piątek, 25 Maj 2018

Felietony Sebastiana Skrzypczaka

Rowerem do kościoła w Ruchocicach.
Popularną trasą wycieczek rowerowych mieszkańców Grodziska jest „pętla” – z miasta ścieżką rowerowa do Ruchocic i dalej przez Gnin do Grodziska. Chciałbym w tym numerze przybliżyć turystom rowerowym najważniejsze atrakcje historyczne na wymienionym szlaku.
Ruchocice to wieś leżąca przy szosie Zielona Góra – Poznań, oddalona o ok. 5 km od Grodziska Wielkopolskiego i znajdująca się już na terenie gminy Rakoniewice. Po ok. 20 min jazdy rowerem po ścieżce rowerowej docieramy do pięknego drewnianego kościoła pw. św. Urszuli. Datowany jest on na lata 1730–37. Parafia w Ruchocicach powstała już wcześniej w wyniku odłączenia się w XV w. od parafii pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela w pobliskim Gninie, która jak podają źródła archidiecezji poznańskiej mogła istnieć już w XIII wieku. W okresie reformacji parafia na pół wieku przestała istnieć i odrodziła się na początku XVII w. staraniem Mikołaja Jaskóleckiego, ówczesnego właściciela wsi. W XIX i XX wieku w skład parafii wchodziły wsie: Ruchocice, Goździn, Elżbieciny, Dębowy Folwark, Gnin, Rataje, Zielęcin oraz Narożniki. Od końca XVIII wieku proboszczowie w Ruchocicach pełnili posługę duszpasterską jako administratorzy w parafii pod wezwaniem św. Klemensa w Zielęcinie. W 1910 roku parafia liczyła 651 wiernych. Przed I wojną światową zlikwidowano przykościelny cmentarz i założono nowy na obrzeżach wsi. Kościół został przebudowany, otynkowany wewnątrz oraz zmieniono jego wystrój. Podczas II wojny światowej kościół został zamieniony przez hitlerowców na magazyn tekstylny, Skradziono też dwa zabytkowe dzwony: jeden z 1735 roku, drugi zaś – późnogotycki. Po II wojnie światowej w wyniku spalenia przez niemieckie wojsko kościoła parafialnego w sąsiednim Gninie, administracja kościelna dokonała zmian: utworzono parafię Jabłonna, a wiernych mieszkających w Gninie i Ratajach oddano pod opiekę duszpasterską księży z Ruchocic. W 1971 roku odrestaurowano wnętrze kościoła i ołtarzy powracając do stanu przed I wojną światową. W latach osiemdziesiątych przekazano administrację parafii w Zielęcinie księżom wielichowskim. W zamian do Ruchocic przyłączono Augustowo.
Kościół w Ruchocicach cieszy oko wnętrzem, gdzie podziwiać można ołtarze późnobarokowe z czasów budowy świątyni. Na ołtarzach bocznych znajdują się herby fundatorów: Kierskich i Tysiewiczów. Na chórze są niewielkie organy rokokowe. Z zewnątrz rzucają się w oczy dachy gontowe, na wieżyczce chorągiewka z datą konsekracji (1739 r.). Obok kościoła rosną stare lipy o obwodach do 400 cm. Należy zwrócić uwagę na drewnianą wolno stojąca dzwonnicę. Kościół otoczony jest doskonale utrzymanym zielonym ogrodem.
Wypada jeszcze wspomnieć, że Ruchocice to miejscowość o ponad 600- letniej historii. Pierwsza wzmianka w dokumencie pisanym pochodzi z r. 1357 gdzie wymieniony jest Paweł z Ruchocic. W roku 1482 Sędziwój Trzebawski sprzedał wieś wraz z Goździnem i Wolą za 2000 złotych węgierskich Janowi Śmigielskiemu. Później Ruchocice należały m.in. do rodów Trachów i Korzboków. W trakcie Wiosny Ludów 28 IV 1848 r. rozegrała się tu potyczka kosynierów z Prusakami.
Kolejna miejscowość – Gnin dzieli od Ruchocic 2 km. Istnieje w źródłach od końca XIV w. Należała podobnie jak Ruchocice do Korzboków, a później do Trachów. W okresie reformacji ustanowiono we wsi zbór luterański, do którego uczęszczali protestanci także z Grodziska, aż do 1618 r.
Najbardziej znaną postacią związaną z Gninem był Jan Krzysztof Gniński. Dzięki zaangażowaniu politycznemu doszedł on do wielkich zaszczytów. Był doradcą czterech królów polskich, zaufanym dyplomatą, dowódcą partyzantki w Wielkopolsce podczas potopu szwedzkiego. Wielokrotny wojewoda, kanclerz i podskarbi królewski, poseł i dwukrotny marszałek Sejmu, zaufany króla Jana Sobieskiego wystawił w bitwie pod Wiedniem chorągiew husarii sfinansowaną z własnych środków, co świadczyło o jego pozycji i oddaniu Rzeczypospolitej. W bitwie czynnie towarzyszył królowi jako jedyny jego „minister”, pomimo, że w tamtym czasie porzucił już rzemiosło wojskowe z czasów szwedzkiego potopu, gdyż po śmierci żony Doroty… przyjął święcenia kapłańskie.
Gnin przed II wojną światową znajdował się w rękach rodziny Kęszyckich. Zygmunt Kęszycki zginął jednak w trakcie kampanii wrześniowej. Jego żona Krystyna Meysztowicz została przez Niemców wyrzucona z majątku.
Na wzgórzu w zachodniej części wsi znajdował się do II wojny światowej drewniany kościół, który jak wspominałem wcześniej, został spalony 27.01.1945 r. przez wycofujące się oddziały hitlerowskie. Świadectwem po istniejącym wcześniej kościele jest dziś zarys podmurówki krzyż i dzwonnica.

Wspomnienie o Ojcu Karolu Meissnerze.
20 czerwca 2017 zmarł w lubińskim klasztorze Ojciec Karol Meissner- zakonnik benedyktyński, lekarz i humanista. Miałem okazję spotkać się kilkukrotnie z ojcem Karolem podczas jego wizyty w Grodzisku oraz mojej bytności w Lubiniu.
O. Karol Meissner OSB, właściwie Wojciech Meissner, urodził się 17.05.1927 r. w Poznaniu.
Młodość spędzał w Poznaniu, tam ukończył szkołę podstawową. Przed wybuchem II Wojny Światowej opuścił Poznań i udał się do rodziny w Warszawie. Mimo okupacji kontynuował naukę najpierw oficjalnie, następnie na tajnych kompletach oraz w szkole handlowej. Pracował także, jako goniec w Polskim Czerwonym Krzyżu. W czasie powstania warszawskiego służył, jako sanitariusz w powstańczym szpitalu. Po kapitulacji został wywieziony do obozu jeńców wojennych w Altengrabow pod Magdeburgiem.
Po wyzwoleniu z obozu powrócił do Poznania, gdzie w sierpniu 1945 r. zdał maturę w Liceum im. św. Jana Kantego. Następnie rozpoczął studia medyczne na wydziale medycznym Uniwersytetu Poznańskiego. W trakcie studiów pracował w laboratorium lekarskim w szpitalu Przemieniania Pańskiego w Poznaniu oraz angażował się społecznie. Był harcerzem, działał w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży Męskiej, śpiewał w chórze „Poznańskie Słowiki” prowadzonym przez Stefana Stuligrosza. Po ukończeniu studiów pracował w szpitalu w Szczecinku, Instytucie Medycyny Sportowej oraz Klinice Chorób Wewnętrznych w Poznaniu.
W 1951 r. wstąpił do klasztoru benedyktynów w Tyńcu. Został przyjęty do nowicjatu 05 stycznia 1952 r. otrzymując imię Karol po swoim pierwszym magistrze o. Karolu van Oost OSB, przewodzącemu odnowie opactwa tynieckiego. Kolejnym magistrem nowicjatu był o. Piotr Rostworowski OSB/EC, który wywarł wielki wypływ na o. Karola. Nowicjat ukończył 1 maja 1953 r., a śluby wieczyste złożył 1 stycznia 1957 r. Będąc lekarzem służył także okolicznym mieszkańcom pomocą medyczną. Początkowo pragnął zostać mnichem bez święceń kapłańskich, lecz po odbyciu studiów w latach 1958-1963 w Seminarium Duchowym w Kielcach nie bez wahań przyjął święcenia 21 grudnia 1965 r.
O. Karol był jednym z inicjatorów dokonania nowego przekładu Pisma Świętego zwanego „Biblią Tysiąclecia” oraz członkiem kolegium redakcyjnego przy jej powstawaniu. Zaadoptował melodie gregoriańskie do polskich tekstów liturgicznych oraz ułożył nowe melodie w szczególności hymnów w metryce gregoriańskiej do Antyfonarza Monastycznego. Był także kompozytorem innych utworów muzycznym między innymi do wierszy Kazimiery Iłłakowiczówny.
W następnych latach na prośbę ówczesnego ks. kard. Karola Wojtyły rozwijał duszpasterstwo rodzin i poradnictwa rodzinnego. W latach 1966-68 pracował w zespole kierowanym przez kard. Karola Wojtyłę nad uzasadnieniem katolickiej nauki dotyczącej podstaw moralnych życia małżeńskiego, czego owocem był „Memoriał krakowski.” W 1968 r. współtworzył Instytut Teologii Rodziny w Krakowie pod kierownictwem dr Wandy Półtawskiej. Prowadził liczne rekolekcje w kilkudziesięciu seminariach oraz regularne wykłady z medycyny pastoralnej oraz teologii moralnej. Od 1966 r. do 2005 r. był wykładowcą na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim z dziedziny psychologii i psychiatrii.
W 1972 r. opuścił Tyniec i przeniósł się do zagrożonego, wtedy likwidacją klasztoru w Lubiniu. W wyniku jego poświecenia, energicznych zabiegów oraz nawiązaniu współpracy z prymasem Polski, kard. Stefanem Wyszyńskim, wspólnota lubińska odrodziła się. W 1978 r. dzięki jego zabiegom benedyktynom zwrócona została parafia w Lubiniu, której był tymczasowym administratorem w latach 1982-1988, zaś proboszczem w latach 1993-1999. Od 1980 do 1983 r. pełnił funkcję przeora, kilkakrotnie magistra nowicjatu i podprzeora.
Podczas Synodu Biskupów w 1980 r. w Rzymie poświęconego sprawom rodziny, był jednym z sekretarzy przy głównej radzie Synodu. Po wyborze Karola Wojtyły na papieża kontynuował z nim współpracę i służył radą w kwestiach dotyczących rodziny. Był autorem wielu publikacji dotyczących małżeństwa, rodziny, seksualności oraz życia chrześcijańskiego.
Grodzisczanie mogli spotykać Ojca Karola podczas dorocznych pielgrzymek do Grobu świętobliwego Bernarda z Wąbrzeźna. Ojciec Karol był zaangażowany w jego proces kanonizacyjny. Wyszukiwał dokumenty potwierdzające działalność i cuda czynione za stawiennictwem „sługi Bożego” Bernarda za życia. Kilkukrotnie odwiedzał Grodzisk.
Niżej podpisany miał również okazję rozmawiać z Ojcem Karolem. Podczas jednej z wizyt w Lubiniu, jako pasjonat historii, miałem również możliwość w towarzystwie Ojca Karola obejrzenia zbiorów lubińskiej, klasztornej biblioteki. Wśród nich przechowywane są tam starodruki. Warto wspomnieć na zakończenie, że w lubińskim klasztorze od 4 lat pełni posługę brat Efrem pochodzący z podgrodziskich Ruchocic- absolwent grodziskiego Liceum, który postanowił po ukończeniu szkoły średniej „pójść droga św. Benedykta”. Obu lubińskich benedyktynów za życia ojca Karola, łączyło oprócz umiłowania Boga również pasja poznawania historii. To rozmowy o przeszłości i losach świętobliwego Bernarda wypełniały moje wspólne spotkanie z bratem Efremem i Ojcem Karolem Meissnerem we wrześniu 2015 r. w murach lubińskiego opactwa.
Dopisek: Tekst powstał w oparciu o inf. ze źródeł benedyktynów z Lubinia.

Pałac i kapliczka leśna w Ujeździe
Kilka dni temu zawitała letnia pogoda i korzystając z niej wspólnie z rodziną, wsiedliśmy na rowery, aby zażyć relaksu w bliskości z naturą. Doskonałym miejscem letnich wypadów w okolicy Grodziska jest teren w podgrodziskim Ujeździe. Podróżując jednym z najładniejszych leśnych duktów w naszej gminie – „aleją kasztanową” z Grodziska przez „Pantaleonowo” obok „Lulina” (nazwy zwyczajowe dawnych przysiółków obok Grodziska) dotrzeć można do drogi Grodzisk – Kościan. Po jej przecięciu skręcając w leśny przydrożny parking i jadąc dalej ok. 200 m leśną ścieżką docieramy na wspaniała leśną polanę, przez którą malowniczo przepływa rzeczka Letnica, zwana dziś oficjalnie, choć już mało romantycznie – Rowem Grodziskim. Polana jest doskonałym miejscem „piknikowania”. Oprócz wspaniałych walorów krajobrazowych- las dookoła, rzeczka, malowniczy mostek, na skraju polany ambona myśliwych – (dzieci mają się wiec, gdzie wspinać), są tam jeszcze inne atrakcje. Za polaną kolejne 100 m leśną ścieżką dojdziemy( dochodzimy) do leśnej kapliczki. To już teren parku pałacowego w Ujeździe.
Leśna kapliczka ma swoją historię. Wybudowana została w stylu neogotyckim w 1868 roku przez rodzinę Żółtowskich, jako wotum wdzięczności za szczęśliwy powrót z powstania styczniowego, jednego z członków rodziny. Obiekt został wyremontowany przed uroczystościami z okazji 150-tej rocznicy wybuchu powstania styczniowego, które odbyły się w tym miejscu w styczniu.2013 roku. Udział wtedy wzięło prawie 100 osób, w tym także marszałek województwa wielkopolskiego Marek Woźniak. Odsłonięto na niej tablice pamiątkowe poświęcone uczestnikom Wiosny Ludów 1848 r., powstania wielkopolskiego 1918/1919 i styczniowego, a w którym brali udział także ochotnicy z Ujazdu i pobliskiego Grodziska.
Spacerując kolejne 200 m. ścieżką dojdziemy do zabudowań dworskich. Dwór z pierwszej połowy XVIII wieku, to fundacja Kacpra Rogalińskiego. Został przebudowany w roku 1868. przez wspomnianą rodzinę Żółtowskich. Dokładną data przebudowy jest znana dzięki listowi w butelce znalezionemu kilka lat temu, podczas remontu pałacu przez obecnego właściciela Ryszarda Wosińskiego.
Pan Ryszard, to barwna postać. W latach 80-tych XX wieku był posłem na Sejm i Naczelnikiem ZHP. Jest kolekcjonerem pamiątek historycznych, znakomitym znawcą dziejów i gawędziarzem.
Dwór jest wydłużony, parterowy, z mieszkalnym poddaszem. Dach ma mansardowy z wystawką na osi i dwiema kondygnacjami lukarn. Po bokach dziewiętnastowieczne przybudówki zwieńczone są pseudobarokowymi szczytami, a od frontu widniej ganek neogotycki na czterech słupach, połączonych tzw. łukiem Tudorów.To jest ciekawostka architektoniczna w naszej okolicy.
Po obu stronach głównego budynku stoją trzy kwadratowe pawilony z pierwszej połowy XVIII wieku, kryte dachami: cebulastym (z lewej) i w typie pagody chińskiej (po prawej).
Z boku zachowała się oficyna z XVIII wieku. Cały zespół otoczony jest parkiem krajobrazowym o powierzchni 69,64 ha, z pomnikowymi okazami drzew.
Na koniec napiszmy jeszcze o Ujeździe – wsi. W zapiskach funkcjonuje od końca XIII wieku, jako własność cystersów z Obry pod Wolsztynem. Około 1580 r. stała się własnością rodu Ujejskich, a następnie w XVIII w. przeszła w ręce Rogalińskich. W 1874 r. nabył wieś Ujazd i Kowalewo Józef Żółtowski. W dobrach tego rodu Ujazd znajdował się do II wojny światowej. Na początku XX w. wieś i majątek, jako jedne z pierwszych w okolicy zostały zelektryfikowane.
W majątku działała również gorzelnia. Ostatnia właścicielka Ludwika Zółtowska – Beckerowa prowadziła renomowana stadninę koni. Zostały one ewakuowane na wschód w 1939 rokiem, przed wkraczającymi do Polski Niemcami. Niektóre ocalały z wojennej pożogi i zostały przetransportowano do Janowa Podlaskiego. Po II wojnie światowej w pałacu mieścił się dom pomocy społecznej.
Polecam ten tren na rodzinny wyjazd rowerowy, połączony z piknikiem. Jest to miejsce piękne krajobrazowo i bogate w historię.
Sebastian Skrzypczak

Grodziscy powstańcy.
Dziś publikujemy noty biograficzne kolejnego powstańca wielkopolskiego, zaczerpnięte z „Grodziskiego słownika biograficznego powstańców wielkopolskich z 1918/1919 roku”. Książka przygotowana przez środowisko grodziskich regionalistów, skupionych w Towarzystwie Miłośników Ziemi Grodziskiej miała swoją premierę 3 maja tego roku, podczas Pikniku historyczno-wojskowego, zorganizowanego przez grodziskie Starostwo Powiatowe
Lucjan Hoffman
Urodził się 10 stycznia 1900 r. w Buku. Jako uczestnik powstania wielkopolskiego walczył w oddziale grodziskim w rejonie Nowego Tomyśla. Podczas starć został ranny. Jeden z pocisków trafił go w szyję.
Podczas okupacji działał w Armii Krajowej na terenie Makowa Mazowieckiego.
Po wojnie przejął zakład fotograficzny w Jeleniej Górze, który prowadził do 1950 roku. Po 1951 roku wrócił do Grodziska i także prowadził zakład fotograficzny. Był żonaty z Jadwigą Kostką (1912- 1999). Miał dwóch synów Tadeusza i Lecha. Zmarł 8 października 1969 roku.
Został odznaczony Odznaką Grunwaldzka, Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym, Medalem Zwycięstwa i Wolności, Medalem Niepodległości oraz Brązowym Krzyżem Zasługi.
Mieczysław Królikowski
Urodził się w 1896 roku. W czasie I wojny światowej został zmobilizowany do armii pruskiej. Walczył w kawalerii. Dosłużył się stopnia podoficera. 12 grudnia 1918 roku powrócił do Grodziska, gdzie natychmiast został mianowany członkiem Rady Robotniczo-Żołnierskiej. Zaangażował się w tworzenie wojsk powstańczych, organizując powstańczy oddział kawalerii. Oddział składał się początkowo z 18 osób. Patrolował okoliczne miejscowości wokół Grodziska, obserwując działalność mieszkających tam Niemców. Jeszcze przed wybuchem walk powstańczych, Królikowski brał udział w akcjach rozbrajania niemieckich żołnierzy w Opalenicy. Następnie przebył szlak bojowy powstańców grodziskich na zachodnim froncie powstania. Uczestniczył w walkach o Rakoniewice, Rostarzewo, Wolsztyn i dalej o Kargowę i Babimost.
Po zakończeniu powstania wstąpił do I Pułku Ułanów Wielkopolskich (późniejszy 15 Pułk Ułanów Wielkopolskich), z którym wziął udział w wojnie przeciw bolszewikom na froncie litewsko-białoruskim, gdzie służył pod dowództwem gen. Władysława Andersa.
Po zdemobilizowaniu pracował w grodziskiej ubezpieczalni społecznej. Działał społecznie w Kurkowym Bractwie Strzeleckim.
Źródła: B. Polak „Grodzisk Wielkopolski-zarys dziejów, D. Matuszewski „ Grodziszczanie pod bronią. Tradycje patriotyczne mieszkańców powiatu grodziskiego”, K. Bielecki „Ziemia grodziska w walce o wyzwolenie narodowe 1918-1919”.
Informacje uzyskane od rodziny

Grodziskie historyczne rocznice -2014
Wzorem roku ubiegłego przedstawiamy grodziskim czytelnikom najciekawsze rocznice, które przypadają w roku 2014. Jakie wydarzenie działy się 100, 200 i więcej lat temu w Grodzisku? Jakie jubileusze będą okazją do świętowania przez grodzisczan w tym roku? Przeczytajcie Państwo!
Trzydzieści lat temu w 1984 roku Grodzisk przekroczył 10 tysięcy mieszkańców. To z pewnością informacja pozytywna w kontekście dzisiejszego, słabego przyrostu demograficznego.
We wrześniu minie 75 lat od wkroczenia do Grodziska Niemców. Stało się to 9 września, gdy grodziszczanie zostali poddani niemieckiej okupacji. Intensywna germanizacja, dyskryminacja ludności polskiej, wypędzenie z miasta żyjącej tu ludności żydowskiej, to działania charakterystyczne dla całego kraju, nie tylko Grodziska.
Watro wspomnieć w kontekście poprzedniej informacji dotyczącej demografii, jak wyglądał Grodzisk sprzed siedmiu i pól dekady. W 1939 roku miasto liczyło 6834 mieszkańców, miało 51 ulic. Działało tu około 50 organizacji społeczno-kulturalnych. Rok 1939, to jeszcze jedna ważna dla Grodziska data, o której mało, kto pamięta. Zatwierdzono oficjalnie herb miasta. Zarządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych z dn. 22 lutego 1939 roku zostało opublikowane w Monitorze Polskim.
Niedawno obchodziliśmy jubileusz grodziskiego kapelmistrza Stanisława Słowińskiego, ale jeszcze większy jubileusz w tym roku będzie obchodziła cała Grodziska Orkiestra Dęta. Minie bowiem 85 lat od momentu, kiedy właściciel grodziskiego browaru Antoni Thum zakupił instrumenty i zapoczątkował tworzenie orkiestry strażackiej, poprzedniczki dzisiejszej GOD.
90 lat temu w 1924 roku Grodzisk, podobnie jak cały kraj, był areną protestów, demonstracji i strajków. Demonstrowali bezrobotni i słabo wynagradzani robotnicy. O tej rocznicy pewnie nikt w mieście nie będzie wspominał. Nigdy bowiem nie ma klimatu dla walki najbiedniejszych o poprawę swojego losu. Tak teraz, jak i dawniej.
W tym roku mija 105 lat od chwili ukończenia budowy tutejszego węzła kolejowego, miasto w 1909 otrzymało bezpośrednie połączenie kolejowe z Poznaniem. 105 lat po tym wydarzeniu nadal można z Grodziska pojechać pociągiem do Poznania. Ale już tylko do Poznania. Zniknęły połączenia kolejowe z Kościanem, Opalenicą, Żaganiem i Wągrowcem.
Kolejną instytucją, która obchodzi w tym roku jubileusz jest grodziski szpital. W 1894 roku ukończono budowę fundacji rodziny Mosse. W tym roku minie więc 120 lat od chwili ufundowania szpitala. W bieżącym roku na jubileusz grodziskim władzom powiatowym, prowadzącym obecnie tę placówkę wypada życzyć, aby znów znaleźli się – podobnie jak w XIX wieku – sponsorzy, którzy wspomogą rozbudowę szpitala. Może należy poszukać potomków rodziny Mosse.
W 1874 roku, a więc 140 lat temu powstała w Grodzisku pierwsza, polska spółka mleczarska w zaborze pruskim. Spółdzielnia Mleczarska nie będzie w Grodzisku obchodzić jubileuszu, bo już nie istnieje. Może ktoś wspomni o dawnej mleczarni, gryząc kanapkę z produkowanym jeszcze „masłem grodziskim”.
Będzie w tym roku również kilka smutnych rocznic związanych z dużymi pożarami miasta. W 1809 roku, 205 lat temu spłonęło prawie całe śródmieście. W wyniku pożaru Grodzisk zyskał nową zabudowę. Rozebrano m.in. kościół św. Anny i wytyczono nowy plan ulic wg planów architekta Wernicke.
Grodzisk płonął również w 1689 roku – 325 lat temu oraz w 1424 roku, – 590 lat temu.
Jedną z najważniejszych rocznic, którą obchodzić będziemy w tym roku jest 220 rocznica insurekcji kościuszkowskiej. W Grodzisku mieszkańcy uzbrojeni w piki i kosy, przywiezione wcześniej do klasztoru, wypędzili Prusaków i przyłączyli się do walczących oddziałów insurekcyjnych.
W 1579 roku, 435 lat temu do Grodziska przybył Melchior Nehring, przenosząc tutaj z Poznania swoja luterańską drukarnię. Nehring wydał w Grodzisku około dziesięć dzieł literackich. Dziesięć lat wcześniej przybył do Grodziska Erazm Gliczner – pisarz i pedagog. Pastor kościoła ewangelickiego. Był super intendentem kościołów ewangelickich w Wielkopolsce. Zorganizował w naszym mieści szkołę teologiczną. Grodzisk w tych czasach był ważnym centrum reformacji nie tylko w Wielkopolsce, ale w całej Rzeczypospolitej.
W średniowiecznych źródłach znajdujemy informację pochodzącą z roku 1444, a wiec sprzed 570 lat. Mówi ona, że Grodzisk znajduje się w powiecie kościańskim. Do powiatu kościańskiego miasto przynależało do końca istnienia Księstwa Warszawskiego, a wiec do roku 1815.
700 lat mija w tym roku od dwóch ważnych dla miasta wydarzeń. Nasze ziemie przestają być częścią dzielnicy śląskiej. W 1314 roku Wielkopolska zostaje odbita przez księcia kujawskiego Władysława zwanego Łokietkiem, późniejszego króla Polski. Dla naszego miasta zmiana ta nie jest korzystną. W myśl wyobrażeń książąt śląskich, którzy przez dwa lata władali Grodziskiem jak i Wielkopolską, miasto miało być siedzibą dystryktu (okręgu administracyjnego). Z chwilą porażki książąt śląskich szansa na wzmocnienie rangi Grodziska została utracona. W tym samym roku przestała funkcjonować mannica książęca, w której wybijano monetę – kwartnik z napisem „De Grodis”.
Na tym kończymy przegląd rocznicowych jubileuszy historycznych A.D. 2014, związanych z naszym miastem. Niestety przeważają rocznice smutne i niekorzystne. Miejmy nadzieję – na przekór historii – że rozpoczęty przed miesiącem rok zapisze się w dziejach miasta i jego mieszkańców pozytywnymi zdarzeniami.

75 lat grodziskiego herbu
Mija właśnie 75 lat, od kiedy oficjalnie patronuje naszemu miastu królewski herb. Zatwierdzony został treścią obwieszczenia o nadaniu herbu przez Prezesa Rady Ministrów. To ważne wydarzenie naznaczone jest datą 12 października 1938 roku (Dz. U. R. P. Nr 2, poz z 1939 r.). Decyzja ta weszła w życie zarządzeniem Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 22 lutego 1939 roku, zgodnie z art 4 ust.(3) rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 13 grudnia 1927 roku o godłach i barwach państwowych oraz o oznakach i pieczęciach. Decyzję podjęto w porozumieniu z Ministrem Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.
Wszyscy grodziszczanie utożsamiają herb z królem Przemysłem II, który wg tradycji miał nadać miastu prawa miejskie. Tymczasem jego pochodzenie jest związane z innym polskim monarchą.
Historia grodziskiego herbu sięga dalej, przed przytoczoną datą jego sformalizowania w 1939 roku. Jak powszechnie wiadomo tradycja wywodzi miasto od roku 1303. Każdy ośrodek posiadający prawa miejskie, już w XIII stuleciu posiadał swój herb – godło. W przypadku Grodziska był to pierwotnie konar drzewa lipy. Analogie do dawnego grodziskiego herbu znaleźć możemy do dziś w herbach sąsiednich miast, a dokładnie w Buku, Opalenicy i w Rakoniewicach. Ten herb poszedł jednak w naszym mieście w zapomnienie, a wraz ze zmianami przynależności własnościowej miasta, zmienił się również jego symbol.
W XIV wieku Grodzisk na krótko znalazł się w rękach królewskich. Kazimierz Wielki oddał wtedy miasto w lenno Mikołajowi Tomickiemu, a następnie zostało ono wykupione przez Stanisława Zbąskiego. Na dokumencie przekazania miasta w lenno, prawdopodobnie pojawiła się pieczęć majestatyczna króla Kazimierza Wielkiego. Ta pieczęć stała się wzorem dla ustanowionej początkowo pieczęci herbowej miasta. Zachowana pieczęć majestatyczna Kazimierza Wielkiego z 1334 roku wyobraża króla w koronie, siedzącego na tronie o elementach poetyckich, trzymającego w prawej ręce berło, a w lewej jabłko królewskie.
W latach osiemdziesiątych Albin Łącki, nie żyjący już dziś przyrodnik i artysta z Rakoniewic, wykonał akwarelę i akwawafortę herbu miasta. Jego pierwowzór znajduje się w witrażu gmachu grodziskiego sądu. Przedstawia ona tarczę heraldyczną, z wizerunkiem siedzącego na tronie – o cechach gotyckich – monarchę. Tarcza herbowa znajduje się w stylizowanym otoku roślinnym.
Ponad herbem widoczny jest półpancerz, a nad nim hełm. Ponad hełmem są trzy baszty. Otoczenie heraldyczne nawiązuje do rycerskiego charakteru miasta, albowiem Grodzisk był zawsze własnością rodów rycerskich i szlacheckich.
Herb Grodziska, według wspomnianego na wstępie rozporządzenia, przedstawiał następujący wizerunek:
„(…) W polu błękitnym król na tronie złotym, w koronie, z berłem w ręce prawej, z jabłkiem w ręce lewej. Twarz, szyja i ręce królewskie, barwy naturalnej. Włosy jasne. Korona, berło i jabłko – złote. Tunika królewska – biała z obramowaniem złotym przy rękawach, płaszcz – czerwony obramowany złotem, spięty na prawym ramieniu klamrą złotą. Trzewiki czerwone (..).”
Dokument podpisał w zastępstwie Ministra Spraw Wewnętrznych – podsekretarz stanu Władysław Korsak.

Konflikt Żydów grodziskich z zakonnikami.
W 1662 roku kasztelan nakielski Jan Leopold Opaliński, ówczesny właściciel Grodziska, sprowadził do miasta zakonników bernardyńskich i ufundował dla nich klasztor wraz kościołem. Pobudowano kościół według barokowych wzorców, prawdopodobnie w tym samym roku. Wszystko to zostało umiejscowione na ówczesnych krańcach miasta, poza murami, w pobliżu bramy bukowskiej.
Przy budowie nowego kościoła klasztornego, który pierwotnie miał być drewniany, zabrano Żydom przylegający do gruntu klasztornego cmentarz. Wyznaczono im inny teren, leżący na terenie, gdzie dziś wznosi się Grodziska Hala Sportowa i Zespól Szkół Ponadgimnazjalnych. Sytuacja ta wywołała niezadowolenie miejscowych Żydów, którzy nadal chodzili na stary kirkut i odprawiali przy grobach głośne modły. Warto przy tej okazji wspomnieć, że dla wyznawców judaizmu, miejsce pochówku jest miejscem uświęconym na wieki.
Pewnego dnia, na stary cmentarz w sąsiedztwie klasztoru, zeszło się około 50 Żydów, którzy poczęli głośno odprawiać modły za zmarłych. Modlitwy te wzbudziły niechęć zakonników – bernardynów, którzy postanowili skierować oficjalną skargę, przeciwko religijnym konkurentom.
Do ówczesnego syndyka miejskiego zostało złożona skarga. Syndyk, czyli w tamtym czasie urzędnik miejski, dbający o porządek i sprawiedliwość w sądach, a wybierany przez właściciela miasta, znany z imienia Jakub Tarczewski, w lutym 1666 roku wniósł skargę na gminę żydowską w Grodzisku, do posesora dóbr grodziskich Jana Karola Daniełłowicza. Posesor konflikt religijny rozstrzygnął w oparciu o własne preferencje wyznaniowe, zakazując awanturowania się Żydom w pobliżu kościoła bernardyńskiego.
– (…) „Aby Żydzi Grodziska (..)/ Possessione mea żadnych do Kierchała tego schadzek, lamentów ani dewocey swoich czynic się nie ważyli”.
Wyrok podpisany został przez Jana Karola z Żurowa na Wiśniowcu Daniełłowicza, krajczego koronnego lubelskiego, starostę parczewskiego, pułkownika Jego Królewskiej Mości z dn. 26 czerwca 1676 roku.
Grodziscy Żydzi z lekceważeniem odnieśli się do werdyktu. Nie ustały praktyki na zlikwidowanym cmentarzu. W opinii zakonników zachowania Żydów stały się jeszcze bardziej agresywne.
W jedną z niedziel uczestnicy cmentarnego nabożeństwa rzucili się z kijami i kamieniami na Gwardiana grodziskich Bernardynów, który miał napominać ich, że nie przestrzegają wyroku.
Nie znamy obiektywnej relacji z tego wydarzenia, jednak mamy informację o tym, że incydent zaowocował wznowieniem sądowego sporu katolicko-żydowskiego w Grodzisku. Sprawa tym razem trafiła na szczebel trybunału sejmowego. W kolejnym roku 1677 trybunał ów na posiedzeniu w Piotrkowie rozstrzygnął, aby sporny teren objąć jurysdykcją królewską. Na cmentarzu żydowskim wbito sztandar królewski, co miało symbolizować, że obszar ów jest objęty szczególną opieką królewską. Prawdopodobnie wyrok ten wyhamował spór miedzy stronami, ponieważ opracowania i dokumenty nie relacjonują już jego przebiegu.
W kolejnych latach na skutek wojen, obcych najazdów i prześladowań, Żydzi grodziscy doznali znacznie większych szkód. W 1704 roku miasto opuścił rabin, a w 1708/09 roku pożar zniszczył całą dzielnicę żydowską w Grodzisku.
Sebastian Skrzypczak
*Na podst. opracowań J. Chrzanowskiego poświęconych grodziskim Żydów

Promocja polskiego handlu 100 lat temu.
Dziś w dobie supermarketów i wszechobecnej konsumpcji przebijają się nie rzadko głosy o tym, aby kupować polskie produkty, polskich wytwórców w polskich sklepach. Okazuje się, że takie nawoływanie i promocja naszych polskich produktów była aktualna już sto lat temu. Okoliczności były tylko trochę inne. Dziś konkurentem polskiego, lokalnego producenta czy handlowca jest wytwórca z Europy Zachodniej bądź Azji, działający w ramach międzynarodowego koncernu – korporacji. Przed stu laty był to częściej żydowski, bądź niemiecki sąsiad prowadzący swój sklep lub zakład rzemieślniczy nierzadko po drugiej stronie ulicy. Dziś konkurent zagraniczny korzystający z wielkiego kapitału jest zazwyczaj potężniejszy, wtedy konkurencja była bardziej wyrównana. Przeczytajcie Państwo jak przed równo stu laty zwalczano obcą konkurencje w mieście Grodzisku. Relacja pochodzi z gazety „Postęp” znanej z antysemickiego nastawienia. Pismo poświęcone było sprawom rzemieślniczym, przemysłowym i handlowym” ukazywało się z przerwami od 1890 r. aż do II wojny światowej. Można w nim było znaleźć „wiadomości zawodowe”, informacje „z życia towarzystw” zrzeszających rzemieślników i przemysłowców czy kronikę miejską i prowincjonalną, relacjonującą bieżące wydarzenia. Ale o charakterze pisma decydowało silnie antysemickie nastawienie redakcji. Początkowo „Postęp” ukazywał się w czwartki i w niedziele. Po odzyskaniu niepodległości stał się dziennikiem narodowo-chrześcijańskim, na którego łamach toczyła się antysemicka krucjata.
Grodzisk na przełomie XIX i XX wieku to konglomerat trzech społeczności: Polaków, Niemców i Żydów. Miejscowi działacze endecji nawołują w tamtym okresie do popierania polskiego handlu i przemysłu w myśl zasady „swój do swego”
Autor artykułu z gazety endeckiej „Postęp” pisze w wydaniu z 1914 roku: O haśle „Swój do swego pisano i mówiono bardzo wiele, jednakże ludzie, którzy kpią sobie z tego hasła zanoszą grosz do innych. Pod tym względem góruje nasze miasto Grodzisk, bo też zapewne w żadnym mieście nie ma tylu Żydów co tutaj, ludzie lgną do nich całymi masami, co można zauważyć w targi i w niedzielę. Nie mówię już o warstwach robotniczych, które tutaj specjalny pociąg mają do Żydów, a których nikt tutaj w tym kierunku nie oświeca, ale te nasze panie rzemieślniczki, bo nawet panie, które na zewnątrz pragną świecić dobrym przykładem, a Żydów odwiedzają i od nich resztki kupują. Są to objawy świadczące o lekceważeniu polskiego handlu i przemysłu, ale także o bardzo biernym uświadamianiu pań naszych co do poczucia obowiązku. Wobec tego wszystkiego pytam się, jak daleko zajdziemy popierając tak handel i przemysł obcy i nam wrogi?

Opór przeciw germanizacji w grodziskiej parafii
Zjawisko germanizacji znamy z podręczników historii. Wszyscy kojarzą sprawy rugowania chłopów polskich z ziemi, zakazu używania języka polskiego w administracji, w szkołach, zniemczanie nazw miejscowości i ulic. Na naszym terenie wspominamy powszechnie znanego uporczywego chłopa Michała Drzymałę, który stał się symbolem walki z germanizacją i swoją postawą zasłynął w całym kraju.
Mniej znany przykład walki o polskość, to sytuacja z obsadą probostwa w Grodzisku w 1876 roku. Rząd niemiecki ogłosił wtedy tzw. „ustawy majowe”, które umożliwiały w sposób bezpośredni ingerowanie w działalność władz duchownych, poprzez uzyskanie wpływu na obsadę stanowisk kościelnych, a nawet prawo sprzeciwu przy nominacjach duchownych. Radykalnym zmianom poddano system kształcenia księży. Odtąd wymagano od nich ukończenia gimnazjum świeckiego i trzyletnich studiów teologicznych na uniwersytetach niemieckich, zakończonych wymaganymi egzaminami.
Jednak największe kontrowersje budziła możliwość ustanawiania tzw. „proboszczów rządowych”, którzy obejmowali parafię bez wymaganej zgody władz duchownych. Takie działania miały doprowadzić do rozbicia środowisk kościelnych.
Polityka pruska spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem polskiej hierarchii Kościoła Katolickiego, co między innymi doprowadziło do uwięzienia arcybiskupa Mieczysława Ledóchowskiego. Uwięziono również sporą grupę księży, a wielu z nich odsiadywało swoje wyroki także w grodziskim więzieniu.
6 listopada 1876 roku pruskie władze wprowadziły na stanowisko proboszcza tutejszej parafii księdza Marcina Gutzmera. Nastąpiło to w okolicznościach zgoła niecodziennych. Nowy duszpasterz został wprowadzony na parafię grodziską w towarzystwie landrata powiatu bukowskiego, burmistrza Grodziska i w asyście 10 żandarmów. Pisano wówczas, że ceremonia odbyła się w skandalicznych okolicznościach.
„Pan Radca ziemiański wezwał ks. Fórmanowicza do wydania kluczy od kościoła, na co odebrał odpowiedź, że klucze te powierzyła mu prawowita władza duchowna i że przeto, jedynie tejże władzy duchowej klucze wydać może, ale nigdy nie panu Gutzmerowi, którego za proboszcza swego nie uznaje. Po tym stanowczem i kapłańskiem oświadczeniu ks. Fórmanowicza, wzięto się do otwierania kościoła gwałtem. Głównej bramy kościoła żadną miarą było otworzyć, więc się udano do bocznych drzwi: pierwsze zewnętrzne dosyć łatwo wyłamano, do drugich zaś potrzebowano siekiery, którą jeden z żandarmów, z bojaźni przed ludem, ukrytą pod płaszczem przyniósł, bo go nikt nie chciał w tem wyręczyć. Jakiś parobek oświadczył, że woli uciec zaraz z Grodziska, aniżeli do takiej roboty siekierę nieść. Wyłupano kawał drzwi w ten sposób otworzono Dom Boży p. Gutzmerowi, którego pan radca wprowadził. Pan Gutzmer przebrany był w surdut, w pludry na buty spuszczone, a miał dziwny na twarzy uśmiech. Na progu zwrócił mu ksiądz Fórmanowicz uwagę, na co się naraża i że sam z siebie klątwę na siebie ściągnie i zaklinał go na Boga żywego, aby nie kalał świątyni pańskiej. Wszystko na próżno. P. Gutzmer z uśmiechem odpowiedział, że już przeszło dwa lata czeka i że w końcu, to wyczekiwanie mu się sprzykrzyło. Dlaczego zaś to robi, to później powie. Na to odrzekł ksiądz Fórmanowicz: „później już z sobą mówić nie będziemy mogli”. Po przekroczeniu progów kościelnych przez ks. Gutzmera, ustąpili księża i lud także się rozszedł spokojnie i z godnością, odpowiednią chwili tak bolesnej. Uczynił tak na głos i prośby właściwego pasterza swego, księdza Fórmanowicza, którego przez 10 lat słuchał z miłością i poważaniem. Uwięziono w prawdzie 4 osoby, ale z nich, zaraz 3 wypuszczono na wolność. P. Gutzmer nie mogąc się dostać do zakrystii, przeszedł przez kościół i wrócił w towarzystwie żandarmów do hotelu”.
Ksiądz Gutzmer nie miał w Grodzisku łatwo. Grodziszczanie przez ponad 10 lat bojkotowali parafialny kościół farny. Większość wiernych przeniosła się do kościoła klasztornego, który po kasacie klasztoru bernardynów, około 1835 roku należał wówczas do rządu pruskiego (fiskusa). Sam proboszcz Gutzmer obłożony został ekskomuniką za objęcie parafii bez zgody władz duchownych. Natomiast władze pruskie starały się wspierać „rządowego” proboszcza i zamierzały nawet podzielić parafię grodziską na polską i niemiecką. Pomysł jednak upadł, ponieważ nie zebrano wystarczającej liczby katolików pochodzenia niemieckiego. Represjonowano również katolików bojkotujących ks. Gutzmera. Ostatecznie ksiądz Marcin Gutzmer pokajał się przed władzą duchowną i sam opuścił probostwo grodziskie w lipcu 1886 roku.
Na podstawie artykułu Dariusza Matuszewskiego, ze zmianami dokonanymi za zgodą autora przez S. Skrzypczaka.

Kobylniki – historia pod grodziskiej wsi.

 

Na południowy zachód od Grodziska znajduje się wieś Kobylniki. Kiedyś składająca się trzech oddzielonych części, spośród których dwie zostały włączone w 2001 r. w obręb miasta Grodziska. To spowodowało, że dzisiejsze Kobylniki  mają „kadłubowy” charakter – składają się jedynie z dawnej górnej części.  Wielu mieszkańców włączonych do miasta części Kobylnik Dolnych czy Środkowych, nadal uprawia rolę, jednak większość zajmuje się działalnością o nie rolniczym charakterze.

Kobylniki to dość stara osada. Jej korzenie sięgają prawdopodobnie  początków XV w. Nazwa sugeruje, iż wieś mogła powstać znacznie wcześniej z uwagi na pochodzenie jej nazwy. Kobylniki to popularna nazwa wsi służebnej. W okresie średniowiecza grody otoczone były wsiami służebnymi, których mieszkańcy posiadali obowiązek dostarczania danin w naturze na potrzeby Pana Grodowego. Jeżeli chcielibyśmy sugerować się nazwą to dawni mieszkańcy Kobylnik musieli by dostarczać do grodu kobyły – czyli konie. W okolicy Grodziska zachowały się inne wsie, których nazwy również pochodzą od wsi służebnych : Woźniki, Strzelce, Rataje, Szewce. Te wsie służebne jednak były związane prawdopodobnie z grodami w Drużyniu i Modrzu, które w okresie wczesnych Piastów odgrywały rolę centrów administracyjnych dla naszej okolicy. Wieś Kobylniki i jej mieszkańcy w kolejnych stuleciach dzielili losy sąsiedniego Grodziska. Należała więc do majątku, którego właścicielami były rody, które władały Grodziskiem. Najbardziej znane z nich to Ostrorogowie i Opalińscy. Po klęsce rozbiorów zapanowali w naszej okolicy Prusacy i wieś zaczęto nazywać po niemiecku Koppeln.

W okresie Wielkiego Księstwa Poznańskiego (1815-1848) Kobylniki należały do wsi większych w ówczesnym powiecie bukowskim, który dzielił się na cztery okręgi (bukowski, grodziski, nowotomyski oraz lwówecki ). Kobylniki należały do okręgu grodziskiego i nadal stanowiły część majątku Grodzisk (Grätz), którego właścicielem był wówczas Szolc i Łubieński.  Według spisu urzędowego z 1837 roku wieś liczyła wtedy 276 mieszkańców i 44 dymów (domostw). Jej cechą charakterystyczną była rozproszona zabudowa.

W XIX w. po epidemii  cholery w okolicach Grodziska na terenie ówczesnej wsi umiejscowiono cmentarz dla zmarłych podczas epidemii. Miał on się znajdować w okolicy dzisiejszej ulicy Wypoczynkowej. Potwierdzeniem istnienia nekropolii nastąpiło podczas gazyfikacji, kiedy natrafiono na resztki szkieletów. Pamiątką po tym cmentarzyku jest krzyż stojący do dnia dzisiejszego na skrzyżowaniu dzisiejszej ulicy Wypoczynkowej, Nowej i Dolnej.

Z różnymi miejscami w rozległych dawniej Kobylnikach związane są różne legendarne opowieści. Na pograniczu Kobylnik i Zdroju istniało bagniste obniżenie terenu. Jeszcze pod koniec XX wieku mówiono, że w tym miejscu był w dawnych czasach kościół, który zapadł się pod ziemię.

Bardzo znana jest legenda związana z mostkiem na ścieżce z Kobylnik do Grodziska zwanym popularnie „ławami”. Podobno swego czasu, był to most niezwykle groźny dla młodych  dziewcząt. Jakaś straszna ręka wysuwała się między deskami kładki i chwytała je za nogi… . Tak naprawdę nikt nigdy nie widział do kogo należała tajemnicza ręka, ponieważ  chodziły słuchy, że wielu ży­wych właśnie w tym „wyręczało” duchy, stojąc sobie żarty z niewinnych panien. Wg. relacji, przechodząc przez „ławy”,  można było usłyszeć również płacz lub śmiech dziecka rozchodzący się z szuwarów.

W połowie XIX w. we wsi Prusacy utworzyli szkołę. Nauka odbywała się w niej w języku polskim i niemieckim.  Do szkoły oprócz mieszkańców Kobylnik uczęszczały również dzieci ze wsi Piaski, ponadto Młyniewa i Chrustowa. Z biegiem czasu rosła liczba dzieci i stara szkoła stała się zbyt ciasna, pomimo, iż do szkoły tej uczęszczały dzieci tylko z części wschodniej Kobylnik. Z części zachodniej chodziły do Zdroju. Zachodziła więc potrzeba wybudowania nowej, większej szkoły. Mieszkańcy Kobylnik rozpoczęli zbiórkę pieniędzy. Ówczesny kierownik szkoły A. Kosmehl wystąpił z wnioskiem o subwencję państwową. Koszty budowy szkoły rozłożyły się w połowie na pieniądze państwowe i w połowie o pieniądze zbierane przez mieszkańców wsi. W roku 1896 rozpoczęto budowę nowej szkoły, a inwestycję zakończono w roku 1897.

Po powstaniu wielkopolskim wieś Kobylniki, jak cała ziemia grodziska, zostały włączone do państwa polskiego. Szkoła mająca być oznaką pruskich wpływów została wtedy spolonizowana. Nastąpiła zmiana języka wykładowego z niemieckiego na polski,  zmieniono również kadrę nauczycielską  i kierownictwo szkoły.  Po przewrocie majowym w 1926 r. i zmianie politycznej rzeczywistości, kiedy władze przejęli ludzie związani z Józefem Piłsudskim, kierownikiem szkoły w ówczesnych Kobylnikach został Józef Rejdych. -legionista i „piłsudczyk” pochodzący ze wschodniej Polski. Rejdych kierował placówka szkolna w Kobylnikach do wybuchu II wojny światowej. We wrześniu 1939 r. jako rezerwista został zmobilizowany i dostał się do niewoli sowieckiej. Trafił do Kozielska i zginął w Katyniu. Od września tego roku został Patronem kobylnickiej szkoły.

Inną znana postacią związaną z Kobylnikami był urodzony w tej miejscowości jeden z najbardziej odważnych i zasłużonych powstańców wielkopolskich z ziemi grodziskiej.  Antoni Janus. Ten grodziski zawadiaka i bohater urodził się w Kobylnikach w 1897r.

W czasie I wojny światowej walczył jako marynarz na niemieckim okręcie wojennym „Wolf”. Po zakończeniu działań wojennych wrócił do Grodziska i w listopadzie 1918 r. zaangażował się w przygotowania do wybuchu powstania wielkopolskiego. Brał udział w rozbrajaniu niemieckich transportów kolejowych na linii Poznań-Berlin. Dzięki niemu zdobyto znaczne ilości broni dla powstańców. Awansowany na stopień sierżanta został mianowany dowódcą plutonu w grodziskiej kompanii powstańczej. Szczególną odwagą wykazał się w czasie obrony dworca kolejowego w Rakoniewicach 3 stycznia 1919 r., za co został odznaczony orderem Virtuti Militari. W kolejnym boju pod Jaromierzem dostał się do niemieckiej niewoli i jako dezerter został skazany na karę śmierci. W drodze na miejsce egzekucji udało mu się jednak zbiec i wrócić do Grodziska. W okresie międzywojennym pracował jako woźny sądowy w Grodzisku.  Po wybuchu II wojny światowej ukrywał się jako były powstaniec, ale aresztowany przez gestapo w 1941 r. został zesłany do KL Auschwitz, gdzie zmarł 21 marca 1942 r.

 Okupacja niemiecka w Kobylnikach zaczęła się 6 września 1939 roku, kiedy Niemcy wkroczyli do wsi. W końcu  1939 roku otworzyli szkołę organizując naukę w języku niemieckim. W roku 1941 została ona jednak zamknięta i urządzono w niej biuro przesiedleńcze tzw. ”SS Arbeitstab”, które funkcjonowało do końca wojny.

W okresie powojennym we wsi przywrócono polska szkolę. W latach 80-tych społeczność wsi podjęła trud budowy nowej szkoły, którą ulokowano naprzeciw starego budynku. Ostatecznie ta inwestycja nie została dokończona, a budynek służy dziś jako … piekarnia.

W początkach XXI w. szkołę jednak rozbudowano i dziś jest ona chlubą społeczności, która  jak wspominaliśmy na wstępie została przedzielona administracyjnie na wieś i miasto. „Nowe” czasy spowodowały również nowe spojrzenie na jej obszar. Miejscowość po przyłączeniu Dolnych i Środkowych Kobylnik do miasta i poprawie infrastruktury drogowej stała się bardzo atrakcyjnym terenem dla osiedlających się nowych mieszkańców. Jak grzyby po deszczu w tym rejonie w ostatnich latach powstają nowe domy, kontrastując z pozostałymi pomiędzy nimi nielicznymi gospodarstwami rolnymi.

Sebastian Skrzypczak

Autor dziękuje  Andrzejowi Mańkowskiemu, za pomoc przy pisaniu tekstu.