sobota, 21 Wrzesień 2019

Aktualności

 

Kobieta w czterech porach roku
Wiele się dzieje w Muzeum Regionalnym w Stęszewie. Dosłownie wystawa goni wystawę. Oprócz tego odbywają się spotkania grup rękodzieła artystycznego. Jakby tego było mało to „świątynia zabytków” poddawana jest kosmetyce sal i wymianie gablot.
W piątek 1 czerwca w stęszewskim Muzeum Regionalnym otwarto wystawę fotografii uczennic Szkoły Podstawowej w Stęszewie.
Dokonała tego witając serdecznie przybyłych wprowadzając jednocześnie w klimat wystawy dyr. Katarzyna Jóźwiak.
Warto od razu dodać, że dobra relacja muzeum z nauczycielką Stellą Szlejf Gołąb szefową kółka fotograficznego zaowocowała czwartą już ekspozycją zdjęć wykonanych przez uczennice tej szkoły. Tym razem zaprezentowane zostały „Kobiety w czterech porach roku”. Pasjonatki robienia foto: Nina Bednarczyk, Monika Lisak, Julia Polaczyk, Kataryna Romaniv i Sandra Benenowska przez wiele miesięcy wspierane przez Stellę Szlejf Gołąb robiły ujęcie w różnych miejscach z odpowiednią scenografią, strojami. Choć tematyka skupiała się na kobiecie to wiele czynników było inspirowane życiem i historią. Dziewczyny w kilku zadaniach same opowiedziały o tym jak ich projekty powstały oraz o pasji robienia zdjęć.
Wiele ciepłych słów padło ze słów przybyłych. Gratulowano pomysłów i zachęcano do dalszej przygody z aparatem i fotografiami. Były też buziaki i kwiatki.
Nie będziemy na łamach „Kl” opisywać zdjęć, ponieważ trzeba je zobaczyć i podziwiać. Trzeba podkreślić, że jest, co. Wystawa potrwa do 30 sierpnia a więc trzeba podjąć decyzję i odwiedzić stęszewskie muzeum.
Kilka zdań o otoczce wystawy. Przed wyznaczoną godziną jej otwarcia do muzeum przyszły dziewczyny z kółka tanecznego stęszewskiej Szkoły Podstawowej. Przy muzyce pod filarami pokazały fajne układy choreograficzne.
Przed wejściem przybyłych witały pracownice muzeum. Dla wszystkich panie przygotowały jak zwykle słodkie, co nie, co i napoje. Na wystawę przybyła licznie rodzina autorek foto, przyjaciele oraz nauczyciele. Burmistrza tym razem reprezentowała sekretarz Joanna Zaborska. (k)

Kto nie lubi prezesa
Jak ci kiedyś opowiadałem pracowałem w branży rolniczej – rozpoczął rozmowę z kumplem Marian Lichy.
Nie dokończył, a już Hipolit wypalił – to fachowo orientowałeś się czy twoja Gabrysia ma prosty przedziałek.
Szybko tego pożałował, Marian natychmiast na niego naskoczył słowami
– w twoich świńskich oczkach widzę, co masz na myśli.
Ja, ja myślałem o głowie i włosach. Przysięgam, że nie miałem „kosmatych” myśli – jąkając się tłumaczył Hipolit.
Ty, ty – przedrzeźniał kumpla Marian. Przecież wiem, że ty mały świntuchu wszystko ci się kojarzy z seksem. Tym razem musisz przyjąć do widomości i to akcentuję, że chodziło mi tylko o to, że pracowałem zakładzie, który ściśle współpracowały z rolnictwem.
Co do skojarzeń i sprowadzania wszystkiego do bab i seksu to znam kogoś, kto mnie bije na głowę. Nie będę owijał w bawełnę i powiem ci od razu, że tym kimś jesteś ty przyjacielu – prowokująco odparł się Hipolit.
Wiem, że mam coś w sobie kobitki lecą na mnie – chełpił się Marian.
Do rzeczy kolego, bo czas leci a ty chwalisz się i puszysz jak żonaty wróbel, który wyrwał się z gniazda na zaloty do sąsiadki – ponaglał Hipolit.
Wiedz, że mam dobre serce i płazem puszczam ci te twoje głupie przycinki – skarcił kumpla Marian. Słuchaj zaczął – prezes spółdzielni „Rug – cug” Baltazar Ozimina miał trzy słabości. Po kolei: kobitki, gorzałę i kosmiczne pomysły. Miał, bo jakże inaczej zdrową sekretarkę Ksenię Puszczaj. Kobitka miała takie walory, że w drzwiach trzeba było się z nią mijać bokiem. Miała czym oddychać.
Ty mi tu nie wyjeżdżaj o Kseni z wielkimi cyckami tylko nawijaj – ponaglał Hipolit.
Coś ty taki niecierpliwy. Już wracam na właściwe tory – uspakajająco rzekł Marian.
Ten leciwy już prezes miał nieustanny apatyt na wódeczkę, Gdy już sobie popił to dostawał twórczej weny. Kombinował nad nowymi odmianami zbóż, warzyw i narzędzi. W często spoconej pustej głowie kłębiły mu się krzyżówki zwierzą i drobiu. Kombinował jakby skrzyżować psa z kotem, aby i pilnował obejścia i wychwytał myszy. Chciał stworzyć warzywo o nazwie kopórki. Za jednym zamachem miałby ogórki i koper gotowe do zakiszenie. Próbował też usprawnić pług do orki nocą. Kazał mechanikowi przykręcić z przodu lampę od roweru na baterie. Chłopisko to zrobił i nieźle się przy tym uśmiał. W zasadzie prezesina niczego nie wymyślił. Wszystko, co wykombinował było do kitu nie do wykorzystania ani w polu ani w zagrodzie. Gdy na tej niwie nic nie wskórał zabrał się za oszczędności w firmie. Sądził, że każdemu można coś zabrać, obciąć a sobie dołożyć. Z wynagrodzenia swoich pracowników nie mógł nic uszczknąć, Wpadł na kolejny genialny pomysł aby zabrać wszystkim łącznie ze sobą trzynastą pensję. W zamian za to dla siebie wymyślił i zamierzał wprowadził „czternastkę”. Zanim wcielił go w życie zrobił się taki szum wśród załogi, że musieli przyjechać urzędnicy z centrali i po zapoznaniu się z fanaberiami „szefa” wywalili go na zbity pysk. Były prezes chodził po mieście i znajomym biadolił, że pomimo tego, iż tak dużo dla ludzi zrobił ci go nie rozumieli i nie lubili.
Czyli, że niczego nie zrozumiał. Z tą czternastą pensją to miał jednak niekiepski pomysł oczywiście ustawiony dla siebie – wtrącił Hipolit.
Widzisz przyjacielu – po chwili rzekł Marian, że był to klasyczny nieudacznik na kierowniczym stanowisku. Czego się złapał to spieprzył.
Mam uzasadnione podejrzenie, ze ten Baltazar Ozimina jest tylko przykrywką do tego co mi chcesz powiedzieć – przerwał Hipolit.
Dokładnie masz rację przyjacielu – od razu zareagował Marian.
Chce ci przybliżyć prezesa Jaro Dobrotliwego, który zrobił coś autentycznie dobrego dla bardzo wielu ludzi i też niektórzy go nie akceptują a do tego nienawidzą.
Trudno w to uwierzyć. O co tak naprawdę chodzi i jak jest to możliwe – zapytał Hipolit.
Muszę ci to wyjaśnić – zaczął Marian.
Wiesz, że ostatnio na twoje, moje i innych rencistów oraz emerytów kapnęło sporo grosza. Dodatkowa kasa w zdecydowanej przewadze zadowoliła ludzi. Byli niestety też malkontenci, którzy nie ukrywają, że są wrogami Prezesa, ale oni o dziwo też przytulili kasę.
Uszczypnij mnie w ucho, bo myślę, ze śnię. Przyjęli bejmy od znienawidzonego człowieka – z niedowierzaniem mówił Hipolit.
Widzisz przyjacielu w naszym kraju już tak jest, że jak dają za darmo obojętnie, co nawet to zagorzały przeciwnik bierze. Jeżeli wchodzą w grę pieniądze to tym bardziej – tłumaczył Marian.
Ale przecież na siłę nikomu kasy nie wpychali i każdy mógł ich nie przyjmować lub przekazać na szczytny cel – wtrącił Hipolit.
„Trzynasta emerytura” trafiła na każdego indywidualne konto, Nie znam ani jednego osobnika, który oświadczyłby, że unosi się honorem i od wroga nie weźmie ani złotówki – wyrzucił z ulgą z siebie Marian.
Ja znam wielu, którzy bez szemrania kasę przyjęli i na różne cele i zachcianki ją przeznaczyli. Były to min. zakupy, wycieczki zagraniczne, balangi – z wypiekami dołożył przykłady Hipolit.
Powiem ci, że ja też. Rozmawiałem z nimi o tym. Nie było u nich widać jakiegokolwiek zażenowania, czy wstydu. Dobitnie pokazało to też, że pieniądze, jakie by nie były i od kogo pochodzą nie śmierdzą i chętnie po nie wyciągają łapę. Tak sobie myślę, że można kogoś nie lubić, ale jeżeli robi dobrze, poświęca się to należy go szanować i docenić – spokojnie mówił Marian.
Jestem tego samego zdania – rzekł Hipolit i pożegnał się z kumplem.
Seweryn Kaczmarek

