środa, 26 Czerwiec 2019

Felietony

ZŁOTE MYŚLI ZBIGNIEWA TOMASZEWSKIEGO:
– Tylko słaby człowiek krzyczy i bije, – Biedak nie oszczędza, bo nie ma czego, – Obyś umierał pomiędzy tonami złota, gdy Ci zabraknie ta jedna szklanka wody, – Śmierć, to tylko element codziennego dnia, – Natura nie zna litości, Pan Bóg też, – Nie ma nic bardziej śmiesznego, jak bogaty udaje biednego, a biedny bogatego, – Kot w butach nigdy nie złapie myszy, – Aby pojechać w dalszą podróż, to musisz zrobić pierwszy krok, – Z życia każdy ma tyle, ile sam weźmie.
PRZYSŁOWIA NIEMIECKIE:
– Baran za baranem poleci, – Bogaty przyjaciół ma wielu, – Bóg czasami zamyka drzwi, aby otworzyć bramę, – Ból z kimś podzielony w połowie ulżony, – Brzęczące dowody posłuch mają największy, – Całą prawdę lustro pokaże, – Jeśli chcesz rozkazywać, to najpierw naucz się słuchać, – Mężczyźnie żona nie umiera, tylko dzieciom matka. – Cierpliwy zajdzie daleko, – Cnota zdobi ciało, a bogactwo domy, – Co dadzą tytuły, kiedy w kieszeni dziury, – Co wie trzech, dowie się tysiąc, – Co zasiał w młodości, zbierze w starości.
Jak to z Żydami w Polsce było cześć 31
Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.

Gdy mówią pieniądze, prawda milczy.
Ostatnia nieudana wyprawa krzyżowa 1939-1945.
W części 30 skończyliśmy, jak 5-letnia dziewczynka rychłym rankiem pobiegła do wioski Szczurowa i była świadkiem to, gdy niemieccy nowocześni zakonnicy krzyżaccy, ss-mani zamordowali 93 cyganów, od kilkutygodniowych dzieci po starców, w tym jej rodziców i dziadków. Potem widziała, jak Niemcy najpierw zmusili mieszkańców wioski do wożenia Cyganów z osady na cmentarz, a następnie do ich grzebania.
Dramat ten jest żywy po dzień dzisiejszy w pamięci miejscowej ludności. Z inicjatywy mieszkańców wsi Szczurowa grób Cyganów obudowano kamieniami i wzniesiono na nim kamienny obelisk i krzyż. Przez cały czas ludność wsi dba o to miejsce czyniąc je miejscowym pomnikiem historii. W roku 1966 powstała idea pamięci Romów. Podjęli ją Adam Bartosz – dyrektor Muzeum w Tarnowie oraz Adam Andrasz – prezes Stowarzyszenia Romów w Tarnowie. Wykorzystując stare wozy romskie z muzealnej kolekcji, przy pomocy dyrekcji, pobliskiego stada ogierów, Romowie z Tarnowa wybrali się wtedy na pierwszy „Tabor pamięci”, który miał na ceu przypomnieć zagładę szczurowskich Cyganów. Z czasem wędrująca grupa rozrosła się. W projekcie biorą udział Romowie z innych krajów, a wędrówce, która trwa 4 dni towarzyszy ogólne zainteresowanie mediów i okolicznej ludności. Założenia, które przyświecają realizatorom taboru są następujące:
1/ upamiętnienie cygańskiego holokaustu, 2/integracja Cyganów poprzez odwołanie się do mitu wędrówki, 3/Edukacja historyczna i kulturalna stereotypu Cyganów, 4/ wykorzystanie pozytywnego stereotypu Cyganów – kolorowych wędrowców, aby zmienić ich negatywny wizerunek w społeczności polskiej, 5/ eksponowanie symboli cygańskich uznanych przez instytucje międzynarodowe – flagi i hymnu.
Tabor wyrusza, co roku pod koniec lipca, spod Muzeum Etnograficznego w Tarnowie, gdzie od 1990 roku istnieje stała wystawa poświęcona historii i kulturze Cyganów. Każdy kolejny postój ma symboliczny charakter. Barwna kolumna wozów i samochodów dociera na tarnowski Rynek i tu zatrzymuje się pod tablicą poświęconą martyrologii tarnowskich Żydów, mordowanych na Rynku w czerwcu 1942 roku. Kolejny postój następuje przy pomniku ofiar Oświęcimia, upamiętniającym pierwszy transport więźniów polskich do obozu w Auschwitz. Stąd bowiem została w czerwcu 1940 roku wywieziona grupa 728 mężczyzn, którzy stali się pierwszymi więźniami obozu oświęcimskiego. Następnie tabor pamięci zatrzymuje się pod cmentarzem w dzielnicy Krzyż, gdzie każda z rodzin biorąca udział w wędrówce pamięci żegna się ze swoimi zmarłymi. Popołudniem tabor dociera do miasteczka Żabno. Na miejscowym cmentarzu znajduje się mogiła pomordowanych, bezimiennych Cyganów. Pochowano tu rozstrzelanych na cmentarzu prawdopodobnie 49 Cyganów niemieckich oraz 12 Cyganów węgierskich. Wieczorem tabor na nocleg zatrzymuje się w pobliskim ośrodku wypoczynkowym. Tu też odbywa się nocny koncert dla miejscowej ludności. Następnego dnia tabor rankiem rusza do wsi Szczurowej, gdzie odbywają się modły za pomordowanych, a na wieczór tabor dociera do wsi Dołęga. Tu następuje dwudniowy postój przy leśnej kapliczce. Towarzyszący wędrowcom kapelan cygański, ks. Stanisław Opocki. Udziela wtedy ślubów oraz chrzci cygańskie dzieci. Dwa dni tu spędzone poświęca się na przypomnienie taborowego, wędrownego życia, które odeszło w przeszłość. Czwartego dnia, w drodze powrotnej tabor zatrzymuje się w Borzącinie Dolnym. Tam leżą szczątki 28 ekshumowanych po wojnie Cyganów, rozstrzelanych w pobliskim lesie w 1943 roku. Barwność wędrującej kolumny, nagłośnienie projektu przez media sprawiają,że na całej trasie taborowi towarzyszy ogromna życzliwość ludzi i wielkie zainteresowanie ideą pamięci zagłady.
Tabor pamięci jest projektem, w którym obok Cyganów, uczestniczą ich sympatycy, przyjaciele, dziennikarze, a także często zupełnie przypadkowi ludzie, którzy do wędrowców dołączają na trasie, albo na postojach.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

Czy znają te miejsca?

