kosztować dziesięć złotych. Wyprodukowanie jednego litra – zdaniem szefa gorzelni – wynosi 2,40 zł. Trudno było uwierzyć studentom, że cena jest tak niska.
Rodzime gorzelnie są „pod kreską” i mają finansowe kłopoty. Jest to niestety wina spiritusu sprowadzanego ze zachodu. Jest tańszy od naszego i niestety gorszy. Jeżeli coś nie zmieni się na korzyść polskich gorzelni, to z niewielu już funkcjonujących, ostatnie się tylko kilka – jako muzea.
– Nasze alkohole są jedne z najlepszych na świecie i należy dbać o ich renomę – mówią goście rocznicy. Tak będzie dopóki będą gorzelnie w kraju, takie jak ta w Turwi.
***
Na jubileuszu, po przemówieniach przyszedł czas na podziękowania, listy gratulacyjne i bukiety kwiatów. Szef gorzelni Grzegorz Konieczny odebrał ich mnóstwo. Wśród nich była godność „Ambasadora Polskiej Wódki”.
W swoim wystąpieniu szef Gorzelni podkreślił, że trwanie tego zakładu, to zasługa, ale ludzi, którzy w niej pracowali i nadal pracują. Serdecznie im za to podziękował. Przeprosił też mieszkańców Turwi za dymiący komin i zatruwanie środowiska, ale póki, co tak być musi.
W części artystycznej na scenie pięknie pokazały się Turewianki. Zespół znany i lubiany zaprezentował m.in. piosenki „Hej z góry, z góry”, „Ojczyzna”, „Mały kwiatek” i „Smażyła baba lebiodę”. Tę część późnym wieczorem zakończył koncert solistów Kapeli Zamku w Rydzynie.
***
Na koniec przypomnimy, że we wrześniu 2017 roku w Urzędzie Wojewódzkim przy Alejach Niepodległości w Poznaniu odbyło się wręczanie odznaczeń państwowych zasłużonym mieszkańcom Wielkopolski. Uhonory gospodarzy pełnili: Wojewoda Zbigniew Hoffmann i wicewojewoda Marlena Maląg. W gronie czterdzieściorga odznaczonych znaleźli się zasłużeni mieszkańcy ziemi kościańskiej, w tym Grzegorz Konieczny.
Wojewoda uzasadniając powiedział:
– Kierownikowi Gorzelni Turew, to aktywny działacz społeczny wspierający Ochotniczą Straż Pożarną w Turwi, wspierający organizację Europejskich i Krajowych Zawodów Sikawek Konnych w Cichowie, a także ten, który wspiera wyjazdy członków Młodzieżowych Drużyn Pożarniczych na obozy międzynarodowe. Pan Grzegorz, to także założycielowi Stowarzyszenia Przyjaciół Gorzelni Turew oraz Muzeum Gorzelnictwa.
Wojewoda zwracając się do przybyłych zaakcentował, że odznaczenia państwowe są wyrazem uznania i podziękowania za wybitne zasługi na rzecz regionu.
Seweryn Kaczmarek