W czwartek w Grodziskiej Hali Sportowej odbyło się pożegnanie tegorocznych absolwentów Zespołu Szkol Technicznych im. Eugeniusz Kwiatkowskiego w Grodzisku Wielkopolskim.
ABSOLWENTEM ROKU została Monika Rawecka uczennica klasy IVC, średnia jej ocen 5,48 oraz 100 % frekwencja przez cztery lata nauki.
NAGRODY ZA 100 % FREKWENCJE odebrali Monika Rawecka z klasy IVC, Emilia Kocik z klasy IV G oraz Paulina Paluch z klasy IV A.
NAJLEPSI ABSOLWENCI GMIN POWIATU GRODZISKIEGO – z gminy Grodzisk – Dominika Sławińska z klasy IVA, z gminy Rakoniewice Marianna Wiśniewska z klasy IVB, z gminy Kamieniec Monika Rawecka z klasy IVC, z gminy Wielichowo Aleksandra Ruta z klasy IVH, z gminy Granowo Aleksandra Nowak z klasy IVC.
NAGRODY SPECJALNE za osiągnięcia w konkursach z różnych dziedzin, aktywny udział w życiu szkoły, za działalność artystyczną na rzecz szkoły otrzymali: Filip Jonasz Łodyga, Amanda Kaźmierczak, Dominika Bendowska, Piotr Leśniczak, Paulina Juja, Jakub Stopa, Milena Rudnicka Elwira Tomaszewska.
Podziękowania za zaangażowanie w wieloletnia działalność odebrała Grupa Wolontariuszy: Karolina Kleszcz, Milena Rudnicka, Karolina Nowak, Marta Kistowska, Agnieszka Kubicka, Dominika Bendowska, Amanda Kaźmierczak, Paulina Piechocka i Aleksandra Zimniewicz.
LISTY POCHWALNE za reprezentowanie szkoły i naszej Małej Ojczyzny w Europie odebrali członkowie Grodziskiej Orkiestry Dętej odebrali Elwira Tomaszewska i Piotr Leśniczak.
LISTY POCHWALNE za współprace z firmami na terenie powiatu grodziskiego odebrały: Joanna Andrzejewska i Natalia Górna.
LISTY POCHWALNE za reprezentowanie szkoły w konkursach języka niemieckiego, ogólnopolskiej olimpiadzie językowej Ogólnopolskim Dyktandzie Języka Niemieckiego w Zielonej Górze odebrali: Elwira Tomaszewska, Kornelia Włodarczak, Tomas Kozioł, Oliwia Skrzypek, Aleksandra Nowak, Dominika Sławińska, Paulina Paluch, Eryk Durka, Monika Maciejak, Klaudia Judek, Klaudia Lemańska, Jacpueline Reinders i Kamil Lemański.
LISTY POCHWALNE odebrali też finaliści Konkursu Logistycznego: Mateusz Wojnowski, Dominika Sławińska, Katarzyna Pawlak i Piotr Lesniczak,
SPORTOWCEM SZKOŁY została Marta Kistowska.
ŚWIADECTWA Z WYRÓŻNIENIEM za bardzo dobre wyniki w nauce, wzorowe zachowanie za działalność na rzecz klasy i szkoły odebrali z KLASY IVA: Dominika Sławińska, Katarzyna Pawlak, Oliwia Skrzypek, Piotr Leśniczak, Jakub Maćkowiak, Bartosz Krysin, Joanna Duda.
Z KLASY IVB: Weronika Bocek, Lidia Kawala, Michal Kuleczka, Jakub Przybyła, Weronika Stachowska, i Marianna Wiśniewska.
Z KLASY IVK: Alicja Michalska, Joanna Kazimierczak, Wiktoria Marta Przybylska, Paweł Maćkowiak,
Z KLASY IVG: Jadwiga Stachowiak, z klasy IV M Wojciech Nowaczyk,
Z KLASY IVC: Monika Rawecka, Milena Rudnicka, Aleksandra Nowak, Patrycja Dubska, Jonasz Filip Łodyga, Marta Zuzanna Graf, Julia Szafarz, Maria Karolina Kleszcz, Natalia Górna, i Alicja Śliwińska.
Z KLASY IVH: Dominika Bendowska, Amanda Kaźmierczak, Agnieszka Kubicka, Weronika Lewandowska, Laura Marchewka, Paulina Piechocka, i Aleksandra Ruta.
LISTY POCHWALNE za dobre wyniki w nauce, bardzo dobre zachowanie, prace na rzecz szkoły odebrali Jagoda Jankowska, Adrianna Jurga, Krzysztof Skubel, Jacpueline Reinders, Weronika Nowak, Marika Zellner i Daria Pakuła.
LISTY POCHWALNE za przygotowanie i obsługę wielu uroczystości szkolnych odebrali: Dominika Bendowska, Amanda Kaźmierczak, Agnieszka Kubicka, Weronika Lewandowska, Laura Marchewka, Aleksandra Ruta, Paulina Piechocka, Daria Dach, Agata Frankowska, Julita Sara Hetmańska, Jakub Kozłowski, Martika Kubaczyk, Agata Marach, Julia Marek, Kamil Mąkowski, Klaudia Pawlak, Sandra Ratajczak, Luiza Staśkowiak i Aleksandra Zimniewicz.
Mirosława Kałek

W sobotę 25 maja z małym poślizgiem druhowie Ochotniczej Straży Pożarnej gminy Stęszew uroczyście obchodzili święto swojego patrona Świętego Floriana. Tym razem miejscem świętowania był Stęszew.
O godzinie 17.00 druhowie krokiem defiladowym, prowadzeni przez komendanta Gminnego dh Bernarda Jankowskiego, razem z pocztem sztandarowym wkroczyli do świątyni. Strażacy w dwóch szeregach stanęli naprzeciw głównego ołtarza. Poczet sztandarowy zajął miejsce przy bocznym ołtarzu. W ławach zasiedli przedstawiciele władz samorządowych, młodzież DOSP, ich opiekunowie i rodzice oraz mieszkańcy Gminy.
W intencji żyjących i zmarłych ochotników Mszę Św. odprawił ks. wikariusz Artur Wojczyński. Na koniec kapłan udzielił błogosławieństwa wszystkim uczestniczącym w uroczystym nabożeństwie.
Z kościoła kolumna ochotników i gości poprzedzana przez wóz bojowy OSP udała się na teren przy Urzędzie Gminy gdzie nad Samicą przygotowano miejsce na drugą część Dania Strażaka.
Do ochotników zwrócił się burmistrz Włodzimierz Pinczak. Szef Gminy docenił ofiarność i zaangażowanie ochotników i życzył i bezpiecznych i w pełnym składzie wyjazdów i powrotów z akcji. W podobnym tonie mówił też komendant Gminny Bernard Jankowski.
Po tym padała komenda rozjeść się i druhowie już na luzie zasiedli do posiłku. Z apetytem zajadano się grochówką

Noc Muzeów 2019
Noc Muzeów jest świetną okazją, by w nietypowy sposób odwiedzić liczne muzea, galerie i inne instytucje kultury – większość z nich czynna jest wtedy do późnych godzin wieczornych i nocnych, a dla zwiedzających dostępne są wyjątkowe atrakcje. Ideą tego wydarzenia jest to, że wstęp do poszczególnych placówek jest darmowy, choć może być konieczna wcześniejsza rezerwacja.
W tym roku wydarzenie takie miało miejsce 18 maja.
Podstawowe informacje i główne atrakcje
Poznańska Noc Muzeów, to *Muzeum Narodowe, *Muzeum Archeologiczne, które proponowało podróż śladami bałtyjskiego ludu Jaćwingów pod nazwą „Jaćwingowie. Zapomniani Wojownicy”. *Muzeum Powstania Poznańskiego, będzie można także zwiedzić Przeciwatomowy Schron dla Władz Miasta Poznania. W Muzeum Ziemi na gości czekały warsztaty „Zrób własną skamieniałość” i „Zostań młodym geologiem!”. Poznański IPN zabrał uczestników Nocy Muzeów na przejażdżkę zabytkowym autobusem szlakiem poznańskich klubów studenckich lat 60-tych poprzedniego wieku. Poznańska Noc Muzeów to także wydarzenia towarzyszące, m.in. Poznań Design Festiwal i „Drzwi otwarte z okazji 100 rocznicy powołania Policji Państwowej” na terenie Oddziału Prewencji Policji.
W terenie, który obejmuj

e Kurier loklany mieliśmy nadesłane informacje o dwóch Muzeach: Pożarnictwa w Rakoniewicach i Gorzelni Turew. Wybraliśmy się na jedno z trzech proponowanych pokazów, na godzinę 20-tą (była jeszcze 18-ta i 22-ga godzina).
Przybyliśmy 10 minut przed czasem i okazało się, że zaparkować samochód nie było łatwo, a i z wejściem do wewnątrz też był kłopot. Przyjechały cale grupy> Busem do Turwi dotarli mieszkańcy Konojadu z gminy Kamieniec, a przewodziła im pani sołtys Magdalena Kortus-Moskaluk. Na motorach przyjechali członkowie Klubu Motocyklowego z Kościana „Żurawie”.
Sam szef był ździwiony tak dużą ilością zwiedzających. Na jenym tylko seansie było ponad sto osób.
Gorzelnia w Turwi pod Kościanem, to Muzeum produkujące spirytus, ale nade wszystko nadal czynny zakład, który spirytus wytwarza metodą tradycyjną, najwyżej jakości. Zabytkowe urządzenia służyły niegdyś gorzelnikom i służą teraz.
A jaka jest historia tego miejsca?
Tradycja gorzelnicza w Turwii sięga pierwszej połowy XlX w. Pierwszy budynek wybudowany przy pałacu rodu Chłapowskich nie przetrwał długo. Gorzelnia, w której wytwarzany jest surowy spirytus obecnie, została wzniesiona na początku XX wieku (1918r.).
W 1815 roku dwudziestopięcioletni Dezydery Chłapowski objął majątek ojca Turwię, przemianowaną później na Turew. Majątek był zadłużony, ale wierzyciele zgodzili się na stopniową spłatę długu.
Po przejęciu dóbr Dezydery wyjechał do Anglii, gdzie przez półtora roku zwiedzał przodujące gospodarstwa. Obserwował i uczył się, ale też pracował fizycznie na roli poznając różne rodzaje prac.
W Anglii kupił nowoczesne narzędzia rolnicze. Po powrocie do kraju rozpoczął reorganizację i unowocześnianie majątku. Okoliczni ziemianie widząc wprowadzane zmiany wróżyli mu rychłe bankructwo. Zaczął zmieniać gospodarstwo od wprowadzenia płodozmianu, wzdłuż pól założył pasy ochronne z drzew i krzewów. Stwierdził bowiem, że ochrona taka wpływa pomyślnie na plony. Jako pierwszy w Polsce zastosował dreny.
Ze Szwajcarii sprowadził mleczne krowy, wprowadził hodowlę owiec mięsno-wełnistych, rozwinął też hodowlę koni. W Turwi wybudowano jedną z pierwszych w województwie poznańskim cukrowni. Powstała też gorzelnia, browar i olejarnia.
Obciążony długami majątek po 17 latach został całkowicie spłacony. Z czasem właściciel znacznie powiększył majątek; dokupił Brodnicę, Manieczki, Przylepki, Kopaszewo, Karmin i Goździchowo. Na początku miał 11 tysięcy mórg, a zostawił spadkobiercom – 34 tysiące. Tak gospodarował człowiek, który zbudował gorzelnię.
Dziś największe wrażenie robi maszyna parowa pochodząca z 1906 roku i kocioł parowy z 1905 r. W procesie produkcyjnym wykorzystywany jest jednokolumnowy aparat do destylacji wykonany z miedzi. Ma on około trzech pięter wysokości, w którym znajduje się 11 półek do oczyszczania alkoholu. Dziennie w Turwi produkuje się 2000 litrów spiritusu o zawartości alkoholu 92-93 procent m.in. z żyta, ziemniaków, kukurydzy. Spiritus z Turwi jest odsprzedawany do dużych gorzelni gdzie w procesie rektyfikacji produkowana jest wódka. Są tutaj pompy wodne, pompy zacierowe, stare dokumenty akcyzowe czy areometry, z których jeden pochodzi z 1863r.
Dzienna produkcja to nawet 4000 litrów spirytusu. Całość ogrzewa niemiecki kocioł z 1934 roku. Przetwarza się tu na spirytus żyto, pszenżyto i ziemniaki, a czasami nawet kukurydzę (przydatny na Burbon).
Spirytus uzyskany taką metodą to spirytus rolniczy o mocy ok. 92-93%.
Podczad Nocy Muzeum przybyłych oprowadzał i barwnie opowiadał kierownik Gorzelni Grzegorz Konieczny. To człlwiek-pasjonat. Może godzinami opowiadać o historii gorzelnictwa, o procesie technologicznym zaczynającym się na polu, a kończącym na stole. O pasji pana Grzegorza w innym artykule.(maz)

W sali widowiskowej Centrum Kultury RONDO w Grodzisku Wielkopolskim odbyły eliminacje Powiatu Grodziskiego do Wojewódzkiego Festiwalu Piosenki Przedszkolaków Czerwonak 2019.
Udział w nim wzięło jedenastu uczestników w wieku od 4 do 6 lat. Przybyli z następujących przedszkoli i oddziałów przedszkolnych: Rakoniewice, Grąblewo, Kamieniec, Łubnica, Granowo i Grodzisk.
Jako pierwsza przedstawimy 6-letnią Maję Frąszczak, która zaprezentowała się w piosence zatytułowanej „Czekolady Ach”. Jest z oddziału przedszkolnego w Grąblewie.
6-letnia Gabriela Smukała z piosenką „Taniec Mai” przyjechała z przedszkola w Łubnicy.
Kolejno widzowie zobaczyli 6-letnią Dorotę Kałek z chórkiem w składzie Antoni Gigola, Jan Gigoła i Wojciech Drgas. Ta grupa wykonała piosenkę „Marcowe żaby”. Są to dzieci uczęszczające do Przedszkola Gminnego im. Karasnala Hałabaly w Grodzisku.
Po nich zebrani usłyszeli Zofię Nowaczyk w piosence „Fantazja”. Ona reprezentowała oddział przedszkolny SP nr 4 w Grodzisku.
Kolejny uczestnik, to 6-letni Wojciech Rosolski z chórkiem w składzie Oliwia Klorek i Szymon Wieczorek z Rakoniewic. Oni zaśpiewali piosenkę „Abra kadabra”.
6-letnia Julia Bazelak z chórkiem w składzie Maja Kosicka i Zuzanna Szwebów pokazała się w piosence „Tecza”, a jest z Przedszkola Gminnego im. Krasnala Hałabały.
5-letnia Zuzanna Nowak przyjechała z Kamieńca i zaśpiewała piosenkę „Przedszkole pod topolą”.
Z kolei 6-letnia Marta Owsiana i jej zespół taneczny w składzie Zuzanna Jastrząb, Maja Urbańska i Marianna Koza pokazli się w piosence „Mammaje”, a są z Przedszkola Gminnego im. Krasnala Hałabały.
6-letnia Milena Berger z zespołem tanecznym w składzie Katarzyna Sworek, Martyna Menet i Karolina Pieta pokazała się w piosence pt. „Mała leśna wróżka”, a te dzieci są z Przedszkola Publicznego „Chatka Puchatka”.
Po Milenie można było podziwiać 4-letnią Martynę Kierzkowską i jej wykonanie piosenli zatytułowanej „Nieznajomy”. Jest z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego Przedszkole „Bajkowa Kraina” oddział w Granowie.
Jako ostatnią usłyszano 4-letnią Klaudię Bużek w piosence pt. „Przedszkole drugim domem”, a jest z Prywatnego Przedszkola „Akademia Maluchów” z Grodziska.
Nad prawidłowym przebiegiem Festiwalu czuwało jury w składzie: dyrektor Grodziskiej Orkiestry Dętej Renata Kubale, nauczyciel muzyki Monika Wielgosz i dyrektor CK Rondo Waldemar Łyczykowski.
Jury brało pod uwagę dykcję, dobór repertuaru do wieku dziecka oraz ogólny wyraz artystyczny.
W przerwach miedzy występami, w układach tanecznych prezentowały się grupy z Kółka Tanecznego z Łubnicy, z Przedszkola Krasnala Hałabały i Przedszkola „Chatka Puchatka” z Grodziska Wlkp.
Jury było zgodne i wybrało troje zwycięzców, którzy wezmą udział w eliminacjach wojewódzkich. Są to Wojciech Rosolski i chórek z Rakoniewic, Klaudia Bożek z „Akademii Maluchów” z Grodziska i Marta Owsiana z zespołem, a reprezentują Przedszkole Krasnala Hałabały.
Organizatorami imprezy było Centrum Kultury RONDO, przy wsparciu Przedszkola Gminnego im. Krasnala Hałabały w Grodzisku.
Wszyscy uczestnicy otrzymali pamiatkowe dyplomy i upominki, które wręczali dyrektor Przedszkola Gminnego, Przewodniczący Rady Miejskiej Józef Gawron, sekretarz Gminy Artur Kalinowski i Wicestarosta Sławomir Górny.(MK)

Seniorzy ze Świnca
Klub Seniora w Świncu w gminie Krzywiń za rok będzie obchodzić swoje 20-lecie. Tymcasem jednak – nie patrząc na jubileusze – cieszy się z każdego, wspólnie spędznego czasu.
Klub założony został z inicjatywy Emilii Cykman i Urszuli Adamskiej ze Świnca. Pierwszą jego przewodniczącą była Urszula Adamska. Po kilku latach tę funkcję przejęła Maria Maj z Kościana, późniejsza mieszkanka Świnca. Ona powołała do życia dziewczęco-młodzieżowy zespół „Gwiazdeczki”. Młodzi ludzie w zespole przez dziesięć lat śpiewali na różnych imprezach okolicznościowych, a pani Marysia została sołtyską Świnca. Sama była reżyserem, choreografem i autorem tekstów. Jeden pierwszych, napisanych przez nią wierszy brzmiał tak:
– Dobrze mieć przy sobie takiego sąsiada, wszystkie

go użyczy, co tylko posiada. Małego gwoździka, kawałek haczyka, cienkiej listewki – jak zajdzie potrzeba. Drzewa nam potnie, by nam ciepło było. Dlaczego zatem dla niego panny nie starczyło?
To był wiersz napisany na chwałę poprzedniego sołtysa Świnca Stefana Śmiejczaka.
Pani Marysia odeszła z tego świata dość niespodziewanie, a razem z nią przestał działać zespół. Na dodatek występujące dzieci podrosły i przeszły do innych szkół. Nie miały już czasu na próby.
Dzisiejszy Zarząd to: przewodnicząca Krystyna Andrzejewska, skarbnik Maryla Berdychowska, a sekretarz – Elżbieta Jędrzejczak.
Władze Klubu, co rusz to organizują jakieś spotkania integrujące lokalną społeczność. Mieszkańcy bawią się z okazji dnia babci i dziadka, dnia kobiet i dnia mamy. Bywają wigilie przy opłatku. Organizowane są także przez seniorów swoje własne dożynki.
Klub działa korzystając z dotacji Gminy Krzywiń i Ośrodka Pomocy Społecznej. Są to niewielki pieniądze. Na rok otrzymują 18000 złotych. Można je wykorzstać jedynie na poczęstunek, czyli zakup napoi i coś słodkiego na środowiskowe spotkania. Do klubu obecnie należą 23 osoby. Są to mieszkańcy Świnca, Wławia, Rudek, Zbęch i Nowego Dworu. Sympatyzują także kościaniacy.
Kurier lokalny miał przyjemność być zaproszony na jedną z uroczystości. W miejscowej świetlicy, prz stołach, przy siepłym posiłku, a potem także przy kawie i cieście zasedli seniorzy, a wśród nich dwie pary małeńskie, obchodzące właśnie swoje jubileusze.
Pierwsza para, to Walentyna i Roman Ostrowscy z Wławia w gminie Kościan. Oni cieszą się już z 55-ciu wspólnie spędzonych lat. Związek małżeński zawarli 21 kwietnia 1964 roku w Urzędzie Stanu Cywilnego w Krzywiniu. Ślub kościelny mieli dzień później w kościele w Lubiniu, bo stamtąd pochodzi Walentyna. Po ślubie zamieszkali we Wławiu. Urodziło im się siedmioro dzieci: Martyna, Halina, Aleksandra, Bożena, Honorata, Bernard i Marek. Mieszkają obecnie z synem Markiem i synową Barbarą. Doczekali się dwudziestu jeden wnuków i 6 prawnuków.
Druga para, to Krystyna i Antoni Andrzejewscy. Oni obchodzą 45 rocznicę ślubu. Poznali się na weselu u siostry Krystyny z domu Majchrzak – u Czesi. Ślub cywilny wzięli 4 maja 1974 roku, a kościelny w świątyni pod wezwaniem św. Mikołaja w Krzywiniu. Z tego związku urodziło im się 4 dzieci: Honorata, Piotr, Ania i Konrad. Wnuków mają troje. Mieszkają z synem Konradem i synową Martą.
Współmieszkańcy ze Świnca przygotowali dla tych par niespodzianki. Były upominki, kwiaty, odśpiewane „sto lat”, do tego napisane i odczytane przez Elę Jędrzejczak życzenia. Oto ich treść:
– Błogosław Boże Jubilatom z okazji ich rocznic ślubu! Pomnóż ich szczęście, wzmocnij wiarę. By idąc po tym łez padole mogli wypełnić Twoją wolę. Spraw, by wśród ziemskich trosk i znoju, doznali szczęścia i spokoju. Życzymy Wam kochani, my wszyscy tu zebrani, by Pan Bóg, co świat od grzechów zbawił, był zawsze z Wami i Wam błogosławił. Tego Wam życzą koleżanki i koledzy z Klubu Seniora.
Gratulować należy ludziom, którym się chce pracować na rzecz swego środowiska, a tak jest z Klubem Seniora.
Jako gość mieszkańców Świńca zwiedziliśmy wiejską świetlicę i zauważyliśmy, że kuchnia jest „obłożona” pleśnią. To jestnie tylko nieestyetyczne, ale również bardzo niezdrowe.
Tu apelujemy do burmistrza Krzywinia – Jacka Nowaka – proszą wyasygnować trochę gotówki i zlecić jakiejś firmie zdrapanie grzyba ze ścian i sufitu, otynkowanie na nowo i pomalowanie. To przecież nie są duże pieniądze!
Ewa Noga-Mazurek

Nic od wroga?!
– Od dziecka w moim domu mówiono mi o grzeczności, uprzejmości, taktownym zachowaniu, szacunku do starszych, zadawaniu się z ludźmi dobrymi. Rodzice, a szczególnie ojciec powtarzał mi, abym od wroga nie wziął niczego bez względu, czy to jest prezent, czy szklanka wody. Musisz chłopcze mieć honor i odwagę, aby pokazać, że z takim osobnikiem mocno nie jest ci po drodze – powtarzał. Tak, tak! Wiem, co mówię – zwrócił się Marian Lichy do Hipolita Mizerki. Ten drugi wielokrotnie zaskakiwany tematami, które poruszał przyjaciel, spoglądał na niego i nic nie mówił. Po chwili dopiero rzekł:
– Wiem też coś na ten temat. Może mam trochę inne spojrzenie na pewne sprawy, ale zgadzam się z tobą.
– Możesz mi przybliżyć!? – podejrzanie zapytał Marian.
– Koleżeństwo i czasami świństwa, które nie powinny, ale się przytrafiają – odparł Hipolit.
– Chyba nie masz na myśli początku naszej znajomości, kiedy zapytałem twoją Kundzię, jak to możliwe, że taka szprycha wzięła sobie facecika mizerotę, a do tego życiowego golasa. Przecież wiesz, że to był często używane przeze mnie żart – rzekł Marian.
– Głupi żart, bo mojej połowicy odbiło i przez długi czas dawała mi do wiwatu docinając, że u mnie widać na pierwszy rzut oka, że jestem oferma przywieziona do miasta w kanie od mleka. Dopiero, jak się przekonała, że ty to jesteś niezły numer, to zaczęła zmieniać zdanie. Sądziłem wtedy, że jesteś mi nieprzychylny – lekko poirytowany mówił Hipolit.
– Coś świta mi w głowie. To dlatego, gdy chciałem postawić ci kiedyś piwo, to zdecydowanie odmówiłeś. Ty mały karakanie, smakoszu „browara”, uniosłeś się honorem za tamtą wypowiedź. Powiem ci szczerze, że rozumiem i szanuję twoją postawę – łagodnie zwrócił się do kumpla Marian.
– Czuję pod skórą, że mój przyjaciel ma mi dzisiaj coś bardzo ważnego do przekazania –oznajmił Hipolit.
– Dokładnie tak jest i to w temacie: honor, wróg i kasa, a co za tym idzie – różnych postaw ludzkich – z głębokim namysłem mówił Marian.
– Zamieniam się w słuch, bo mój przyjaciel musi wyrzucić żółć, która zalega mu na żołądku – zachęcał Hipolit.
Marian wciągnął powietrze do płuc i zaczął:
– Wiesz, że dwa jakieś dwa lata temu, rządzący w naszym kraju podjęli decyzję i zaczęli wypłać na drugie dziecko pięć stów. Wielodzietne rodziny bardzo się z tego ucieszyły. Przeciwnicy zaczęli jątrzyć. Wytykali, dlaczego nie na pierwsze i dalej, że jest to rozdawnictwo. Sami, gdy rządzili nie potrafili niczego zrobić dla rodzin. Mało tego, wydłużyli okres pracy dla kobiet i mężczyzn do 65 i 67 lat.
– Wiem, wiem! – wyrwał się Hipolit. Ja sam tyrałem o rok dłużej i nikt mnie się nie zapytał, czy chcę. Sami zadecydowali, że muszę.
– Wytrzymaj jeszcze trochę, bo chcę ci jeszcze powiedzieć o postawach ludzkich i hipokryzji – uspokajał Marian. Jak ci mówiłem, honor nie powiem pozwalać niczego brać od wroga. Tymczasem niechętni, których trzeba nazwać „wrogami” wobec rządzących i prezesa natychmiast, gdy uchwalono plus pięćset złotych, pierwsi ruszyli z druczkami do urzędów i jeszcze prędzej do kasy. Nie wybrzydzali, że ci źli dają, ale brali, a środki przeznaczali często na zbytki. Za miesiąc będą otrzymywać także kolejną „pięćsetkę” na pierwsze dziecko. To także nie sprawia, aby zrozumieli, że to działanie jest bardzo dobre, a przede wszystkim pozytywne perspektywiczne.
– Ale przecież nie muszą tej kasy brać, skoro daje im ten, którego nie akceptują, a wręcz krytykują – wtrącił się Hipolit.
– Nie musza, ale biorą, bo w naszym kraju już tak jest, skoro dają, to bez względu, co to i kto daje, biorą, choć nie kryją, że „darczyńców” nie lubią i nie będą na nich głosować – tłumaczył Marian.
– Ale to jest podłe. Gdyby „gówno” było zapakowane w papierek za darmo, to też by brali!? – dopytywał Hipolit.
– Przecież wiesz, że tak – odparł Marian. Do tego, co już ci mówiłem – dołóż trzynaste świadczenie, jaką otrzymali emeryci.
– Tak wiem, bo już dodatkową „kaskę” otrzymałem. Wprawdzie moja bejmy zarekwirowała, ale i tak jest to spory zastrzyk gotówki – szybko gadał Hipolit.
– Ja też już mam na koncie „trzynastkę” – rozwijał myśl Marian. Tylko, że znów wszyscy bez wyjątku chętnie gotówkę przytulili. Uczynili to nawet ci, co nie skrywają swojej niechęci do sprawujących władzę. Jak mantrę powtarzają, że rządzą źle i oni ich nie popierają.
– To po co biorą te pieniądze? Przecież, o ile już im wypłacono, to mogą je natychmiast przekazać na jakiś cel lub wsparcie osoby potrzebującej – wszedł w zdanie kumpla Hipolit.
– Nie znam, ani jednej takiej osoby. Bejmy chapnęli nie zważając na słowa krytyki swoich politykierów, którzy mówią, że dostają ochłapy- rzekł Marian.
– Wiem, że jeżeli ktoś dla mnie robi dobrze, to uważam go za swego czlowieka, a nawet za przyjaciela. Kibicuję mu i popieram go. Co ty o tym wszystkim sądzisz, bo ja lekko się w tym pogubiłem! – ponownie zapytał Hipolit.
– Nie gubisz się przyjacielu, bo ja mam takie samo zdanie w tym temacie. Uważam też, że to, co dla mnie zrobiono pokazuje chęć ulżenia wielu, a nawet bardzo wielu ludziom. Za takie decyzje naleąą się słowa uznania i podziękowania, a nie gryzienia w rękę. Wrogów i opozycję trzeba mieć, ale normalnych– tłumaczył Marian.
– Twoje słowa są balsamem na skołowaną moją duszę. Powiedz coś, co umocni mnie na ten trudny czas – zwrócił się do kumpla Hipolit.
– Mój wróg, twoim wrogiem i na odwrót. Zapamiętaj sobie raz na zawsze, o ile chcesz mieć we mnie przyjaciela. Przyjaźń, to wielka rzecz, którą należy pielęgnować i dbać tak, jak o najcudowniejszą kobietę, a kto wie, czy nie bardziej! – filozoficznie spotkanie zakończył Marian Lichy.
Seweryn Kaczmarek

Jak to z Żydami w Polsce było część 32
Ostatnia wyprawa krzyżowa Watykanu i Niemiec nieudana, 1939 – 1945 rok, w której zginęło ponad 60 milionów ludzi.
Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.
Gdy mówią pieniądze prawda milczy.
W roku 2014 w niedziele byłem w Muzeum Regiona

lnym w Stęszewie. Wszedł mężczyzna i poprosił o dostęp do Internetu. Podobno był tymczasowym mieszkańcem Stęszewa. Usiadł obok mnie przy stoliku, przy komputerze. Mówił płynnie po niemiecku i po polsku. Po chwili zaczął do mnie mówić, że Niemcy, to bardzo mądry, gospodarny naród. Odpowiedziałem mu na to, że ma rację, Niemcy to bardzo mądry, gospodarny, oszczędny naród i w tym momencie zaczął się do mnie miło uśmiechać i po chwili dokończyłem swoją wypowiedź.
– Tak, żaden naród na świecie nie potrafił zrobić z ludzi mydła.
W tym momencie mojemu rozmówcy włosy się najeżyły. Zaczął na mnie krzyczeć, że to są całkowite bzdury i nie ma na to żadnych dowodów, że Polacy zrobili błąd, nie było komisji, która spisałaby akta z badań, iż Niemcy robili z ludzi mydło.
Dlatego, jak już wcześniej zapowiadałem chcę przedstawić wierne kopie wszystkich dokumentów, spisanych w roku 1945, przez specjalną komisję do badania zbrodni niemieckich w Polsce.
Oto protokół komisji z dnia 16 i 17 maja 1945 roku. Komisja pracowała w składzie: profesor medycyny sądowej Uniwersytetu Warszawskiego Grzywo-Dąbrowski, radca min. Wagner, główny biegły lekarsko-sądowy II frontu białoruskiego mjr. sużby zdrowia Szybanow, wojskowy anatomo-patologiczny biegły mjr. służby zdrowia Lubiński, wojskowy sądowo-lekarski, biegły mjr. służby zdrowia Atler, dyr Wydz. Bezpieczeństwa oraz obyw. inż. Markowski.
Znaleziono 148 trupów, w tym: 18 kobiet, 4 dzieci, 126 mężczyzn i 1 trup małpy, 82 trupy bez głów, 2 kobiece trupy bez głów , ale mocnej budowy ciała. Na niektórych zwłokach były atuaże (gwiazdy pięcioramienne, polskie sztandary narodowe i inne). Oprócz zwłok znaleziono 89 odciętych głów ludzkich. Głowy leżały nie tylko w osobnych skrzynkach, ale i pod trupami. Wszystkie niestaranie ogolone i ostrzyżone. Było osim przypadków odrąbania głowy żywym ludziom, 4 przypadki zaduszenia pod postacią zadźgnięcia, jeden przypadek postrzelenia, 3 przypadki śmierci w następstwie uszkodzenia głowy tępym narzędziem, młotkiem lub siekierą-obuchem, jeden przypadek człowika z jamistą gruźlicą płuc, jeden przypadek malarii, jeden przypadek przewlekłego schorzenie serca i naczyń.
Prof. Grzywo-Dąbrowski poddał sekcji dziesięć zwłok. Wybrał tych z odciętymi głowami tępym narzędziem, z uszkodzoną czaszką za życia, i trzy przypadki w następstwie chorób.
Z kolei komisja rosyjsko-polska przeprowadziła sekcję wszystkich trupów wykorzystując analogiczne przypadki.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

Gorzelnia Turew ma 100 i jeden rok
Gorzelnia w Turwi pod Kościanem, to nie tylko czynny zakład produkujący, jeden spośrd 60 działających w Polsce, ale ta produkuje spirytus metodą tradycyjną i to sprawia, że jest najwyżej jakości.
Gorzelnia w Turwi, to także Muzeu

m, unikatowe na skalę europejską, gdyż pokazuje gorzelnictwo rolnicze. Na uwagę zasługują zabytkowe, odnowione urządzenia, które służyły niegdyś gorzelnikom. Największe wrażenie robi maszyna parowa pochodząca z 1906 roku i kocioł parowy z 1905 r. W procesie produkcyjnym wykorzystywany jest jednokolumnowy aparat do destylacji wykonany z miedzi z 1985 roku. Ma on około trzech pięter wysokości, w którym znajduje się 11 półek do oczyszczania alkoholu. Dziennie w Turwi produkuje się 2000 litrów spiritusu o zawartości alkoholu 92-93 procent m.in. z żyta, ziemniaków, kukurydzy. Spiritus z Turwi jest odsprzedawany do dużych gorzelni gdzie w procesie rektyfikacji produkowana jest wódka.
Są tutaj pompy wodne, pompy zacierowe, stare dokumenty akcyzowe czy areometry, z których jeden pochodzi z 1863r. Część eksponatów pracowała w turewskiej gorzelni, a reszta w innych, które już w większości nie istnieją.
Kierownik Gorzelni Grzegorz Konieczny, to pasjonat. Od 2004 roku zbiera stare urządzenia gorzelnicze i dokumenty. Powstała sala degustacyjna i piękna ekspozycja. Może godzinami opowiadać o historii gorzelnictwa, o procesie technologicznym zaczynającym się na polu, a kończącym na stole. Mimo trudnej sytuacji gorzelnictwa i coraz mniejszej ilości gorzelni rolniczychw Polsce, warto zachować dla potomnych, choć jedną, wciąż pracującą gorzelnię.
W imieniu organizatorów Kurier lokalny zaprasza do odwiedzenia Turwi 18 maja na NOC MUZEUM W 100-LETNIM ZAKŁADZIE.
TUREW zlokalizowana jest 12 km na wschód od Kościana, w rolniczej okolicy, z dala od głównych linii komunikacyjnych. To tu generał Dezydery Chłapowski, na wzór krajów zachodniej Europy, zaczął wprowadzać nowoczesne metody uprawy ziemi i prowadzenia gospodarstwa rolnego.
Dwudziestopięcioletni Dezydery w 1815 r. objął majątek ojca – Turwię (przemianowaną później na Turew). Majątek ten był poważnie zadłużony, jednak wierzyciele zgodzili się na stopniową spłatę długu.
Po przejęciu majątku Dezydery wyjechał do Anglii, gdzie przez półtora roku zwiedzał przodujące gospodarstwa. Obserwował i uczył się, ale też pracował fizycznie na roli poznając różne rodzaje prac.
W Anglii kupił nowoczesne narzędzia rolnicze. Po powrocie do kraju rozpoczął reorganizację i unowocześnianie majątku. Okoliczni ziemianie widząc wprowadzane zmiany wróżyli mu rychłe bankructwo. Zaczął zmieniać gospodarstwo od wprowadzenia płodozmianu, wzdłuż pól założył pasy ochronne z drzew i krzewów. Stwierdził bowiem, że ochrona taka wpływa pomyślnie na plony. Jako pierwszy w Polsce zastosował dreny.
Ze Szwajcarii sprowadził mleczne krowy, wprowadził hodowlę owiec mięsno-wełnistych, rozwinął też hodowlę koni. W Turwi wybudowano jedną z pierwszych w województwie poznańskim cukrowni. Powstała tez gorzelnia, browar i olejarnia.
Chłapowski otworzył pierwszą nieformalną szkołę dla chłopców chcących uczyć się nowoczesnego rolnictwa. W ciągu kilkudziesięciu lat jej funkcjonowania wykształciło się tam wielu znamienitych rolników.
Dezydery Chłapowski przejął majątek obciążony zawrotną na owe czasy sumą długów, a po 17 latach zostały one całkowicie spłacone. Z czasem znacznie powiększył majątek; dokupił Brodnicę, Manieczki, Przylepki, Kopaszewo, Karmin i Goździchowo. Na pozątku miał 11 tysięcy mórg, a zostawił spadkobiercom – 34 tysiące.
Tak gospodarował człowiek, który zbudował gorzelnię. Tradycja gorzelnicza w Turwii sięga zatem pierwszej połowy XlX w. Pierwszy budynek wybudowany przy pałacu nie przetrwał długo. Gorzelnia, w której wytwarzany jest surowy spirytus obecnie, została wzniesiona na początku XX wieku (1918r.). Tuz przed drugą wojną świtową rozbudował ją ostatni właściciel majątku Krzysztof Morawski. Potem przyszli Niemcy, po nich władza ludowa, by wreszcie państwowe gospodarstwo przeszło trudne koleje prywatyzacji i przekształceń właścicielskich. Obecnym właścicielem jest Top Farms Wielkopolska Sp. z o.o.
W gorzelni działa miedziany aparat destylacyjny jednokolumnowy z 1985 roku o wysokości 9,60 metra, posiadający 20 pólek wywarowych i 11 polek spirytusowych, na których odbywa się destylacja zacieru-odfermentowanego.
Dzienna produkcja to nawet 4000 litrów spirytusu. Całość ogrzewa niemiecki kocioł z 1934 roku. Przetwarza się tu na spirytus żyto, pszenżyto i ziemniaki, a czasami nawet kukurydzę (przydatny na Burbon).
Spirytus uzyskany taką metodą to spirytus rolniczy o mocy ok. 92-93%.
Na koniec należy wrócić do kierownika i jego pasji. Nieałe dwa lata temu, we wrześniu w Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu odbyło się wręczanie odznaczeń państwowych zasłużonym mieszkańcom Wielkopolski. Wśród nich był Grzegorz Konieczny, który otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi. W prezentacji kierownika Gorzelni w Turwi stwierdzono, ze to aktywny działacz społeczny, założyciel Stowarzyszenia Przyjaciół Gorzelni Turew oraz Muzeum Gorzelnictwa. Dodano, że to człowiek wspierający miejscową Ochotniczej Straży Pożarnej, organizację Europejskich i Krajowych Zawodów Sikawek Konnych w Cichowie oraz organizację wyjazdów członków Młodzieżowych Drużyn Pożarniczych na obozy międzynarodowe. Wojewoda Wielkopolski, który wręczał Krzyż zaakcentował, że odznaczenia państwowe są wyrazem uznania i podziękowania za wybitne zasługi na rzecz regionu. (opr.maz)
Foto 3