W obrębie dzisiejszego Osiedla Wojska Polskiego, na tyłach posesji należących do ulicy Nowotomyskiej znajduje się coraz bardziej zarastający staw, który grodziszczanie w przeszłości nazywali „stawem Cichej.”
Warto przytoczyć barwną historię opowiadaną przez mieszkańców Grodziska i opisaną również przez Otto Knoopa – XIX wiecznego pruskiego badacza folkloru. Zdarzenia opisane przez Knopa miały miejsce, na początku XIX wieku. Wtedy to miejsce stanowiło obszar przedmieścia zwanego Doktorowem, którego mieszkańcy słynęli z „praktyk doktorskich”, czyli kradzieży kieszonkowych.
Doktorowo z kolei, to dawna wieś położona na zachód od miasta. Wzmiankowane po raz pierwszy było w 1563 roku, jako własność Ostrorogów. Wieś Doctorowo położona była w 1581 roku w powiecie kościańskim. Pod koniec XIX wieku miała 905 mieszkańców.
W czasie Wiosny Ludów, w 1848 roku, Doktorowo było jednym z miejsc w Grodzisku Wlkp., gdzie doszło do walki „Kosynierów Grodziskich” z wojskiem pruskim. Powstańcy uzbrojeni przeważnie w kosy i broń myśliwską oraz dowodzeni przez miejscowego lekarza Marcusa Mosse próbowali bezskutecznie zatrzymać atak niemieckiej kawalerii na miasto. O wydarzeniu tym przypomina głaz z tablicą pamiątkową przy ulicy Zbąszyńskiej. W 1896 wieś włączono w granice miasta Grodziska.
Doktorowo graniczyło z Piekłem (dzisiejsza ulica Nowotomyska), którego mieszkanki trudniły się „stosowaniem praktyk magicznych”. W tej to okolicy do dnia dzisiejszego, wielu z mieszkańców Grodziska przechodzi, co dzień w drodze do pracy, wyprowadza swoje czworonogi, albo po prostu spaceruje.
Wielu dzisiejszych mieszkańców miasta zamieszkujących bloki osiedlowe ma z pewnością niewielką świadomość zdarzeń, które wiążą się ze stawkiem i całą tą barwną okolicą. Mimo swojego dziś, „marnego” wyglądu, „staw Cichej” okrył się bowiem bardzo ponurą sławą. Nikt nie policzy istnień, które pochłonął. Jego tajemnica wiąże się z pewnym tragicznym wydarzeniem, które opisuje wspomniany Knoop.
– Jeden z parobków, po całodziennej pracy chciał w nim napoić swoje konie. Siedząc na wozie podjechał blisko wody. Nagle coś, lub ktoś, wystraszyło okropnie zwierzęta, które razem z wozem i woźnicą skoczyły do wody. Po rozpaczliwych krzykach parobka i szamotaniu koni, nastała cisza, a woda pochłonęła wszystkich. Zrozpaczony właściciel koni, miał bardziej żałować zwierząt, niż życia parobka, którego nawet po jego śmierci przeklinał za nierozwagę.
Prawdopodobnie już później wyciągnięto wóz z utopionymi końmi, lecz zwłok mężczyzny nigdy nie odnaleziono. Mają tam leżeć do dziś wciągając do wody wciąż nowe ofiary.
Podobno jeszcze kilkadziesiąt lat temu, kiedy na wysokości wspomnianego stawu kończyła się ulica Winna, a dalej rozciągały się jedynie pola, można było czasami zobaczyć wyłaniający się z wody wóz z końmi. Wszyscy wówczas mówili, że jest to zapowiedź kolejnej tragedii.
Teraz od kilku lat miejscowa Spółdzielnia Mieszkaniowa chce w tym miejscu trzy bloki. Miasto wydało zgodę, mieszkańcy wolą otwarte tereny przy tak zwanym stawku Cichej przy ul. Winnej. Od momentu powiadomienia o toczącej się sprawie rozpoczęli protest mający na celu nie dopuszczenie do realizacji przedsięwzięcia. (Seb, maz)
Foto 1

Poświąteczne wspomnienia Mariana i Hipolita
Wielki tydzień przed Świętami Wielkanocnymi u Lichych i Mizerków nie zmieniał się „od zawsze”. Mycie okien, upinanie firan, czyszczenie lamp, trzepanie dywanów i znoszenie zakupów, było na pierwszym planie. W przewadzie prace na wysokościach, taszczenie ciężkich toreb i grzmocenie dywanów przypadały Marianowi i Hipolitowi. Co roku obiecywali sobie, że nie pozwolą się wykorzystywać. Skoro się poddamy – mówili do siebie – to będą nam kazały prać, zmieniać pościele, piec, gotować i szykować święconkę.
Na nic zdały się ich wysiłki, aby się z roboty wykręcić. Próbowali różnych sztuczek – w tym zatrucie żołądkowe, niemoc fizyczną, a nawet ogromny ból głowy – gdy „domowe gestapo” wkraczało do akcji z rozkazami, to potrzeba symulowania szybko ich opuszczała. Kobiety posuwały się też do szantażu mówiąc o „szklanym zajączku”, czyli koszyczku, w którym znalazłby się ich obiecany napój. Ciągle mieli nadzieję, że nadejdzie czas, że i dla nich świąteczne słoneczko zaświeci.
Tegoroczne święta kumple Marian Lichy i Hipolit Mizerka mieli spędzić w domu. Mieli, ale nie spędzili, bo szyki – jak to już w przeszłości bywało – pokrzyżowały im żoneczki. Wszystko mieli zapięte na ostatni guzik. W piwnicy każdy miał flaszkę gorzałki, a do tego krążek suchej kiełbasy i słój kiszonych ogórków.
– Diabli lub jak wolisz, baby nam radość zabrały. Zołzy jedne obiecały, że tym razem będziemy w domu – nie zważając na kumpla w liczbie mnogiej biadolił Hipolit.
– Tak, tak przyjacielu nie po raz pierwszy, ale i jestem tego pewny, że nie ostatni postanowiły zepsuć nam Wielkanoc – wtórował Marian.
To spotkanie kumple odbyli w Wielką środę. Od razu też umówili się na wtorek po świętach. Mocno wnerwieni postanowili, że każdy przygotuje swoim połowicom jakąś niezbyt miłą niespodziankę. „Ma być taka, żeby im w pięty poszło” – przegadywali się nawzajem.
Po wewnętrznej walce Marian Lichy postanowił, że w Wielki Piątek da swojej Gabrysi „za boże rany”. Z kolei Hipolit wykombinował, że swojej żoneczce zrobi „zajączka” niespodziankę. Jak postanowili, tak zrobili. Rano we wtorek po świętach, spotkali się w umówionym miejscu. Przy ławce w parku pierwszy dreptał Hipolit. Gdy zobaczył kumpla w oddali, to podbiegł do niego i dopytywał, jak było.
– I co i co? Dupa sina! – dumnie rzekł Marian.
– Tak bez kłopotu, a co za tym idzie bez konsekwencji dałeś jej „za boże rany”? – z niedowierzaniem dopytywał Hipolit.
– Tak znowu bez problemu się nie obyło, ale od czego jest głowa – tłumaczył Marian. Ostatnie dwa dni przed świętami spisywałem się bez zarzutu. Pomagałem, w czym tylko mogłem. Moja i jej mamuśka podejrzanie na mnie spoglądały. Nawet teść z początku nie kumał, co kombinuję. Dorwałem go na podwórzu i powiedziałem, co zamierzam. „Dobre, dobre” rzekł teść. „Ale pamiętaj, że już kilka lat temu daliśmy matce i córce łomot po rzyci. Mam nadzieje, że tego nie pamiętają. Ryzyk fizyk. Wchodzę w to i jestem z tobą. Wiesz, co zrobimy zamianę. Ja dam wycisk Gabrysi, czyli moje pyskatej córuchnie, a ty mojej połowicy, czyli twojej teściowej. Pamiętaj, że w tej tradycji nie ma litości” – rzekł teść i ścisnął mi rękę.
W czwartek po skromnej kolacji teść rzekł, że dwa tysiące lat temu nie znano, ani kawy, ani herbaty. Do wszystkiego podawano wino. Napitek ten o nazwie „cud natury” był dobry na trawienie, a co za tym idzie szczupłą sylwetkę. Wszystkie babki wtedy były „szlankowne”. Przypadkowo byłem w markecie i udało mi się kupić, za spore pieniądze flaszkę takiego wina, według receptury sprzed wieków. Teść kłamał, jak z nut. Nie sądziłem, że ten numer przejdzie. „Tej, stary” – wtrąciła mamuśka, to daj no ten nektar na trawinie. Skosztujemy z córką po lampeczce. Ja patrzę, a teść taszczy flachę dwulitrową bez banderoli. Wiedziałem, że starszy coś wywinął. Otwarł butelkę i nalał kobietom po pół szklanicy. Dziobnęły i tak im to zasmakowało, że wytrąbiły całą butlę. Dym miały taki, że musieliśmy je zaprowadzić do łóżka. Rozebraliśmy je, a szczególnie odsłoniliśmy te miejsca, gdzie miały oberwać. Zapadły w kamienny sen. Nawet nie czekaliśmy do północy tylko z teściem, zaopatrzeni w wierzbowe rózgi, stanęliśmy na ofiarami. Zgodnie z ustaleniami, ja lałem mamuśkę, a tato córkę. Wolałbym mojej natłuc, bo zawsze to młoda skóra, ale umowa, to umowa. Odstąpiliśmy mocno wypompowani, gdy dupska naszych ofiar zaczęły się robić czerwone.
– Mów, co było rano, jak się kobitki obudziły –dopytywał Hipolit.
– Powiem ci – tłumaczył Marian – że obie miały drogę przez mękę. Na zmianę latały do kibla popijając zimną wodę. Dopiero, jak im lekko przeszło zaczęły zastanawiać się, dlaczego bolą je dupska. Zaczęły coś podejrzewać i dopytywać, co to może być i skąd te dolegliwości. Pewnie pod wpływem coś się wam przydarzyło – łgaliśmy jak z nut.
– Jesteście mistrzami. Dwa razy na przestrzeni kilku lat wyszedł wam ten sam numer. Brawo – z uznaniem rzekł Hipolit.
– A co tam u ciebie? Czy w ogóle coś udało ci się zrobić twojej połowicy? – zapytał Marian.
– Powiem ci tak – odparł Hipolit. Niezły numer wywinąłem mojej Kudzi. Przy kolacji powiedziałem u teściów, że przed laty fajny był zwyczaj koszyczków, do których zając wkładał różne prezenty. Teściowa podchwyciła to i rzekła, że czasu jest mało, ale na próbę wrócimy do tego zwyczaju. Ja już mam coś dla mojej żoneczki – dodałem tajemniczo.
– Nie mogę się doczekać, co wykombinowałeś – zapytał Marian.
– Powiem ci, że przez mój pomysł o mało nie doszło do rodzinnego nieszczęścia. Zrobiłem duże gniazdo, które wymościłem siankiem. Z papieru wyciąłem duże serce, na którym napisałem – „mojej kochanej Kundzi wszystko, co na dzień dzisiejszy mam” .
– Ale przecież nic jej nie dałeś – nie wytrzymał Marian.
– Tak też przyjęła moja i jej mamuśka. Obydwie zgodnie nawtykały mi od gołodupca i skończonego dziada. Ja miałem ubaw, bo tak naprawdę, to przewidziałem ich zachowanie – śmiejąc się mówił Hipolit.
– A co one przygotowały dla ciebie i teścia – zapytał Marian.
– Chciały być dowcipne i do gniazdka włożyły nam po sporej pyrze z napisem wódka „Wyborowa” 0,5 litra – odparł Hipolit.
– To wiedzmy te babsztyle – nie wytrzymał Marian.
– Z początku też tak pomyślałem, ale odstąpiłem od walki, której i tak bym nie wygrał. Miałem dużą frajdę, że im bez bicia nieźle dowaliłem. Powiem ci, że człowiek powinien dawać to, co ma najlepszego. Ja dałem Kundzi symboliczne serce, ale szczere bez cienia złośliwości. Widocznie inni myślą inaczej, ale to ich problem – zakończył Hipolit.
Seweryn Kaczmarek

Noblista związany z Rakoniewicami
Robert Koch, swoją drogę do sławy zapoczątkował w Rakoniewicach. Odkrył on prątki gruźlicy, bakterie wywołujące wąglika, cholerę. Dostał za to Nagrodę Nobla.
Współtwórca bakteriologii i pionier współczesnej nauki o chorobach zakaźnych, urodził się 11 grudnia 1843 roku w Niemczech w miejscowości Clausthal w górach Harzu. Pochodził z wielodzietnej rodziny, miał aż 13-ściorga rodzeństwa. Jego ojciec był urzędnikiem górniczym.
Robert Koch od młodości interesował się zbieraniem i katalogowaniem roślin, gromadził minerały i konserwował ptaki, płazy, gady. Zdał maturę i jako prymus skończył studia na Uniwersytecie w Getyndze. Po studiach powierzono mu asystenturę na

uniwersytecie, jednak po zdaniu egzaminu na doktora nauk medycznych podjął praktykę lekarska. Pracował w Hamburgu w tamtejszym szpitalu, następnie w zakładzie dla umysłowo chorych pod Hanowerem.
Po wojnie prusko-francuskiej, w której wziął udział, jako ochotnik, po trzech latach od uzyskania egzaminu państwowego na lekarza, względy ekonomiczne zmusiły go do podjęcia wolnej praktyki lekarskiej. Rozpoczął tam badania, które przyniosły mu sławę. W tym czasie Koch w 1866 roku ożenił się z Emmy i zaczął pracować, jako lekarz w miejscowości Langenhagen (okolice Hamburga). Niebawem na świat przyszło ich jedyne dziecko – córka Gertrude. Na dwudzieste dziewiąte urodziny otrzymał od żony mikroskop. Koch rzeczywiście docenił ten przyrząd i urządził sobie w mieszkaniu laboratorium bakteriologiczne, stopniowo kompletując wyposażenie.
Niebawem z młodą małżonką w lipcu 1869 roku, mając niespełna 26 lat, sprowadził się do Rakoniewic. Zamieszkał na ulicy Pocztowej 13. Tutaj rozpoczął praktykę lekarską Początkowo nie cieszył się zaufaniem mieszkańców Rakoniewic. Był traktowany przez Polaków, jako obcy – Niemiec. Trwało bowiem nasilenie akcji germanizacyjnej. Z uwagi na młody wiek nie darzyli go zaufaniem miejscowi Niemcy. Rakoniewiczanie przekonali się do działalności nowego lekarza, kiedy szczęśliwie udało mu się wyleczyć skomplikowaną ranę postrzałową polskiego ziemianina. Wtedy zdobył rozgłos i poważanie wśród mieszkańców i kiedy jego kolejne diagnozy okazywały się trafione, zdobywał coraz więcej pacjentów z terenu Rakoniewic i sąsiedniego powiatu kościańskiego.
W tym czasie zaintrygował go wąglik, groźna choroba, która dziesiątkowała wówczas bydło. W długiej serii doświadczeń Koch wyizolował laseczki wąglika, znalazł metodę ich kontrolowanej hodowli, poznał cały cykl życiowy i wykazał, że to one są przyczyną choroby. W kwietniu 1876 roku uczony zawiózł swoje przyrządy i próbki do Wrocławia i tam zademonstrował je, wywołując wielkie wrażenie. Właśnie tak nieznany przedtem nikomu lekarz z prowincji stał się sławny.
W 1880 roku powołano Kocha na stanowisko dyrektora utworzonego w Berlinie laboratorium badania bakterii wywołujących gruźlicę
Znów jednak ekonomia sprawiła, że Koch w momencie wybuchu wojny francusko – pruskiej w 1870 roku zgłosił się do wojska i jako ochotnik przeszedł szlak bojowy armii pruskiej do Metzu. Po zwycięskiej dla Prus wojnie powrócił do Rakoniewic i równolegle oprócz pracy lekarskiej podjął pierwsze, skromne badania bakteriologiczne. W 1872 roku zdał egzamin „fizykalny” uprawniający do objęcia funkcji lekarza powiatowego. Ówczesny starosta babimojski (Rakoniewice- administracyjnie należały w tym czasie do powiatu babimojskiego) powołał go na to stanowisko. R. Koch wraz z rodzina przeniósł się wtedy do Wolsztyna.
Tam znalazł lepsze i wygodniejsze mieszkanie, a dzięki uprzejmości wolsztyńskiego aptekarza Józefa Knechtla – zamożnego mieszczanina podjął badania w jego przy aptecznym laboratorium. Pracując tam odkrył w 1876 laseczkę wąglika (w tym czasie bakteria ta dziesiątkowała stada owiec, bydła i kóz w okolicy, zarżała również ludzi) W 1878 opisał gronkowce. Te sukcesy zwróciły na niego uwagę i sprawiły, że Koch dostał propozycję wyjazdu do stolicy Niemiec.
Od 1880 został radcą Cesarskiego Wydziału Zdrowia w Berlinie, gdzie przeprowadził większość dalszych badań. W 1882 odkrył prątki gruźlicy, w 1883 (podczas wyprawy do Indii) przecinkowca cholery. Publikował traktaty naukowe z dziedziny medycyny.
W 1885r. został profesorem uniwersytetu w Berlinie. Podczas pracy naukowej wykrył szereg drobnoustrojów, opracował doskonalsze techniki badań bakteriologicznych. W 1890 z przesączu hodowli prątków gruźlicy otrzymał tuberkulinę, która nie okazała się lekiem przeciwgruźliczym (jak tego oczekiwał Koch), ale jest wykorzystywana w diagnozowaniu gruźlicy i badaniu związanych z tą chorobą zmian uczuleniowych (tzw. odczyny tuberkulinowe).
W latach 1891-1904 Koch był dyrektorem stworzonego specjalnie dla niego Instytutu Chorób Zakaźnych w Berlinie (późniejszego Robert-Koch-Institut). W uznaniu zasług w 1905 roku otrzymał Nagrodę Nobla za całokształt swych badań nad gruźlicą.
Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Koch w 1889 roku poznał Hedwig Freiberg, młodszą o trzydzieści lat aktorkę i zakochał się w niej. Chciał rozwieźć się z żoną Emmy. Ponieważ potrzebował gotówki, miał nadzieję ją uzyskać dzięki tuberkulinie. Małżeństwo z Hedwig w 1893 roku i sprawa tuberkuliny silnie nadszarpnęły reputację naukowca.
Mimo wszystko Koch kierował utworzonym w Berlinie w 1891 roku Instytutem Chorób Zakaźnych. W 1905 roku otrzymał Nagrodę Nobla z fizjologii i medycyny. Pięć lat później zmarł na serce w Baden-Baden.(opr. seb, maz)

ZŁOTE MYŚLI ZBIGNIEW TOMASZEWSKI: -Po lecie zima, a bogactwie bieda, -Pan Bóg dał kobiecie piękne ciało, diabeł tatuaże. -Jak byłem dzieckiem miasto Stęszew skradło mi moje serce. -Uważaj jeśli w życiu masz pod górkę i wieje Ci ciągle wiatr w oczy – możesz zostać samobójcą, wielkim człowiekiem lub mordercą, wybór należy do ciebie. -Chcesz dostać w twarz? Za co? – za całokształt.-Mam taką samą pracę jak lekarz, ja ratuje życie zabytków, a lekarz życie ludzi. -Człowiek za wesoły? To są pozory? Dostaniesz w nos pstryczek i atoli stryczek. -Widziane czterema oczami dwa serduszka – to jest miłość. -Na początku wszyscy pionierzy są niezrozumiali dla wszystkich, doświadczył tego Mikołaj Kopernik. Cudem uniknął śmierci w płomieniach na stosie.
PRZYSŁOWIA INNYCH AUTORÓW: -Trudno być kowalem własnego losu w cudzej kuźni. – Jacek Wejroch, -Im więcej kontrolerów, tym więcej złodziei. – Przysłowie polskie, -Wszystko, co doskonałe, dojrzewa powoli. –Arthur Schopenhauer, -Żyjemy nie tak jak chcemy, lecz tak jak potrafimy. –Demokryt z Abdery. -Używaj dnia, jak najmniej ufając przyszłości. – Horacy, -Nie cel jest ważny, ale droga do celu. – Konfucjusz, -Nigdy nie dostrzegamy skarbów, które mamy tuż przed oczyma. –Paulo Coelho, -Cierpienie czyni człowieka przewidującym, a świat przejrzystym. –Victor Emil Franki, -Cierpienie daje prędką dojrzałość. – Joseph Conrad, -Cierpienie jest jednym z bardziej dominujących doznań życiowych. – Anonim

Jak to z Żydami w Polsce było część 30

Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.
Gdy mówią pieniądze, prawda milczy.
W ostatniej części wkradł się błąd w druku, pod fotografią 1994 rok prześladowanie Cyganów przez milicję, powinno być 1964 rok. Wracamy do mordowania Cyganów w czasie ostatniej wyprawy krzyżowej. nieudanej w latach 1939 – 1945.
Dzieje Cyganów w Europie, to historia prześladowań. Najsroższe prześladowania cierpieli w krajach zachodniej Europy, skąd wielu uciekało (zwłaszcza w ciągu XVI w.) do Polski. Ale i tutaj wydano kilka postanowień o wypędzeniu Cyganów, grożąc nawet karą banicji szlachcie, która by w swych posiadłościach chroniła Cyganów. Te antycygańskie ustawy często nie były przestrzegane i Cyganie dość swobodnie osiedlali się w wioskach, wędrowali po kraju, a nawet byli zaciągani do wojska.
Wkrótce po uchwaleniu Konstytucji 3-go Maja, w której tworzeniu uczestniczył właściciel Stęszewa Antoni Barnaba Jabłonowski i podpisał projekt Konstytucji 3-go maja, na zamku królewskim w Warszawie, w jednej z sal wiszą portrety wszystkich twórców Konstytucji 3-go Maja, wśród nich wisi portret naszego rodaka ze Stęszewa. Aż się prosi, aby w Stęszewie na Rynku stanął dumny pomnik Księcia Antoniego Barnaby Jabłonowskiego, a u jego stóp trzy piękne kozy ze wspaniałymi rogami. Do dzisiaj na Stęszew okoliczna ludność mówi Koźlary. Możemy przeczytać w pamiętniku matki księcia – Doroty, jak to mały Antoś biegał po rynku w Stęszewie, a za nim stado kóz.
Wracając do tematu. Wkrótce po uchwaleniu Konstytucji wydany został w 1791 roku uniwersał, który głosił „tego gatunku ludzie nie są wyjęci spod opieki rządowej i każdemu wolno jest przyjąć Cygana na posiadłość lub w służbę, do wsi swojej i komisję wojskowe nie mają pod tytułem włóczęgów ich aresztować”
Jednak znacznie surowiej, niż w Polsce traktowano Cyganów w tych krajach sąsiadujących z Polską, gdzie obowiązywały prawa cesarstwa niemieckiego. Zacytuję dwa fragmenty dokumentów:
– Wciąż podróżują, a przez to nie tylko wszelkim oszustwem gminnemu człowiekowi wielkie szkody czynią, a także pozwalają sobie całkiem karygodnie szkodzić na ciele i życiu. Kłopotom im postanowiliśmy zapobiec i dlatego zdecydowaliśmy tę niepotrzebną rabuśniczą i kraj nawiedzającą Hołotę rychło z kraju wypędzić.
Są to słowa z listu z 1619 roku Księcia Christiana. 3 lipca 1943 roku w wiosce Szczurowej, watykańscy zakonnicy w czarnych mundurach i białych rękawiczkach na pazurach, trudno jest mi napisać rękach, z napisem na pasach „Bóg z nami” rozstrzelali Cyganów. Wśród zamordowanych było 42 dzieci, niektóre miały tylko dwa tygodnie.
Dla banku Watykanu i banków szwajcarskich śmierć dzieci i rzeka krwi była nieważna, liczyło się tylko zabrane od zamordowanych złoto.
Spośród innych masowych grobów jest wszakże jeden, który się szczególnie wyróżnia. To grób pomordowanych Cyganów na obecnym terenie Polski. Pochowano w niej 93 Romów – całą niemal osadę ze skraju wsi Szczurowa. W osadzie tej mieszkała grupa około 100 Romów. W Szczurowej żyli też w podobnej liczbie Żydzi.
Romowie, mimo że biedni, żyjący w izolacji od reszty wsi, byli z ludnością miejscową bardzo zżyci. Istniało tu nawet kilka małżeństw mieszanych polsko-romskich.
SS-mani, czyli nowocześni krzyżacy watykańscy, zakonnicy, w pierwszej kolejności wymordowali tutejszych Żydów. Mord ten dokonał się jednak z daleka od wioski. W 1942 roku wszystkich Żydów wysiedlono do Getta w mieście, skąd wysłani zostali do obozu śmierci. Ich zakłada dokonała się gdzieś poza świadomością mieszkańców wsi.
Zupełnie inny los spotkał mieszkańców cygańskiego osiedla. Na nich przyszła kolej rok później. Rychłym rankiem 3 lipca 1943 roku otoczono osadę, pod którą przyjechały furmanki powożone przez zmuszonych do tego miejscowych chłopów. SS-mani Niemcy załadowali cygańskie rodziny na wozy i odwiózłszy ich na cmentarz w Szczurowej, mordowali z broni maszynowej. Zginęły tego dnia 93 osoby, od niemowląt po starców. Pochowano ich wszystkich we wspólnej mogile. Kilkoro Romów ocalało, w tym pięcioletnia dziewczynka, która rychło rano pobiegła do wioski. Była świadkiem mordu swoich rodziców i dziadków.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

Złote myśli Zbigniew Tomaszewski

-Życie jest piękne, najtrudniejsze jest tylko pierwsze sześćdziesiąt lat.

-Jeżeli siedzisz i myślisz czy jesteś szczęśliwy czy nie, to wstań, przestań myśleć i zrób coś abyś był szczęśliwy.

-Każdy człowiek pragnie mieć swoje małe eldorado.

-Pięćdziesiąt gram wódki wieczorem to nie wódka – to lekarstwo.

-Każdy konflikt czy wojna jest zabawą przerośniętych bachorów.

-Wiedzę i milczenie zdobywa się razem.

-Lepiej pisać książki z głupim niż pić wino z mądrym.

-O szóstej rano nawet zaproszona świnia do domu nie wejdzie.

-Ludzie wchodzą w związki, a potem to jest tylko „jakoś to będzie”.

-Małpy są oszczędniejsze od ludzi, banany jedzą ze skórą.

-Marzenia i człowiek umierają razem i to na długo.

-Cierpienie jest nasieniem geniuszu albo zbrodni.

 

Przysłowia hiszpańskie

-Plon bardziej pochodzi z trudu, niż z pola.

-Pokój w domu, gdy mąż głuchy, a żona ślepa.

-Strzeż się złej kobiety i nie ufaj dobrej.

-Ten kto siedzi tyłem do przeciągu, stoi przodem do śmierci.

-Wiele rąk szybciej kończy dzieło.

-Wizyty zawsze sprawiają przyjemność, jeżeli nie przyjściem, to wyjściem.

-Z małżeństwem jak z melonem, trafia się dobry.

-Z obcowania z kobietami wyniknąć może tylko ogień albo dym.

 

Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.

Gdy mówią pieniądze prawda milczy.

Na tym etapie moich badań historii mogę stwierdzić o co toczy się spór na całym świecie, czy Polacy czy Niemcy mordowali Żydów, a więc ani Polacy ani Niemcy nie ponoszą odpowiedzialności za potworną zbrodnie przeciwko ludzkości. Była to perfekcyjnie przygotowana ostatnia wyprawa krzyżowa,  przez watykański bank i banki szwajcarskie, na co wyłożyli razem około 4000 ton złota. Wydali wyrok śmierci na około 36 milionów ludzi czyli Bolszewików (głodnych robotników rosyjskich). Następnie 6 milionów głodnych, bezrobotnych robotników niemieckich Żydów wszystkich ponieważ złoto, które wyłożyły banki szwajcarskie było w 90 procentach własnością Żydów, aby się nigdy nie upomnieli o wypłatę pieniędzy w złocie z banków szwajcarskich tylko za okazaniem numeru. Dlatego specjalnie oddziały nowoczesnych zakonników krzyżackich ss-manów  nawet kilku miesięczne lub tygodniowe dziecko żydowskie wyciągali z kołyski i rozbijali główką o ścianę, a w obozach zaraz po porodzie topili w wodzie, w specjalnie przygotowanych beczkach. Wszystko po to, aby nigdy żaden Żyd nie upomniał się o wypłatę w złocie w bankach szwajcarskich. Po wymordowaniu taboru lub osady cygańskiej Niemcy kradli po zabitych około 50 kg złota tylko w jednej gminie żydowskiej w Tunezji Niemcy zebrali 43 kg złota. Niemcy ładowali na szczelną pakę 60 Żydów i wieźli ich do lasów gdzie były wykopane doły. Rura wydechowa była podłączona do skrzyni ładunkowej szczelnie obitej blachą i po przejechaniu kilku kilometrów do lasu, 60 ludzi było martwych. Złoto zebrane z egzekucji w lasach i obozach koncentracyjnych było natychmiast transportowane do banków szwajcarskich i banku Watykanu. Szacuje się, że złoto zebrane z egzekucji i obozów koncentracyjnych mogło przekroczyć ponad 500 ton. Przed wojną były na całym świecie powiedzenia dwa : „Pewne jak w banku szwajcarskim” i drugie: „Chodzi jak szwajcarski zegarek” Dzisiaj te powiedzenia są nieaktualne, bo powszechnie wiadomo, że banki szwajcarskie i banki Watykanu to są mordercy i złodzieje. Wracamy do masowych mordów w Polsce narodu cygańskiego, na których Eugenio Pacelli kardynał Niemiec, późniejszy Papież wydał wyrok śmierci. Znalazłem w moim archiwum dokładny opis zbrodni w Polsce. Cyganie byli jedną z tych kategorii ludzi, która miała zapewnić rasie panów dobrobyt na następne 1000 lat, których organizatorzy ostatniej wyprawy krzyżowej skazali na całkowitą zagładę. Przygotowali Cyganom los ten sam co Żydom. Razem z Żydami zamykano ich w gettach i razem z nimi mordowano w komorach gazowych w obozach Chełmna nad Nerem, Auschwitz – Birkenau, Bełżca, Treblinki i innych obozów zagłady. Większość tak mordowanych Cyganów to byli ludzi, których Niemcy do obozów śmierci rozlokowanych na terenie napadniętej, okupowanej Polski zwozili z okupowanych krajów zachodniej Europy. Niemcy bali się Cyganów znając ich cygańską determinację i zahartowaną odporność na ekstremalne trudy. Z uwagi na zahartowanych Cyganów do życia w głodzie i chłodzie, Niemcy ułatwiali sobie plan unicestwienia Cyganów, mordując ich w miejscach ich stałego pobytu, czy chwilowego postoju. Ciała pomordowanych kazali okolicznym polskim mieszkańcom zakopywać w polu, w lesie, przy drodze. Po wojnie ekshumowała je okoliczna ludność, przenosząc szczątki zabitych na cmentarze. Są to często mogiły bezimienne, nierzadko zapomniane. Doświadczenia wieków sprawiły, że Cyganie traktowali zagładę zgotowaną im przez nowych krzyżackich zakonników ss-manów z napisem na pasach „Bóg z nami” jako kolejny przejaw prześladowań, tyle że szczególnie okrutnych, ale paradoksalnie naturalnych, w tym nieżyczliwym im świecie. W procesie budowy tożsamości narodowej przywódcy i intelektualiści cygańscy odwołują się więc do mitu indyjskich przodków, kultywując mit wędrówki. W Polsce szczególnym miejscem pamięci jest były obóz w Auschwitz-Birkenau, gdzie pośród 19 tablic informujących o ofiarach jest też tablica w języku Romani – poświęcona Romom. W obozie tym wydzielony był funkcjonujący w latach 1943-44 specjalny obóz cygański (Zigeunerlager) przez który przeszło około 21.000 Romów. Niemal wszyscy zginęli tutaj lub w innych obozach. Ostatnich 3000 Cyganów Niemcy zabili gazem w nocy z 2 na 3 sierpnia 1944 roku. Dzień 2 sierpnia to od wielu lat data pamięci o zagładzie, obchodzona przez organizacje romskie. Ważnym miejscem pamięci Romów jest też miejsce po byłym obozie w Chełmnie nad Nerem, gdzie Niemcy w styczniu 1942 roku zamordowali w komorach gazowych 4000 Cyganów, wcześniej zgromadzonych w getcie w Łodzi. O ostatniej nieudanej wyprawie krzyżowej 1939-1945 ocalało w Polsce około 20 tysięcy Cyganów. Ci, którzy przeżyli prześladowania, znów wyruszyli w wędrówkę. Wędrówka ta nie trwała długo – 24 maja 1952 roku uchwałą prezydium rządu nr 452/52 urzędu rady ministrów nakaz przechodzenia ludności cygańskiej na osiadły tryb życia rozpoczęły się kolejne prześladowania wędrujących Cyganów.

Ciąg dalszy nastąpi

Zbigniew Tomaszewski

 

Właśnie zbliża się rocznica 80 lat, od kiedy królewski herb oficjalnie patronuje miastu. Zatwierdzony został treścią obwieszczenia o nadaniu herbu przez Prezesa Rady Ministrów. To ważne wydarzenie naznaczone jest datą 12 października 1938 roku (Dz. U. R. P. Nr 2, poz z 1939 r.). Decyzja ta weszła w życie zarządzeniem Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 22 lutego 1939 roku, zgodnie z art 4 ust.(3) rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 13 grudnia 1927 roku o godłach i barwach państwowych oraz o oznakach i pieczęciach. Decyzję podjęto w porozumieniu z Ministrem Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.
Wszyscy grodziszczanie utożsamiają herb z królem Przemysłem II, który wg tradycji miał nadać miastu prawa miejskie. Tymczasem jego pochodzenie jest związane z innym polskim monarchą.
Historia grodziskiego herbu sięga dalej, przed przytoczoną datą jego sformalizowania w 1939 roku. Jak powszechnie wiadomo tradycja wywodzi miasto od roku 1303. Każdy ośrodek posiadający prawa miejskie, już w XIII stuleciu posiadał swój herb – godło. W przypadku Grodziska był to pierwotnie konar drzewa lipy. Analogie do dawnego grodziskiego herbu znaleźć możemy do dziś w herbach sąsiednich miast, a dokładnie w Buku, Opalenicy i w Rakoniewicach. Ten herb poszedł jednak w naszym mieście w zapomnienie, a wraz ze zmianami przynależności własnościowej miasta, zmienił się również jego symbol.
W XIV wieku Grodzisk na krótko znalazł się w rękach królewskich. Kazimierz Wielki oddał wtedy miasto w lenno Mikołajowi Tomickiemu, a następnie zostało ono wykupione przez Stanisława Zbąskiego. Na dokumencie przekazania miasta w lenno, prawdopodobnie pojawiła się pieczęć majestatyczna króla Kazimierza Wielkiego. Ta pieczęć stała się wzorem dla ustanowionej początkowo pieczęci herbowej miasta. Zachowana pieczęć majestatyczna Kazimierza Wielkiego z 1334 roku wyobraża króla w koronie, siedzącego na tronie o elementach poetyckich, trzymającego w prawej ręce berło, a w lewej jabłko królewskie.
W latach osiemdziesiątych Albin Łącki, nie żyjący już dziś przyrodnik i artysta z Rakoniewic, wykonał akwarelę i akwawafortę herbu miasta. Jego pierwowzór znajduje się w witrażu gmachu grodziskiego sądu. Przedstawia ona tarczę heraldyczną, z wizerunkiem siedzącego na tronie – o cechach gotyckich – monarchę. Tarcza herbowa znajduje się w stylizowanym otoku roślinnym.
Ponad herbem widoczny jest półpancerz, a nad nim hełm. Ponad hełmem są trzy baszty. Otoczenie heraldyczne nawiązuje do rycerskiego charakteru miasta, albowiem Grodzisk był zawsze własnością rodów rycerskich i szlacheckich.
Herb Grodziska, według wspomnianego na wstępie rozporządzenia, przedstawiał następujący wizerunek:
„(…) W polu błękitnym król na tronie złotym, w koronie, z berłem w ręce prawej, z jabłkiem w ręce lewej. Twarz, szyja i ręce królewskie, barwy naturalnej. Włosy jasne. Korona, berło i jabłko – złote. Tunika królewska – biała z obramowaniem złotym przy rękawach, płaszcz – czerwony obramowany złotem, spięty na prawym ramieniu klamrą złotą. Trzewiki czerwone (..).”
Dokument podpisał w zastępstwie Ministra Spraw Wewnętrznych – podsekretarz stanu Władysław Korsak.

Ostatnio Grodzisk Wielkopolski odwiedził prezydent Andrzej Duda. Przypomnijmy zatem, jacy prezydenci RP wcześniej zawitali do tego grodu
Kroniki odnotowują wizytę na terenie powiatu grodziskiego przedwojennego Prezydenta Ignacego Mościciego. 30 lipca 1928 roku odwiedził on ówczesny powiat grodziski, spędzając kilka godzin w majątku Stanisława Niegolewskiego w Niegolewie i wsi Niepruszewo. Prezydentowi towarzyszyła małżonka Michalina. Żona Prezydenta odwiedziła miasto rok wcześniej. Pani Prezydentowa na chwilę zatrzymała się na Starym Rynku podczas podróży z Kościana, a właściwie z Racotu, (tamtejszy pałac był wtedy jedną z rezydencji prezydenckich), do Pniew. Wizyta „pierwszej damy” spowodowała poruszenie wśród lokalnego establishmentu. Magistrat wydał prośbę o udekorowanie domów flagami, wzywał mieszkańców do utrzymywania wyjątkowego porządku w mieście. W zachowanej odezwie szczególną uwagę zwrócono na rynsztoki i ścieki. Ostrzegano, że wszelkie wystąpienia będą surowo karane.
Na ponowny przyjazd głowy Państwa do grodziskiego miasta społeczeństwo czekało do 2012 roku. Wtedy Grodzisk odnotował wizytę ustępującego Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Przyjechał w środę 30 listopada 2012 r. Była to pierwsza w dziejach miasta wizyta urzędującej „Głowy Państwa”. Została poprzedzona całą masa przygotowań, w których uczestniczyli w Starostwie przedstawiciele instytucji i organizacji. Byli to członkowie organizacji pozarządowych, szkół ponadgimnazjalnych i władz gmin z terenu powiatu grodziskiego. Na miejsce spotkania wyznaczono Grodziską Halę Sportową, w której zawieszono wszelkie zajęcia sportowe i edukacyjne już na dwa dni przed planowana wizytą.
Kurier lokalny pisał wtedy:
– Hala przygotowywała się do wizyty Pierwszego Obywatela RP. Zaczęło się mycie okien, gruntowne sprzątanie, a nawet naprawy wgniecionych kasetonów pod sufitem. Grodziszczanie, jak na gospodarnych Wielkopolan przystało chcieli dobrze zaprezentować swoje miasto przed Głową Państwa, towarzyszącymi mu „oficjelami” i tłumem dziennikarzy podróżujących z Prezydentem.
Dzień przed wizytą halę skontrolowali pracownicy BOR. Weryfikowali personalia wszystkich uczestników spotkania. Autor tego artykułu, na łamach KL tak relacjonował wizytę (fragmenty):
– (…) Na ulicach wokół Hali Sportowej i Starostwa już od rana kręcili się policjanci. Wszyscy, którzy mieli być uczestnikami na spotkaniu, zostali poproszeni na godz. 10, godzinę przed rozpoczęciem spotkania. Wszyscy przechodzili przez kontrolę osobistą grodziskiej policji i służb BOR-u. Po zajęciu miejsc rozpoczęło się oczekiwanie. Na sali przedstawiciele stowarzyszeń z terenu powiatu grodziskiego: m.in. Andrzej Herzog – prowadzący dom dla wykluczonych w Błońsku – „Pomocna Dłoń”, Dorota Jaśkowiak szefowa stowarzyszenia seniorów „Złota Jesień” z Rakoniewic, Agnieszka Nolka – Stowarzyszenie Pomocy Osobom Niepełnosprawnym i Warsztaty Terapii Zajęciowej, Przedstawiciele grodziskiego „Lidera” i Kobiet Aktywnych. Na trybunach siadła liczna reprezentacja grodziskiego Liceum Ogólnokształcącego – uczniowie nauczyciele i dyrektor. Obok nich Grodziska Orkiestra Dęta. W pierwszych rzędach przedstawiciele władz gmin powiatu grodziskiego, burmistrzowie radni miejscy i powiatowi. Oko reporterskie dostrzega również przedstawicieli grodziskich firm , urzędów i instytucji. Wreszcie goście wyjątkowi, jedni z bohaterów spotkania blisko 20 par małżeńskich z terenu powiatu , które w tym roku obchodzą „złote gody”. Prezydent wręczy im medale za długoletnie pożycie małżeńskie.
O 11 B. Komorowski zostaje wprowadzony do Hali przez Starostę Powiatu Grodziskiego, który wita Głowę Państwa „na ziemi Michała Drzymały i Franciszka Ratajczaka” (…).
Prezydent Komorowski odnosi się do prezentacji mówiąc m. in. :
– Wielkopolska ma się czym pochwalić, jest i zawsze była dobrym przykładem dla Polski. Uupór Drzymały, waleczność i poświecenie Ratajczaka, to wielki walor tej ziemi. Odniósł się tez do organizacji pozarządowych mówiąc, że to ważny obszar działania społecznego. To sposób na rozwiązywanie spraw obywatelskich, poprzez silną chęć działania obywateli.
Drugą część spotkania wypełniło wręczenie parom małżeńskim medali za długoletnie pożycie. Na zakończenie uroczystości były zdjęcia z jubilatami i władzami samorządowymi. Starosta Mariusz Zgaiński obdarował gościa m.in. meblami ogrodowymi wykonanymi przez podopiecznych A. Herzoga z Błońska. Cała wizyta trwała około godziny.
Prezydent Bronisław Komorowski prawdopodobnie również poprzez sentyment związany z tamtą wizytą sprzed 3 lat zdecydowanie zwyciężył w Grodzisku i powiecie grodziskim podczas poprzednich wyborów. Nie zdołał jednak w całym kraju pokonać swojego rywala Andrzeja Dudy. Być może więc nowy prezydent w trakcie sprawowania swojej kadencji zechce również odwiedzić Grodzisk lub powiat grodziski. No i przyjechał we wtorek 19 marca tego roku. Prezydent RP Andrzej Duda na Starym Rynku spotkał się z mieszkańcami.
Sebastian Skrzypczak

ZŁOTE MYŚLI
*Zanim zaczniesz grać z kobietą w tiki tiki, zarób kasę na szmatki, torebeczki i buciki. *Nie róbcie z kleru bożków, to są tacy sami ludzie jak wszyscy, tylko inaczej ubrani. *Pamiętaj to co jest na każdej fotografii jutro może nie być. *Bóg jest tylko jeden, a cała reszta to wytwory ludzi. *Pacjenci to jedyna grupa ludzi, która nie strajkuje. Umiera w ciszy i spokoju. *Jeżeli kochasz kobietę, to jej to powiedz, one to bardzo lubią. *Nie ma głupich pytań, głupie mogą być tylko odpowiedzi. *Polaków, aby pokonać nie potrzeba armat. Wystarczy ich zaszczuć przeciwko sobie, a sami się wyżrą, jak dzikie psy.
PRZYSŁOWIA HISZPAŃSKIE
*Chcąc ratować twarz, nie jeden traci głowę. Diabeł rogów nie ukryje. Dobry przyjaciel to lustro. *Dobrze się zastanów zanim powiesz prawdę. *Kawaler podobny jest do pawia, zaręczony do lwa, żonaty do osła. *Kto plotkuje z Tobą, będzie plotkował o Tobie. *Mąż wie dużo, ale więcej wie ten, kto przyprawia mu rogi. *Ostatnia godzina jest jednakowa dla wszystkich.

Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.

W ostatnich częściach opisywałem jak Watykan skutecznie pielęgnuje od roku 966 do dzisiaj nienawiść pomiędzy Polakami a Rosją, Żydami i Cyganami, na którym ojciec święty jego świętobliwość Eugenio Pacelli jeszcze jako kardynał Niemiec, późniejszy Papież Pius XII podpisują konkordat z Hitlerem w roku 1923, w którym było uzgodnienie o unicestwieniu bezbożników, bolszewików, czyli rosyjskich robotników nazywanych przez Watykan czerwoną zarazą. W sumie wydał na śmierć w Europie około 36 milionów ludzi, na dzień dzisiejszy Watykan tak skutecznie szczuje Polaków przeciwko sobie. Z Rosją jesteśmy skłóceni na następne sto lat. Dziesiątki tysięcy tirów co tydzień przez Polskę z całej Europy wożą do Rosji towary, a my patrzymy jak w Polsce dziesiątki tysięcy ton jabłek i innych owoców gnije na drzewach i w magazynach. Można tu zacytować słynne Polskie powiedzenie „Ktoś nam tu robi koło pióra”. Kapitał zagraniczny przejął w Polsce 90 % prasy, radio i telewizję. Przez program pokazany w telewizji o polskim nielegalnym niby uboju bydła, Polscy rolnicy stracili miliony złotych przez miesiąc, dlatego że przed emisją programu bydło sprzedawali po 7,50 zł za kilogram, a po emisji programu cena spadła w niektórych rejonach Polski nawet do 5 zł. Niewiadomo co dalej będzie z naszą gospodarką, znów można zacytować nowe przysłowie – „Polak sobie kupi, że przed szkodą i po szkodzie zawsze jest głupi”. W części 28 zajmiemy się mordowaniem na terenie Polski Cyganów, na których także jego świętobliwość kardynał Niemiec Eugenio Pacelli, późniejszy Papież Pius XII, według konkordatu z 1923 roku wydał na bezbożników Cyganów wyrok śmierci. Na terenie Polski Cyganów mordowano na miejscu, rozstrzeliwując całe tabory i osady. Po zamordowaniu taboru lub osady Niemcy kradli około 50 kg złota. Niemcy obawiali się transportować Cyganów do obozów, gdyż Cyganie znali doskonale teren Polski i język, łatwo mogli uciec, a także stawiali czynny opór. Cyganie nie mając Państwa, ani innych zinstytucjonalizowanych form organizacji zbiorowości, które mogłyby reprezentować ich interesy, nie byli w stanie dopominać się o jakiekolwiek odszkodowania wojenne. Trudne są także do wyliczenia straty jakie ponieśli. Wyginęły przecież całe rody. W przybliżeniu szacuje się, że wymordowanych zostało według konkordatu z 1923 roku podpisanej umowy pomiędzy Watykanem a Hitlerem około 500 000 Cyganów, co stanowiło połowę ówczesnej populacji cygańskiej na świecie.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

ZŁOTE MYŚLI ZBIGNIEWA TOMASZEWSKIEGO:
*Ogień i woda jest przyjacielem i wrogiem człowieka. *Zamiast przeklinać ciemność, spróbuj wzniecić światło. *Jeżeli nie możesz odnaleźć szczęśliwej gwiazdy, wyjdź w nocy przed dom, a wtedy ona odnajdzie ciebie. *Nie próbuj zrozumieć szaleńca, bo jak go zrozumiesz to będzie dwoje szaleńców. *W Polsce dzwony przybierają na wielkości, a mózgi maleją. *Szkoda, że dzikie psy i koty nie jedzą tyle, co muchy, bo wtedy nigdy nie byłyby głodne. *Dla zysku człowiek zrobi prawie wszystko, dla religii wszystko. *Na ziemi w każdej wojnie i konflikcie najbardziej cierpią dzieci i zwierzęta, one są bezbrnne i nie pojmują, co się dzieje.
PRZYSŁOWIA FRANCUSKIE:
*Kto chleba nie ma, to i koszulę sprzeda. *Kto jest dobry do wszystkiego, nie jest dobry do niczego. *Kto ładne rzuca słowa, zły charakter chowa. *Kto mówi sieje, kto milczy zbiera. *Kto nie kocha książek, umiera zhańbiony. *Wyżej bogactwa zdrowie stoi. *Za chwilę radości tysiącem łez się płaci. *Znajdzie się wola, znajdą się środki. *Żarłok kopie sobie grób własnymi zębami.

Jak to z Żydami w Polsce było część 27

Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.
Ostatnia wyprawa krzyżowa 1939 rok.
W części 26 wkradł się błąd, mianowicie pod fotografią z 1947 roku, na której jest jego świętobliwość Ojciec Święty Pius XII Papież powinno być zginęło w II wojnie światowej, czyli ostatniej wyprawie krzyżowej 6 milionów Polaków, 6 milionów Żydów oraz dziesiątki milionów ludzi innych narodowości, w tym dzieci, kobiety i starcy. W 1947 roku Papież Pius Eugenio Pacelli wiedział już, że wydał na śmierć dziesiątki milionów ludzi, nie potrafi już patrzeć ludziom w oczy, już nie grozi Europie paluchem, jak w roku 1932, będąc kardynałem Niemiec. W roku 1947 ręce splamione krwią dziesiątek milionów ludzi, w tym dzieci, kobiet i starców schował głęboko, aby nie było widać krwi dzieci. Można nienawidzić Żydów, cyganów i bolszewików, ale nigdy nie wolno zabijać dzieci. W Oświęcimiu, jak zabrakło gazu cyklon „B”, Niemcy wpędzili do wykopanych dołów dzieci żydowskie i cygańskie, polali benzyną i żywcem palili w dołach.
Podczas egzekucji żydów w lasach, gdy były długie kolejki nagich kobiet, matek i babć z dziećmi na rękach, Niemcy wyrwali matkom i babciom malutkie dzieci z rąk i wrzucali żywcem do dołu, bo one już nie wyjdą spod ziemi, a szkoda kuli. Przedtem kolejka podchodziła nad dół i Niemcy strzelali z karabinów maszynowych, ale zdarzały się przypadki, że ktoś dostał kulę w ramię i w nocy wyszedł spod ziemi i uciekł. Dlatego później strzelali z pistoletu w głowę.
Także podsumowując moje badania historii, mogę stwierdzić, że toczony spór, kto mordował Żydów, mogę stwierdzić, że ani Polacy, ani Niemcy nie mordowali Żydów. Była to perfekcyjnie przygotowana wyprawa krzyżowa przez Watykan, a Niemcy byli, jak zwykle w każdej wyprawie krzyżowej wynajętymi mordercami. Tak samo byli wynajętymi mordercami w pierwszej wyprawie krzyżowej do Polski w roku 966. Tak samo Watykan wynajął płatnych morderców niemieckich w roku 1410 w Powstaniu Polaków i Litwy przeciwko zaborcom watykańskim w Zakonach Krzyżackich. Powstanie się udało, bo Polacy bili się za Ojczyznę, a Niemcy za pieniądze.
Także za bestialskie mordy dzieci, kobiet i starców ponosi winę bank watykański i banki szwajcarskie. To oni sfinansowali ostatnią wyprawę krzyżową w roku 1939, to oni wyłożyli około 4000 ton złota. W roku 1939 Niemcy mieli 2,5 miliona żołnierzy uzbrojonych po zęby, 4000 samolotów, 3000 czołgów, 500 sztuk ubotów okrętów podwodnych, a w roku 1942 ubotów mieli 1000 sztuk. W czasie trwania wojny Niemcy wyprodukowali 13.367 samolotów myśliwców FM 190A , w 10 wersjach. 1 września 1939 roku w dniu napadu Watykanu z wynajętymi Niemcami siły były druzgoczące Niemców. Wojsko niemieckie liczyło 1.850.000, a polskie 950.000, Niemcy mieli 11.000 armat, Polska 4.500, Niemcy mieli 2.800 czołgów, a Polska 700, Niemcy mieli 2000 samolotów, a Polska 400, Niemcy mieli 500 sztuk okrętów podwodnych, a Polska 3 sztuki. Polskie okręty podwodne nazywały się „Ryś”, „Żbik” i „Wilk”.
Siły zbrojne Niemców i Rosji 22 czerwca 1941 roku to: niemieckie wojsko liczyło 5.500.000, rosyjskie 2.900.000, Niemcy mieli 48.000 armat, Rosja 37.000, Niemcy mieli 5.000 samolotów, Rosja 8.500 (tyle że przestarzałe), Niemcy mieli 4.300 czołgów, Rosja 10.500 T-34.
W ostatniej wyprawie krzyżowej zginęło 6 milionów Żydów, 6 milionów Polaków, 27 milionów Rosjan. W samej Polsce zginęło 600.000 Rosjan. Kraków Rosjanie zdobywali piechotą, bagnetami klatka schodowa po klatce, dom po domu, marszałek Koniew zabronił użycia przy zdobyciu Krakowa samolotów i artylerii, powiedział, że „wie, co dla Polaków znaczy Kraków, zrobimy to dla Polaków, nie użyjemy artylerii i lotnictwa i tak się też stało.
Dzisiaj ładnie żeśmy Rosjanom podziękowali za Kraków i 600.000 Rosjan, którzy zapłacili życiem za to, abyśmy byli wolni. Dzisiaj młodzi Polacy już zapomnieli jak ich ojcowie, matki, dziadkowie płakali. Witali Rosjan kwiatami, całowali Rosjan, ściskali.
Dzisiaj Watykan tak pielęgnuje nienawiść Rosjan z Polakami i Polaków z Żydami. Polska musi natychmiast zerwać konkordat, który podpisała premier Hanna Suchocka. Musimy odłączyć się od Watykanu, stworzyć Polski kościół katolicki, wyrzucić z kościołów spowiedź, zlikwidować celibat. Księża powinni być normalnymi ludźmi, ubrani w garnitury, powinni mieć rodziny i dzieci.
Z kościołów tak jak w Kanadzie powinno się powyrzucać ławki i wstawić stoliki i krzesła, tak aby wierni w czasie mszy mogli napić się kawy, tak aby można było spotkać się i porozmawiać ze znajomymi, bez wstawania, siadania i klękania, co chwilę.
Kościół przez ostatnie 500 lat nie zrobił nic, aby przyciągnąć do siebie wiernych. Wprost przeciwnie, zrobił wszystko, aby odepchnąć ludzi od kościoła. Czy, aby zrobić reformę w kościele potrzeba rewolucji tak, jak we Francji i musi zginąć dziesiątki tysięcy ludzi?
Nie! Można to zrobić bezkrwawo, tylko natychmiast trzeba zerwać jakiekolwiek kontakty z Watykanem, który tylko szczuje nas przeciwko nam. Pielęgnuje nienawiść Polaków do Rosjan i Żydów. Trzeba pamiętać, że każdy naród ma swoją hołotę, za którą się wstydzi i odpowiada.
Jeszcze jedna sprawa jest do wyjaśnienia, dlaczego Papież Pius XI i jego następca Papież Pius XII nie rzucili klątwy na Hitlera. Miliony ludzi zamordowanych dzieci, kobiet, starców i jeńców wojennych, a tu klątwy nie było. Dlaczego?
Luter nigdy nikogo nie zamordował, a od razu Papierz rzucił na niego klątwę, a na Hitlera nie!? Dlatego, że Watykan był twórcą wyprawy w roku 1939, także papież klątwę musiałby rzucić sam na siebie.
Każdy Polak wie, że Polska to kraj, który od roku 966, czyli pierwszej wyprawy krzyżowej z Watykanu z wynajętymi niemieckimi mordercami cierpiał tak wiele i tak mężnie, że nie ma chyba sobie równego na świecie.
Historia Polski od roku 966 jest niemal krwią i łzami pisana. Od wieków płoną wioski i miasta Polskie, od wieków wróg ze wszystkich stron niszczy kraj, wznosi szubienice, napełnia więzienia najlepszymi dziećmi Polski. Polska jest od roku 966 odwiecznym terenem walk, areną wielkich rozgrywek, między narodami. Jest krwawiącym szańcem kultury.
Słusznie swego czasu Ojciec Święty Paweł V powiedział do Polaków „Dajcie mi grudkę polskiej ziemi, a ja z niej męczeńską kroplę krwi wycisnę. Ta wasza ziemia to najlepsza polska relikwia”.
Prawda ta stała się ponownie smutną i tragiczną rzeczywistością po ostatniej wyprawie krzyżowej 1939-1945. Wśród okrutnych, nieludzkich wręcz tortur na szubienicach w obozach koncentracyjnych, w więzieniach, na ulicach wiosek i miast naszych, po lasach i polach, na robotach w kraju i na wygnaniu za granicą, tylko z Polaków Niemcy produkowali mydło, zginęło 6 milionów najlepszych synów i córek polskich. Krew Polska na nowo popłynęła wezbraną rzeką i znowu przepoiła niemalże każdą grudkę naszej męczeńskiej ziemi.
Krew, pot i łzy są wpisane w życiorys każdego Polaka, albowiem jest zapisane w starym testamencie „Będziesz pracował i jadł we krwi, pocie i kurzu, tak długo, aż wrócisz do ziemi”.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski