wtorek, 19 Listopad 2019

Felietony Sebastiana Skrzypczaka

Cezary Julski – aktor o grodziskich korzeniach
W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w Grodzisku wspominano go jako „swojego”, który poszedł w wielki świat i odniósł sukces w pracy aktorskiej. Choć na wielkim ekranie był raczej na drugim planie, to swoją rubasznością i wdziękiem zaskarbił sobie pamięć i sympatię wielu kinomanów i telewidzów.
Cezary urodził się w pobliskim Wolsztynie, 23 czerwca 1927 roku, ale Grodzisk był jego drugim miastem, który darzył sentymentem. Stąd pochodziła jego matka, tutaj mieszkali dziadkowie, u których w dzieciństwie spędzał wakacje. Mieszkali na Starym Rynku, naprzeciwko pompy Bernarda.
Po latach II wojny światowej, którą spędził na tułaczce m.in. w Lublinie, wkroczył na drogę aktorstwa. Początkowo pracował na ziemiach odzyskanych w Zielonej Górze. Później występował w Teatrze Lalki i Aktora w Poznaniu, następnie w Kaliszu. W 1950 roku przeniósł się do Łodzi i grał na deskach teatru im. Stefana Jaracza. Później była już stolica, kolejne epizody w Teatrze Ludowym i Teatrze Polskim, by wreszcie na trwałe, do końca kariery na ponad trzy dziesięciolecia osiąść w Teatrze „Komedia”. W teatrze i w filmie został zapamiętany przez role komediowe.
Cezary, to postawny i wysoki mężczyzna. Grywał epizody w komediach filmowych i serialach. Na dużym ekranie zadebiutował w socrealistycznej „Celulozie” w 1953 roku, jako bandyta. Potem były coraz ciekawsze role u Aleksandra Forda. W 1960 roku zagrał Zawiszę Czarnego w „Krzyżakach”, a cztery lata później w „Pierwszym dniu wolności”. Przybierał role gwałciciela, rzemieślnika, kowala, gestapowskiego kata, złodzieja. Prawie zawsze na drugim planie. Jednak popularność i nieśmiertelność przyniosły mu role z lat siedemdziesiątych w najlepszych serialach Telewizji Polskiej. Zagrał w „Janosiku” oficera austriackiego, który doprowadza do pojmania i powieszenia głównego bohatera. W „Czarnych chmurach” grał rolę wiecznie pijanego szlachcica Błazowskiego, który obiecuje bukłaczkiem potraktować Prusaków – przeciwników pułkownika Dowgirda. Grał również w „Czterdziestolatku” oraz w filmach i serialach Stanisława Barei. – m.in. w kultowym „Misiu”.
Podobnie. jak epizod z „Czarnych chmur”. tak rola w „Alternatywach 4” Stanisława Barei przynosi mu ponadczasową popularność. Gra tam gościa – weselnego Franusia „fachowca”- hydraulika, który z pełną gracją demoluje instalacje wodną w bloku.
Julski obdarzony był bardzo charakterystycznym, niskim głosem. Ten głoś do dziś brzmi znajomo dzięki temu ze gościł w naszych domach bardzo często. Cezary Julski użyczał głosu Fredowi Flinstonowi w Jaskiniowcach. Wszystkie dzieci młodsze i strasze pamiętają również, tekst „Pasibrzuch być głodny” z kultowej kreskówki „Smerfy”, wypowiadane przez naszego bohatera. Oprócz dubbingu współpracował z Polskim Radiem, gdzie m.in. występował audycji „Podwieczorek przy mikrofonie”.
Cezary Julski bywał wielokrotnie prywatnie w Grodzisku, w czasach swojej wielkiej popularności. Przyjeżdżał, odwiedzać rodzinę, szczególnie swoją kuzynkę Ireny Filcek, zmarłą przed kilku laty, znaną grodziską bibliotekarkę. Tak w latach osiemdziesiątych opowiadał o Grodzisku na łamach „Wiadomości Grodziskich” podczas wywiadu przeprowadzonego przez Kazimierza Borowskiego:
– Grodzisk, to mój prapoczątek. Tu sięgają korzenie mojej egzystencji. W rynku naprzeciw Ratusza, a jeszcze dokładnie, vis a vis pompy św. Bernarda, dziadkowie moi mieli, jak ongiś mawiano „gestthoff” – Otto Bloch. Tu ojciec oczarował moją mamę, tu miałem całą masę wujów, kuzynów i kuzynek (….) Z Grodziska pamiętam barwny korowód na Piwobranie. Miasto jest bardzo czyste i schludne. Jestem dumny, że pochodzę z tych stron.
Aktor do kocaa życ mieszkał pod Warszawą. Zmarł przeżywszy siedemdziesiąt lat i spoczął na cmentarzu bródnowskim w stolicy. Za prace sceniczna był odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
W ślady Cezarego Julskiego od kilku lat podąża Łukasz Kucharzewski. Rodowity Grodzisczanin, który po ukończeniu wrocławskiej szkoły aktorskiej w 2010 r., pracuje w Teatrze Lubuskim w Zielonej Górze. Początek kariery więc podobny do Cezarego Julskiego. W obu postaciach można znaleźć jeszcze więcej podobieństw, niż debiutancki teatr. Temperament, praca w dubbingu, wreszcie podobieństwo fizyczne to również cechy obu aktorów związanych z Grodziskiem. Być może wiec będziemy za kilka lat świadkami eksplozji popularności „grodziskiego” młodego aktora Łukasza Kucharzewskiego, równej co najmniej sławie odtwórcy niezapomnianego Błazowskiego..
Źródła: materiały „Stowarzyszenia Filmowców Polskich”, wywiad w WG nr 2 1988 r.

Czy znają te miejsca?

W obrębie dzisiejszego Osiedla Wojska Polskiego, na tyłach posesji należących do ulicy Nowotomyskiej znajduje się coraz bardziej zarastający staw, który grodziszczanie w przeszłości nazywali „stawem Cichej.”
Warto przytoczyć barwną historię opowiadaną przez mieszkańców Grodziska i opisaną również przez Otto Knoopa – XIX wiecznego pruskiego badacza folkloru. Zdarzenia opisane przez Knopa miały miejsce, na początku XIX wieku. Wtedy to miejsce stanowiło obszar przedmieścia zwanego Doktorowem, którego mieszkańcy słynęli z „praktyk doktorskich”, czyli kradzieży kieszonkowych.
Doktorowo z kolei, to dawna wieś położona na zachód od miasta. Wzmiankowane po raz pierwszy było w 1563 roku, jako własność Ostrorogów. Wieś Doctorowo położona była w 1581 roku w powiecie kościańskim. Pod koniec XIX wieku miała 905 mieszkańców.
W czasie Wiosny Ludów, w 1848 roku, Doktorowo było jednym z miejsc w Grodzisku Wlkp., gdzie doszło do walki „Kosynierów Grodziskich” z wojskiem pruskim. Powstańcy uzbrojeni przeważnie w kosy i broń myśliwską oraz dowodzeni przez miejscowego lekarza Marcusa Mosse próbowali bezskutecznie zatrzymać atak niemieckiej kawalerii na miasto. O wydarzeniu tym przypomina głaz z tablicą pamiątkową przy ulicy Zbąszyńskiej. W 1896 wieś włączono w granice miasta Grodziska.
Doktorowo graniczyło z Piekłem (dzisiejsza ulica Nowotomyska), którego mieszkanki trudniły się „stosowaniem praktyk magicznych”. W tej to okolicy do dnia dzisiejszego, wielu z mieszkańców Grodziska przechodzi, co dzień w drodze do pracy, wyprowadza swoje czworonogi, albo po prostu spaceruje.
Wielu dzisiejszych mieszkańców miasta zamieszkujących bloki osiedlowe ma z pewnością niewielką świadomość zdarzeń, które wiążą się ze stawkiem i całą tą barwną okolicą. Mimo swojego dziś, „marnego” wyglądu, „staw Cichej” okrył się bowiem bardzo ponurą sławą. Nikt nie policzy istnień, które pochłonął. Jego tajemnica wiąże się z pewnym tragicznym wydarzeniem, które opisuje wspomniany Knoop.
– Jeden z parobków, po całodziennej pracy chciał w nim napoić swoje konie. Siedząc na wozie podjechał blisko wody. Nagle coś, lub ktoś, wystraszyło okropnie zwierzęta, które razem z wozem i woźnicą skoczyły do wody. Po rozpaczliwych krzykach parobka i szamotaniu koni, nastała cisza, a woda pochłonęła wszystkich. Zrozpaczony właściciel koni, miał bardziej żałować zwierząt, niż życia parobka, którego nawet po jego śmierci przeklinał za nierozwagę.
Prawdopodobnie już później wyciągnięto wóz z utopionymi końmi, lecz zwłok mężczyzny nigdy nie odnaleziono. Mają tam leżeć do dziś wciągając do wody wciąż nowe ofiary.
Podobno jeszcze kilkadziesiąt lat temu, kiedy na wysokości wspomnianego stawu kończyła się ulica Winna, a dalej rozciągały się jedynie pola, można było czasami zobaczyć wyłaniający się z wody wóz z końmi. Wszyscy wówczas mówili, że jest to zapowiedź kolejnej tragedii.
Teraz od kilku lat miejscowa Spółdzielnia Mieszkaniowa chce w tym miejscu trzy bloki. Miasto wydało zgodę, mieszkańcy wolą otwarte tereny przy tak zwanym stawku Cichej przy ul. Winnej. Od momentu powiadomienia o toczącej się sprawie rozpoczęli protest mający na celu nie dopuszczenie do realizacji przedsięwzięcia. (Seb, maz)
Foto 1

Noblista związany z Rakoniewicami
Robert Koch, swoją drogę do sławy zapoczątkował w Rakoniewicach. Odkrył on prątki gruźlicy, bakterie wywołujące wąglika, cholerę. Dostał za to Nagrodę Nobla.
Współtwórca bakteriologii i pionier współczesnej nauki o chorobach zakaźnych, urodził się 11 grudnia 1843 roku w Niemczech w miejscowości Clausthal w górach Harzu. Pochodził z wielodzietnej rodziny, miał aż 13-ściorga rodzeństwa. Jego ojciec był urzędnikiem górniczym.
Robert Koch od młodości interesował się zbieraniem i katalogowaniem roślin, gromadził minerały i konserwował ptaki, płazy, gady. Zdał maturę i jako prymus skończył studia na Uniwersytecie w Getyndze. Po studiach powierzono mu asystenturę na

uniwersytecie, jednak po zdaniu egzaminu na doktora nauk medycznych podjął praktykę lekarska. Pracował w Hamburgu w tamtejszym szpitalu, następnie w zakładzie dla umysłowo chorych pod Hanowerem.
Po wojnie prusko-francuskiej, w której wziął udział, jako ochotnik, po trzech latach od uzyskania egzaminu państwowego na lekarza, względy ekonomiczne zmusiły go do podjęcia wolnej praktyki lekarskiej. Rozpoczął tam badania, które przyniosły mu sławę. W tym czasie Koch w 1866 roku ożenił się z Emmy i zaczął pracować, jako lekarz w miejscowości Langenhagen (okolice Hamburga). Niebawem na świat przyszło ich jedyne dziecko – córka Gertrude. Na dwudzieste dziewiąte urodziny otrzymał od żony mikroskop. Koch rzeczywiście docenił ten przyrząd i urządził sobie w mieszkaniu laboratorium bakteriologiczne, stopniowo kompletując wyposażenie.
Niebawem z młodą małżonką w lipcu 1869 roku, mając niespełna 26 lat, sprowadził się do Rakoniewic. Zamieszkał na ulicy Pocztowej 13. Tutaj rozpoczął praktykę lekarską Początkowo nie cieszył się zaufaniem mieszkańców Rakoniewic. Był traktowany przez Polaków, jako obcy – Niemiec. Trwało bowiem nasilenie akcji germanizacyjnej. Z uwagi na młody wiek nie darzyli go zaufaniem miejscowi Niemcy. Rakoniewiczanie przekonali się do działalności nowego lekarza, kiedy szczęśliwie udało mu się wyleczyć skomplikowaną ranę postrzałową polskiego ziemianina. Wtedy zdobył rozgłos i poważanie wśród mieszkańców i kiedy jego kolejne diagnozy okazywały się trafione, zdobywał coraz więcej pacjentów z terenu Rakoniewic i sąsiedniego powiatu kościańskiego.
W tym czasie zaintrygował go wąglik, groźna choroba, która dziesiątkowała wówczas bydło. W długiej serii doświadczeń Koch wyizolował laseczki wąglika, znalazł metodę ich kontrolowanej hodowli, poznał cały cykl życiowy i wykazał, że to one są przyczyną choroby. W kwietniu 1876 roku uczony zawiózł swoje przyrządy i próbki do Wrocławia i tam zademonstrował je, wywołując wielkie wrażenie. Właśnie tak nieznany przedtem nikomu lekarz z prowincji stał się sławny.
W 1880 roku powołano Kocha na stanowisko dyrektora utworzonego w Berlinie laboratorium badania bakterii wywołujących gruźlicę
Znów jednak ekonomia sprawiła, że Koch w momencie wybuchu wojny francusko – pruskiej w 1870 roku zgłosił się do wojska i jako ochotnik przeszedł szlak bojowy armii pruskiej do Metzu. Po zwycięskiej dla Prus wojnie powrócił do Rakoniewic i równolegle oprócz pracy lekarskiej podjął pierwsze, skromne badania bakteriologiczne. W 1872 roku zdał egzamin „fizykalny” uprawniający do objęcia funkcji lekarza powiatowego. Ówczesny starosta babimojski (Rakoniewice- administracyjnie należały w tym czasie do powiatu babimojskiego) powołał go na to stanowisko. R. Koch wraz z rodzina przeniósł się wtedy do Wolsztyna.
Tam znalazł lepsze i wygodniejsze mieszkanie, a dzięki uprzejmości wolsztyńskiego aptekarza Józefa Knechtla – zamożnego mieszczanina podjął badania w jego przy aptecznym laboratorium. Pracując tam odkrył w 1876 laseczkę wąglika (w tym czasie bakteria ta dziesiątkowała stada owiec, bydła i kóz w okolicy, zarżała również ludzi) W 1878 opisał gronkowce. Te sukcesy zwróciły na niego uwagę i sprawiły, że Koch dostał propozycję wyjazdu do stolicy Niemiec.
Od 1880 został radcą Cesarskiego Wydziału Zdrowia w Berlinie, gdzie przeprowadził większość dalszych badań. W 1882 odkrył prątki gruźlicy, w 1883 (podczas wyprawy do Indii) przecinkowca cholery. Publikował traktaty naukowe z dziedziny medycyny.
W 1885r. został profesorem uniwersytetu w Berlinie. Podczas pracy naukowej wykrył szereg drobnoustrojów, opracował doskonalsze techniki badań bakteriologicznych. W 1890 z przesączu hodowli prątków gruźlicy otrzymał tuberkulinę, która nie okazała się lekiem przeciwgruźliczym (jak tego oczekiwał Koch), ale jest wykorzystywana w diagnozowaniu gruźlicy i badaniu związanych z tą chorobą zmian uczuleniowych (tzw. odczyny tuberkulinowe).
W latach 1891-1904 Koch był dyrektorem stworzonego specjalnie dla niego Instytutu Chorób Zakaźnych w Berlinie (późniejszego Robert-Koch-Institut). W uznaniu zasług w 1905 roku otrzymał Nagrodę Nobla za całokształt swych badań nad gruźlicą.
Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Koch w 1889 roku poznał Hedwig Freiberg, młodszą o trzydzieści lat aktorkę i zakochał się w niej. Chciał rozwieźć się z żoną Emmy. Ponieważ potrzebował gotówki, miał nadzieję ją uzyskać dzięki tuberkulinie. Małżeństwo z Hedwig w 1893 roku i sprawa tuberkuliny silnie nadszarpnęły reputację naukowca.
Mimo wszystko Koch kierował utworzonym w Berlinie w 1891 roku Instytutem Chorób Zakaźnych. W 1905 roku otrzymał Nagrodę Nobla z fizjologii i medycyny. Pięć lat później zmarł na serce w Baden-Baden.(opr. seb, maz)

Właśnie zbliża się rocznica 80 lat, od kiedy królewski herb oficjalnie patronuje miastu. Zatwierdzony został treścią obwieszczenia o nadaniu herbu przez Prezesa Rady Ministrów. To ważne wydarzenie naznaczone jest datą 12 października 1938 roku (Dz. U. R. P. Nr 2, poz z 1939 r.). Decyzja ta weszła w życie zarządzeniem Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 22 lutego 1939 roku, zgodnie z art 4 ust.(3) rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 13 grudnia 1927 roku o godłach i barwach państwowych oraz o oznakach i pieczęciach. Decyzję podjęto w porozumieniu z Ministrem Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.
Wszyscy grodziszczanie utożsamiają herb z królem Przemysłem II, który wg tradycji miał nadać miastu prawa miejskie. Tymczasem jego pochodzenie jest związane z innym polskim monarchą.
Historia grodziskiego herbu sięga dalej, przed przytoczoną datą jego sformalizowania w 1939 roku. Jak powszechnie wiadomo tradycja wywodzi miasto od roku 1303. Każdy ośrodek posiadający prawa miejskie, już w XIII stuleciu posiadał swój herb – godło. W przypadku Grodziska był to pierwotnie konar drzewa lipy. Analogie do dawnego grodziskiego herbu znaleźć możemy do dziś w herbach sąsiednich miast, a dokładnie w Buku, Opalenicy i w Rakoniewicach. Ten herb poszedł jednak w naszym mieście w zapomnienie, a wraz ze zmianami przynależności własnościowej miasta, zmienił się również jego symbol.
W XIV wieku Grodzisk na krótko znalazł się w rękach królewskich. Kazimierz Wielki oddał wtedy miasto w lenno Mikołajowi Tomickiemu, a następnie zostało ono wykupione przez Stanisława Zbąskiego. Na dokumencie przekazania miasta w lenno, prawdopodobnie pojawiła się pieczęć majestatyczna króla Kazimierza Wielkiego. Ta pieczęć stała się wzorem dla ustanowionej początkowo pieczęci herbowej miasta. Zachowana pieczęć majestatyczna Kazimierza Wielkiego z 1334 roku wyobraża króla w koronie, siedzącego na tronie o elementach poetyckich, trzymającego w prawej ręce berło, a w lewej jabłko królewskie.
W latach osiemdziesiątych Albin Łącki, nie żyjący już dziś przyrodnik i artysta z Rakoniewic, wykonał akwarelę i akwawafortę herbu miasta. Jego pierwowzór znajduje się w witrażu gmachu grodziskiego sądu. Przedstawia ona tarczę heraldyczną, z wizerunkiem siedzącego na tronie – o cechach gotyckich – monarchę. Tarcza herbowa znajduje się w stylizowanym otoku roślinnym.
Ponad herbem widoczny jest półpancerz, a nad nim hełm. Ponad hełmem są trzy baszty. Otoczenie heraldyczne nawiązuje do rycerskiego charakteru miasta, albowiem Grodzisk był zawsze własnością rodów rycerskich i szlacheckich.
Herb Grodziska, według wspomnianego na wstępie rozporządzenia, przedstawiał następujący wizerunek:
„(…) W polu błękitnym król na tronie złotym, w koronie, z berłem w ręce prawej, z jabłkiem w ręce lewej. Twarz, szyja i ręce królewskie, barwy naturalnej. Włosy jasne. Korona, berło i jabłko – złote. Tunika królewska – biała z obramowaniem złotym przy rękawach, płaszcz – czerwony obramowany złotem, spięty na prawym ramieniu klamrą złotą. Trzewiki czerwone (..).”
Dokument podpisał w zastępstwie Ministra Spraw Wewnętrznych – podsekretarz stanu Władysław Korsak.

Ostatnio Grodzisk Wielkopolski odwiedził prezydent Andrzej Duda. Przypomnijmy zatem, jacy prezydenci RP wcześniej zawitali do tego grodu
Kroniki odnotowują wizytę na terenie powiatu grodziskiego przedwojennego Prezydenta Ignacego Mościciego. 30 lipca 1928 roku odwiedził on ówczesny powiat grodziski, spędzając kilka godzin w majątku Stanisława Niegolewskiego w Niegolewie i wsi Niepruszewo. Prezydentowi towarzyszyła małżonka Michalina. Żona Prezydenta odwiedziła miasto rok wcześniej. Pani Prezydentowa na chwilę zatrzymała się na Starym Rynku podczas podróży z Kościana, a właściwie z Racotu, (tamtejszy pałac był wtedy jedną z rezydencji prezydenckich), do Pniew. Wizyta „pierwszej damy” spowodowała poruszenie wśród lokalnego establishmentu. Magistrat wydał prośbę o udekorowanie domów flagami, wzywał mieszkańców do utrzymywania wyjątkowego porządku w mieście. W zachowanej odezwie szczególną uwagę zwrócono na rynsztoki i ścieki. Ostrzegano, że wszelkie wystąpienia będą surowo karane.
Na ponowny przyjazd głowy Państwa do grodziskiego miasta społeczeństwo czekało do 2012 roku. Wtedy Grodzisk odnotował wizytę ustępującego Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Przyjechał w środę 30 listopada 2012 r. Była to pierwsza w dziejach miasta wizyta urzędującej „Głowy Państwa”. Została poprzedzona całą masa przygotowań, w których uczestniczyli w Starostwie przedstawiciele instytucji i organizacji. Byli to członkowie organizacji pozarządowych, szkół ponadgimnazjalnych i władz gmin z terenu powiatu grodziskiego. Na miejsce spotkania wyznaczono Grodziską Halę Sportową, w której zawieszono wszelkie zajęcia sportowe i edukacyjne już na dwa dni przed planowana wizytą.
Kurier lokalny pisał wtedy:
– Hala przygotowywała się do wizyty Pierwszego Obywatela RP. Zaczęło się mycie okien, gruntowne sprzątanie, a nawet naprawy wgniecionych kasetonów pod sufitem. Grodziszczanie, jak na gospodarnych Wielkopolan przystało chcieli dobrze zaprezentować swoje miasto przed Głową Państwa, towarzyszącymi mu „oficjelami” i tłumem dziennikarzy podróżujących z Prezydentem.
Dzień przed wizytą halę skontrolowali pracownicy BOR. Weryfikowali personalia wszystkich uczestników spotkania. Autor tego artykułu, na łamach KL tak relacjonował wizytę (fragmenty):
– (…) Na ulicach wokół Hali Sportowej i Starostwa już od rana kręcili się policjanci. Wszyscy, którzy mieli być uczestnikami na spotkaniu, zostali poproszeni na godz. 10, godzinę przed rozpoczęciem spotkania. Wszyscy przechodzili przez kontrolę osobistą grodziskiej policji i służb BOR-u. Po zajęciu miejsc rozpoczęło się oczekiwanie. Na sali przedstawiciele stowarzyszeń z terenu powiatu grodziskiego: m.in. Andrzej Herzog – prowadzący dom dla wykluczonych w Błońsku – „Pomocna Dłoń”, Dorota Jaśkowiak szefowa stowarzyszenia seniorów „Złota Jesień” z Rakoniewic, Agnieszka Nolka – Stowarzyszenie Pomocy Osobom Niepełnosprawnym i Warsztaty Terapii Zajęciowej, Przedstawiciele grodziskiego „Lidera” i Kobiet Aktywnych. Na trybunach siadła liczna reprezentacja grodziskiego Liceum Ogólnokształcącego – uczniowie nauczyciele i dyrektor. Obok nich Grodziska Orkiestra Dęta. W pierwszych rzędach przedstawiciele władz gmin powiatu grodziskiego, burmistrzowie radni miejscy i powiatowi. Oko reporterskie dostrzega również przedstawicieli grodziskich firm , urzędów i instytucji. Wreszcie goście wyjątkowi, jedni z bohaterów spotkania blisko 20 par małżeńskich z terenu powiatu , które w tym roku obchodzą „złote gody”. Prezydent wręczy im medale za długoletnie pożycie małżeńskie.
O 11 B. Komorowski zostaje wprowadzony do Hali przez Starostę Powiatu Grodziskiego, który wita Głowę Państwa „na ziemi Michała Drzymały i Franciszka Ratajczaka” (…).
Prezydent Komorowski odnosi się do prezentacji mówiąc m. in. :
– Wielkopolska ma się czym pochwalić, jest i zawsze była dobrym przykładem dla Polski. Uupór Drzymały, waleczność i poświecenie Ratajczaka, to wielki walor tej ziemi. Odniósł się tez do organizacji pozarządowych mówiąc, że to ważny obszar działania społecznego. To sposób na rozwiązywanie spraw obywatelskich, poprzez silną chęć działania obywateli.
Drugą część spotkania wypełniło wręczenie parom małżeńskim medali za długoletnie pożycie. Na zakończenie uroczystości były zdjęcia z jubilatami i władzami samorządowymi. Starosta Mariusz Zgaiński obdarował gościa m.in. meblami ogrodowymi wykonanymi przez podopiecznych A. Herzoga z Błońska. Cała wizyta trwała około godziny.
Prezydent Bronisław Komorowski prawdopodobnie również poprzez sentyment związany z tamtą wizytą sprzed 3 lat zdecydowanie zwyciężył w Grodzisku i powiecie grodziskim podczas poprzednich wyborów. Nie zdołał jednak w całym kraju pokonać swojego rywala Andrzeja Dudy. Być może więc nowy prezydent w trakcie sprawowania swojej kadencji zechce również odwiedzić Grodzisk lub powiat grodziski. No i przyjechał we wtorek 19 marca tego roku. Prezydent RP Andrzej Duda na Starym Rynku spotkał się z mieszkańcami.
Sebastian Skrzypczak

Grodziskie historyczne rocznice
Wzorem roku ubiegłego przedstawiamy czytelnikom najciekawsze rocznice, które przypadają w roku 2019. Jakie wydarzenie działy się 100, 200 i więcej lat temu. Pzypomnijmy, jakie jubileusze będą okazją do świętowania w tym roku.
*Trzydzieści pięć lat temu, w 1984 roku Grodzisk przekroczył liczbę 10 tysięcy mieszkańców. To z pewnością informacja pozytywna w kontekście dzisiejszego słabego przyrostu demograficznego. Dziś miasto i gmina czeka, aby liczba mieszkańców przekroczyła próg 20 tysięcy mieszkańców. Może uda się to w tym roku?
*We wrześniu minie 80 lat od wkroczenia do Grodziska Niemców. Stało się to 9 września, gdy grodziszczanie zostali poddani niemieckiej okupacji. Intensywna germanizacja, dyskryminacja ludności polskiej, wypędzenie z miasta żyjącej tu ludności żydowskiej, to działania charakterystyczne dla okresu okupacji w Grodzisku.
*W kontekście poprzedniej informacji dotyczącej demografii, warto przypomnieć, jak wyglądał Grodzisk sprzed ośmiu dekad. W 1939 roku miasto liczyło 6834 mieszkańców, miało 51 ulic. W Grodzisku działało ok. 50 organizacji społeczno-kulturalnych.
*Rok 1939 to jeszcze jedno ważne dla Grodziska wydarzenie, o którym mało kto pamięta. Zatwierdzono oficjalnie herb miasta. Zarządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych z dn. 22 lutego 1939 roku zostało opublikowane w Monitorze Polskim.
*W tym roku minie 90 lat od momentu, kiedy właściciel grodziskiego browaru Antoni Thum, zakupił instrumenty i zapoczątkował tworzenie orkiestry strażackiej, poprzedniczki dzisiejszej Grodziskiej Orkiestry Dętej.
*95 lat temu w 1924 roku, Grodzisk podobnie jak cały kraj, był areną protestów, demonstracji i strajków. Demonstrowali bezrobotni i słabo wynagradzani robotnicy. O tej rocznicy pewnie nikt w mieście nie będzie pamiętał. Nigdy bowiem nie ma klimatu dla walki najbiedniejszych o poprawę swojego losu. Teraz i dawniej.
*W 2019 rloku mija 110 lat od chwili ukończenia budowy tutejszego węzła kolejowego. Miasto w 1909 otrzymało bezpośrednie połączenie kolejowe z Poznaniem. W ostatnim czasie, jakość połączeń kolejowych znacznie wzrosła. Z Grodziska można jednak pojechać pociągiem tylko w kierunku do Poznania i Wolsztyna. Zniknęły połączenia kolejowe z Kościanem, Opalenicą, Sulechowem i Żaganiem.
*Kolejną instytucją, która obchodzi w tym roku jubileusz jest grodziski szpital. W 1894 roku ukończono budowę fundacji rodziny Mosse. W tym roku minie więc 125 lat od chwili ufundowania szpitala.
*W 1874 roku, a więc 145 lat temu powstała w Grodzisku pierwsza polska spółka mleczarska w zaborze pruskim. Spółdzielnia Mleczarska nie będzie w Grodzisku obchodzić jubileuszu, …bo już nie istnieje.
Będzie w tym roku również kilka innych smutnych rocznic. Związane są z dużymi pożarami miasta.
*W 1809 roku, 210 lat temu, spłonęło prawie całe śródmieście. W wyniku pożaru Grodzisk zyskał nową zabudowę, rozebrano m.in. kościół św. Anny i wytyczono nowy plan ulic wg planów architekta Wernicke.
*Grodzisk płonął również w 1689 roku – 330 lat temu oraz w 1424 roku, – 595 lat temu.
*Jedną z ważniejszych rocznic, którą obchodzić będziemy w tym roku jest 225 rocznica insurekcji kościuszkowskiej. W Grodzisku mieszkańcy uzbrojeni w piki i kosy przywiezione wcześniej do klasztoru, wypędzili Prusaków i przyłączyli się do walczących oddziałów insurekcyjnych.
*W 1579 roku, 440 lat temu do Grodziska przybył Melchior Nehring, przenosząc z Poznania swoja luterańską drukarnię. Nehring wydał w Grodzisku około dziesięć dzieł literackich.
*Dziesięć lat wcześniej przybył do Grodziska Erazm Gliczner – pisarz i pedagog. Pastor kościoła ewangelickiego był super intendentem kościołów ewangelickich w Wielkopolsce. Zorganizował w naszym mieście szkołę teologiczną. Grodzisk w tych czasach był ważnym centrum reformacji, nie tylko w Wielkopolsce, ale w całej Rzeczypospolitej.
*W średniowiecznych źródłach znajdujemy informację pochodzącą z roku 1444, a wiec sprzed 575 lat, że Grodzisk znajduje się w powiecie kościańskim. Do powiatu kościańskiego miasto przynależało do końca istnienia Księstwa Warszawskiego, a więc do roku 1815.
*W tym roku mijają dwa ważne dla miasta wydarzeń, a dotyczą spraw sprzed 705 lat. Wtedy Grodzisk przestaje być częścią dzielnicy śląskiej. W 1314 roku Wielkopolska zostaje odbita przez księcia kujawskiego Władysława zwanego Łokietkiem, późniejszego króla Polski. Dla miasta zmiana ta nie jest korzystną sytuacją. W myśl wyobrażeń książąt śląskich, którzy przez dwa lata władali Grodziskiem, jak i Wielkopolską, Grodzisk miał być siedzibą dystryktu (okręgu administracyjnego). Z chwilą porażki książąt śląskich szansa na wzmocnienie rangi Grodziska została utracona.
*W tym samym roku przestała funkcjonować mannica książęca, w której wybijano monetę – kwartnik z napisem „De Grodis”.
Na tym kończymy przegląd rocznicowych jubileuszy historycznych A.D. 2019 związanych z naszym miastem. Niestety przeważają rocznice są smutne i niekorzystne dla mieszkańców. Miejmy nadzieję, że na przekór historii, rok 2019 zapisze się w dziejach miasta i jego mieszkańców pozytywnymi zdarzeniami.
Sebastian Skrzypczak

Franciszek Ratajczak – pierwszy poległy powstaniec pochodził z naszej ziemi.
Trwa czas, gdy wspominamy setną rocznicę wybuchu powstania wielkopolskiego. Z tej okazji przypominamy dziś postać, pierwszego poległego powstańca wielkopolskiego, pochodzącego ze wsi Śniaty pod Wielichowem.

Franciszek Ratajczak urodził się 24 XI 1887 r. we wsi Śniaty (w ówczesnym powiecie kościańskim) w ubogiej rodzinie chłopskiej. Rodzice: Józef Ratajczak i Eufrozyna z Piotrowskich zaliczali się do zagrodników, tzn. posiadali jedynie dom z ogrodem. Oprócz Franciszka mieli jeszcze dwójkę dzieci: Mariannę (1891) i Władysława (1893). Bieda i trudne warunki życia zmusiły ich rodzinę do emigracji. Było to charakterystyczne dla licznych ubogich, lecz przedsiębiorczych rodzin, w tamtych czasach. Gdy opuszczali rodzinne strony Franciszek miał 7 lat. Osiedli w położonej na zachodzie Niemiec Westfalii. Ta najbardziej wówczas uprzemysłowiona prowincja Rzeszy zawdzięczała swój potencjał ekonomiczny bogatym złożom węgla, rud żelaza, cynku, ołowiu, cyny, niklu i miedzi. Ratajczakowie zamieszkali w Dahlhausen, będącym obecnie dzielnicą Bochum. Józef zatrudnił się w kopalni, jako cieśla i ten zawód przekazał potem synowi. Podobnie jak inni imigranci, żyli Ratajczakowie w polskim otoczeniu, angażując się po pracy w kopalni w życie kulturalne polskiej społeczności.
Franciszek w wieku 14 lat również podjął pracę w kopalni. On i siostra jego Marianna musieli sami dawać sobie radę, bo po wczesnej śmierci matki w 1901r. ojciec powrócił do poznańskiego zabierając ze sobą najmłodszego Władzia, liczącego 8 lat i ożenił się po raz drugi. W drugim małżeństwie z Jadwigą z Mocków miał czworo dzieci: Helenę, Annę, Weronikę i Józefa. Rodzina zamieszkała w Śmiglu. Ich potomkowie prawdopodobnie mieszkają do chwili obecnej w powiecie kościańskim.
Ratajczak w Westfalii brał czynny udział w życiu Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” wchodząc do zarządu organizacji. Wykazywać musiał niezwykłą rzutkość jeśli, mając tylko podstawowe wykształcenie, znalazł się w zarządzie okręgu, gdzie przeważali działacze z wyższym lub co najmniej średnim wykształceniem. „Sokół” przygotowywał do przyszłej walki ucząc posługiwania się bronią, taktyki, prowadząc ćwiczenia z zakresu wojskowości. Z chwilą wybuchu I wojny światowej Franciszek został powołany do armii niemieckiej i wysłany na front francuski, gdzie walczył na najcięższym odcinku frontu w okolicach Verdun. Dosłużył się stopnia podoficerskiego. Kiedy w ostatnich tygodniach wojny w Niemczech wybuchła rewolucja, doszło do chaosu i Ratajczak dzięki „Sokołom” został przerzucony do swojej macierzystej Wielkopolski. Do Poznania przybył w początkach grudnia z grupą innych 10 członków „Sokoła”. Zostali skierowani do Służby Straży i Bezpieczeństwa stacjonujących w forcie Raucha na Berdychowie (dziś teren poznańskiej Politechniki). Ratajczak został przydzielony do kompanii ppor. E. Krauusego na stanowisko dowódcy plutonu. W Poznaniu zamieszkał Franciszek u swego imiennika Budzyńskiego przy pl. Wilhelmowskim (Wolności) 11 (tam gdzie niebawem miał zginąć). Wielkopolska budziła się do wolności. Polacy zamieszkujący poznańskie korzystając z niemieckiej rewolty, szykowali się do powstania.
Moment zwrotny nastąpił 27 XII 1918 r. Od godz. 12.00 czujniej patrolowano ulice, wiedząc o mającej nastąpić wizycie wybitnego pianisty i kompozytora Ignacego Paderewskiego. Mistrz Paderewski, wybrany kilka dni wcześniej na premiera swym przyjazdem do Poznania zamanifestował poparcie dla dążeń niepodległościowych Wielkopolan. Uroczyście powitany przez „Poznańczyków” zamieszkał w legendarnym hotelu „Bazar”. Hotel ubezpieczała od tyłu i od strony Biblioteki Raczyńskich I Kompania. Widząc agresywne zachowania Niemców – zdzieranie flag alianckich, wybijanie szyb w sklepach, bójki, dowództwo wezwało na pomoc II kompanię Krausego, w której był i Ratajczak. Powstańcy przeszli Groblą, Chwaliszewem do Garbar, a następnie Podgórną w kierunku św. Marcina, a stamtąd na ul. Rycerską (dziś Ratajczaka). Ponoć kompania śpiewała, co rozzłościło niemieckiego strażnika z Prezydium Policji (budynek na narożniku 27 Grudnia i 3 Maja już nie istniejący). Ten w odruchu obronnym strzelił. Kule trafiły Ratajczaka, mimo iż przewieziono go natychmiast do pobliskiego szpitala garnizonowego -zmarł. Przeżył tylko 31 lat. Jego pogrzeb 2 I 1919 r. był ogólną manifestacją społeczną. Franciszek spoczął na cmentarzu górczyńskim. W 1924 ekshumowano do jego grobu poległego również 27 grudnia 1918 Antoniego Andrzejewskiego i 4 innych poległych w różnych częściach Poznania. (A. Andrzejewskiego, część badaczy dziejów powstania wielkopolskiego m.in. prof. J. Karwat, wskazuje jako wcześniej poległego od Ratajczaka, a więc rzeczywistą pierwszą ofiarę zrywu)
Wkrótce po zwycięskim powstaniu powstała legenda Ratajczaka – jej dowodem nazwanie jednej z centralnych ulic Poznania jego imieniem, przypomnienie jego nazwiska na specjalnej tablicy pamiątkowej przy grocie stojącej obok kościoła Matki Bolesnej, czy okazały pomnik nagrobny dłuta Stanisława Jagmina (zniszczony podczas okupacji). W miejscu, gdzie padł Ratajczak, umieszczono w 1928 metalową tablicę (również zniszczyli ją Niemcy podczas okupacji). Po II wojnie światowej F. Ratajczak powrócił do zbiorowej pamięci mieszkańców Wielkopolski i Poznania za sprawą pomnika w parku Drwęskich i odnowionego nagrobka. W 50 rocznicę powstania (1968) w auli UAM wykonano uroczysty koncert z udziałem ówczesnej primadonny Teatru Wielkiego w Poznaniu Antoniny Kaweckiej. W jego trakcie wybrzmiał – „Rapsod na śmierć Ratajczaka i Andrzejewskiego” – kompozycja autorstwa Jerzego Młodziejowskiego, upamiętniająca pierwszych poległych powstańców.
Na naszym terenie również nie brakuje akcentów związanych z powstańczym bohaterem. W rodzinnych Śniatach miejscu urodzin jest ulica i obelisk poświęcony Ratajczakowi. W każdą rocznicę wybuchu powstania społeczność wsi i gminy Wielichowo oraz przedstawiciele powiatu grodziskiego czczą pamięć bohatera. W Wilkowie Polskim coroczne odbywają się biegi szkolne poświęcone bohaterowi powstania.
Najbardziej sugestywnie oddały jednak postać Ratajczaka obrazy Leona Prauzińskiego i Leona Wróblewskiego. Oni to przedstawili Ratajczaka w patetycznej pozie, jak padając kieruje płomienne spojrzenie ku niebu. Wokół aż jasno od śniegu, ulica rzęsiście oświetlona i tłumy atakujących znienawidzone prezydium. Rzeczywistość była prozaiczna. Ulica skąpo oświetlona, śniegu niewiele, co się wtedy rzadko zdarzało, atakujących było nie tak wielu. Legenda jednak ma jednak swoje przywileje…
Tekst powstał w oparciu o informacje zawarte w pracy „Wielichowo w 90 rocznicę Powstania Wielkopolskiego” i materiały dostępne na stronach www poświęconych powstaniu wielkopolskiemu.
Sebastian Skrzypczak

Grąblewo czy Grąbiewo?
Szkoła Podstawowa, jednostka OSP, sala wiejska, to najważniejsze instytucje podgrodziskiego Grąblewa. W ramach naszych artykułów dziś nadszedł czas na tę właśnie miejscowość.
Wieś ta występuje w źródłach również pod innymi nazwami (1383 Grambyewo, 1386 Grambevo, 1407 Grambowo, 1430 Crampyewo, 1448 Grampyewo, 1450 Grabyewo, 1581 Grąmbiewo, 1591 Grąmblewo, Gramblewo).
Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1383 roku. Było to gniazdo rodowe Grąbieńskich herbu Łodzia. W połowie XV w. występuje istotna informacja w źródłach dotycząca wydzielenia z obszaru wsi Grąblewo majątku Strzelce, który staje się własnością bocznej linii Grąbieńskich. Granica, między Strzelcami, a Grąblewem jest wtedy opisana w sposób następujący:
– Biegnie od kopca między Grąbiewem, a Ptaszkowem, tj. od narożnika (pala) w strudze (Łęczyczna), aż do wsi, a następnie między wspomnianymi wsiami, aż do granicy z Kurowem, a dalej do granicy z Urbanowem, do cieku – Kurowska Struga.
W 1525 r. dochodzi do ponownego rozdziału (z pewnością dobra zostały ponownie w XV w. skomasowane) Mikołaj i Jan Grąbiewscy: w 1525r. podzielili się dobrami: Mikołaj otrzymał wieś Snowidowo z sadzawką, 1 1/2 łana folwarcznego wokół wsi Kurowo oraz las od granicy ze Snowidowem, do miejsca zw. Łowisko (które leży naprzeciw miejsca zw. Ostrów Kurowski), wraz z łąkami kurowskimi.
Mikołaj nie ma podnosić wody w stawie na szkodę brata Jana; Jan otrzymuje 1/2 Grąbiewa z dworem i folwarkiem, 4 1/2 łana folwarku w Kurowie z całym zagajnikiem (indago) od granicy z Zimnowodą do miejsca zw. Łowisko oraz wszystkie łąki w Grąbiewie (PG 16, 88v-89).
Ta wieś szlachecka administracyjnie położona była od XVI wieku w powiecie kościańskim  W XIX wieku Grąblewo stało się częścią dóbr ptaszkowskich, a później była własnością Bieczyńskich.
W okresie Wielkiego Księstwa Poznańskiego (1815-1848) Grąblewo należało do wsi większych w ówczesnym powiecie bukowskim, który dzielił się na cztery okręgi (bukowski, grodziski, lutomyślski oraz lwowkowski). Grąblewo należało do okręgu grodziskiego i stanowiło odrębny majątek o tej samej nazwie, którego właścicielem był Tadeusz Bieczyński.
W skład majątku Grąblewo wchodziły: Strzelce oraz folwark Pantaleonowo. Według spisu urzędowego z 1837 roku wieś liczyła 282 mieszkańców i 23 dymy (domostwa).
W 1839 roku datuje się powstanie pierwszej placówki szkolnej w Grąblewie. Była to oczywiście szkoła pruska. W końcu lat siedemdziesiątych XIX wieku kierownikiem szkoły został p. Karge i pracował w Grąblewie przez prawie pól wieku do 1927 r. W tym czasie władze pruskie pobudowały obecny budynek szkoły (1900) rozbudowany w końcu XX wieku do obecnego kształtu.
Chłopi z okolic Grąblewa, Strzelec i Snowidowa aktywnie brali udział w strajkach chłopskich w okresie międzywojennym. W okresie II wojny światowej okupanci hitlerowscy w miejscowej szkole urządzili naukę „po niemiecku” dla dzieci z Grodziska, Grąblewa i Strzelec.
Po II wojnie światowej w dawnym założeniu dworskim urządzono oddział PGR Ptaszkowo. Tutejszy zakład specjalizował się w hodowli bydła, później owiec rasy „krzyżówka wielkopolska”. Dziś pola i obiekty dawnego PGR użytkuje RSP Urbanowo. Z dawnego założenia dworskiego pozostała tylko brama wjazdowa z początku XIX w., dość charakterystyczny symbol wsi oraz czworaki zbudowane w początku XX w.
Od 1947 r. działają we wsi strażacy ochotnicy. Założycielami OSP byli druhowie: Bolesław Kaczmarek, Władysław Jokś i Ludwik Bobowski. Ważną postacią dla społeczności całej wsi i straży pożarnej we wsi był pan Marciniak. To z jego inicjatywy m.in. w połowie lat siedemdziesiątych pobudowano w czynie społecznym strażnicę z salą wiejską. Do dziś jest ona kulturalnym centrum. Społeczność wsi oraz liczni grodziszczanie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych organizowali tu chętnie wesela i inne imprezy rodzinne. Było to jedno z najokazalszych wtedy miejsc, w których taka imprezę można było zorganizować.
Od końca lat sześćdziesiątych w miejscowości istniało boisko, na którym swoje mecze rozgrywał działający w miejscowości klub piłkarski LZS. LZS Grab Grąblewo grywał w niższych klasach rozgrywkowych do początku lat dziewiećdziesiątych. Jednym z ostatnich jego prezesów był Andrzej Domagała, społecznik i radny gminny z Grąblewa.
W Grąblewie jest kilka charakterystycznych miejsc, o których wypada wspomnieć, bo są znane wszystkim mieszkańcom miejscowości. Pierwsze z nich to „przepadlisko”. Tak określane był jeden z dwóch do dziś istniejących stawów znajdujący się przy ścieżce na wschód od szkoły. Starsi mieszkańcy wspominają, legendę o tym, że w miejscu tym dawniej znajdował się zamek (dwór), w którym mieszkał nieprzyjemny dla chłopów dziedzic. Za zachowanie wobec poddanych pewnego dnia spotkała go kara. Cały zamek zapadł się pod ziemię, a osuwisko zalała woda. Ponoć stawy na „przepadlisku” w okresie przedwojennym i zaraz po wojnie spełniały funkcje rekreacyjne dla mieszkańców Grąblewa i okolicznych miejscowości. Były regularnie czyszczone i można było w nich się kąpać. Na środku miejscowości, gdzie dziś znajduje się rondo, a w latach siedemdziesiątych zbudowano strażnicę OSP znajdowało się miejsce określane „rynkiem” – centrum wsi. Sklep, strażnica, kaplica działająca od lat dziewiećdziesiątych, bar „Bajka” w pobliżu szkoła, plac zabaw i boisko. To rzeczywiście serce Grąblewa.
Innym ciekawym miejscem są okolice mostku na drodze, pomiędzy Strzelcami a Grąblewem. Przez miejscowych nazywany jest „kurzymi płucami”. lub „czerwonymi płucami”. Miejsce to omijane było przez młode niewiasty, które straszyli opowieściami młodzi adoratorzy. Inną ciekawostką, o której nie wszyscy już pamiętają było istnienie we wsi kolejki folwarcznej. Łączyła ona folwark Strzelce z majątkiem Grąblewo. Jej składane tory przebiegały po wschodniej stronie wioski.
Duża kolej żelazna jest obecna w Grąblewie od ponad stu lat. Wieś dała nazwę dwóm przystankom kolejowym: przystankowi kolejowemu Grąblewo na nieczynnej linii z Grodziska do Opalenicy (kiedyś istniał przystanek Grąblewo Pole) oraz otwartemu 14 grudnia 2014 przystankowi na linii kolejowej z Grodziska do Lubonia (i dalej do Poznania).
Sebastian Skrzypczak


Świętujemy setną rocznicę niepodległości. W związku z tym przedstawiam jedną z postaci, która dla tej niepodległości wielce się – na naszym terenie – zasłużyła. To budowniczy polskiego sądownictwa w Poznańskiem. To postać, która wyrosła ze znakomitego rodu, nie pochodzącego jednak z naszego kraju, ale z Francji. Zaprezentujemy oobę Jana Motty’ego.
Protoplastą rodu na ziemiach polskich był Jan Baptysta Motty, który przybył na nasz teren razem z wojskiem napoleońskim. Po klęsce Napoleona związał się z rodziną Mielżyńskich, u których pracował, jako guwernant. Później został nauczycielem w Gimnazjum Marii Magdaleny w Poznaniu. Jego synem był Marceli – znany poznański pedagog i podobnie jak ojciec – pisarz. Marceli stworzył słynne „Przechadzki po mięście” – dając obraz XIX-wiecznego Poznania i jego mieszkańców.
Marceli był szwagrem Hipolita Cegielskiego, gdyż jego siostra wyszła za mąż właśnie za słynnego przemysłowca i założyciela fabryki, a wcześniej nauczyciela w jednej z poznańskich szkół. Marceli Motty był ojcem związanego z Grodziskiem Jana Mottego.
Poświęćmy Janowi chwilę uwagi. Urodził się 4 marca 1850 roku w Poznaniu. W młodości odebrał doskonałe wykształcenie. Ukończył Gimnazjum Marii Magdaleny, w którym uzyskał świadectwo dojrzałości w 1869 roku. Po gimnazjum rozpoczął studia prawnicze w Berlinie. Po złożeniu egzaminu asesorskiego pracował, jako sędzia powiatowy w Byczynie i Kluczborku (na Śląsku). Porzucił stanowisko sędziego z uwagi na niemożność otrzymania etatu w Wielkim Księstwie Poznańskim. Powodem była zadeklarowana niechęć do niemczyzny, podsycana antypolską, germanizacyjną polityką Prusaków.
W 1882 roku Jan Motty osiadł w Grodzisku i rozpoczął praktykę adwokacką. Mieszkał tutaj przez 36 lat osiągając tytuł radcy. W tym czasie brał aktywny udział w życiu miasta i regionu. Był członkiem Magistratu Grodziska (Zarządu Miasta), awansował również w swojej „branży” – zostając wiceprezesem Rady Adwokackiej Wielkiego Księstwa Poznańskiego. W 1883 roku ożenił się z Mieczysławą Teklą Kaczorowską herbu Rogala.
Gdy w 1918 roku Polska odzyskała niepodległość Jan Motty zaangażował się w organizowanie polskiego sądownictwa. Wtedy musiał – ze względu na swoją działalność zawodową – wyprowadzić się z miasta. Został szefem Sądu Apelacyjnego w Wielkopolsce. Nominowała go Naczelna Rada Ludowa – organ kierowniczy w Wielkopolsce, w czasach powstania wielkopolskiego. Władze odrodzonej Polski ostatecznie w 1920 roku potwierdziły to stanowisko.
Kierując Sądem Apelacyjnym Motty doprowadził do jego spolszczenia i reorganizacji w związku ze zmianą granic. Za zbudowanie polskiego sądownictwa w Wielkopolsce, Jan Motty został odznaczony przez władze polskie w 1922 roku Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta.
Ta postać niewątpliwie może zostać uznana za jednego z budowniczych, odrodzonej 100 lat temu, Polski.
Warto jeszcze napisać o pasji pisarskiej naszego bohatera. Podobnie, jak ojciec i dziadek pozostawił po sobie dzieła literackie. Jego największym osiągnięciem było wydanie powieści „Wojna o pannę” napisanej przed 1870 rokiem.
Jan Motty zmarł 4 kwietnia 1929 roku w Poznaniu. Dwa dni później odbył się okazały pogrzeb, a trumnę złożono na cmentarzu na Wzgórzu św. Wojciecha pośród wielu innych zasłużonych Wielkopolan.
Sebastian Skrzypczak

Słocin – wieś z bogatą historia i aktywną społecznością

Jedną z największych wiosek w gminie Grodzisk jest wieś Słocin. Wieś poza bogata historią posiada również fabryki, szkołę, dobre utwardzone drogi oraz co najcenniejsze ludzi „z duszą” i aktywistów, którzy chcą tę miejscowość czynić jeszcze lepszą i przyjazną.

Pierwsza wzmianka o wsi Słocin pochodzi z 1257 roku, a rok wcześniej wzmiankowany jest las Suhcino, należący do klasztoru w Paradyżu, podobnie jak Grodziszcze (późniejszy Grodzisk). Suhcino jest tam wymienione obok Grodziska, Miłostowa i Kiełpina w dokumencie wystawionym przez Przemysła II zezwalającym na lokacje wsi na prawie niemieckim w dobrach cystersów z klasztoru w Paradyżu. Istnieje również teza, iż owo Suhcino, to nie podgrodziski dziś Słocin tylko niezidentyfikowana osada w rejonie dzisiejszego Międzychodu.

Mieszkańcy wsi szczycą się, że ich miejscowość jest równa wiekiem stołecznemu w gminie Grodziskowi, a nawet podają legendę mającą świadczyć, że Słocin jest od Grodziska starszy. Początki wsi wg tej opowieści sięgają czasów pierwszego historycznego władcy Mieszka I. Ponoć Mieszko miał ze swoimi wojami polować w tej okolicy. Zastała go wielka ulewa, która trwała ponoć kilkanaście dni. Wszyscy łącznie z księciem ogromnie mokli, wszystko dokoła rozmiękło od opadów i obawiano się, aby konie ze świtą książęcą  nie ugrzęzły. Książę i jego otoczenie kilka dni przeżyli w szałasach, a po ustaniu deszczu ruszając w drogę powrotną Mieszko miał wydać rozkaz założenia osady na miejscu oczekiwania podczas nieudanego polowania. Od słoty – deszczu osada miała wziąć swoją nazwę – Słocin.

W późniejszym okresie wieś była gniazdem rodziny Sułockich herbu Gryf, a następnie wchodziła w skład dóbr grodziskich będących własnością m.in. Ostrorogów i Opalińskich. W XVIII wieku obok wsi założono osadę Słocińskie olędry obecnie zwaną Słociniec.

W początkach XIX w. po wojnach napoleońskich  według spisu urzędowego z 1837 roku Słocin liczył 219 mieszkańców i 28 dymów (domostw), z kolei Słocin Olędry – 64 mieszk. i 8 domostw. Wieś i jego mieszkańcy dzielili wtedy losy sąsiedniego Grodziska.

W 1845 roku Prusacy stworzyli we wsi szkołę. Pierwszym jej kierownikiem został Teodor Puhtz. Pierwotnie placówka mieściła się w drewnianym budynku z dachem krytym słomą. Dopiero w 1903r. powstał nowy, murowany budynek stojący do dzisiaj.

W czasach zaborów wieś była kolejno częścią powiatu bukowskiego, nowotomyskiego i grodziskiego. Mieszkańcy wsi brali udział w zrywach narodowych wielkopolskiej Wiosny Ludów 1848 r oraz w powstaniu wielkopolskim. Wśród powstańców wielkopolskich 1918/19r. związanych z miejscowością wymienić należy urodzonych w Słocinie: Marcina Banacha, Dalaszyńskiego, Wojciecha Drzymałę, Alojzego Fornalika, Wojciecha Gielaka, Feliksa Grześkowiaka, Maksymiliana Kandulskiego, Michała Koźminskiego, Franciszka Kurka, Otto Kutschenreittera (poległego pod Miedzichowem), Wojciecha Owczarczaka, Franciszka Rutkowskiego, Walentego Szajstka.

II wojna światowa rozpoczęła się dla społeczności Słocina 6 września 1939 r., kiedy wkroczyły do wsi wojska niemieckie. Niemcy zdewastowali szkołę, zakazując nauki dla polskich dzieci. W budynku szkoły została zorganizowana placówka dla dzieci niemieckich. Rozpoczęły się wysiedlenia wielu rodzin polskich, na których miejsce Niemcy sprowadzili do Słocina rodziny niemieckie.

Po wojnie liczba ludności w Słocinie wynosiła 555 osób (łącznie z Lasówkami, Słocińcem i Porażynkiem).  Szkoła wznowiła działalność dla dzieci polskich po wyzwoleniu już 5 marca 1945 roku.  W 1946 r. we wsi zainaugurowała działalność Ochotnicza Straż Pożarna. Za inicjatora jej powołania uchodzi Jan Hedzielski. Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych we wsi pobudowano strażnicę. Środowisko strażackie przyczyniło się również do rozwoju sportu. W latach 60 – tych istniał w Słocinie klub piłkarski, który pod szyldem LZS grał w „W” klasie.

Po wojnie rozpoczęła się mozolna odbudowa i poprawa infrastruktury. W roku 1952 przy  udziale wszystkich mieszkańców zbudowano trzy kilometry drogi do Grodziska. Następnie droga została poszerzona o dwa metry i pokryta „smołówką”. W roku 1982 położono asfalt. W 1973 założono wodociąg, w1976 wybudowano we wsi kanalizację burzową. Chodnik został wykonany w czynie społecznym przez mieszkańców, a asfalt wzdłuż wsi położono w roku 1982.

We wsi nie ma nazw ulic, ale pośród mieszkańców funkcjonują zwyczajowe nazwy miejscowe. „Nowiny” to część zarośniętego terenu nieopodal przedsiębiorstwa tapicerskiego, „Słociniec” to dawne Olędry- teren znajdujący się pod lasem na uboczu od centrum wsi. „Glinki” – staw wiejski z którego kiedyś wydobywano glinę. „Gacka”- wąska uliczka równoległa do głównej ulicy we wsi.

Wiek XXI przyniósł kolejne inwestycje infrastrukturalne. Utwardzono kolejne odcinki dróg we wsi, wybudowano kanalizację, w ostatnim roku dzięki funduszom unijnym przebudowano drogę dojazdową z Grodziska.  We wsi obok rolnictwa pojawił się przemysł. Kilka lat temu przeniosła się tutaj firma tapicerska Lexit Mebel, powstały również inne przedsiębiorstwa. Coraz więcej jest nowych domów, do których przenoszą się poszukujący spokoju mieszkańcy miasta.