piątek, 19 Kwiecień 2019

Felietony Zbigniewa Tomaszewskiego

Motta Zbigniewa Tomaszewskiego: *Dlaczego niektóremu człowiekowi jest tak trudno być człowiekiem, często sięga po zwierzęce poczynania. *Nigdy nie tłumacz głupcowi, bo i tak nie zrozumie. *Nieraz milczenie więcej powie człowiekowi, aniżeli krzyk. *Jeżeli masz pasj i żonę, to pamiętaj, że pasja nigdy nie da Ci rozwodu. *Wielu ludzi wie o tym, że ich życie może zacząć się dopiero jutro. *Nie ważne, jak upadamy, ważne, jak się ładnie podnosimy. *Żyj tak, aby wszyscy płakali, jak umrzesz. *Gdy władza rośnie, człowiek maleje. *Piękno jest w oczach patrzącego. *Im większa władza, tym mniejszy człowiek. *Głód jest najlepszym kucharzem. *Jeśli przesadzisz, to nawet anioły cię pogryzą. *Człowiek, to jedyne stworzenie natury, które potrafi targnąć się na swoje życie.
Przysłowia Europy: *Nie jest bezpiecznym, kto usiadł za wysoko. *Nie każdy but, na każdą nogę. *Nie podpala się domu, aby wypędzić myszy. *Nie pytaj, a Cię nie okłamią. *Nieszczęścia mówią, czym jest szczęście. *Nie śmiej się przed śniadaniem, bo będziesz płakać przed kolacją. *Nie wykipi garnek pilnowany. *Nie zmienia się konia podczas przeprawy. *Płot wysoki, przyjaźń odnowi na roki. *Płytkie strumyki robią największy hałas. *Pochlebstwo jest smacznym daniem dla głupców, ale i mędrzec lubi od czasu do czasu zjeść chociaż kąsek. *Prawda jest, jak róża, ma też swoje kolce. *Prawdę ujawni tylko czas. *Prawo chwyta muchy, lecz wypuszcza szerszenie. *Przyjaciel wszystkich nie jest niczyim przyjacielem.

Jak to z Żydami w Polsce było część 14
Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.
W części 14 będę kontynuował zbrodnie Watykanu, który ma na sumieniu miliony niewinnych istnień ludzkich zamordowanych w bestialski sposób. Chcę kontynuować historię księdza, który pierwszy odważył się napisać książki o zbrodniach Watykanu. Był nim wyjątkowo odważny, szlachetny ksiądz profesor Marcin Luter. Szkoda, że najpierw pierwsze księgi wydał w języku łacińskim, bo w Europie przeczytało je niewiele osób. Następnie wydał w języku niemieckim i wtedy dotarły one do znacznie szerszego grona. Wtedy Luter odniósł sukces, a przysłowie mówiące, że „Nie ma takiej mocy na świecie, która by złoto Watykanu nie zwojowała” – upadło. Lutrowi się udało, książki w języku niemieckim przeczytały miliony osób i tysiące ton złota straciły moc. Prawda wygrała.
Możemy zacytować tu przysłowie świata „Oliwa sprawiedliwa na wierzch wypływa”. Pozwolę sobie jeszcze zacytować słowa naszej wspaniałej poetki Marii Konopnickiej, które w 1903 roku przekazała ludowi polskiemu, w polskim kiedyś Lwowie. Wprowadzenie do książki dał Lucyan Rydel pod datą 19.X.1902 roku:
– Tysiące książek napisano, ale mało jest pięknych. Na nic największe nauki, na nic najdłuższe mozoły: Nie napisze prawdziwie pięknej książki, kto z bożej łaski nie otrzymał pisarskiego daru. Próżno uczyć wróbla słowiczego śpiewania. Słowika nikt nie uczył, a śpiewa pięknie, bo Bóg dał mu głos. Podobnie, jak słowikom dar śpiewu, tak niektórym, wybranym ludziom daje bóg talent do pióra. Taki człowiek ma w duszy moc osobliwą, że widzi, czuje piękność dookoła siebie na ziemi, na wodzie, na niebiosach i we wszelkim stworzeniu i w ludziach bliźnich swoich. W prawdzie każdy, ktokolwiek patrzy na kwitnące sady, czy na łany zboża, czy na zachodzące słońce – każdy czuje że to wszystko jest piękne. Ale taki człowiek wybrany czuje te piękność świata, stokroć mocniej i wyraźniej, niż inni – a nie tylko czuje, ale umie słowami wypowiedzieć. A kiedy zacznie pisać, to mu się słowa składają tak jakoś, jakby malarzowi farby: czytasz potem i cały świat staje ci w oczach, niby malowany i nie i nie tylko malowanie, jest jeszcze coś więcej w tym, co pisze poeta. Słowa składają się w wiersze, a wiersze splatają się pomiędzy sobą i płyną, jakby jakaś dziwna muzyka. Kto chce pisać dobre książki, ten musi myśleć o drugich,więcej niż o sobie. Musi mieć serce gorące, któreby wszystkich kochało, wszystkich – bliskich i dalekich, wielkich i małych. Nie ma na ziemi, ani nawet w niebie nic świętszego nad litość. Ona sprawia, że człowiek może stać się podobnym do anioła, kiedy zapłacze nad nędzą, krzywdą i żałością swoich bliźnich. Zacytuję kilka słów Marii Konopnickiej. Człowiek, który je przeczyta i po policzku nie spłynie mu nawet jedna łza, może śmiało skończyć ze swoim życiem, bo nie jest człowiekiem.
*Nie wam, słowiki, wtórzyć przychodzę. Nie z Tobą, Różo, kwitnąć przy drodze, lecz z Tobą płakać człowieku! Temu tylko pług, a socha, kto tę czarną ziemię kocha, kto rodzinnych swoich pól, zna wymowę – łzy i ból.
Kto ukocha lud w siermiędze, kto zna twardej doli nędze, kto wyciągnął, jako brat, dwoje ramion do tych chat!
*GDZIE MY OD WAS ODESZLI?
Gdzie my od was odeszli? Gdzieście wy zostali?… Czemu nie razem, w górę poszła nasza droga? Czemu my dzisiaj-wielcy? A wy czemu – mali? Kto z nas za to odpowie przed sądem u Boga? O Bracia! Jeśli sobie przebaczyć mamy, zróbmy to teraz, dzisiaj; dość żalów, dość kłótni… Otwórzcie nam ramiona! To my – Was szukamy, bośmy może winniejsi… ach i bardziej smutni!
* WYJDĘ Z CHATY POD FIGURĘ.
Wyjdę z chaty pod figurę, będę Boga błagać, prosić, by mnie zmienił w czarną chmurę i rozkazał wichrom nosić. Jak bliźnięcy my tułacze, polecimy, het na wolę. Cóż mi dole? Cóż niedole? Duch mój rwie się, duch mój płacze!
Oj ty wietrze, ptaku mglisty, przed błękitną leć głębinę. Niechaj w cichych szumach płynę, jak mdlejąca pieśń lutnisty. Oj, nie do was, wy stolice, w blaskach złota i w purpurze, bo podpłynęłabym, jak burze, ciskające błyskawice.
Ale do Was nędzne chaty, pola smętne i jałowe; ale do was leśne kwiaty, wysrebrzone w rosy płowe. Ale do was bory ciemne, co poicie mnie muzyką, jak ja smętną, jak ja dziką, zdradzającą łzy tajemne!
Ale do Was, wy mogiły, krwią pojonej ziemi kwiaty. Tam zaczerpnie tchu i siły, duch mój, jeniec ten skrzydlaty!
*NA FUJARCE:
A czemuż wy, chłodne rosy padacie? Gdym ja nagi, gdym ja bosy, głód w chacie? Czy nie dosyć, że człek płacze na ziemi, co ta nocka sypie łzami srebrnemi?
Oj, żebym ja poszedł ino przez pole i policzył łzy co płyną na rolę. Strach by było z tego siewu żąć żniwo, boby snopy były krwawe nad dziwo!
Przyjdzie słonko, na niebiosy wschodzące i wypije bujne rosy na łące. Ale żeby wyschło naszych łez morze, chyba cały świat zapalisz, Mój Boże!

Na tym muszę zakończyć, bo książka z 1903 roku ma już 115 lat i aż 304 strony. Skład robiony był w księgarni H.Altenberga we Lwowie, trzcionkami drukarni Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, pod zarządem Józefa Filipowskiego. Rysunki do książki wykonał Stanisław Wyspiański.
Wracając do tematu Marcina Lutra, którego nauka znalazła w Europie licznych i gorących zwolenników wśród wszystkich warstw społecznych. Niemcy ówczesne żyły w biedzie, a duchowieństwo żyło w złocie i niezliczonym bogactwie. To powodowało, że na ich bogactwo patrzył z równą nienawiścią proletariat miejski, jak chłopi i uboga szlachta. Hasła głoszone przez Lutra potępiały bogactwo i wyzysk czyniony przez kler i artstokrację.
Oprócz tego niemałą rolę szerzenia się nauki Lutra odegrało hasło żądania Lutra uniezależnienia się kościoła w Niemczech od zbrodniczego złodziejskiego papiestwa oraz zaprowadzenie języka niemieckiego w obrzędach kościelnych.
Odrodzenie wpłynęło w znacznym stopniu na rozwój literatury w językach narodowych. Rozbudzona świadomość narodowa niechętnie odniosła się do łaciny w obrzędach kościelnych i do zależności kościelnej od czynnika pozakrajowego, jakim było papiestwo. Z tego przybywało zwolenników nauki Lutra. Oni zaczęli się zwać ewangelikami, gdyż pismo święte, zwłaszcza ewangelię, uważali za jedyne i podstawowe źródło wiary.
Były naciski z Watykanu na Lutra. Papież rzucał na niego wszystkie klątwy, jakie tylko były możliwe. Luter się załamał i wysłał list do Watykanu, w którym wyznał, że postąpił źle i prosił o przebaczenie i cofnięcie wszystkich klątw. Papież nakazał Lutrowi, by załadował na taczki wszystkie księgi, zawiózł na rynek w Witembergu i spalił na oczach mieszkańców. Luter chciał wykonać nakaz. Zawiózł księgi na rynek. Przybyły tłumy. W momencie, gdy chciał podpalić, lud zaczął krzyczeć: „Marcinie, zamiast spalić księgi, musisz wrzucić do ognia i spalić bulę, którą przysłał papież z nakazem, co ma zrobić. Lud zagroził, że jeżeli podpali swoje książki, to oni go spalą razem z tymi książkami. Luter do rozpalonego już drewna nie wrzucił, ani jednej księgi, tylko wyjął bullę z kieszeni od papieża i wrzucił do ognia. Tłumy oszalał z radości. Odniósł sukces, a papież odniósł straszną porażkę.
Nadal brodnie Watykanu sięgały zenitu. Inkwizycja paliła na stosach tysiące odszczepieńców, ale nie dosięgnęli Lutra. Miał on już miliony zwolenników w całej Europie. Z czasem wyznawców Lutra nazywano protestantami, ponieważ na jednym z sejmów niemieckich złożyli protest przeciwko zakazowi swobodnego wyznania. Rozpoczął się początek walk religijno-społecznych. Na skutek ożywionej działalności zwolenników Lutra w wielu miejscowościach dochodziło do zrywania z kościołem. Wprowadzono też nowe obrzędy kościelne.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski \


Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.
MOTTA ZBIGNIEWA TOMASZEWSKIEGO: *Człowieku, jeśli się nie poddałeś, to znaczy, że zawsze możesz wygrać, *Kocham książki, jednak trzeba odpocząć, dlatego kończę sezon czytania 31 grudnia i następny rozpoczynam dopiero 1 stycznia następnego roku, *Człowiek wielki, jeżeli chce być jeszcze większy, to musi umrzeć, *Jeżeli jesteś artystą i chcesz aby twoje dzieła sprzedano za dobrą cenę, to postaraj się umrzeć, *Miłości nie jest potrzebny kościół i złoto, wystarczy suchy chleb i woda, *Rok 1941 – Gebels: „Im większe kłamstwo, tym szybciej ludzie uwierzą”, *Stachura: „Nie zna smaku życia kto się przez tunel samotności nie przeczołgał”, *Rok 1920 Jan Kasprowicz, Lwów: „Zdrowaś Mario, łaski pełna – wszystko z grzechu: Czarna wełna na baranie, sierść na koniu, czy na krowie, włos na głupiej ludzkiej głowie – wszystko z grzechu ma początek, a największy zasię wrzątek wszego złego, co na świecie w piekielne chwyta nas pęty, ma przeklęty czart w kobiecie”
PRZYSŁOWIA EUROPY:
*Dzieci i głupcy nie potrafią kłamać, *Gaduła gorszy od złodzieja, *Głupiec zawsze znajdzie jeszcze głupszego, by się nim zachwycać, *Grymas przyjaciela jest lepszy od uśmiechu wroga, *Kto boi się śmierci, na poły już trupem, *Kto umie czekać, w końcu się doczeka, *Lepiej, gdy ci zazdroszczą, niż gdy cię żałują, *Lepsze zdrowie, niż złota mrowie, *Lepszy otwarty wróg, niż fałszywy przyjaciel, *Mądry zmieni zdanie, głupi przy swoim zostanie, *Na miłość lekarstwa się nie znajdzie, *Nie każdy święty, kto chodzi do kościoła, *Nie ma sensu śmiać się z kogoś, kto pierwszy śmieje się z siebie, *Nie obrażaj się na to, z czego żyjesz, *Nie właź, gdzie Cię nie proszą, *Pomyśl dzisiaj, a powiedz jutro

ZBRODNIE WATYKANU CIĄG DALSZY
Juliusz II i Leon X odgrywali ważną rolę w wojnach włoskich. Usiłowali nakłonić chrześcijańskie mocarstwa do powszechnej wyprawy krzyżowej przeciwko Turkom, lecz nie mogli tego dokonać, bo tylko Węgrzy, mając w posiłku niewielką liczbę rycerstwa polskiego (6000) bili się, bez znacznych skutków z Turkami, o południowo-wschodnie granice.
Leon X z rodu Mediceuszów, przychylnym był oświacie i sztukom pięknym, lecz przez chęć zgromadzenia, jak największych bogactw na budowę kościoła Świętego Piotra w Rzymie, używał ku temu celowi odpustów płatnych i dał sposobność do wielu nadużyć.
Wysłannicy watykańscy w całej Europie rozpoczęli słynne warzenie kobiet na specjalnych wagach. Za duże pieniądze wystawiali zaświadczenia, że zważona kobieta nie jest czarownicą i przybijali ten dokument papieską pieczęcią, i w taki sposób z Europy popłynęła rzeka złota do banku Watykanu. Kobiety z Europy, które zostały oskarżone o to, że są czarownicami i nie miały dokumentu zaświadczającego o ważeniu, płonęły na stosach.
Bogacze sprzedawali wioski, ziemie swoje, aby uzyskać zaświadczenie o tym, że ich córki i żony nie są czarownicami.
Ten fakt wykorzystali reformatorzy do swoich twierdzeń przeciw kościołowi. Papież Paweł IV (od roku 1555-1559) wystąpił przeciw odszczepieństwu Lutra, rozszerzył inkwizycję papieską i zaprowadził spis zakazanych książek (index Librorum Prohibitorum). Chodziło niby o zepsucie obyczajów kacerstwa zalecających.
Sobór Trydencki zakończony w roku 1563 nie przyniósł kościołowi spokoju, bo nie odwrócił odszczepieństwa. Luteranizm rozlewał się po Europie w zastraszającym tempie. W Wielkopolsce na terenie Polski udało się zbrodniami, intrygami i środkami podstępnych morderstw pokonać Luteranizm, czego powodem było wysłanie z Watykanu wyszkolonych 200 Jezuitów do Poznania. Ludzi, którzy występowali przeciw Watykanowi znajdowano ze sztyletami w plecach, martwych pływających w rzekach i jeziorach. Sztylet i trucizna były na porządku dziennym. Do dzisiaj w Poznaniu jest klasztor Jezuitów, który jest utrzymywany z naszych podatków, najprawdopodobniej.
Naświetlę w szczegółach odszczepieństwo Lutra od Watykanu. Wystąpienie Lutra nastąpiło w wigilię wszystkich świętych 31 października 1517 roku. Na drzwiach kościoła zamkowego w Witenberdze (Saksonia) ukazało się długie pismo zwierające 95 twierdzeń, inaczej zwanych tezami. Występowały one głównie przeciwko praktykowanemu podówczas zwyczajowi sprzedawania odpustów. Oto ich treść:
– Mylą się głosiciele odpustów (głosiło pismo), gdy twierdzą że przez odpust papieski (to jest kupiony), zyskuje człowiek zwolnienie od kary oraz zbawienie. Ci tylko tumanią ludzi, którzy głoszą, że z chwilą, gdy grosz wrzucony do skarbonki zadzwoni, dusza ich wydobywa się z czyśćca. Należy wiernych pouczać, że ten, kto daje biednym lub użycza łaknącym, robi lepiej. niż gdyby kupił odpust. Należy wiernych pouczać, że gdyby papież znał hyclostwa tych, którzy głoszą odpust, wolałby raczej, aby Bazylika Św. Piotra pozpadła się w proch, aniżeli żeby budowano ją za skórę, mięso i kości jego owieczek (tj. wiernych). Dlaczego papież nie buduje bazyliki za własne pieniądze, lecz za pieniądze ubogich chrześcijan? Wszak jego majątek jest tak wielki, jak żadnego bogatego Krezusa.
Autor pisma wzywał przeciwników swoich tez do dysputy ustnej lub za pomocą pisma. Autorem tym był profesor teologii Uniwersytetu w Wittemberdze, zakonnik i ksiądz Marcin Luter. Wybitny uczony „złotousty” kaznodzieja, już przedtem występował przeciwko zeświecczeniu i bogactwom duchowieństwa. Głosił też, że jedynie wiara w Ewangelię daje pewność zbawienia. Miał znaczne grono zwolenników i poparcie księcia saskiego. Tezy wywołały w Niemczech niezwykłe zainteresowanie i ożywienie. Ukazały się liczne pisma występujące w ich obronie lub zwalczające poglądy Lutra. Na słynnej dyspucie z teologami katolickimi w Lipsku, Luter bronił swej nauki atakując zarówno nieomylność papieża, jak i soboru. Było to już jawne zerwanie z kościołem. Od tej pory Luter szerzył swe poglądy za pomocą licznych pism łacińskich i niemieckich. Odrzucał w nich zwierzchnictwo papieży i całą tradycję kościelną, większość sakramentów, śluby zakonne, bezżeństwo księży itd.
Jednocześnie wzywał Luter społeczeństwo, aby wystąpiło przeciwko dotychczasowym stosunkom w kościele.
OD AUTORA:
– Luter popełnił niewybaczalny błąd, ponieważ wszystkie swoje pisma i księgi wydał w języku łacińskim, a w XVI wieku po łacinie umiało czytać tylko kilka procent ludzi w Europie. Gdy się zorientował w błędzie, natychmiast wydał księgi po niemiecku i odniósł sukces.
Tak szczerze, to z opisów zbrodni Watykanu wynika, że na każdej cegle, z której zbudowany jest Watykan, jest krew, pot i krzywda milionów ludzi. Po zakończeniu badania zbrodni przeciwko ludzkości, będę apelował do całego świata i wznowienie procesu w Norymberdze, na którym to procesie zostały osądzone muchy, a szerszenie nieźle się mają do dzisiaj i opływają w tysiącach ton złota.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu – ksiądz doktor Zygmunt Baranowski Poznań, luty 1926 rok.
Cytaty:
*Przeciwko dobrej sławie bliźniego grzeszy, kto lekkomyślnie posądza, obwinia, czyli wyjawia bez potrzeby ukryte błędy bliźniego, oczernia, czyli opowiada zmyślone błędy bliźniego, *Jedynym lekarstwem na grzechy mowy jest milczenie: -Milczenie skromne wobec rodziców i starszych, -Milczenie cierpliwe wobec bólu i krzywdy, – Milczenie dyskretne wobec tajemnicy powierzonej, -Milczenie mądre wobec gadatliwości pustych głów. *Obłuda objawia się tym, że człowiek na zewnątrz udaje pokorę, pobożność i przyjaźń, a wewnątrz jest pełen pychy, grzechów i fałszu, *Usta kłamliwe są obrzydliwością Pana Boga, *Dobra sława jest więcej warta, niż majątek, *Dobra sława zdobywa nam zaufanie ludzkie, stanowisko w życiu i społeczeństwie, pobudza do prowadzenia życia uczciwego; daje wiele szczęścia i szlachetnego zadowolenia.
Motta Zbigniewa Tomaszewskiego:
*Dzięki motylom świat jest piękniejszy, *Siostrą młodości jest głupota, starości bieda, *Kobiety nie zmienisz, możesz tylko wymienić na inną, *Nie tylko złodzieje polują nocą, kuny też, *Każda wojna potrzebuje bohaterów i trupów, *Dla tajemnic warto żyć, *Nie wiemy z kim się wiążemy, ale na pewno wiemy, z kim się rozstajemy, *Im bliżej jesteśmy prawdy, tym szybciej chcemy od niej uciec.
Jak to z Żydami w Polsce było? część 12
W części 12 będę kontynuować zbrodnie przeciwko ludzkości kościoła watykańskiego. Zbrodnie papieskie w Europie sięgały zenitu po roku 1512, wtedy Ferdynand 5 (Katolicki) król Arragoni był po ślubie z Izabellą, królową Kastylii i powstało jedno królestwo Hiszpańskie. Następnie doszło do ostatecznego zwycięstwa nad Maurami w Granadzie. Do tego Hiszpania od Papieża otrzymała ogromną przewagę. Zostało podbite Królestwa Neapolu w roku 1505 i przyłączone do państwa Nawarry hiszpańskiej 1512. To wszystko uczyniło Ferdynanda najpotężniejszym w Europie. Inkwizycja hiszpańska była znacznie straszniejsza od papieskiej, a wiedli w niej prym urzędnicy królewscy. To wszystko dało moc władzy i uczyniło najpotężniejszy środek do przełamania oporu ludu, przeciw despotyzmowi. Inkwizycja uczyniła króla panem życia i majątku wszystkich. Tortury wymuszały zeznania, jakiego sobie życzono, a ustanowiona policja (Santa Hermandad) – rodzaj policji miejskiej – pracowała pod rozkazy wielkiego inkwizytora i była pod jego ręką.
Kroniki inkwizycji hiszpańskiej przejmują dreszczem. Pierwszym z wielkich inkwizytorów był Tomasz Torgumada. W ciągu siedemnastoletniego urzędowania wydał 15.000 wyroków. Tyle osób skazał na śmierć w płomieniach na stosie. Mniej straszne kary, to aż 90.000 ofiar, a było to łaskawsze, bo ścinano głowy toporem lub mieczem. Skazany nie cierpiał tak, jak w ogniu. Umierał szybko.
Ponadto wypalano krzyże rozczerwienionym żelazem na czole i następnie zabijano. Wśród tych przerażających morderstw musiała zgasnąć wolność ludu i wiara w takie bóstwa, jak słońce, woda, ogień, drzewa i ze strachu przechodzili na wiarę w Jezusa i Maryję.
Ferdynand Katolicki dopiął zamierzonego celu, połączenia całego półwyspu pod jednym despotycznym berłem. Gdy królowa Izabella umarła w roku 1504, Kortezy Kastylijskie, chcąc się wydobyć spod wiszącego nad ich głowami topora inkwizycji, ogłosiły Kastylię państwem udzielnym, posadziły na tronie Joannę, córkę Izabelli i Ferdynanda wraz z jej mężem Filipem Niderlandzkim, którego zwano pięknym. Filip po dwuletnim panowaniu umarł, a Joanna utraciła zmysły z żalu po nim. Najstarszy jej syn Karol miał wtedy dopiero 6 lat, dlatego Ferdynand Katolicki, jako jego opiekun wrócił do rządów w Kastylii, aż do uzyskania przez Karola pełnoletniości. Rządy oficjalnie sprawował kardynał, jako namiestnik Hiszpanii.
Dojrzały juz Karol I, a jako Cesarz V, po swym powrocie do Hiszpanii ogłosił powszechne przebaczenie. To kraj nieco uspokoiło. Karol V władał najobszerniejszym państwem w dziejach nowszych, albowiem jego berłu ulegały Hiszpania, Niderlandy, Cesarstwo Austrii, obydwie Sycylie, a do tego odkryta już przez Hiszpanów Ameryka. Hołubił go papież za udział w wyprawie krzyżowej do Ameryki, bo to on był głównym organizatorem wypraw krzyżackich. Każde państwo uczestniczące w wyprawie budowało swój statek, organizowało ekwipunek i dawało żołnierzy. Kto się najlepiej sprawował w mordowaniu tubylców i zajmowaniu wysp tworząc kolonię, otrzymywał bullę od papieża, nadającą na własność określone wyspy lub tereny i tak powstały kolonie.
Najeźdźcy nie zwracali w ogóle uwagi na to, że na zajętych terenach lub wyspach żyją ludzie. Jak im się to nie podobało, to ich mordowali, pozostałych zamykano w rezerwatach, aby mieć darmową siłę do pracy. Bywało tak, że podczas organizowania wypraw, kilka lat przed wyprawą, potencjalne zdobyte tereny zostały podzielone. Przytoczę tu przykład opisany przez Kazimierza Błociszewskiego w książce z roku 1852 nakładem N. Kamieńskiego i spółki w Poznaniu „Państwo Kościelne”:
– A kiedy siedział na stolicy apostolskiej papież Aleksander VI (Borgia). Jeżeli się przyjmie, iż przyczyny małe mogą sprawić wielkie skutki, to papież ten, był powodem odczepienia Lutra, a przynajmniej przyspieszył takowe: Zbrodnie papieża służyły reformatorom, za pozorne dowody wykroczeń samego kościoła. Stąd deklamacje przeciw kościołowi katolickiemu na początku XVI stulecia. Ci tak zwani reformatorzy zamiast potępić w grzesznym człowieku, co było grzechem i zboczeniem wielkim od instytucji, targnęli się na samą instytucję. Aleksander VI, jako widzialna głowa chrześcijaństwa, darował Ferdynandowi Katolickiemu wszystkie kraje, jakie odkryć mogli w przyszłości poszukujący nowych lądów żeglarze.
I tu absurd – przypis autora.
– Podarunek tego samego rodzaju, uczynił był już dawniej Papież Eugeniusz IV Portugalczykom, czyli dzielili skórę na niedźwiedziu. Ustanowili, aby nie dochodziło do konfliktów między konkwistadorami okupujących odkrytych ziem, aby wszystkie ziemie odkryć się mogące (sto godzin drogi na zachód wysp szorstkich) w stronie zachodniej należały do Hiszpanów, a we wschodniej do Portugalczyków. Ponieważ kardynał cezar Borgia z pomocą ojca swego (Aleksandra Papieża) starał się o utworzenie oddzielnego państwa dla siebie, przeto znajdziemy ich obydwóch w dziejach wojen włoskich
. Aleksander VI padł ofiarą własnych zbrodni , bo gdy zamierzył otruć wielu nieprzychylnych sobie kardynałów. Zatrute wino, zamiast tym dla których było przeznaczone, nalano przypadkiem papieżowi i cezarowi Borgia. Papież umarł natychmiast (rok 1503) Borgia żył wprawdzie, lecz wśród ciągłej niemocy. I tu widzimy, że w Watykanie najbardziej niebezpieczną bronią było i jest do dzisiaj „Krzyż, złoto, intryga/trucizna i sztylet”.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

MOTTA ZBIGNIEWA TOMASZEWSKIEGO:
*Im lepszy człowiek, tym szybciej ludzie go zniszczą, *Aby zachować twarz, trzeba ją najpierw mieć, *Źli ludzie płaczą tylko wtedy, kiedy zasypiają, *Gdzie bieda, tam kłótnie, gdzie bogactwo, tam kłótnie jeszcze większe.
PRZYSŁOWIA EUROPY:
*Głupiec po czterdziestce jest naprawdę głupcem, *Gniew i pośpiech są złymi doradcami, *Grzecznym słowem każde drzwi otworzysz, *Im bliżej kościoła, tym dalej od Boga, *Jaki nauczyciel, taki uczeń, *Jak złodziej złodzieja, tak wilk wywącha wilka, *Jeden głupiec czyni setki głupców, *Jedno prawo dla bogaczy, drugie dla biedoty, *Jeśli chcesz, żeby coś było zrobione dobrze, to zrób to sam, *Jeżeli zgodzisz się nieść cielę, każą ci nieść krowę, *Kogo opuszczają pragnienia, temu pora umierać.

Jak to z Żydami w Polsce było część 11
W części 10 poruszyłem temat, jak 40-milionowy naród Polski nie miał nic do powiedzenia w sprawie zniesienia kary śmierci. Zdecydowało o tym dwoje ludzi – Ksiądz Jan Zieja oraz Papież. I tutaj muszę wrócić do przysłowia Europy „Nie ma nic mocnego, czego by złoto Watykanu nie zwojowało”. Możemy tu wrócić do roku 1933, gdy Hitlerowi, Mussoliniemu i Papieżowi zamarzyło się wrócić do Imperium Rzymskiego i wtedy było dużo gorzej. Przeszło pół miliarda ludzi na świecie nie miało prawa nic mówić. I tu po raz kolejny wrócę do tematu, że „zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu”. Ale do tego tematu wrócimy, gdy zakończymy zbrodnie Watykanu, czyli sądy boże, inkwizycje, palenie na stosie mądrych ludzi i tylko po to, aby Watykan mógł panować nad światem i gromadzić w banku watykańskim tysiące ton złota, aby podbijać świat i zakładać kolejne kolonie na świecie w imię Boga, krzyża i powiększenia ilości złota.
Jeszcze kilka słów o izbach i wykonawcach tortur. Wykonywanie tortur odbywało się w specjalnych izbach. Z reguły wyposażone w nie były wszystkie więzienia. Izby tortur znajdowały się w ratuszach miejskich, zamkach i klasztorach watykańskich. Między innymi w watykańskich zamkach krzyżackich. W języku polskim izby tortur nazywano „męczennica” i „sklepik” w łacińskim „test udo tortura lis”, a w niemieckim „folterkammer”. Izby znajdowały się przeważnie w głębokich piwnicach, większość tych izb zachowała się do naszych czasów. Kilka z nich zachowało się w idealnym stanie na terenie Niemiec. Wzorcową jest izba tortur w piwnicach ratusza w Ratyzbonie (Regensburg). Umieszczona została pod więzieniem. Pomieszczenie składa się z izby tortur i trybuny dla sądu. Oddziela je gęsta krata drewniana, oddzielająca skład sędziów i pisarza, od oskarżonego i kata. Nie było okien, oświetleniem były pochodnie i świece.
W czasie II wojny całkowitemu zniszczeniu uległo więzienie i izba tortur w Norymberdze. Pozostały po nim szczegółowe opisy. Mieściła się na końcu korytarza więziennego, poniżej poziomu poszczególnych cel.
Znany jest także XIX-wieczny opis izby tortur w Palermo. Znajdowała się w siedzibie miejscowej policji. Izba tortur umieszczona była w przyziemiu, a nie w piwnicy. Mury jej były bardzo grube, a od reszty pomieszczeń więziennych oddzielona była ciężkimi drzwiami, które nie przepuszczały krzyków.
Przyziemne izby tortur mieściły się także na zamku Staufeneck (Bawaria), w zamku Moosham (Austria) i w więzieniu Gevangenspoort (Haga).
W Polsce izby tortur były na zamkach w Bydgoszczy, Lublinie, Lwowie, Poznaniu, Malborku i Sanoku, a także w wielu innych zamkach. Ponadto w ratuszach w Kaliszu, Poznaniu, Toruniu, Wrocławiu, a także w wieży więziennej w Gdańsku.
Wiele z tych izb tortur nie zachowało się. Niewielkie informacje zapisane zachowały się w odniesieniu do Poznania, Gdańska i Torunia. W Poznaniu izba tortur mieściła się w północno-wschodniej części piwnicy gotyckiego ratusza. Połączona była wykutym otworem z wyżej położoną komorą, która pełniła funkcję loży sędziów. W Gdańsku sąd inkwizycyjny mieścił się na drugim piętrze katowni, w sali mającej 65 metrów kwadratowych. Pod salą sądową znajdowały się trzy cele o nazwach „lis”, „kogut”, i „koń”. Mury tych cel miały 4 metry grubości. Nie posiadały oświetlenia dziennego, a jedynym ich meblem były dębowe ławy. W Toruniu izba tortur znajdowała się w Ratuszu Staromiejskim obok sali sądowej. Tortury wykonywał kat zaliczany do sług miejskich „magisteriudicii” „Scharfrichter” potocznie „hycel” „tortor” lub „suspensor”.
Obok torturowania podejrzewanych do czynności kata należało: wykonywanie kar śmierci, różnych cielesnych i wygnania. Ponadto wystawiał zwłoki. Pokazywał obcięte członki ludzkie na widok publiczny. Nadzór też porządek w mieście. Bywało, że leczył ludzi i zwierzęta. Co niektórzy prowadzili domy publiczne. W czynnościach tych korzystał z pomocy praktykantów przygotowujących się do zawodu kata. Kat pobierał stałe wynagrodzenie i zajmował mieszkanie służbowe. Obok tego do każdej czynności pobierał dodatkową opłatę. Kat z Darmstadt, według ocalonego cennika, za czynności inkwizycyjne pobierał następujące opłaty: -założenie hiszpańskiego buta – 2 floreny, -założenie kuny – 1 floren i 30 groszy, a za wychłostanie rózgami 3 floreny i 30 groszy. Z kolei 5 florenów kosztowało przypiekanie i podpalanie pleców lub czoła. Podobna cena była wyznaczona za obcięcie uszu i nosa. Wynagrodzenie za udział w torturach było mniejsze i wynosiło 2 floreny i 30 groszy.
Cennik za czynności egzekucyjne (większe kwoty): -poćwiartowanie żywcem – 15 florenów i 30 groszy, -ścięcie głowy mieczem – 10 florenów, -łamanie kołem – 5 florenów, -zatknięcie głowy na haku – 5 florenów, -powieszenie – 10 florenów i pogrzebanie ciała – 1 floren.
Z miast polskich zachował się cennik kata z Tczewa z 1660 roku. Oto on: -wyświęcenie z miasta – 20 złotych, -wychłostanie z pręgierza – 30 złotych, -pławienie czarownicy – 3 dukaty, -ścięcie głowy – 3 dukaty, -powieszenie – 3 dukaty, -łamanie kołem – 4 dukaty, -przypalanie żywcem – 4 dukaty, -każde szczypnięcie rozżarzonymi szczypcami – 1 dukat, -każde okaleczenie – 10 złotych, -obcięcie ucha – 1 dukat, -wypalenie piętna – 1 dukat, -przybicie stalowym gwoździem za przyrodzenie do kładki drewnianego mostu – 2 dukaty.
Od autora:
Skazany tak długo klęczał na moście, aż ktoś się zlitował i obcęgami wyciągnął gwóźdź. (to miejsce z gwoździem jest opisane w kronice Poznania na moście drewnianym na Chwaliszewie).
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

Jak to z Żydami w Polsce było część 10

ZBIGNIEW TOMASZEWSKI – MOTTO: *Człowieku, gdy Cię zaatakuje jeden duży, mądry pies masz szansę się obronić, gdy Cię zaatakuje czternaście malutkich, głupich szczekających piesków, nie masz żadnych szans.

„W życiu człowieka pięknych jest tylko kilka chwil, reszta to skrzypiący frazes żałosnego fakira”.

JAN ZIEJA – CYTATY: *Uwielbienie Polaków dla papieża ma źródło nie w jego nauce, lecz w jego polskości. *Nawet jeśli ktoś spełnia obowiązki religijne, a nie pielęgnuje miłości lub żyje z niechęcią do ludzi, nie jest praktykującym chrześcijaninem. *Nauczyłem się patrzeć na wojnę, jako na coś niemoralnego, nie do pogodzenia z chrześcijaństwem. *Klerykalizm jest wtedy, gdy księża uważają, że trzeba ich słuchać we wszystkich sprawach społecznych, bo są księżmi. Jeśli tak, to nie ma na tej sali większego antyklerykała, niż ja. *Jeżeli komuś brak chleba, to dlatego, że ktoś drugi ten chleb skradł. Skradł, gromadząc u siebie nadmiar! *Całe nasze życie jest pielgrzymką.

 

W ostatniej 9 części zakończyłem opis męczarni czternastu zwykłych bab wiejskich w Doruchowie, które po strasznych torturach spalono na stosie. Był okres w historii, że zbrodnie Watykanu sięgały zenitu. W samej Europie spalono na stosach około miliona kobiet i mężczyzn oskarżonych o czary. Cesarz Rzymu Konstantyn wprowadził chrześcijaństwo, bo łudził się, że odzyska imperium rzymskie. Nigdy nie przypuszczał, że z powodu jego pomysłu nie tylko odzyskano imperium rzymskie, ale na dzień dzisiejszy połowę świata. I tu widzimy, jaką silną bronią jest złoto, krzyż, intrygi, sztylet i trucizna. Można zawładnąć połową świata, do dzisiaj ludzie panicznie boją się nawet mówić o zbrodniach kościoła watykańskiego.

Przytoczę tylko jeden przykład, jaką siłę ma Watykan. Na początku lat dziewięćdziesiątych moim guru był ksiądz Zieja z Warszawy. Był dla mnie wzorem, pojechałem nawet do Warszawy na jego pogrzeb. Był kapelanem polskich wojsk w wojnie z robotnikami rosyjskimi (bolszewikami). Znali go osobiście Józef Szyfter (lotnik) ze Stęszewa i Andrzej Kopa z Trzcielina (dowódca frontu zachodniego Powstania Wielkopolskiego). Zdobył prawie bezkrwawo lotnisko na Ławicy i 83 nowe samoloty, które były w częściach w hangarze Zepelina w Poznaniu na Winiarach. Bez poznańczyków i tych samolotów nigdy nie byłoby cudu nad Wisłą. I właśnie mój idol, który całe życie twierdził, że zło tylko złem zabijesz. I tu byłem w szoku, dlaczego ksiądz Zieja przed śmiercią wysłał do Watykanu do Karola Wojtyły, którego znał osobiście kilka listów, aby papież spowodował, aby w Polsce nie było kary śmierci? Nie wiem, co nim kierowało? Całe życie twierdził, że zło tylko złem zabijesz, a przed śmiercią zmienił zdanie. Tu nasuwa się pytanie, jak to jest możliwe, że ponad 40-milionowy naród nie miał prawa decydowania, dwoje ludzie zdecydowało o tym, że w Polsce nie ma kary śmierci i powstała sytuacja patologiczna. Morderca gwałci i ze szczególnym okrucieństwem zabija 12-letnią dziewczynkę. Dostaje wyrok dożywocia, a ojciec i matka dziecka muszą pracować na człowieka, aczkolwiek trudno tak o nim pisać, bo nie zasłużył na to, aby tak go nazywano.

Można tu wspomnieć przysłowie europejskie „nie ma takiej siły, czego by złoto Watykanu nie zwojowało”. Jeszcze wspomnę słowa, które napisał ksiądz Zieja: „Imię moje człowiek, nie jestem na ziemi sam, podobnych do mnie są miliony, gdziekolwiek pojadę, pójdę, nawet na koniec świata, będę pamiętał, że jestem Polakiem.”

Pamiętam pierwszy raz czytałem te słowa, gdy miałem 14 lat. Do dzisiaj czuję, jak wtedy łzy z moich oczu płynęły po policzkach.

Ciąg dalszy nastąpi,

Zbigniew Tomaszewski

Jak to z Żydami w Polsce było część 9

Motta Zbigniewa Tomaszewskiego: *Polacy nie żyją po to, aby walczyć, Polacy walczą po to, by żyć. *Pamiętaj, dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. *Orężem Watykanu jest krzyż, złoto, sztylet i trucizna, moim orężem jest pióro i atrament. *Człowieku intrygi, które przygotowałeś ludziom, nie naprawisz uśmiechem. To wszystko wróci do Ciebie z podwójną siłą. *Stęszew – ukochana moja anatewka, tylko Pan Bóg ma prawo mnie stąd zabrać. *Pewnym lekarstwem na wszystkie choroby jest tylko śmierć. *Lekarz to najlepszy zawód, każdy błąd ukryje pod ziemią.*Gd y Papież Franciszek myje ludziom nogi, jego watykańscy pracownicy liczą złoto.
Przysłowia Europy: *Otwarte drzwi skuszą nawet świętego. *Co ojciec nakapie, jego syn rozdrapie. *Cudze nieszczęścia znosi się łatwo. *Czarną owce w każdym stadzie znajdziesz. *Czas czyni cuda. *Człowiek mądry zmienia zdanie, głupiec nigdy. *Daj głupcowi dosyć sznura, a sam się powiesi. *Dobrze jest mieć przyjaciół – źle potrzebować ich pomocy. *Gdy przemówiły armaty, za późno na debaty.

W ostatnim czasie otrzymuję wiele listów i telefonów z pytaniami dlaczego tytuł artykułów nosi nazwę „Jak to z Żydami w Polsce było”, a piszę o torturach. Spróbuję wyjaśnić.
W roku 1990 badałem sprawę masowej zbrodni w Jugosławii i wówczas też musiałem cofnąć się o 1000 lat i tak samo teraz musiałem cofnąć się do świetności i upadku imperium rzymskiego. Próbuję znaleźć środki łagodzące dla Hitlera i narodu niemieckiego, ktoś kiedyś napisał słowa „Czy wiesz kto to jest twój wróg? To jest twój przyjaciel, którego kiedyś poznasz”. Wszystko mogę Niemcom przebaczyć, ale mordowania dzieci nie i nigdy. Jak Niemiec mógł z kołyski za nóżki wyjąć trzymiesięczne dziecko żydowskie i uderzyć główką o ścianę, dlaczego? Jakie były prawdziwe motywy ich działania, jak można było zamordować sześć milionów niewinnych ludzi, dzieci, kobiet mężczyzn, starców? Tylko za to, że byli Żydami? Przecież wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Pana Boga. Wracamy do Doruchowa, gdzie 14 niewinnych kobiet czeka w beczkach na kolanach związane na śmierć. Zakończyłem jak ośmioletni chłopiec ukryty na zapiecku obserwował tortury jednej z nagich kobiet. Gdy kobieta uniesiona do góry za ręce związane z tyłu, zaczęła okropnie krzyczeć, chłopiec przestraszony nigdy nie widzianą męczarnią krzyknął przeraźliwie ze strachu na przypiecku. Dwaj oprawcy zaczęli szukać chłopca, gdy znaleźli, ściągnęli z przypiecka, chłopiec myślał, że prowadzą go na śmierć. Wzięli chłopca na barki i wynieśli z izby dosyć daleko od domu, położyli na ziemi. Dalej opisuje świadek – więcej może jak godzinę odpoczywałem na tym miejscu ze strachu, nim doszedłem do siebie. Gdym późno w nocy powrócił, rodzice moi nie spali i byli o mnie w największej niespokojności. Nie wiedząc, gdzie się podziewałem. Opowiedziałem im co widziałem. Odstąpił ich przesąd, a matka rzewnie zapłakała. Tym sposobem wszystkie kobiety na tortury brano i męczono. Nazajutrz po tych mękach trzy z nich umarły, żywych zostało jeszcze jedenaście. Dziedzic pełniący urząd wielkiego inkwizytora, przyspieszając egzekucję, przysposobił czterech fornali w drabia, jakich podczas żniw używają. Po południu, może o godzinie trzeciej, te fornalki zajechały przed spichrz i na wozy pakowano kobiety w beczkach” na trzy wozy żywe, a na czwarte umarłe. Także w beczkach. Na każdym wozie przy żywych siedział ksiądz zakonnik z Watykanu odprowadzając je, aż na plac egzekucji. Tu oprawcy wydobywali z beczek powiązane linami kobiety, uchwyciwszy pod pachy, wciągali po drabinach na stos, na którym stał już kat jeden z czterema pomocnikami. Ci odebrawszy kobietę, kładli ją twarzą ku ziemi i klockami przyciskali kark i nogi, po czym owymi beczkami stos obstawiali. Trzem kobietom martwym głowy na pniu poobcinano toporami, a potem w jednym dole już na to wykopanym ciała ich wraz z głowami ułożono. Stało wiele ludzi z pochodniami przeznaczonymi do zapalenia stosu. Sędziowie byli także przytomni, ale już bez flaszki. Jeden z nich zawołał: „Zapalaj pochodnie”. Co, gdy nastąpiło kaci ustawili owych ludzi z pochodniami dookoła stosu. Sędzia krzyknął straszliwie: „pal” i cały stos stanął w płomieniach. Tu kat przyniósł jakieś drewniane naczynia i kilka książek i wyrzucił w ogień. Gdy dym zaczął dusić, słychać było jęk niewinnych ofiar spod ziemi podnoszący się ku obłokom. Zgromadzony lud, którego było kilka tysięcy, w ten czas dopiero pobudzony do litości, zaczął się oburzać na dziedzica, przytomnego na koniu; ten widząc zżymanie się i pogróżki tłumu spiesznie się oddalił. Stos całą noc się palił, po czym dopiero ciała trzech zmarłych kobiet zasypano ziemią. „Niedaleko tego miejsca stały trzy słupy wkopane w ziemię z żelaznymi obręczami. Po trzech kobietach zamęczonych pozostały córki, około piętnastu lub szesnastu lat mające. Te także następującej nocy, po spaleniu ich matek na plac egzekucji zaprowadzono. Tam sędzia przeczytał im dekret: „że będąc córkami czarownic musiały się już nauczyć tej diabelskiej sztuki i dusze swe czartom zapisać; aby się więc wyrzekły wspólnictwa z diabłami, mają być u słupów rózgami smagane. Po czym oprawcy obnażyli je po pas, każdą przywiązali do osobnego słupa, ręce i nogi do owych obręczy i tak je po gołych plecach rózgami bito. Jedna z nich kilka dni po tym katowaniu zmarła, miała tylko 15 lat. Egzekucja ta odbiła się echem w całej Polsce. Starania o ustawowe potępienie strasznego zabobonu i ciemnoty ustalonej przez watykańsko – niemieckich kolonistów w całej Polsce wreszcie odniosły skutek. Narodem ciemnym, nie pisatym i nie czytatym w ciemię bitym łatwo było kierować. I tu po raz kolejny wyjaśnię kto to byli ludzie w ciemię bici. Mianowicie po roku 1500 w Niemczech, gdy Luter przybił na drzwiach kościoła w Witembergu 95 tez dotyczących kupczenia odpustami w Polsce zaczął się szerzyć luteranizm. Szczególnie w Wielkopolsce do tego czasu w kościołach na środku między innymi w Stęszewie były murowane z cegły lub z kamienia baseny, do których wchodził dorosły człowiek i polewano go wodą z dzbanów. Rozszerzanie się luteranizmu w Polsce spowodowało, że Watykan zlikwidował baseny i wprowadził chrzest noworodków. Wtedy podczas polewania główki noworodka ksiądz pstryknął dziecko w ciemię i później dorosły człowiek nadawał się tylko do pracy fizycznej i do kłaniania się i całowania po rękach pana i plebana. Aby całkowicie ukrócić rozszerzanie się w Polsce kościołów protestanckich Watykan wysłał 200 Jezuitów do Poznania i od tego momentu protestanci zaczęli ginąć bez wieści lub znajdowano ich martwych w rzekach i jeziorach, pływających na powierzchni wody. Pamiętam jak z ojcem w latach 60-tych ubiegłego wieku jeździliśmy po wsiach to było tam jeszcze wiele ludzi w ciemię bitych – tak wtedy ich zwano. Do dzisiaj jest w Stęszewie powiedzenie jak ktoś jest mądry, to ludzie mówią „on nie jest w ciemię bity”. Wróćmy do tematu czarownic, w roku 1776 na sejmie król Stanisław August zażądał zniesienia tortur, a Kasztelan Biecki, Wojciech Kluczewski, poszedł o krok dalej, wywodził, że należałoby w ogóle zakazać dochodzenia spraw o czary. Konstytucja sejmowa uchwalona na tym sejmie zabroniła wreszcie tępienie czarów za pomocą tortur i zniosła raz na zawsze kare śmierci za nie. Ku upamiętnieniu tego faktu wybito medal z napisem w języku łacińskim : „Mękami wyciągać zawsze wątpliwe wyznania zbrodni, pociągać do sądu obwinionych o rzekome związki z mocą szatańską zakazał sam sejm roku 1776 na wniosek Króla Stanisława Augusta”. Nie przekazały nam żadne kroniki, czy wpadł ktoś na pomysł przesłania wybitego medalu dziedzicowi Doruchowa i drugiego Papieżowi do Watykanu, aby trawiły ich dozgonnie wyrzuty sumienia. Natomiast jest odnotowane w kronikach, iż konstytucja sejmowa z roku 1776 zabraniająca dochodzenia kary przez tortury nie od razu była ściśle przestrzegana. W 14 lat po tragedii doruchowskiej w roku 1789 następuje dokładny opis aż dwóch spraw o czary z użyciem tortur i ognia w Zagościu, wsi należącej do starostwa Nakielskiego oraz wsi Zrzyczu w obwodzie Stobnickim.
Ciąg dalszy nastąpi

Jak to z Żydami w Polsce było część 8
Motta Zbigniewa Tomaszewskiego: *Są rzeczy i krzywdy, których w żaden sposób nie da się naprawić, *Oczy bywają jak okna, nie raz wesołe, nieraz smutne, *Szczęście jest zależne od gwiazd, jeżeli urodziłeś się pod ciemną gwiazdą, to szukaj rękaw do łez, *Nie ma wielkich marzeń, zawsze mogą być jeszcze większe, *Co łączy dźwięk muzyki Straussa i dźwięk karabinu? Od jednego i drugiego ludzie płaczą, *Babcia mówiła: jak ktoś jest głupi, to mu oleju do głowy nie nalejesz.
Przysłowia Europy: *Bez bólu nie ma zdobyczy, *Bezczynność jest matką wszelkiego zła, *Bieda matką sztuk wszelakich, *Błąd wyznany na poły zmazany, *Bogaty ten, komu niczego nie trzeba, *Bóg daje jedzenie, a diabeł kucharza, *Brak wiadomości, to dobra wiadomość. *Choroby, to procenty od przyjemności, *Ciężką ranę można wyleczyć, złej sławy – nie, *Choroba przybiega konno, odchodzi piechotą, *Choroba ciała zdrowiem dla duszy, *Co głowy rozdzielą, serca mogą połączyć.
Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.
KOLEJNE ZBRODNIE WATYKANU.
W części 7 zakończyłem, jak wuja 8-letniego chłopca poszedł do dziedzica po odprawieniu mszy, aby go odwieść od karania kobiet, lecz nic nie wskórawszy przyszedł do probostwa bardzo nerwowy. Rodzice moi wierzyli w czarownice. Pełni byli przesądów, wierząc w czarownice i ich współdziałanie z diabłami. Było to dla nich, jak artykuł wiary. To wydarzenie polowania na czarownice w Doruchowie bardzo ich ucieszyło i ja się cieszyłem, gdyż miałem wtedy 8 lat. Tego samego dnia pławiono te niewinne wiejskie baby w wodzie. Był to staw obszerny, który do dziś dnia egzystuje w Doruchowie. Na to widowisko pławienia w stawie czarownic zgromadziła się niezliczona grupa ludzi. Aby lepiej widzieć, 15-letni syn dziedzica zabrał mnie na łódkę i popłynęliśmy naprzeciwko mostu, z którego czarownice pławić miano. Widzieliśmy dokładnie całą ceremonię. Wprowadzono 7 kobiet na most, miały powiązane ręce, brano jedną kobietę po drugiej, zakładano pod pachy powróz; czterech ludzi na tym powrozie spuszczało kobietę powoli z mostu w wodę. Żadna nie tonęła, bowiem suknie, a zwłaszcza obszerne spódnice nim nasiąkły wodą, unosiły każdą na powierzchni wody. Dziedzic siedział przytomny na koniu, a widząc pływające wołał: nie tonie, czarownica! Słowa te, jak się później okazało, były nieodzownym wyrokiem skazującym na śmierć niewinne ofiary. Ludzie natychmiast wyciągali kobiety i tym sposobem wszystkie siedem zostało czarownicami. Po czym zaprowadzono je na powrót do więzienia na spichlerz i powsadzano w beczki, jakich do kiszenia kapusty na zimę używają. Tam nie wolno było nikomu wchodzić, tylko podstarościemu mającemu nad nimi dozór i sześciu ludziom z innych dóbr umyślnie na to sprowadzonym, którzy je karmili i pić im dawali.
Ciekawy byłem bardzo zobaczyć także owe czarownice. Podstarości miał syna w moim wieku. Chodziliśmy razem do organisty uczyć się czytać i żyliśmy ze sobą w przyjaźni. Ten na moje żądanie uprosił swego ojca, który wziął nas ze sobą do spichlerza i zamknął za sobą drzwi. Usłyszeliśmy jęczenie tych męczennic w ciemności. Zląkłem się okropnie i straciwszy ochotę zaspokojenia mej ciekawości, zaledwie obejrzałem jedną tylko beczkę. Wszystkie podobnie były urządzone. Ta, którą oglądałem stała na dwóch podstawach. W klepkach blisko dna wycięta była dziura, dość duża, czworograniasta. Kobieta wsadzona w beczkę ręce i nogi z tyłu miała związane. Dziurę zatknięto z zewnątrz kołkiem drewnianym, tak że ani stać, ani siedzieć nie mogąc przez cały czas, aż do okropnej egzekucji nieszczęsna klęczeć musiała. Każda beczka pokryta była grubym płótnem, a na boku przylepioną miała karteczkę z napisem: „Jezus, Maria, Józef” z przyczyny, aby diabli nie mieli do kobiet przystępu i nie uwolnili swych oblubienic od śmierci.
Później z pobliskich wsi przywieziono, ale zawsze w nocy, już w takich beczkach powiązanych sznurami, uwięzionych następnie siedem innych kobiet; a zatem było ich wszystkich 14. Zaczął dziedzic przysposobienie robić do egzekucji, kazał z boru kopać smolne pnie sosnowe takie, których już biel w ziemi opróchniał, a tylko sam smól pozostał, ścinać sosny najsmolniejsze i sążnie z nich bić. Najpierw sosnę wielką wkopano w ziemię i około niej stos okrągły układano. Jedną warstwę pni i smolnych drew, a drugą słomy na wysokości kilkunastu łokci.
Ciekawością zdjęty poszedłem z synem podstarościego oglądać stos, a widząc to drabiny przystawione, chcieliśmy wejść na wierzch. Ludzie będący na straży, aby go nie podpalono, zrazu bronili nam dostępu; atoli poniżej strażnicy dali się uprosić. Tutaj na samym wierzchu była słoma równo usłana, jak na stole i kilkanaście klocków dębowych dosyć wielkich, na każdym klocku była przylepiona kartka z napisem „Jezus Maryja Józef” dla wyżej wyróżnionych przyczyn. Jeden ze stróżów powiedział nam, że tymi klocami będą przyciskać czarownice, aby spokojnie na miejscu leżały. Gdy stos był już wystawiony, sprowadził dziedzic dwóch katów, trzech sędziów z Grabowa (gdyż w tym czasie niemal każde miasteczko miało prawo do miecza) i trzech księży zakonników z Watykanu dla dysponowania skazanych na śmierć czarownic.
Blisko spichlerza był dom „kopcem” zwany, naokoło oblany wodą. Mieszkał w nim podstarości. Jego syn, przyszedł po południu do szkoły i powiedział, że jego ojciec musi się wyprowadzić ze swego mieszkania, bo będą tam w nocy na tortury czarownice ciągnąć. Dodał, że nikt być nie może prócz sędziów, katów i zakonników z Watykanu. Całą noc nie mogłem spać i myślałem, jak się tam dostać. Nazajutrz rano wstałem, zjadłem śniadanie, ukradkiem wziąłem w kieszeń pajdę chleba z masłem, elementarz pod rękę, udając, że idę do szkoły. Pobiegłem prosto na kopiec, gdzie już rzeczy podstarościego wynoszono. Gdy już nikogo w domu nie było, wszedłem do izby i ulokowałem się na przypiecku, skąd nie będąc widziany mogłem się dokładnie wszystkiemu przypatrzeć. Przyszedł podstarości i dwóch ludzi. Ci uprzątnęli, a potem wyszedłszy zamknęli izbę. Będąc sam jeden, już żem ze strachu chciał wołać oknem, żeby mnie wypuścili, ale chęć widzenia nowości przemogła. Było to przed południem. Z nudów i bojaźni usnąłem. Musiałem spać dosyć długo, bo gdy się obudziłem słońce już zachodziło. Spojrzawszy na izbę zobaczyłem stół pod oknem, trzy stołki, na stole papier, pióra i kałamarz, lichtarze ze świecami, butelkę wódki i kilka kieliszków. Niedługo potem czterech ludzi przyniosło na noszach kloc wielki z żelaznym pałąkiem. Wszedł za nimi kat, zaczął laską w suficie w jedną deskę pukać, po czym zaraz usłyszałem mocny huk na górze. Wyrąbano znaczny otwór, spuszczono nim koło małe od wozu, u którego wisiały dwa powrozy. Po zachodzie słońca weszło dwóch ludzi. Jeden przyniósł kilka tarcic, a drugi zapaloną świecę. Tymi tarcicami zabito okna, świece na stole zapalono. Weszli sędziowie. Usiedli na stołkach, a posiliwszy się gorzałą, kazali przyprowadzić czarownice. Wszedł kat i niedługo czterej pomocnicy na noszach przynieśli kobietę. Miała z tyłu związane ręce i nogi. Z rozkazu sędziego kobietę rozwiązali ręce i nogi. Rozebrali ją do naga i postawili na pniu. Trzymali ją oprawcy, bo sama nie miała sił, żeby stać. Sędzia cały czas zadawał pytania, oprawcy dalej nagą wiązali, nogi pod żelazny pałąk na pniu podłożywszy powrozem przymocowali. Do rąk w tył skrępowanych przywiązano powróz od koła wiszący, na plecy włożono szpagę podobną do grabi z żelaznymi zębami, które w ciało wchodziły. Te przytwierdzono także cienkimi powrozami na krzyż przez piersi opasanymi, a ich końce z tyłu do owych od koła powrozów przywiązano. Gdy te okropne boleście dla niewinnej kobiety zakończono, sędzia znowu zadawał pytania. Gdy kobieta z bólu i wyczerpania nie potrafiła ust otworzyć. Wtem kat krzyknął do oprawców, będących na strychu „obracaj koło”. Powrozy obwijały się dookoła walca, powoli ręce w tył poczęły się unosić, pociągając za sobą postronki od żelaznych grabi, których zęby wbijały się w plecy. Krew zaczęła wydobywać się ze skóry, kości trzeszczały, kobieta okropnie krzyczała.
Ciąg dalszy nastąpi.
Zbigniew Tomaszewski

Jak to z Żydami w Polsce było część 7

Motta:
„Gdy stoisz w centrum miasta w korku, toaleta jest warta tyle co auto” – Zbigniew Tomaszewski
„Bogacze na ławach oskarżonych nie zasiadają, prędzej fikcyjny pogrzeb mają”
„Mężczyźni nawet we śnie wyznają miłość, jak się obudzą to już jest problem” –Zbigniew Tomaszewski
„Pierwsza miłość i truskawki są piękne i dobre, tyle że truskawki można kupić, miłości już nie” – Zbigniew Tomaszewski
„Publicznie skrytykujesz tysiąc ludzi, a tylko trzech się obrazi” – Zbigniew Tomaszewski
Przysłowia Europy:
„Małych złodziei wieszają, a wielkim się kłaniają.”
„Milczenie też bywa odpowiedzią”
„Na dobrego konia bata nie potrzeba”
„Najgłupszy chłop miewa największe ziemniaki”
„Niechaj głosi ten, kto otrzymał, niech milczy ten kto dał”
„Niech każdy pod swymi drzwiami zamiata”
„Nie masz nic tak mocnego, czego by złoto Watykanu nie zwojowało”
„Nie ma ziemi bez chwastów”
„Nie płot, tylko kwiaty ogród zdobią”
W części 7 i następnych spróbuję wyjaśnić motywy zbrodni przeciwko ludzkości, które nigdy nie ulegają przedawnieniu. Jak doszło do wymordowania 6 milionów Żydów, dzieci, starców i kobiet? W ciągu 300 lat w Europie Watykan spalił na stosie ponad pół miliona kobiet. Były to akuszerki, zielarki, znachorki (nazwa znachor pochodzi od słów znający choroby). Palono również wiedźmy, których nazwa pochodzi od słów wiedzący czym leczyć choroby. Najtragiczniejszym przykładem zbrodni Watykańskiej było we Francji w miejscowości Salem słynne polowanie na czarownice. Watykan polował na wiedźmy i wiedźminów, bo psuli interes watykańskim klasztorom, ponieważ były okresy w historii iż Watykan sprzedawał lecznicze zioła i przyprawy na wagę złota. Gdy zaczynam wertować w moim archiwum pożółkłe, stare szpargały i gazety opisujące zapomniane sprawy kryminalne, czytając te zapiski i artykuły, włos jeży się na głowie i do oczu cisną się łzy. Smutek nieomal w każdej chwili napotyka się jakąś tajemnicę wstydliwie pokrywaną, która wydobyta z zapomnienia poprzez łzy i smutek daje nam wierny i prawdziwy obraz przeszłości, niczym ciekawe i żywo pisane wspomnienia. Ponurych tych spraw było tyle, że można napisać dziesiątki tomów polskich książek, każda z dawnych dzielnic Polski może dostarczyć materiału do napisania kilku grubych ksiąg. W książce wydanej drukiem w Poznaniu w 1742 roku zacny odważny Bernardyn Serafin Gamalski tak pisze w swej książce: „Nie słychać po innych państwach i nacjach o tak gęstych ekscesach i nagłych, a raczej bezprawnych egzekucjach, nasza tylko w tym nieszczęśliwa Polska, której wkrótce borów i lasów na stosy nie stanie, a podobno tym prędzej po miastach, miasteczkach i wsiach ludzi nie będzie na podniecanie tych stosów. Tymi słowami zacny Bernardyn dał się ponieść szlachetnemu oburzeniu. W ościennych państwach tępienie przez Watykan czarów i czarownic liczniejsze niż w Polsce pociągało ofiary. W Polsce dopiero na początku XVI wieku rozwinęło się wytaczanie w sądach Bożych spraw o czary, podczas gdy na zachodzie już w XIV wieku stosy z płonącymi czarownicami i czarownikami były częstym widowiskiem. Obliczono, iż na przykład we Francji w latach 1320-1350 Watykan w niewielkiej Karkassonie zginęło w płomieniach stosów pod zarzutem czarów około czterysta osób, w Tuluzie w tym samym czasie nawet ponad sześćset. W Polsce sprawy o czary były na porządku dziennym. Tortury sądów Bożych były tak wyszukane i okrutne, że każdy przyznawał się do wszystkiego, aby jak najszybciej umrzeć na stosie. Latem roku 1775 niczym grom z jasnego nieba poruszył opinię publiczną straszny proces przeprowadzony w Doruchowie, wsi położonej pod Kępnem, w powiecie ostrzeszowskim. Oskarżono tu o czary aż czternaście prostych bab wiejskich, zasądzono je wszystkie po torturach na spalenie na stosie i rzeczywiście zostały spalone. Akta sprawy nie zachowały się, bo ich po prostu nie było lub były mało obszerne i niewiele wniosły by światła do tej ponurej tragedii, gdyż prześwietni sędziowie ferujący okropny wyrok byli przeważnie burmistrzami małych miasteczek oraz wójtowie małych wsi nie byli oni często zbyt biegli w sztuce czytania i pisania. Sprawę w Boruchowie znamy z tamtych gazet, które relacjonowały zeznania naocznego świadka, który w chwili procesu miał 8 lat. Odważył się mówić o tym dopiero na starość. Ogłosił swoje zeznania o przebiegu procesu w wydawanej w Lesznie gazecie „Przyjaciel ludu” z 1835 roku, lecz relacjom jego można dać spokojnie wiarę, gdyż straszne przeżycia zapadły głęboko w pamięci rozgarniętego chłopca. Wuj chłopca był w Doruchowie proboszczem, ojciec zaś zarządzał folwarkiem należącym do proboszcza. Straszny dramat rozpętała żona dziedzica Doruchowa, imć Pani z Rejczyńskich – Stokowska. Żaliła się od dawna na prześladowania ze strony czarownic i twierdziła, że różne jej dolegliwości pochodzą od uroków rzucanych przez wiedźmy. Jak przekazał wymieniony wyżej świadek owych zajść: Pani dziedziczka dostała wielkiego bólu w palcu, a włosy na głowie zaczęły jej się zwijać. Był wtedy brak doktorów; jedynie tylko felczerzy po miasteczkach, i to nie wszędzie. Tą sztuką najczęściej trudnili się Żydzi, którzy nie posiadając żadnych wiadomości i nauczywszy się u podobnych sobie mistrzów puszczania krwi i wyrywania zębów, byli jedynymi synami Eskulapa. Przypowieść autora ( kto to był Eskulap? Było to pierwsze dziecko na świecie urodzone za pomocą cesarskiego cięcia. Żona dawnego rzeźnika nie mogła urodzić dziecka, mąż z zawodu rzeźnik wprawnie rozciął brzuch, z którego mąż wyjął syna. Żona zmarła, a mąż nadał synu imię Eskulap). Wracamy do tematu – z Żydami leczącymi ludzi konkurowali tak zwani olejkarze z Węgier. Ci w tamtych czasach kupami włóczyli się po kraju, nosząc na plecach szkatułkę z lekarstwami i wyłudzali od chorego ciemnego ludu ostatni grosz, za który jeżeli nie szkodliwie, to przynajmniej nic nie znaczące sprzedawali olejki. Wróćmy do Pani dziedziczki, którą bolał palec u ręki, a następnie spuchła jej cała dłoń. Posłała Pofelczera do Kępna, lecz zamiast spodziewanego efektu ręka spuchła coraz bardziej. Następnie zaczęły drobne kosteczki z rany wychodzić, co wtedy nazywano postrzałem. Oddalono Felczera. W pobliskiej wsi mieszkała pewna kobieta, trudniąca się także leczeniem chorych, którą miano za opętaną od diabła. Zgadywał on przez nią wszystkie choroby i zwykle przypisywał winę ciotom ( tak lud czarownice nazywał). Do tej kobiety zewsząd zbiegano. Po nią posłał także dziedzic Doruchowa. Trzeba wiedzieć, że Doruchów miano wtedy za główne siedlisko czarownic. Na granicy pomiędzy Boruchową a Przytocznicą leżał wielki głaz nazywany „Łysą górą”. Tam to czarownice co wtorek i czwartek miały rzekomo nocne schadzki odbywać. Kobieta wezwała do leczenia dziedziczki, znającą dokładnie wieś całą i wszystkie domowe stosunki, wszedłszy do pokoju, zaczęła zaraz zżymać się i okropnie sapać, wymawiając przerywanym głosem: Cioty! Cioty!… zadały kołtuna. Dobra, najpierwsza i wymieniła jeszcze kilka kobiet. Blisko probostwa mieszkał gospodarz Kazimierz, człowiek pracowity, trzeźwy; żona jego, gospodyni rządna, oszczędna, dlatego mieli się dobrze. Za domem znajdował się niewielki sadek, a w nim gruszka rodząca owoc wyborny, po który także dziedziczka nie raz posyłała, nie mając we własnym sadzie tak smacznych gruszek. Ponieważ tej gospodyni na niczym nie zbywało, nazwano ją dobrą. Inne zaś kobiety zazdrosne wygadywały na nią iż dlatego ma się tak dobrze, bo oblubieniec diabeł wszystkiego jej dostarcza. Pewnego wieczora chłopiec 8 letni wraz z wujem mając się udać na spoczynek, bo w jednym pokoju sypiali, usłyszeli straszny krzyk blisko probostwa. Nie widząc ognia, tylko słysząc jak płacz i narzekaniem wyszli na dwór pytając co to znaczy. Na co podstarości (tak wtedy ekonomów nazywano) odezwał się „Z rozkazu Pana pojmujemy czarownice”. Pojmano ich siedem tej nocy, 5 żon gospodarskich, jedną wdowę, jedną służącą dziewczynę. Wróciliśmy do domu razem. Całą noc nie mogliśmy spać. Na drugi dzień wuja odprawił mszę świętą i poszedł do dziedzica.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski
Po słowie:
Opisując ostatnio zbrodnie przeciwko ludzkości w imię Boga i wiary, w głowie się nie mieści ile krzywdy, ile łez i krwi musiały zaznać miliony ludzi, aby przetrwały samozwańcze Bóstwa. Dla ludzi rozumnych piszę poniższe słowa.
„Wiara jest darem Bożym, Bóg wszystkich powołuje, lecz nikomu gwałtu nie czyni” – 12.03.1992r., Zbigniew Tomaszewski

MOTTA: *Nie miecz nie tracz bronią języka, lecz arcydzieła – Cyprian Norwid, *Każda epoka tęskni za jakimś piękniejszym światem. Im głębsze jest zwątpienie i ból z powodu powikłań dnia dzisiejszego, tym gorętsza jest owa tęsknota – Johan Huizinga,

*Tyś nasza twierdza, tarcza, opieka i obron a ojczysta mowo święta, bądź z serca pozdrowiona – Leopold Staff, *Każdy tyle jest dłużen swej Ojczyźnie, na ile go stać przy jego zdolnościach i siłach – Jan Długosz, *Oznajmij to ku przestrodze światu, który zeszedł z drogi prawej – Dante Alighieri, *Człowieku, jeżeli zobaczysz, że woda w rzece lub jeziorze zaczyna się gotować, to powiedz innym, że nie ma już dokąd uciekać -Zbigniew Tomaszewski
Jak to z żydami było część 6
W części 5 zakończyłem, jak w Wawelsbergu w roku 1933 zaczął się rodzić nowy zakon watykańsko-niemiecki, już nie pod patronatem Najświętszej Maryi Panny. Byli to czarni SS-mani w białych rękawiczkach z kośćmi i trupią czaszką na czapce i napisem na pasach takim samym, jak krzyżacy z Malborka „Bóg z nami”. Pod okiem Himlera ćwiczyli sztukę karmienia się krwią i to wszystko miało być renesansem zakonu. Myśmy jeszcze duchowo Prus nie zdobyli, myśmy jeszcze się nie wdarli do tajników tej ziemi zbrodnią przepojonej, gdzie po lata ostatnie głuchy strach i rozpacz taiły się w duszach ludzkich, zbłąkanych wciąż na tropach smętka, które śledził Melchior Wańkowicz.
Wdarciu się w te tajniki, w sens najgłębszy życia tej ziemi tak bliskiej, poświęcam te słowa w chwili, gdy po II wojnie światowej padły graniczne przegrody i Polska sięgnęła po Bałtyk tam, gdzie Prusy on oblewa. Niech się staną nam bliskie i codzienne nazwy Broniewa i Elbląga, Szępopla i Kwidzynia, jak były bliskie i codzienne przodkom naszym jak stanowiły cząstkę codziennego chleba tych rzesz rodaków naszych, które pod obcą przemocą trwały w Prusach do ostatnich dni. Niech Polski pług przeorze tę ziemię i piosenka polskiego dziecka oświeci równiny smutne i rozpaczne, pełne fałszu i spodlenia, które rodzi długa niewola. Niech stare grody Koperników i Hozjuszów zabrzmią mową ludzi wolnych, to znaczy Polaków i zamiast smętka niech duch dobra i pokoju, a nie pychy i panowania prowadzi mieszkańców tej ziemi na szerokie szlaki ludzkiego wypełniania.
Po drugiej wojnie światowej Polacy przeprowadzili szczegółowe prace archeologiczne. Do roku 1966 badaniem pradziejów Pomorza kierował słynny w Europie archeolog profesor doktor Józef Kostrzewski, który tak pisze po zakończeniu prac: Pomorze, co najmniej od III okresu epoki brązu, czyli od przeszło trzech tysięcy lat, zamieszkane było przez naszych prasłowiańskich przodków i tylko w trzech okresach istniała, tu przejściowo domieszka obcej ludności germańskiej. Te fale obcej ludności odpłynęły jednak rychło z Pomorza, a ludność słowiańska od wieków zasiedziała, pozostała na miejscu.
Wszystkie zatem teorie szowinistycznych uczonych niemieckich o odwiecznym zamieszkaniu Pomorza wyłącznie przez ludność germańską runęły po wojnie pod wpływem poszukiwań polskich i okazały się wytworami fantazji niemieckich archeologów i historyków.
Przypowieść autora:
– Kłamstwo i intrygi Watykanu i Niemców przez ostatnie ponad 1000 lat sięgały nieraz zenitu. Na przykład przed wybuchem II wojny światowej gazety na całym świecie pisały, że polscy bandyci na granicy napadają i mordują porządny, pracowity naród niemiecki. A prawda była zupełnie odwrotna.
Następnie chcę wyjaśnić kolejne zbrodnie, intrygi i oszustwa i podstęp Watykanu i niemieckich krzyżaków. Watykańscy zakonnicy odnotowali w księgach dla potomnych, że na sejmie książąt i panów polskich w Gąsawie Konrad Mazowiecki groził Leszkowi Białemu. Następnie odnotowali, że w tym samym dniu zbiry nasłane przez Świętopełka Pomorskiego – Konrada Mazowieckiego i Murgrabiów Brandenburskich mordują księcia Leszka Białego zdybanego w łaźni. Udało się Księciu uciec na białym koniu, jednak mordercy dogonili go na polach Marcinkowa pod Gąsawą, gdzie umiera raniony strzałą w plecy.
Przypowieść autora:
– To jest niemożliwe, aby Konrad wynajął zbiorów. Leszek był księciem i posłem. Prawo rycerskie Słowian i posłów było świętością. Jeżeli rycerz i książę coś do siebie mieli, to padłyby słowa magiczne „Stawaj waść, ta zniewaga krwi wymaga”.
Zamordowanie księcia Leszka Białego było od początku do końca w stylu Watykanu i Krzyżaków. I tu znów zadamy pytanie, kto miał interes w śmierci Leszka Białego? Tylko Watykan i Krzyżacy. Dlaczego? Były dwa ważne powody. Pierwszy, to list wysłany przez papieża do księcia Leszka Białego nakazujący, aby książę wziął udział w wyprawie krzyżowej do Jerozolimy, aby odblokować drogę handlu ziołami, z którego Watykan miał ogromne dochody. W tamtych czasach zioła lecznicze i przyprawy były sprzedawane przez Watykan na wagę złota. Książę Leszek Biały szyderczo odpisał papieżowi, że nie może wziąć udziału w wyprawie, ponieważ w Jerozolimie nie ma piwa, a on dłużej, niż dwa dni bez piwa nie wytrzyma. Wkrótce papież wysłał list Leszkowi Białemu, że z dniem (i tu data) klasztory i kościoły na ziemiach należących do księcia wszystkie sądy przejmują, czyli sądy boże w klasztorach i w kościołach. Książę Leszek Biały odpisał list papieżowi, że na jego ziemiach, swoich poddanych sam będzie sądził i ten drugi list był przysłowiowym gwoździem do trumny księcia. Watykan i niemieccy krzyżacy pozwalali sobie na dużo, dlatego że mieli do czynienia ze Słowianami i prusakami, a to byli ludzie, gdzie honor i stan rycerski, gościnność i sprawiedliwość były zapisane w księgach. To była świętość.
Po bitwie pod Grunwaldem Jagiełło miał iść za ciosem. Nie powinien brać jeńców, a wszystkim pokonanym poobcinać na pniach głowy. Powinien był iść na Malbork, a potem na wszystkie zamki krzyżackie i wyciąć załogi. Wtedy po setkach lat w roku 1933 nie odrodziliby się krzyżacy w czarnych mundurach i białych rękawiczkach, których hasłem do mordowania Żydów i innych nacji ludzkości było : „Najpiękniejsze kwiaty wyrastają na gnoju”.
Tak samo król Kazimierz Wielki, zamiast wymordować Krzyżaków, to oddał Watykan pod sąd o odszkodowania. Pozostał do dzisiaj wyrok w archiwum królewskim w Warszawie, a odszkodowań nie ma do dzisiaj.
Król Francji Filip Piękny był mądrzejszy. Nakazał uwięzić Wielkiego Mistrza Templariuszy i wszystkich rycerzy. Zajął ich majątek, który szacowano na ogromną ilość złota. Działo się to w roku 1306. Król Francji wytoczył proces, na którym skazano Wielkiego Mistrza i wszystkich rycerzy na śmierć. Wyrok został wykonany natychmiast. Król Francji Filip IV Piękny wysłał list do papieża, że współpracowali z diabłem i nie miał innego wyjścia.
W innych źródłach znalazłem informację, że Filip Piękny był winien Templariuszom sporo złota. Można tu wyciągnąć wniosek, że król Francji upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu.
Ciąg dalszy nastąpi.
Zbigniew Tomaszewski

Jak to z Żydami było cz 5

Motta Zbigniewa Tomaszewskieg o: „Rzeźbiarza krytykuj, jak odłoży dłuto, malarza pędzel, pisarza pióro”. „Jeżeli wbijesz przyjacielowi gwóźdź w szafę nie wyciągaj go obcęgami i nie mów przepraszam, bo i tak ślad po nim pozostanie na zawsze”.
W kilku ostatnich częściach opisywałem o życiu dwóch Żydów Marii i Józefa. Przeglądając stare księgi znalazłem odpowiedź, dlaczego 40-letni Józef i 14-letnia Maryja w ciąży nie znaleźli noclegu w Betlejem. Mianowicie Józef urodził się i wychował w Betlejem. Miał tam rodziców i dużą rodzinę, jednak wszyscy odmówili mu gościny, nawet najbliższa rodzina, ponieważ wstydzili się za niego. Możemy sobie wyobrazić, że 2000 lat temu, 40-letni mężczyzna, to tak, jak dzisiaj 80-letni dziadek. Szukał noclegu w hotelu lub u rodziny wraz z 14-letnią dziewczynką w ciąży. Chyba nikt nie wyraziłby zgody na nocleg. Jeszcze ciekawostka ze starych ksiąg hebrajskich – Betlejem znaczy po polsku „Dom chleba”.
Szukając w księgach przyczyn, dlaczego w Polsce dochodziło do pogromu Żydów, każdy ich pogrom wychodził w niedziele z kościoła. A dlaczego?
Dawno temu jakiś malarz namalował obraz i zawiesili go w Polsce w kościele. Na obrazie było namalowane, jak Żydzi pieką placki i do ciasta dodają krew młodych chłopców. Były to oczywiście kompletne bzdury.
Jednak po II wojnie światowej w Kielcach zaginął młody chłopiec. Ludzie od razu skojarzyli, że na pewno Żydzi go uprowadzili i krew użyli do placków. Rozwścieczony tłum zamordował ponad czterdziestu Żydów. Była to zbrodnia dla niewinnego żydowskiego narodu, który jeszcze nie otrząsnął się po zbrodni niemieckiej. Po kilku dniach dziecko się odnalazło, chłopiec poszedł do rodziny w sąsiedniej miejscowości.
Można tu zadać pytanie: dlaczego Watykan od setek lat w polskich kościołach do dzisiaj, tak skutecznie pielęgnuje nienawiść do Cyganów, Żydów i Rosjan. Czy chodzi tu o to, że oni mają inną religię? Wspomnę tutaj, dlaczego powstanie listopadowe i styczniowe w roku 1863 się nie udało, tylko dlatego iż księża z Watykanu nawoływali w kościołach do walki o wolność, jednak po wybuchu powstań, ale jednoczesnie zamordowano kilku księży w prawosławnych kościołach. Wtedy ludzie zorientowali się, o jaką wolność tu chodzi. Chłopi odłożyli kosy i powrócili do zagród.
Teraz chciałbym po raz kolejny wyjaśnić, co mieli wspólnego: Watykan, Niemcy (Germanie) i Prusacy. Tylko tyle, że Prusaków wymordowali prawie wszystkich i przejęli ich żyzne ziemie, nic poza tym, także Niemcy powinni mieć zabronione jakiekolwiek nazywanie siebie Prusami, bo jest to, to samo, jakby dzisiaj siebie Amerykanie nazywali się Indianami, a Australijczycy Aborygenami. Prusaków ocalało niewiele, tylko Ci którzy nocami lasami usiekli w głąb Polski i Litwy. Po wymordowaniu Prusaków przestały istnieć Prusy pogańskie, na ich gruzach rozbudowało się i rozkwitło kolonialne, zdobywcze państwo watykańsko-niemieckie Krzyżaków. Na szczęście Pan Bóg ich ukarał. Na splamionej krwią ziemi nigdy nie doszli do rozwoju, nie stworzyli literatury, ani sztuki, nie utworzyli żadnego uniwersytetu. Jedno, co im się udawało do czasu, to intryga, przemoc, wymuszana toporami i ogniem.
Prusacy, którym udało się lasami, nocami uciec do Polski zalali Mazowsze i Wielkopolskę. Prusowie weszli w skład narodu polskiego, który był im bliższy od Watykanu i Niemców. Prusacy dali narodowi polskiemu ludzi mądrych, twardych i nieugiętych w chwilach tragicznych, którzy wiedzieli, jak dźwigać wysoko sztandar przegranej na pozór sprawy. Z pruskiej krwi pochodzili Tadeusz Rejtan, obrońca wolności na sejmie rozbiorowym i Jan Henryk Dąbrowski, twórca legionów. Te nazwiska starczą za inne. To wkład starożytnych Prusów do narodu polskiego, który jeszcze bardziej wzmocnił wśród Słowian słowa honor, gościnność i miłość do ojczyzny.
Tych słów Watykan i Germanie nie znali i nie rozumieją ich do dzisiaj. Polska od zawsze stała na granicznych ścianach, jako sędzia i oskarżyciel szukając pokojowego rozwiązania węzłów powikłań, które stworzyła wola fałszywych mnichów watykańskich.
Z upadku jednego zła rodziło się drugie, potem trzecie, czwarte, jakby na gruncie zoranym przez złe sumienia padały znów ziarna pychy i władczej przekory, buty i wyniosłości istotnej żądzy panowania, nie nad sobą i nie nad przyrodą darem Boga daną, ale nad innym człowiekiem.
I to jest sens dziejów, fałszywym tonem dźwięczący w pokoleniach Watykanu, zrodzony z podłości i rozpaczy, zbrodni i przemocy tkwiących do dzisiaj w gruzach, kamieniach i murach zamków watykańsko-germańskich, gdzie liczyło się tylko władza, złoto i pycha. Zło i krew miały niską cenę.
Watykan wykorzystując Niemców zbudował warownie na ziemi prusaków. Ziemia była przesiąknięta krwią. Tu właśnie wyrosły zamki i rozkwitła poezja niemiecko-watykańska w kraju kolonialnym. Aż wreszcie zakon watykańsko-germański oparty o wody Bałtyku złamała potęga słowiańską, która miała piękne imię Polska. Kraj polski kierował się honorem i wartościami rycerskimi i to on narzucił zaborcom watykańskim swoją wolę. Daremnie kolonialista usiłował wyrwać się i walczyć. Padł raz, drugi, trzeci, aż otoczony niesławą skonał w błocie i krwi pod Grunwaldem. Zdążył jednak z pomocą Watykanu zatruć narody nienawiścią skalawszy imię zakonnika i imię rycerza. Został po nim, jak owoc złego sumienia kult przemocy, uwielbienie dla siły, której pokarmem miała być krew sześciu milionów istnień ludzkich żydowskich, nie wliczając dziesiątki milionów innych. Uwielbienie do siły, przemocy i krwi przetrwało w genach setki lat.
Duchy zakonników watykańsko-germańskich ożyły w Watykanie i w Wawelsbergu w Niemczech, a był to rok 1933. Obudziło się uwielbienie do krwi i zbrodni. To znalazło swój wyraz po wiekach, w nowej, złowieszczej sile.
Watykan i Niemcy w roku 1933 chcieli wskrzesić niemiecki zakon już bez kultu najświętszej Maryi Panny i bez religijnej ascezy. W Ordenshburgach chować się mieli w czarnych mundurach w białych rękawiczkach z kośćmi i trupimi czaszkami nowi watykańsko-germańscy zakonnicy, nowi władcy świata, którzy ćwiczyli się na zamku w Wawelsbergu pod okiem Himlera. Następnie ćwiczeni od 1 września 1939 roku na Polakach do rządzenia poddanymi.
Watykan i Germanie do dzisiaj nie zapomnieli upadającej porażki w Bitwie pod Grunwaldem. Nigdy nie dostaliśmy zasądzonych wyrokiem odszkodowań od Watykanu, który proces wszczął Kazimierz Wielki, król Polski. Do dzisiaj żaden Polak nie usłyszał od Watykanu i Niemców magicznego słowa przepraszam. To jest tak mało, a znaczy tak dużo.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski