sobota, 20 Październik 2018

Felietony

Gal Anonim: *Historię piszą zwycięzcy *Jeżeli coś nie zostało zapisane, to tego nie ma.
Motta Zbigniewa Tomaszewskiego: *Złoto i klejnoty przynoszą tylko problemy *Rany od noża zagoją się, od słów nie *Owcę zabłąkaną odnajdziesz, człowieka nie *Niemcy są bardzo gospodarnym narodem, tylko im udało się zrobić z ludzi mydło *Pogoda zawsze jest piękna, jeżeli twierdzisz, że nie to znak że jesteś źle ubrany *Pamięć jest skarbnicą umysłu *Po co bać się śmierci, to przygoda jaką każdemu oferuje życie *Każdy naród ma swoją hołotę, za którą się wstydzi i odpowiada *Aby można było krzyknąć hura! Najpierw trzeba krzyknąć ała!
Przysłowia Europy: *Czas leczy rany, ale zmarszczki nie *Dobrze jest mówić, jeszcze lepiej milczeć *Doradcy radzą, ale nie zapłacą *Duma najczęściej w pustym łbie zagości *Gdy wiatr w oczy wieje, człowiek mądrzeje *Interesy świątyń nie mają *Jaki dom, tacy goście *Kamień który się toczy, nie obrasta mchem *Kobieta i wino to trucizna ino*Kto nie kocha książek umiera zhańbiony*Kto szuka zła, szybko znajdzie *Łzy długu nie wymażą *Mistrza pozna się po dziele *Młode drzewo prostuje się łatwo *Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.

Jak to z Żydami w Polsce było część 16

W tej części spróbuję wyjaśnić, dlaczego zło często zwycięża. A to dlatego, że miliony ludzi wolą pozostać przy starym porządku, sprawdzonym od wieków. Tutaj podam przykłady z życia wzięty, mianowicie, jak pasterz pilnował swe owieczki. One miały w owczarni spokój, schronienie, pokarm, czuły się tam bezpiecznie. Nagle burza, piorun uderzył w owczarnie. Pojawiły się płomienie. Ogień rozwijał się, pasterz wyrwał wrota z zawiasów, wbiegł do środka i zaczął wypędzać swoje owieczki. Im gorliwiej wypędzał, tym one wbiegały w głąb owczarni, prosto w płomienie. Spłonęła cała owczarnia razem ze zwierzętami.
Tak samo jest przez ostatnie 1050 lat z ludźmi. Gdy było zagrożenie ludzie chowali się w kościołach, padali na kolana i modlili się. Myśleli, że są bezpieczni. Wróg podpalał kościół i na kolanach, w męczarniach., z modlitwą na ustach ludzie umierali.
Ludzie, jak się do czegoś przyzwyczają, to nie chcą zmian. Osią tych zapasów była zawsze dobra wiara i zaślepienie zwolenników starego ładu, promienność i prorocza ufność apostołów nowych prawd. Tam, kiedy dwa te obozy się spotkały, walka wszczynała się na śmierć i życie. Tylko sekciarz może poniewierać sędziów rzymskich, watykańskich za wyrok wydany na Galileusza i innych bardzo mądrych ludzi.
Sędziowie i rządzący od zawsze byli tylko przeciętnymi ludźmi, a ludzie przeciętni są jak te rośliny, które można wyrwać z korzeniami, ale spróbuj je przesadzić na grunt obcy, inny – to jest prawie niemożliwe i tak samo jest z ludźmi. Watykan przez ostatnie tysiąc lat spalił innowierców na stosach i zamordował w inny sposób miliony ludzi.
Teraz przekonanie miliardów ludzi, aby przeszli w wiarę naszych praojców, czyli tak zwanych pogan i uwierzyli w ogień, wodę, drzewa i słońce, jest praktycznie niemożliwe. Tak, jak z tym pasterzem, który wypychał na siłę owieczki z płonącej owczarni. One nie chciały jednak żadnych zmian.
Chrystus nauczając, najchętniej szedł między ubogich duchem. Malutkim się kłaniał, ku dzieciom zwracał swe słowa, postrzegając, że kapłani i doktorowie nie sposobni są ogarnąć czystej nauki, że w najlepszym razie chcieliby kompromisu i że stare zabobony radziłyby okryć płaszczem nowych prawd. Chrystus, nazywał swoich wrogów tymi, którzy sami nie wiedzą, co czynią. Widział w nich zmurszałe drzewa, niezdolne do wyprostowania swych pogarbionych pni. Żadna cywilizacja nie godzi się na to, że jest szczeblem drabiny, której wierzchołek ginie w obłokach, bo żadna cywilizacja nie spogląda w górę, lecz w dół. Bo tam w dole widzi przebyte szczeble i cieszy się, że stoi na najwyższym i liczy: rodzina, wioska, osiedle, miasto, naród – w tym miejscu urywa, nie chce, aby czas mógł to wszystko unieść jeszcze wyżej, aby ten ostatni ład mógł znaleźć rozwinięcie, jeszcze wyżej i tak każda cywilizacja z godnością i dumą kończy na swoim „JA”. Kończy bo kończyć musi. Nic tu nie znaczy pamięć i doświadczenie dziejów. Nic nie wskórają. Człowiek pozostanie przy swoim „JA”. Nic Polaków nie nauczyła przeszłość dziejów, wojny, zabory, niewola, zero wyciągniętych wniosków. Jak tylko są wolni żrą się między sobą, jak psy.
Obserwujemy w ostatnim czasie, ze głupota Polaków nie zna granic. Ludzkość jest karabinem pozbawionym żagli i busoli, a rzuconym w dal oceanu na wieki błąkania się i szukania przystani, zdolnej go obronić od niosącej fali. U steru tłok i ścisk. Raz po raz śmiałkowie pchają się do kierownictwa. Raz po raz dalekowidz odkrywa na horyzoncie mgły lądu. Okręt dąży ku niemu, lecz zanim kotwice zarzuci, już go nowa fala uniesie i w inną porwie stronę. Raz za razem wybuchają spory o ster, o kierunek. Próżny wysiłek. Póty wiary w kierunek nie będzie, póty zaufania w sternika nie ma.
Tak jak ten korab będzie bez zgody i ładu błąkać się po falach, tak samo ludzkość będzie błądzić i bronić się z rozwagą, do ostatniego argumentu istniejącego ładu, lecz i słuchać uważnie nowych haseł i mieć uśmiech pobłażania nawet dla Utopii.
Takim nowym sternikiem okazał się dla 80 milionowy naród niemiecki w roku 1933 pod rządami Adolfa Hitlera. Wódz obiecał wszystkim pracę, chleb, przestrzeń życiową na najbliższe 1000 lat. Czy możemy dzisiaj winić Niemców, że poszli za sternikiem, który obiecał im to wszystko? Marzyli, Zzaufali mu, jak te owieczki w płonącej owczarni. I tak, jak chrześcijanie, o których wspomniałem ukrywali się przed złem w drewnianych kościołach, modląc się na kolanach, czuli się bezpieczni. Sternikiem dla nich była wiara, lecz pomylili kościoły, które były watykańskie. Często podpalali je wysłannicy z Watykanu, Jezuici, Krzyżacy, Templariusze. To prawo mędrców, a obowiązek ludzi oświeconych. Nie ma bowiem takiej tolerancji religijnej, która by zezwoliła na podawanie w wątpliwość moralności i sprawiedliwości państwowej lub na utożsamianie jej z moralnością i sprawiedliwością wyznawanej wiary.
Nie dostojnicy rzymscy wyrzekali się pogaństwa, przyjmując chrzest, lecz chrześcijanie pozyskując dla siebie tych dostojników. Pierwszy cesarz chrześcijański, Konstantyn więcej do Chrystianizmu wniósł bałwochwalstwa, niż wziął z niej nauki Chrystusa. Pierwsze wieki chrześcijaństwa raz za razem rozbrzmiewają hasłami, które obecnie tak stanowczo przypisuje się anarchistom. Hasła te milkną powoli, ale milkną tylko w piersiach, tych, którzy stanęli u władzy. Chrześcijanie już nie tylko kwapią się oddawać to, co jest cesarskiego cesarzowi, ale zajmują trony, wyrzekają się ubóstwa, wolą doczesne wywyższanie nad pośmiertne. Nauka miłości bliźniego staje się powoli sprzymierzeńcem i narzędziem władzy i państwowości. Zasklepia się już nie apostołuje, ale zniewalać chcę siłą. Już sama rozkazuje, sama uciemięża i dręczy „nieprzyjaciół swoich” zamiast ich kochać.
Poprzez pewien czas trwają jeszcze w Watykanie walki ideowe, przez pewien czas jeszcze filozofowie bronią rwącej naprzód myśli – aż pod obuchem nowych władców gaśnie pochodnia Aleksandrii, aż zapamiętały Justynian zamyka wszystkie szkoły, wykładające filozofię. Nastaje chwila ciszy, chwila oszołomienia, chwila wyczekiwania. Zmieniono kostiumy i formy ceremoniałów, tytuły i zakwitło zło, które potępiał Chrystus, a które niweczyć pragnie Watykan. Niewolnictwo, uciemiężenie pracujących, kastowości, sprawiedliwość, podporządkowująca byt jednostki widokom rządów, moralność polityczna, umiejąca przykazania „nie kradnij”, „nie zabijaj.
Podsumowując, gdy gmach ma swój kamień węgielny, stanowiący podstawę dla wszystkich wiązań i rozgałęzień, tak i umysł ludzki musi mieć kamienie węgielne dla swych wierzeń. I jak gmach w pozbawieniu go kamienia węgielnego musi widzieć swą niechybną ruinę, tak i człowiek, postrzegając zamach na podwaliny swego bytu, widzi grożącą mu zgubę.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

Motta Zbigniewa Tomaszewskiego:
*Kto poluje na dziką zwierzynę z karabinem, z lunetą, z 300 metrów – sam jest dzikim zwierzęciem. *W 64 roku Neron podpalił Rzym, potem obwinił chrześcijan. *W 1933 roku Hitler podpalił Reistag potem obwinił przeciwne partie. *Jeśli mieszkasz sam, nigdy w złości nie przewracaj szafy, bo sam jej nie podniesiesz. *Pełzamy po ziemi niczym zaraza, grób jest jedynym wynagrodzeniem za naszą nikczemność.
Złote myśli:
*Gdzie znika zainteresowanie tam znika i pamięć – Johann Wolfgang Von Goethe. Baśń Napoleońska przypomina mi objawienie św. Jana: „Każdy czuje, że coś w nim tkwi, tylko nie wie co – Von Goethe Napoleon szukał cnoty, a nie znalazłszy jej znalazł moc! – Von Goethe
Przysłowia Europy:
*Przyjaźń to nie struna – nie napinaj jej zbytnio. *Psa starego nie nauczysz niczego. *Raz ukradniesz, na zawsze pozostaniesz złodziejem. *Schwytanie złodzieja najlepiej powierzyć złodziejowi. *Skrucha jest chwalebna, ale lepsza niewinność. *Tchórz, zanim umrze, kona wiele razy. *Wiedza nie jest ciężarem. *W leniwym łbie majstruje diabeł. *Wybieraj żonę uchem, a nie okiem. *Dla religii ludzie zrobią wszystko, będą się kłócić, walczyć, umierać, zabijać, tylko nie będą zgodnie z nią żyć – Tadeusz Kościuszko

Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu. W kolejnych moich badaniach historycznych będę szukał dowodów na to, że Polacy i Niemcy nie ponoszą odpowiedzialności za masowe mordy narodu żydowskiego. Do zbadania tej kwestii zmusiła mnie nienawiść do Niemców, którzy w czasie II wojny światowej katowali mojego ojca w obozie koncentracyjnym w Żabikowie.
Wrócił do domu strasznie zmasakrowany, był według opowiadań mamy i babci cały granatowy. Badania podjąłem, dlatego żeby znaleźć jakiś powód dlaczego Niemcy z taką zaciętością mordowali ludzi.
Niemcy wyciągali kilkumiesięczne dzieci z kołyski za nóżki i rozbijali główką o ścianę. Badania podjąłem, ponieważ nie chcę umierać z nienawiścią w sercu do narodu niemieckiego. Przecież to są też normalni ludzie.
Nie chcę jechać na wakacje do Kołobrzegu i wychodzić z restauracji i kawiarni, gdy wchodzą Niemcy. Nie chcę omijać szerokim łukiem na molo ludzi, gdy słyszę niemiecką mowę. Moim marzeniem jest znalezienie środków łagodzących dla narodu niemieckiego i rozmawiania z nimi.
Przecież wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga. I tu opiszę mój przykład, jak politycy i Kościół łatwo mogą manipulować milionami ludzi.
Wezmę dwie kartki i linijkę. Na jednej i drugiej kartce rysuję taką samą kreskę, prostą i tej samej długości. Pod jedną kreską podpiszę: „Ta linia jest prosta” a pod drugą kartką „Ta linia nie jest krzywa, skrętna, ani spiralna”.
Obydwa podpisy są dobre i właśnie w taki sposób politycy i kościół może manipulować milionami ludzi na świecie. Przez dziesiątki lat badam historię, trzeba przełożyć setki tysięcy pożółkłych, nieraz pokrytych pleśnią stron, starych ksiąg, akt, gazet i fotografii oraz rycin. Tego i innych źródeł drukowanych i rękopiśmiennych są dziesiątki tysięcy.
Wiem, że jest to iście benedyktyńska praca, ku wydarciu z mroków przeszłości człowieka i jego dzieła, im głębiej sięgam w przeszłość, im dalej na zachód, Hen Porguję, Magdeburg, Hamburg i wszędzie widzę ziemię Polską, względnie naszych najbliższych pobratymców, Słowian. Ślady po nich zostały w postaci zniekształconych nazw osiedli, jezior, miast i wsi. Chcę je wyrwać z toni zapomnienia, chcę być utrudzonym górnikiem wydobywającym w trudzie i w poniżeniu tych utraconych na zawsze skarbów informacji. Choćby mieli i mnie straszyć sądami i pluć przede mną na ulicach, spróbuję dokończyć. Badanie to trud mego życia. Może za sto lub dwieście lat ktoś to doceni, tylko że wtedy mnie już nie będzie.
Mój wzorzec to Władysław Reymont. To co pisał atrament robił sam, z krwi, potu i łez. Ludzie pluli przed nim na ulicach. Jak dostał Nobla, to zapraszali go na dwory i pałace, jednak był tak upokorzony, że zamknął się w swoim domu w Kołaczkowie, pogrążając się w rozpaczy i alkoholu.
Do badania historii nakłonił mnie mój przyjaciel Doktor Zenon Szymankiewicz. Obydwoje byliśmy miłośnikami gór, na jednym ze spacerów po górach Zenon powiedział do mnie:
– Zbyszek, my w czasie wojny musieli ratować ludzi, ty nie musisz teraz ratować ludzi, proszę ratuj historię.
Te słowa będę pamiętał do końca życia. Utkwiły mi w pamięci także słowa, które na pogrzebie Zenka wypowiedział wojewoda Włodzimierz Łęcki „Zenku mogłeś zostać kimś, jednak do końca życia pozostałeś człowiekiem”.
Gdy idę co tydzień do kościoła, to po mszy w naszym mózgu pozostaje piękna muzyka grana na organach, piękne stroje księdza – złote, zielone, purpurowe. W kościele znajduje się masa pychy i przepychu w postaci złota i marmurów.
Idąc w niedzielę do lasu usłyszymy wiele pięknej muzyki w postaci śpiewu ptaków oraz szumu drzew. Jest to dar od Pana Boga, tak piękny, że łzy same płyną po policzkach ze wzruszenia.
Idąc dalej możemy natknąć się na źródełko, które wydaje cudowne dźwięki, obok przebiega sarna, a zaraz za nią zając.
Dookoła otaczają to wszystko wspaniałe drzewa wyrzeźbione osobiście przez Pana Boga. W lesie można doznać wspaniałego kontaktu ze stwórcą. Wierzę, że wszystko, co nas otacza stworzył Bóg.
W lesie nie ma złota, pięknych strojów, rzeźb i pychy. Wszystko, co nas otacza, nawet ta kałuża na drodze, w której możemy spojrzeć sobie w oczy. Gałązka na drodze nadepnięta wydaje wspaniały odgłos. Wszystko to jest darem, a za nic nie trzeba płacić.
Jak mówi nasza wspaniała młodzież, narybek przyszłości, dlaczego Polacy nie widzą, a może nie chcą widzieć, jak Kościół Watykański szczuje nas przeciwko nam. Szczuje Polaków i pielęgnuje w nas nienawiść do Rosjan, Żydów, cyganów. A czy oni są inni od nas? – Są takimi samymi ludźmi.
Watykan nie akceptuje ich ze względu na inną religię. Polska powinna posiadać własny Kościół Katolicki, odłączony od Watykanu.
Ciąg dalszy nastąpi,
Zbigniew Tomaszewski

Motta Zbigniewa Tomaszewskiego: *Dlaczego niektóremu człowiekowi jest tak trudno być człowiekiem, często sięga po zwierzęce poczynania. *Nigdy nie tłumacz głupcowi, bo i tak nie zrozumie. *Nieraz milczenie więcej powie człowiekowi, aniżeli krzyk. *Jeżeli masz pasj i żonę, to pamiętaj, że pasja nigdy nie da Ci rozwodu. *Wielu ludzi wie o tym, że ich życie może zacząć się dopiero jutro. *Nie ważne, jak upadamy, ważne, jak się ładnie podnosimy. *Żyj tak, aby wszyscy płakali, jak umrzesz. *Gdy władza rośnie, człowiek maleje. *Piękno jest w oczach patrzącego. *Im większa władza, tym mniejszy człowiek. *Głód jest najlepszym kucharzem. *Jeśli przesadzisz, to nawet anioły cię pogryzą. *Człowiek, to jedyne stworzenie natury, które potrafi targnąć się na swoje życie.
Przysłowia Europy: *Nie jest bezpiecznym, kto usiadł za wysoko. *Nie każdy but, na każdą nogę. *Nie podpala się domu, aby wypędzić myszy. *Nie pytaj, a Cię nie okłamią. *Nieszczęścia mówią, czym jest szczęście. *Nie śmiej się przed śniadaniem, bo będziesz płakać przed kolacją. *Nie wykipi garnek pilnowany. *Nie zmienia się konia podczas przeprawy. *Płot wysoki, przyjaźń odnowi na roki. *Płytkie strumyki robią największy hałas. *Pochlebstwo jest smacznym daniem dla głupców, ale i mędrzec lubi od czasu do czasu zjeść chociaż kąsek. *Prawda jest, jak róża, ma też swoje kolce. *Prawdę ujawni tylko czas. *Prawo chwyta muchy, lecz wypuszcza szerszenie. *Przyjaciel wszystkich nie jest niczyim przyjacielem.

Jak to z Żydami w Polsce było część 14
Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.
W części 14 będę kontynuował zbrodnie Watykanu, który ma na sumieniu miliony niewinnych istnień ludzkich zamordowanych w bestialski sposób. Chcę kontynuować historię księdza, który pierwszy odważył się napisać książki o zbrodniach Watykanu. Był nim wyjątkowo odważny, szlachetny ksiądz profesor Marcin Luter. Szkoda, że najpierw pierwsze księgi wydał w języku łacińskim, bo w Europie przeczytało je niewiele osób. Następnie wydał w języku niemieckim i wtedy dotarły one do znacznie szerszego grona. Wtedy Luter odniósł sukces, a przysłowie mówiące, że „Nie ma takiej mocy na świecie, która by złoto Watykanu nie zwojowała” – upadło. Lutrowi się udało, książki w języku niemieckim przeczytały miliony osób i tysiące ton złota straciły moc. Prawda wygrała.
Możemy zacytować tu przysłowie świata „Oliwa sprawiedliwa na wierzch wypływa”. Pozwolę sobie jeszcze zacytować słowa naszej wspaniałej poetki Marii Konopnickiej, które w 1903 roku przekazała ludowi polskiemu, w polskim kiedyś Lwowie. Wprowadzenie do książki dał Lucyan Rydel pod datą 19.X.1902 roku:
– Tysiące książek napisano, ale mało jest pięknych. Na nic największe nauki, na nic najdłuższe mozoły: Nie napisze prawdziwie pięknej książki, kto z bożej łaski nie otrzymał pisarskiego daru. Próżno uczyć wróbla słowiczego śpiewania. Słowika nikt nie uczył, a śpiewa pięknie, bo Bóg dał mu głos. Podobnie, jak słowikom dar śpiewu, tak niektórym, wybranym ludziom daje bóg talent do pióra. Taki człowiek ma w duszy moc osobliwą, że widzi, czuje piękność dookoła siebie na ziemi, na wodzie, na niebiosach i we wszelkim stworzeniu i w ludziach bliźnich swoich. W prawdzie każdy, ktokolwiek patrzy na kwitnące sady, czy na łany zboża, czy na zachodzące słońce – każdy czuje że to wszystko jest piękne. Ale taki człowiek wybrany czuje te piękność świata, stokroć mocniej i wyraźniej, niż inni – a nie tylko czuje, ale umie słowami wypowiedzieć. A kiedy zacznie pisać, to mu się słowa składają tak jakoś, jakby malarzowi farby: czytasz potem i cały świat staje ci w oczach, niby malowany i nie i nie tylko malowanie, jest jeszcze coś więcej w tym, co pisze poeta. Słowa składają się w wiersze, a wiersze splatają się pomiędzy sobą i płyną, jakby jakaś dziwna muzyka. Kto chce pisać dobre książki, ten musi myśleć o drugich,więcej niż o sobie. Musi mieć serce gorące, któreby wszystkich kochało, wszystkich – bliskich i dalekich, wielkich i małych. Nie ma na ziemi, ani nawet w niebie nic świętszego nad litość. Ona sprawia, że człowiek może stać się podobnym do anioła, kiedy zapłacze nad nędzą, krzywdą i żałością swoich bliźnich. Zacytuję kilka słów Marii Konopnickiej. Człowiek, który je przeczyta i po policzku nie spłynie mu nawet jedna łza, może śmiało skończyć ze swoim życiem, bo nie jest człowiekiem.
*Nie wam, słowiki, wtórzyć przychodzę. Nie z Tobą, Różo, kwitnąć przy drodze, lecz z Tobą płakać człowieku! Temu tylko pług, a socha, kto tę czarną ziemię kocha, kto rodzinnych swoich pól, zna wymowę – łzy i ból.
Kto ukocha lud w siermiędze, kto zna twardej doli nędze, kto wyciągnął, jako brat, dwoje ramion do tych chat!
*GDZIE MY OD WAS ODESZLI?
Gdzie my od was odeszli? Gdzieście wy zostali?… Czemu nie razem, w górę poszła nasza droga? Czemu my dzisiaj-wielcy? A wy czemu – mali? Kto z nas za to odpowie przed sądem u Boga? O Bracia! Jeśli sobie przebaczyć mamy, zróbmy to teraz, dzisiaj; dość żalów, dość kłótni… Otwórzcie nam ramiona! To my – Was szukamy, bośmy może winniejsi… ach i bardziej smutni!
* WYJDĘ Z CHATY POD FIGURĘ.
Wyjdę z chaty pod figurę, będę Boga błagać, prosić, by mnie zmienił w czarną chmurę i rozkazał wichrom nosić. Jak bliźnięcy my tułacze, polecimy, het na wolę. Cóż mi dole? Cóż niedole? Duch mój rwie się, duch mój płacze!
Oj ty wietrze, ptaku mglisty, przed błękitną leć głębinę. Niechaj w cichych szumach płynę, jak mdlejąca pieśń lutnisty. Oj, nie do was, wy stolice, w blaskach złota i w purpurze, bo podpłynęłabym, jak burze, ciskające błyskawice.
Ale do Was nędzne chaty, pola smętne i jałowe; ale do was leśne kwiaty, wysrebrzone w rosy płowe. Ale do was bory ciemne, co poicie mnie muzyką, jak ja smętną, jak ja dziką, zdradzającą łzy tajemne!
Ale do Was, wy mogiły, krwią pojonej ziemi kwiaty. Tam zaczerpnie tchu i siły, duch mój, jeniec ten skrzydlaty!
*NA FUJARCE:
A czemuż wy, chłodne rosy padacie? Gdym ja nagi, gdym ja bosy, głód w chacie? Czy nie dosyć, że człek płacze na ziemi, co ta nocka sypie łzami srebrnemi?
Oj, żebym ja poszedł ino przez pole i policzył łzy co płyną na rolę. Strach by było z tego siewu żąć żniwo, boby snopy były krwawe nad dziwo!
Przyjdzie słonko, na niebiosy wschodzące i wypije bujne rosy na łące. Ale żeby wyschło naszych łez morze, chyba cały świat zapalisz, Mój Boże!

Na tym muszę zakończyć, bo książka z 1903 roku ma już 115 lat i aż 304 strony. Skład robiony był w księgarni H.Altenberga we Lwowie, trzcionkami drukarni Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, pod zarządem Józefa Filipowskiego. Rysunki do książki wykonał Stanisław Wyspiański.
Wracając do tematu Marcina Lutra, którego nauka znalazła w Europie licznych i gorących zwolenników wśród wszystkich warstw społecznych. Niemcy ówczesne żyły w biedzie, a duchowieństwo żyło w złocie i niezliczonym bogactwie. To powodowało, że na ich bogactwo patrzył z równą nienawiścią proletariat miejski, jak chłopi i uboga szlachta. Hasła głoszone przez Lutra potępiały bogactwo i wyzysk czyniony przez kler i artstokrację.
Oprócz tego niemałą rolę szerzenia się nauki Lutra odegrało hasło żądania Lutra uniezależnienia się kościoła w Niemczech od zbrodniczego złodziejskiego papiestwa oraz zaprowadzenie języka niemieckiego w obrzędach kościelnych.
Odrodzenie wpłynęło w znacznym stopniu na rozwój literatury w językach narodowych. Rozbudzona świadomość narodowa niechętnie odniosła się do łaciny w obrzędach kościelnych i do zależności kościelnej od czynnika pozakrajowego, jakim było papiestwo. Z tego przybywało zwolenników nauki Lutra. Oni zaczęli się zwać ewangelikami, gdyż pismo święte, zwłaszcza ewangelię, uważali za jedyne i podstawowe źródło wiary.
Były naciski z Watykanu na Lutra. Papież rzucał na niego wszystkie klątwy, jakie tylko były możliwe. Luter się załamał i wysłał list do Watykanu, w którym wyznał, że postąpił źle i prosił o przebaczenie i cofnięcie wszystkich klątw. Papież nakazał Lutrowi, by załadował na taczki wszystkie księgi, zawiózł na rynek w Witembergu i spalił na oczach mieszkańców. Luter chciał wykonać nakaz. Zawiózł księgi na rynek. Przybyły tłumy. W momencie, gdy chciał podpalić, lud zaczął krzyczeć: „Marcinie, zamiast spalić księgi, musisz wrzucić do ognia i spalić bulę, którą przysłał papież z nakazem, co ma zrobić. Lud zagroził, że jeżeli podpali swoje książki, to oni go spalą razem z tymi książkami. Luter do rozpalonego już drewna nie wrzucił, ani jednej księgi, tylko wyjął bullę z kieszeni od papieża i wrzucił do ognia. Tłumy oszalał z radości. Odniósł sukces, a papież odniósł straszną porażkę.
Nadal brodnie Watykanu sięgały zenitu. Inkwizycja paliła na stosach tysiące odszczepieńców, ale nie dosięgnęli Lutra. Miał on już miliony zwolenników w całej Europie. Z czasem wyznawców Lutra nazywano protestantami, ponieważ na jednym z sejmów niemieckich złożyli protest przeciwko zakazowi swobodnego wyznania. Rozpoczął się początek walk religijno-społecznych. Na skutek ożywionej działalności zwolenników Lutra w wielu miejscowościach dochodziło do zrywania z kościołem. Wprowadzono też nowe obrzędy kościelne.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski \

Grąblewo czy Grąbiewo?
Szkoła Podstawowa, jednostka OSP, sala wiejska, to najważniejsze instytucje podgrodziskiego Grąblewa. W ramach naszych artykułów dziś nadszedł czas na tę właśnie miejscowość.
Wieś ta występuje w źródłach również pod innymi nazwami (1383 Grambyewo, 1386 Grambevo, 1407 Grambowo, 1430 Crampyewo, 1448 Grampyewo, 1450 Grabyewo, 1581 Grąmbiewo, 1591 Grąmblewo, Gramblewo).
Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1383 roku. Było to gniazdo rodowe Grąbieńskich herbu Łodzia. W połowie XV w. występuje istotna informacja w źródłach dotycząca wydzielenia z obszaru wsi Grąblewo majątku Strzelce, który staje się własnością bocznej linii Grąbieńskich. Granica, między Strzelcami, a Grąblewem jest wtedy opisana w sposób następujący:
– Biegnie od kopca między Grąbiewem, a Ptaszkowem, tj. od narożnika (pala) w strudze (Łęczyczna), aż do wsi, a następnie między wspomnianymi wsiami, aż do granicy z Kurowem, a dalej do granicy z Urbanowem, do cieku – Kurowska Struga.
W 1525 r. dochodzi do ponownego rozdziału (z pewnością dobra zostały ponownie w XV w. skomasowane) Mikołaj i Jan Grąbiewscy: w 1525r. podzielili się dobrami: Mikołaj otrzymał wieś Snowidowo z sadzawką, 1 1/2 łana folwarcznego wokół wsi Kurowo oraz las od granicy ze Snowidowem, do miejsca zw. Łowisko (które leży naprzeciw miejsca zw. Ostrów Kurowski), wraz z łąkami kurowskimi.
Mikołaj nie ma podnosić wody w stawie na szkodę brata Jana; Jan otrzymuje 1/2 Grąbiewa z dworem i folwarkiem, 4 1/2 łana folwarku w Kurowie z całym zagajnikiem (indago) od granicy z Zimnowodą do miejsca zw. Łowisko oraz wszystkie łąki w Grąbiewie (PG 16, 88v-89).
Ta wieś szlachecka administracyjnie położona była od XVI wieku w powiecie kościańskim  W XIX wieku Grąblewo stało się częścią dóbr ptaszkowskich, a później była własnością Bieczyńskich.
W okresie Wielkiego Księstwa Poznańskiego (1815-1848) Grąblewo należało do wsi większych w ówczesnym powiecie bukowskim, który dzielił się na cztery okręgi (bukowski, grodziski, lutomyślski oraz lwowkowski). Grąblewo należało do okręgu grodziskiego i stanowiło odrębny majątek o tej samej nazwie, którego właścicielem był Tadeusz Bieczyński.
W skład majątku Grąblewo wchodziły: Strzelce oraz folwark Pantaleonowo. Według spisu urzędowego z 1837 roku wieś liczyła 282 mieszkańców i 23 dymy (domostwa).
W 1839 roku datuje się powstanie pierwszej placówki szkolnej w Grąblewie. Była to oczywiście szkoła pruska. W końcu lat siedemdziesiątych XIX wieku kierownikiem szkoły został p. Karge i pracował w Grąblewie przez prawie pól wieku do 1927 r. W tym czasie władze pruskie pobudowały obecny budynek szkoły (1900) rozbudowany w końcu XX wieku do obecnego kształtu.
Chłopi z okolic Grąblewa, Strzelec i Snowidowa aktywnie brali udział w strajkach chłopskich w okresie międzywojennym. W okresie II wojny światowej okupanci hitlerowscy w miejscowej szkole urządzili naukę „po niemiecku” dla dzieci z Grodziska, Grąblewa i Strzelec.
Po II wojnie światowej w dawnym założeniu dworskim urządzono oddział PGR Ptaszkowo. Tutejszy zakład specjalizował się w hodowli bydła, później owiec rasy „krzyżówka wielkopolska”. Dziś pola i obiekty dawnego PGR użytkuje RSP Urbanowo. Z dawnego założenia dworskiego pozostała tylko brama wjazdowa z początku XIX w., dość charakterystyczny symbol wsi oraz czworaki zbudowane w początku XX w.
Od 1947 r. działają we wsi strażacy ochotnicy. Założycielami OSP byli druhowie: Bolesław Kaczmarek, Władysław Jokś i Ludwik Bobowski. Ważną postacią dla społeczności całej wsi i straży pożarnej we wsi był pan Marciniak. To z jego inicjatywy m.in. w połowie lat siedemdziesiątych pobudowano w czynie społecznym strażnicę z salą wiejską. Do dziś jest ona kulturalnym centrum. Społeczność wsi oraz liczni grodziszczanie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych organizowali tu chętnie wesela i inne imprezy rodzinne. Było to jedno z najokazalszych wtedy miejsc, w których taka imprezę można było zorganizować.
Od końca lat sześćdziesiątych w miejscowości istniało boisko, na którym swoje mecze rozgrywał działający w miejscowości klub piłkarski LZS. LZS Grab Grąblewo grywał w niższych klasach rozgrywkowych do początku lat dziewiećdziesiątych. Jednym z ostatnich jego prezesów był Andrzej Domagała, społecznik i radny gminny z Grąblewa.
W Grąblewie jest kilka charakterystycznych miejsc, o których wypada wspomnieć, bo są znane wszystkim mieszkańcom miejscowości. Pierwsze z nich to „przepadlisko”. Tak określane był jeden z dwóch do dziś istniejących stawów znajdujący się przy ścieżce na wschód od szkoły. Starsi mieszkańcy wspominają, legendę o tym, że w miejscu tym dawniej znajdował się zamek (dwór), w którym mieszkał nieprzyjemny dla chłopów dziedzic. Za zachowanie wobec poddanych pewnego dnia spotkała go kara. Cały zamek zapadł się pod ziemię, a osuwisko zalała woda. Ponoć stawy na „przepadlisku” w okresie przedwojennym i zaraz po wojnie spełniały funkcje rekreacyjne dla mieszkańców Grąblewa i okolicznych miejscowości. Były regularnie czyszczone i można było w nich się kąpać. Na środku miejscowości, gdzie dziś znajduje się rondo, a w latach siedemdziesiątych zbudowano strażnicę OSP znajdowało się miejsce określane „rynkiem” – centrum wsi. Sklep, strażnica, kaplica działająca od lat dziewiećdziesiątych, bar „Bajka” w pobliżu szkoła, plac zabaw i boisko. To rzeczywiście serce Grąblewa.
Innym ciekawym miejscem są okolice mostku na drodze, pomiędzy Strzelcami a Grąblewem. Przez miejscowych nazywany jest „kurzymi płucami”. lub „czerwonymi płucami”. Miejsce to omijane było przez młode niewiasty, które straszyli opowieściami młodzi adoratorzy. Inną ciekawostką, o której nie wszyscy już pamiętają było istnienie we wsi kolejki folwarcznej. Łączyła ona folwark Strzelce z majątkiem Grąblewo. Jej składane tory przebiegały po wschodniej stronie wioski.
Duża kolej żelazna jest obecna w Grąblewie od ponad stu lat. Wieś dała nazwę dwóm przystankom kolejowym: przystankowi kolejowemu Grąblewo na nieczynnej linii z Grodziska do Opalenicy (kiedyś istniał przystanek Grąblewo Pole) oraz otwartemu 14 grudnia 2014 przystankowi na linii kolejowej z Grodziska do Lubonia (i dalej do Poznania).
Sebastian Skrzypczak


Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.
MOTTA ZBIGNIEWA TOMASZEWSKIEGO: *Człowieku, jeśli się nie poddałeś, to znaczy, że zawsze możesz wygrać, *Kocham książki, jednak trzeba odpocząć, dlatego kończę sezon czytania 31 grudnia i następny rozpoczynam dopiero 1 stycznia następnego roku, *Człowiek wielki, jeżeli chce być jeszcze większy, to musi umrzeć, *Jeżeli jesteś artystą i chcesz aby twoje dzieła sprzedano za dobrą cenę, to postaraj się umrzeć, *Miłości nie jest potrzebny kościół i złoto, wystarczy suchy chleb i woda, *Rok 1941 – Gebels: „Im większe kłamstwo, tym szybciej ludzie uwierzą”, *Stachura: „Nie zna smaku życia kto się przez tunel samotności nie przeczołgał”, *Rok 1920 Jan Kasprowicz, Lwów: „Zdrowaś Mario, łaski pełna – wszystko z grzechu: Czarna wełna na baranie, sierść na koniu, czy na krowie, włos na głupiej ludzkiej głowie – wszystko z grzechu ma początek, a największy zasię wrzątek wszego złego, co na świecie w piekielne chwyta nas pęty, ma przeklęty czart w kobiecie”
PRZYSŁOWIA EUROPY:
*Dzieci i głupcy nie potrafią kłamać, *Gaduła gorszy od złodzieja, *Głupiec zawsze znajdzie jeszcze głupszego, by się nim zachwycać, *Grymas przyjaciela jest lepszy od uśmiechu wroga, *Kto boi się śmierci, na poły już trupem, *Kto umie czekać, w końcu się doczeka, *Lepiej, gdy ci zazdroszczą, niż gdy cię żałują, *Lepsze zdrowie, niż złota mrowie, *Lepszy otwarty wróg, niż fałszywy przyjaciel, *Mądry zmieni zdanie, głupi przy swoim zostanie, *Na miłość lekarstwa się nie znajdzie, *Nie każdy święty, kto chodzi do kościoła, *Nie ma sensu śmiać się z kogoś, kto pierwszy śmieje się z siebie, *Nie obrażaj się na to, z czego żyjesz, *Nie właź, gdzie Cię nie proszą, *Pomyśl dzisiaj, a powiedz jutro

ZBRODNIE WATYKANU CIĄG DALSZY
Juliusz II i Leon X odgrywali ważną rolę w wojnach włoskich. Usiłowali nakłonić chrześcijańskie mocarstwa do powszechnej wyprawy krzyżowej przeciwko Turkom, lecz nie mogli tego dokonać, bo tylko Węgrzy, mając w posiłku niewielką liczbę rycerstwa polskiego (6000) bili się, bez znacznych skutków z Turkami, o południowo-wschodnie granice.
Leon X z rodu Mediceuszów, przychylnym był oświacie i sztukom pięknym, lecz przez chęć zgromadzenia, jak największych bogactw na budowę kościoła Świętego Piotra w Rzymie, używał ku temu celowi odpustów płatnych i dał sposobność do wielu nadużyć.
Wysłannicy watykańscy w całej Europie rozpoczęli słynne warzenie kobiet na specjalnych wagach. Za duże pieniądze wystawiali zaświadczenia, że zważona kobieta nie jest czarownicą i przybijali ten dokument papieską pieczęcią, i w taki sposób z Europy popłynęła rzeka złota do banku Watykanu. Kobiety z Europy, które zostały oskarżone o to, że są czarownicami i nie miały dokumentu zaświadczającego o ważeniu, płonęły na stosach.
Bogacze sprzedawali wioski, ziemie swoje, aby uzyskać zaświadczenie o tym, że ich córki i żony nie są czarownicami.
Ten fakt wykorzystali reformatorzy do swoich twierdzeń przeciw kościołowi. Papież Paweł IV (od roku 1555-1559) wystąpił przeciw odszczepieństwu Lutra, rozszerzył inkwizycję papieską i zaprowadził spis zakazanych książek (index Librorum Prohibitorum). Chodziło niby o zepsucie obyczajów kacerstwa zalecających.
Sobór Trydencki zakończony w roku 1563 nie przyniósł kościołowi spokoju, bo nie odwrócił odszczepieństwa. Luteranizm rozlewał się po Europie w zastraszającym tempie. W Wielkopolsce na terenie Polski udało się zbrodniami, intrygami i środkami podstępnych morderstw pokonać Luteranizm, czego powodem było wysłanie z Watykanu wyszkolonych 200 Jezuitów do Poznania. Ludzi, którzy występowali przeciw Watykanowi znajdowano ze sztyletami w plecach, martwych pływających w rzekach i jeziorach. Sztylet i trucizna były na porządku dziennym. Do dzisiaj w Poznaniu jest klasztor Jezuitów, który jest utrzymywany z naszych podatków, najprawdopodobniej.
Naświetlę w szczegółach odszczepieństwo Lutra od Watykanu. Wystąpienie Lutra nastąpiło w wigilię wszystkich świętych 31 października 1517 roku. Na drzwiach kościoła zamkowego w Witenberdze (Saksonia) ukazało się długie pismo zwierające 95 twierdzeń, inaczej zwanych tezami. Występowały one głównie przeciwko praktykowanemu podówczas zwyczajowi sprzedawania odpustów. Oto ich treść:
– Mylą się głosiciele odpustów (głosiło pismo), gdy twierdzą że przez odpust papieski (to jest kupiony), zyskuje człowiek zwolnienie od kary oraz zbawienie. Ci tylko tumanią ludzi, którzy głoszą, że z chwilą, gdy grosz wrzucony do skarbonki zadzwoni, dusza ich wydobywa się z czyśćca. Należy wiernych pouczać, że ten, kto daje biednym lub użycza łaknącym, robi lepiej. niż gdyby kupił odpust. Należy wiernych pouczać, że gdyby papież znał hyclostwa tych, którzy głoszą odpust, wolałby raczej, aby Bazylika Św. Piotra pozpadła się w proch, aniżeli żeby budowano ją za skórę, mięso i kości jego owieczek (tj. wiernych). Dlaczego papież nie buduje bazyliki za własne pieniądze, lecz za pieniądze ubogich chrześcijan? Wszak jego majątek jest tak wielki, jak żadnego bogatego Krezusa.
Autor pisma wzywał przeciwników swoich tez do dysputy ustnej lub za pomocą pisma. Autorem tym był profesor teologii Uniwersytetu w Wittemberdze, zakonnik i ksiądz Marcin Luter. Wybitny uczony „złotousty” kaznodzieja, już przedtem występował przeciwko zeświecczeniu i bogactwom duchowieństwa. Głosił też, że jedynie wiara w Ewangelię daje pewność zbawienia. Miał znaczne grono zwolenników i poparcie księcia saskiego. Tezy wywołały w Niemczech niezwykłe zainteresowanie i ożywienie. Ukazały się liczne pisma występujące w ich obronie lub zwalczające poglądy Lutra. Na słynnej dyspucie z teologami katolickimi w Lipsku, Luter bronił swej nauki atakując zarówno nieomylność papieża, jak i soboru. Było to już jawne zerwanie z kościołem. Od tej pory Luter szerzył swe poglądy za pomocą licznych pism łacińskich i niemieckich. Odrzucał w nich zwierzchnictwo papieży i całą tradycję kościelną, większość sakramentów, śluby zakonne, bezżeństwo księży itd.
Jednocześnie wzywał Luter społeczeństwo, aby wystąpiło przeciwko dotychczasowym stosunkom w kościele.
OD AUTORA:
– Luter popełnił niewybaczalny błąd, ponieważ wszystkie swoje pisma i księgi wydał w języku łacińskim, a w XVI wieku po łacinie umiało czytać tylko kilka procent ludzi w Europie. Gdy się zorientował w błędzie, natychmiast wydał księgi po niemiecku i odniósł sukces.
Tak szczerze, to z opisów zbrodni Watykanu wynika, że na każdej cegle, z której zbudowany jest Watykan, jest krew, pot i krzywda milionów ludzi. Po zakończeniu badania zbrodni przeciwko ludzkości, będę apelował do całego świata i wznowienie procesu w Norymberdze, na którym to procesie zostały osądzone muchy, a szerszenie nieźle się mają do dzisiaj i opływają w tysiącach ton złota.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski


Świętujemy setną rocznicę niepodległości. W związku z tym przedstawiam jedną z postaci, która dla tej niepodległości wielce się – na naszym terenie – zasłużyła. To budowniczy polskiego sądownictwa w Poznańskiem. To postać, która wyrosła ze znakomitego rodu, nie pochodzącego jednak z naszego kraju, ale z Francji. Zaprezentujemy oobę Jana Motty’ego.
Protoplastą rodu na ziemiach polskich był Jan Baptysta Motty, który przybył na nasz teren razem z wojskiem napoleońskim. Po klęsce Napoleona związał się z rodziną Mielżyńskich, u których pracował, jako guwernant. Później został nauczycielem w Gimnazjum Marii Magdaleny w Poznaniu. Jego synem był Marceli – znany poznański pedagog i podobnie jak ojciec – pisarz. Marceli stworzył słynne „Przechadzki po mięście” – dając obraz XIX-wiecznego Poznania i jego mieszkańców.
Marceli był szwagrem Hipolita Cegielskiego, gdyż jego siostra wyszła za mąż właśnie za słynnego przemysłowca i założyciela fabryki, a wcześniej nauczyciela w jednej z poznańskich szkół. Marceli Motty był ojcem związanego z Grodziskiem Jana Mottego.
Poświęćmy Janowi chwilę uwagi. Urodził się 4 marca 1850 roku w Poznaniu. W młodości odebrał doskonałe wykształcenie. Ukończył Gimnazjum Marii Magdaleny, w którym uzyskał świadectwo dojrzałości w 1869 roku. Po gimnazjum rozpoczął studia prawnicze w Berlinie. Po złożeniu egzaminu asesorskiego pracował, jako sędzia powiatowy w Byczynie i Kluczborku (na Śląsku). Porzucił stanowisko sędziego z uwagi na niemożność otrzymania etatu w Wielkim Księstwie Poznańskim. Powodem była zadeklarowana niechęć do niemczyzny, podsycana antypolską, germanizacyjną polityką Prusaków.
W 1882 roku Jan Motty osiadł w Grodzisku i rozpoczął praktykę adwokacką. Mieszkał tutaj przez 36 lat osiągając tytuł radcy. W tym czasie brał aktywny udział w życiu miasta i regionu. Był członkiem Magistratu Grodziska (Zarządu Miasta), awansował również w swojej „branży” – zostając wiceprezesem Rady Adwokackiej Wielkiego Księstwa Poznańskiego. W 1883 roku ożenił się z Mieczysławą Teklą Kaczorowską herbu Rogala.
Gdy w 1918 roku Polska odzyskała niepodległość Jan Motty zaangażował się w organizowanie polskiego sądownictwa. Wtedy musiał – ze względu na swoją działalność zawodową – wyprowadzić się z miasta. Został szefem Sądu Apelacyjnego w Wielkopolsce. Nominowała go Naczelna Rada Ludowa – organ kierowniczy w Wielkopolsce, w czasach powstania wielkopolskiego. Władze odrodzonej Polski ostatecznie w 1920 roku potwierdziły to stanowisko.
Kierując Sądem Apelacyjnym Motty doprowadził do jego spolszczenia i reorganizacji w związku ze zmianą granic. Za zbudowanie polskiego sądownictwa w Wielkopolsce, Jan Motty został odznaczony przez władze polskie w 1922 roku Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta.
Ta postać niewątpliwie może zostać uznana za jednego z budowniczych, odrodzonej 100 lat temu, Polski.
Warto jeszcze napisać o pasji pisarskiej naszego bohatera. Podobnie, jak ojciec i dziadek pozostawił po sobie dzieła literackie. Jego największym osiągnięciem było wydanie powieści „Wojna o pannę” napisanej przed 1870 rokiem.
Jan Motty zmarł 4 kwietnia 1929 roku w Poznaniu. Dwa dni później odbył się okazały pogrzeb, a trumnę złożono na cmentarzu na Wzgórzu św. Wojciecha pośród wielu innych zasłużonych Wielkopolan.
Sebastian Skrzypczak

Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu – ksiądz doktor Zygmunt Baranowski Poznań, luty 1926 rok.
Cytaty:
*Przeciwko dobrej sławie bliźniego grzeszy, kto lekkomyślnie posądza, obwinia, czyli wyjawia bez potrzeby ukryte błędy bliźniego, oczernia, czyli opowiada zmyślone błędy bliźniego, *Jedynym lekarstwem na grzechy mowy jest milczenie: -Milczenie skromne wobec rodziców i starszych, -Milczenie cierpliwe wobec bólu i krzywdy, – Milczenie dyskretne wobec tajemnicy powierzonej, -Milczenie mądre wobec gadatliwości pustych głów. *Obłuda objawia się tym, że człowiek na zewnątrz udaje pokorę, pobożność i przyjaźń, a wewnątrz jest pełen pychy, grzechów i fałszu, *Usta kłamliwe są obrzydliwością Pana Boga, *Dobra sława jest więcej warta, niż majątek, *Dobra sława zdobywa nam zaufanie ludzkie, stanowisko w życiu i społeczeństwie, pobudza do prowadzenia życia uczciwego; daje wiele szczęścia i szlachetnego zadowolenia.
Motta Zbigniewa Tomaszewskiego:
*Dzięki motylom świat jest piękniejszy, *Siostrą młodości jest głupota, starości bieda, *Kobiety nie zmienisz, możesz tylko wymienić na inną, *Nie tylko złodzieje polują nocą, kuny też, *Każda wojna potrzebuje bohaterów i trupów, *Dla tajemnic warto żyć, *Nie wiemy z kim się wiążemy, ale na pewno wiemy, z kim się rozstajemy, *Im bliżej jesteśmy prawdy, tym szybciej chcemy od niej uciec.
Jak to z Żydami w Polsce było? część 12
W części 12 będę kontynuować zbrodnie przeciwko ludzkości kościoła watykańskiego. Zbrodnie papieskie w Europie sięgały zenitu po roku 1512, wtedy Ferdynand 5 (Katolicki) król Arragoni był po ślubie z Izabellą, królową Kastylii i powstało jedno królestwo Hiszpańskie. Następnie doszło do ostatecznego zwycięstwa nad Maurami w Granadzie. Do tego Hiszpania od Papieża otrzymała ogromną przewagę. Zostało podbite Królestwa Neapolu w roku 1505 i przyłączone do państwa Nawarry hiszpańskiej 1512. To wszystko uczyniło Ferdynanda najpotężniejszym w Europie. Inkwizycja hiszpańska była znacznie straszniejsza od papieskiej, a wiedli w niej prym urzędnicy królewscy. To wszystko dało moc władzy i uczyniło najpotężniejszy środek do przełamania oporu ludu, przeciw despotyzmowi. Inkwizycja uczyniła króla panem życia i majątku wszystkich. Tortury wymuszały zeznania, jakiego sobie życzono, a ustanowiona policja (Santa Hermandad) – rodzaj policji miejskiej – pracowała pod rozkazy wielkiego inkwizytora i była pod jego ręką.
Kroniki inkwizycji hiszpańskiej przejmują dreszczem. Pierwszym z wielkich inkwizytorów był Tomasz Torgumada. W ciągu siedemnastoletniego urzędowania wydał 15.000 wyroków. Tyle osób skazał na śmierć w płomieniach na stosie. Mniej straszne kary, to aż 90.000 ofiar, a było to łaskawsze, bo ścinano głowy toporem lub mieczem. Skazany nie cierpiał tak, jak w ogniu. Umierał szybko.
Ponadto wypalano krzyże rozczerwienionym żelazem na czole i następnie zabijano. Wśród tych przerażających morderstw musiała zgasnąć wolność ludu i wiara w takie bóstwa, jak słońce, woda, ogień, drzewa i ze strachu przechodzili na wiarę w Jezusa i Maryję.
Ferdynand Katolicki dopiął zamierzonego celu, połączenia całego półwyspu pod jednym despotycznym berłem. Gdy królowa Izabella umarła w roku 1504, Kortezy Kastylijskie, chcąc się wydobyć spod wiszącego nad ich głowami topora inkwizycji, ogłosiły Kastylię państwem udzielnym, posadziły na tronie Joannę, córkę Izabelli i Ferdynanda wraz z jej mężem Filipem Niderlandzkim, którego zwano pięknym. Filip po dwuletnim panowaniu umarł, a Joanna utraciła zmysły z żalu po nim. Najstarszy jej syn Karol miał wtedy dopiero 6 lat, dlatego Ferdynand Katolicki, jako jego opiekun wrócił do rządów w Kastylii, aż do uzyskania przez Karola pełnoletniości. Rządy oficjalnie sprawował kardynał, jako namiestnik Hiszpanii.
Dojrzały juz Karol I, a jako Cesarz V, po swym powrocie do Hiszpanii ogłosił powszechne przebaczenie. To kraj nieco uspokoiło. Karol V władał najobszerniejszym państwem w dziejach nowszych, albowiem jego berłu ulegały Hiszpania, Niderlandy, Cesarstwo Austrii, obydwie Sycylie, a do tego odkryta już przez Hiszpanów Ameryka. Hołubił go papież za udział w wyprawie krzyżowej do Ameryki, bo to on był głównym organizatorem wypraw krzyżackich. Każde państwo uczestniczące w wyprawie budowało swój statek, organizowało ekwipunek i dawało żołnierzy. Kto się najlepiej sprawował w mordowaniu tubylców i zajmowaniu wysp tworząc kolonię, otrzymywał bullę od papieża, nadającą na własność określone wyspy lub tereny i tak powstały kolonie.
Najeźdźcy nie zwracali w ogóle uwagi na to, że na zajętych terenach lub wyspach żyją ludzie. Jak im się to nie podobało, to ich mordowali, pozostałych zamykano w rezerwatach, aby mieć darmową siłę do pracy. Bywało tak, że podczas organizowania wypraw, kilka lat przed wyprawą, potencjalne zdobyte tereny zostały podzielone. Przytoczę tu przykład opisany przez Kazimierza Błociszewskiego w książce z roku 1852 nakładem N. Kamieńskiego i spółki w Poznaniu „Państwo Kościelne”:
– A kiedy siedział na stolicy apostolskiej papież Aleksander VI (Borgia). Jeżeli się przyjmie, iż przyczyny małe mogą sprawić wielkie skutki, to papież ten, był powodem odczepienia Lutra, a przynajmniej przyspieszył takowe: Zbrodnie papieża służyły reformatorom, za pozorne dowody wykroczeń samego kościoła. Stąd deklamacje przeciw kościołowi katolickiemu na początku XVI stulecia. Ci tak zwani reformatorzy zamiast potępić w grzesznym człowieku, co było grzechem i zboczeniem wielkim od instytucji, targnęli się na samą instytucję. Aleksander VI, jako widzialna głowa chrześcijaństwa, darował Ferdynandowi Katolickiemu wszystkie kraje, jakie odkryć mogli w przyszłości poszukujący nowych lądów żeglarze.
I tu absurd – przypis autora.
– Podarunek tego samego rodzaju, uczynił był już dawniej Papież Eugeniusz IV Portugalczykom, czyli dzielili skórę na niedźwiedziu. Ustanowili, aby nie dochodziło do konfliktów między konkwistadorami okupujących odkrytych ziem, aby wszystkie ziemie odkryć się mogące (sto godzin drogi na zachód wysp szorstkich) w stronie zachodniej należały do Hiszpanów, a we wschodniej do Portugalczyków. Ponieważ kardynał cezar Borgia z pomocą ojca swego (Aleksandra Papieża) starał się o utworzenie oddzielnego państwa dla siebie, przeto znajdziemy ich obydwóch w dziejach wojen włoskich
. Aleksander VI padł ofiarą własnych zbrodni , bo gdy zamierzył otruć wielu nieprzychylnych sobie kardynałów. Zatrute wino, zamiast tym dla których było przeznaczone, nalano przypadkiem papieżowi i cezarowi Borgia. Papież umarł natychmiast (rok 1503) Borgia żył wprawdzie, lecz wśród ciągłej niemocy. I tu widzimy, że w Watykanie najbardziej niebezpieczną bronią było i jest do dzisiaj „Krzyż, złoto, intryga/trucizna i sztylet”.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

MOTTA ZBIGNIEWA TOMASZEWSKIEGO:
*Im lepszy człowiek, tym szybciej ludzie go zniszczą, *Aby zachować twarz, trzeba ją najpierw mieć, *Źli ludzie płaczą tylko wtedy, kiedy zasypiają, *Gdzie bieda, tam kłótnie, gdzie bogactwo, tam kłótnie jeszcze większe.
PRZYSŁOWIA EUROPY:
*Głupiec po czterdziestce jest naprawdę głupcem, *Gniew i pośpiech są złymi doradcami, *Grzecznym słowem każde drzwi otworzysz, *Im bliżej kościoła, tym dalej od Boga, *Jaki nauczyciel, taki uczeń, *Jak złodziej złodzieja, tak wilk wywącha wilka, *Jeden głupiec czyni setki głupców, *Jedno prawo dla bogaczy, drugie dla biedoty, *Jeśli chcesz, żeby coś było zrobione dobrze, to zrób to sam, *Jeżeli zgodzisz się nieść cielę, każą ci nieść krowę, *Kogo opuszczają pragnienia, temu pora umierać.

Jak to z Żydami w Polsce było część 11
W części 10 poruszyłem temat, jak 40-milionowy naród Polski nie miał nic do powiedzenia w sprawie zniesienia kary śmierci. Zdecydowało o tym dwoje ludzi – Ksiądz Jan Zieja oraz Papież. I tutaj muszę wrócić do przysłowia Europy „Nie ma nic mocnego, czego by złoto Watykanu nie zwojowało”. Możemy tu wrócić do roku 1933, gdy Hitlerowi, Mussoliniemu i Papieżowi zamarzyło się wrócić do Imperium Rzymskiego i wtedy było dużo gorzej. Przeszło pół miliarda ludzi na świecie nie miało prawa nic mówić. I tu po raz kolejny wrócę do tematu, że „zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu”. Ale do tego tematu wrócimy, gdy zakończymy zbrodnie Watykanu, czyli sądy boże, inkwizycje, palenie na stosie mądrych ludzi i tylko po to, aby Watykan mógł panować nad światem i gromadzić w banku watykańskim tysiące ton złota, aby podbijać świat i zakładać kolejne kolonie na świecie w imię Boga, krzyża i powiększenia ilości złota.
Jeszcze kilka słów o izbach i wykonawcach tortur. Wykonywanie tortur odbywało się w specjalnych izbach. Z reguły wyposażone w nie były wszystkie więzienia. Izby tortur znajdowały się w ratuszach miejskich, zamkach i klasztorach watykańskich. Między innymi w watykańskich zamkach krzyżackich. W języku polskim izby tortur nazywano „męczennica” i „sklepik” w łacińskim „test udo tortura lis”, a w niemieckim „folterkammer”. Izby znajdowały się przeważnie w głębokich piwnicach, większość tych izb zachowała się do naszych czasów. Kilka z nich zachowało się w idealnym stanie na terenie Niemiec. Wzorcową jest izba tortur w piwnicach ratusza w Ratyzbonie (Regensburg). Umieszczona została pod więzieniem. Pomieszczenie składa się z izby tortur i trybuny dla sądu. Oddziela je gęsta krata drewniana, oddzielająca skład sędziów i pisarza, od oskarżonego i kata. Nie było okien, oświetleniem były pochodnie i świece.
W czasie II wojny całkowitemu zniszczeniu uległo więzienie i izba tortur w Norymberdze. Pozostały po nim szczegółowe opisy. Mieściła się na końcu korytarza więziennego, poniżej poziomu poszczególnych cel.
Znany jest także XIX-wieczny opis izby tortur w Palermo. Znajdowała się w siedzibie miejscowej policji. Izba tortur umieszczona była w przyziemiu, a nie w piwnicy. Mury jej były bardzo grube, a od reszty pomieszczeń więziennych oddzielona była ciężkimi drzwiami, które nie przepuszczały krzyków.
Przyziemne izby tortur mieściły się także na zamku Staufeneck (Bawaria), w zamku Moosham (Austria) i w więzieniu Gevangenspoort (Haga).
W Polsce izby tortur były na zamkach w Bydgoszczy, Lublinie, Lwowie, Poznaniu, Malborku i Sanoku, a także w wielu innych zamkach. Ponadto w ratuszach w Kaliszu, Poznaniu, Toruniu, Wrocławiu, a także w wieży więziennej w Gdańsku.
Wiele z tych izb tortur nie zachowało się. Niewielkie informacje zapisane zachowały się w odniesieniu do Poznania, Gdańska i Torunia. W Poznaniu izba tortur mieściła się w północno-wschodniej części piwnicy gotyckiego ratusza. Połączona była wykutym otworem z wyżej położoną komorą, która pełniła funkcję loży sędziów. W Gdańsku sąd inkwizycyjny mieścił się na drugim piętrze katowni, w sali mającej 65 metrów kwadratowych. Pod salą sądową znajdowały się trzy cele o nazwach „lis”, „kogut”, i „koń”. Mury tych cel miały 4 metry grubości. Nie posiadały oświetlenia dziennego, a jedynym ich meblem były dębowe ławy. W Toruniu izba tortur znajdowała się w Ratuszu Staromiejskim obok sali sądowej. Tortury wykonywał kat zaliczany do sług miejskich „magisteriudicii” „Scharfrichter” potocznie „hycel” „tortor” lub „suspensor”.
Obok torturowania podejrzewanych do czynności kata należało: wykonywanie kar śmierci, różnych cielesnych i wygnania. Ponadto wystawiał zwłoki. Pokazywał obcięte członki ludzkie na widok publiczny. Nadzór też porządek w mieście. Bywało, że leczył ludzi i zwierzęta. Co niektórzy prowadzili domy publiczne. W czynnościach tych korzystał z pomocy praktykantów przygotowujących się do zawodu kata. Kat pobierał stałe wynagrodzenie i zajmował mieszkanie służbowe. Obok tego do każdej czynności pobierał dodatkową opłatę. Kat z Darmstadt, według ocalonego cennika, za czynności inkwizycyjne pobierał następujące opłaty: -założenie hiszpańskiego buta – 2 floreny, -założenie kuny – 1 floren i 30 groszy, a za wychłostanie rózgami 3 floreny i 30 groszy. Z kolei 5 florenów kosztowało przypiekanie i podpalanie pleców lub czoła. Podobna cena była wyznaczona za obcięcie uszu i nosa. Wynagrodzenie za udział w torturach było mniejsze i wynosiło 2 floreny i 30 groszy.
Cennik za czynności egzekucyjne (większe kwoty): -poćwiartowanie żywcem – 15 florenów i 30 groszy, -ścięcie głowy mieczem – 10 florenów, -łamanie kołem – 5 florenów, -zatknięcie głowy na haku – 5 florenów, -powieszenie – 10 florenów i pogrzebanie ciała – 1 floren.
Z miast polskich zachował się cennik kata z Tczewa z 1660 roku. Oto on: -wyświęcenie z miasta – 20 złotych, -wychłostanie z pręgierza – 30 złotych, -pławienie czarownicy – 3 dukaty, -ścięcie głowy – 3 dukaty, -powieszenie – 3 dukaty, -łamanie kołem – 4 dukaty, -przypalanie żywcem – 4 dukaty, -każde szczypnięcie rozżarzonymi szczypcami – 1 dukat, -każde okaleczenie – 10 złotych, -obcięcie ucha – 1 dukat, -wypalenie piętna – 1 dukat, -przybicie stalowym gwoździem za przyrodzenie do kładki drewnianego mostu – 2 dukaty.
Od autora:
Skazany tak długo klęczał na moście, aż ktoś się zlitował i obcęgami wyciągnął gwóźdź. (to miejsce z gwoździem jest opisane w kronice Poznania na moście drewnianym na Chwaliszewie).
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

Jak to z Żydami w Polsce było część 10

ZBIGNIEW TOMASZEWSKI – MOTTO: *Człowieku, gdy Cię zaatakuje jeden duży, mądry pies masz szansę się obronić, gdy Cię zaatakuje czternaście malutkich, głupich szczekających piesków, nie masz żadnych szans.

„W życiu człowieka pięknych jest tylko kilka chwil, reszta to skrzypiący frazes żałosnego fakira”.

JAN ZIEJA – CYTATY: *Uwielbienie Polaków dla papieża ma źródło nie w jego nauce, lecz w jego polskości. *Nawet jeśli ktoś spełnia obowiązki religijne, a nie pielęgnuje miłości lub żyje z niechęcią do ludzi, nie jest praktykującym chrześcijaninem. *Nauczyłem się patrzeć na wojnę, jako na coś niemoralnego, nie do pogodzenia z chrześcijaństwem. *Klerykalizm jest wtedy, gdy księża uważają, że trzeba ich słuchać we wszystkich sprawach społecznych, bo są księżmi. Jeśli tak, to nie ma na tej sali większego antyklerykała, niż ja. *Jeżeli komuś brak chleba, to dlatego, że ktoś drugi ten chleb skradł. Skradł, gromadząc u siebie nadmiar! *Całe nasze życie jest pielgrzymką.

 

W ostatniej 9 części zakończyłem opis męczarni czternastu zwykłych bab wiejskich w Doruchowie, które po strasznych torturach spalono na stosie. Był okres w historii, że zbrodnie Watykanu sięgały zenitu. W samej Europie spalono na stosach około miliona kobiet i mężczyzn oskarżonych o czary. Cesarz Rzymu Konstantyn wprowadził chrześcijaństwo, bo łudził się, że odzyska imperium rzymskie. Nigdy nie przypuszczał, że z powodu jego pomysłu nie tylko odzyskano imperium rzymskie, ale na dzień dzisiejszy połowę świata. I tu widzimy, jaką silną bronią jest złoto, krzyż, intrygi, sztylet i trucizna. Można zawładnąć połową świata, do dzisiaj ludzie panicznie boją się nawet mówić o zbrodniach kościoła watykańskiego.

Przytoczę tylko jeden przykład, jaką siłę ma Watykan. Na początku lat dziewięćdziesiątych moim guru był ksiądz Zieja z Warszawy. Był dla mnie wzorem, pojechałem nawet do Warszawy na jego pogrzeb. Był kapelanem polskich wojsk w wojnie z robotnikami rosyjskimi (bolszewikami). Znali go osobiście Józef Szyfter (lotnik) ze Stęszewa i Andrzej Kopa z Trzcielina (dowódca frontu zachodniego Powstania Wielkopolskiego). Zdobył prawie bezkrwawo lotnisko na Ławicy i 83 nowe samoloty, które były w częściach w hangarze Zepelina w Poznaniu na Winiarach. Bez poznańczyków i tych samolotów nigdy nie byłoby cudu nad Wisłą. I właśnie mój idol, który całe życie twierdził, że zło tylko złem zabijesz. I tu byłem w szoku, dlaczego ksiądz Zieja przed śmiercią wysłał do Watykanu do Karola Wojtyły, którego znał osobiście kilka listów, aby papież spowodował, aby w Polsce nie było kary śmierci? Nie wiem, co nim kierowało? Całe życie twierdził, że zło tylko złem zabijesz, a przed śmiercią zmienił zdanie. Tu nasuwa się pytanie, jak to jest możliwe, że ponad 40-milionowy naród nie miał prawa decydowania, dwoje ludzie zdecydowało o tym, że w Polsce nie ma kary śmierci i powstała sytuacja patologiczna. Morderca gwałci i ze szczególnym okrucieństwem zabija 12-letnią dziewczynkę. Dostaje wyrok dożywocia, a ojciec i matka dziecka muszą pracować na człowieka, aczkolwiek trudno tak o nim pisać, bo nie zasłużył na to, aby tak go nazywano.

Można tu wspomnieć przysłowie europejskie „nie ma takiej siły, czego by złoto Watykanu nie zwojowało”. Jeszcze wspomnę słowa, które napisał ksiądz Zieja: „Imię moje człowiek, nie jestem na ziemi sam, podobnych do mnie są miliony, gdziekolwiek pojadę, pójdę, nawet na koniec świata, będę pamiętał, że jestem Polakiem.”

Pamiętam pierwszy raz czytałem te słowa, gdy miałem 14 lat. Do dzisiaj czuję, jak wtedy łzy z moich oczu płynęły po policzkach.

Ciąg dalszy nastąpi,

Zbigniew Tomaszewski

Słocin – wieś z bogatą historia i aktywną społecznością

Jedną z największych wiosek w gminie Grodzisk jest wieś Słocin. Wieś poza bogata historią posiada również fabryki, szkołę, dobre utwardzone drogi oraz co najcenniejsze ludzi „z duszą” i aktywistów, którzy chcą tę miejscowość czynić jeszcze lepszą i przyjazną.

Pierwsza wzmianka o wsi Słocin pochodzi z 1257 roku, a rok wcześniej wzmiankowany jest las Suhcino, należący do klasztoru w Paradyżu, podobnie jak Grodziszcze (późniejszy Grodzisk). Suhcino jest tam wymienione obok Grodziska, Miłostowa i Kiełpina w dokumencie wystawionym przez Przemysła II zezwalającym na lokacje wsi na prawie niemieckim w dobrach cystersów z klasztoru w Paradyżu. Istnieje również teza, iż owo Suhcino, to nie podgrodziski dziś Słocin tylko niezidentyfikowana osada w rejonie dzisiejszego Międzychodu.

Mieszkańcy wsi szczycą się, że ich miejscowość jest równa wiekiem stołecznemu w gminie Grodziskowi, a nawet podają legendę mającą świadczyć, że Słocin jest od Grodziska starszy. Początki wsi wg tej opowieści sięgają czasów pierwszego historycznego władcy Mieszka I. Ponoć Mieszko miał ze swoimi wojami polować w tej okolicy. Zastała go wielka ulewa, która trwała ponoć kilkanaście dni. Wszyscy łącznie z księciem ogromnie mokli, wszystko dokoła rozmiękło od opadów i obawiano się, aby konie ze świtą książęcą  nie ugrzęzły. Książę i jego otoczenie kilka dni przeżyli w szałasach, a po ustaniu deszczu ruszając w drogę powrotną Mieszko miał wydać rozkaz założenia osady na miejscu oczekiwania podczas nieudanego polowania. Od słoty – deszczu osada miała wziąć swoją nazwę – Słocin.

W późniejszym okresie wieś była gniazdem rodziny Sułockich herbu Gryf, a następnie wchodziła w skład dóbr grodziskich będących własnością m.in. Ostrorogów i Opalińskich. W XVIII wieku obok wsi założono osadę Słocińskie olędry obecnie zwaną Słociniec.

W początkach XIX w. po wojnach napoleońskich  według spisu urzędowego z 1837 roku Słocin liczył 219 mieszkańców i 28 dymów (domostw), z kolei Słocin Olędry – 64 mieszk. i 8 domostw. Wieś i jego mieszkańcy dzielili wtedy losy sąsiedniego Grodziska.

W 1845 roku Prusacy stworzyli we wsi szkołę. Pierwszym jej kierownikiem został Teodor Puhtz. Pierwotnie placówka mieściła się w drewnianym budynku z dachem krytym słomą. Dopiero w 1903r. powstał nowy, murowany budynek stojący do dzisiaj.

W czasach zaborów wieś była kolejno częścią powiatu bukowskiego, nowotomyskiego i grodziskiego. Mieszkańcy wsi brali udział w zrywach narodowych wielkopolskiej Wiosny Ludów 1848 r oraz w powstaniu wielkopolskim. Wśród powstańców wielkopolskich 1918/19r. związanych z miejscowością wymienić należy urodzonych w Słocinie: Marcina Banacha, Dalaszyńskiego, Wojciecha Drzymałę, Alojzego Fornalika, Wojciecha Gielaka, Feliksa Grześkowiaka, Maksymiliana Kandulskiego, Michała Koźminskiego, Franciszka Kurka, Otto Kutschenreittera (poległego pod Miedzichowem), Wojciecha Owczarczaka, Franciszka Rutkowskiego, Walentego Szajstka.

II wojna światowa rozpoczęła się dla społeczności Słocina 6 września 1939 r., kiedy wkroczyły do wsi wojska niemieckie. Niemcy zdewastowali szkołę, zakazując nauki dla polskich dzieci. W budynku szkoły została zorganizowana placówka dla dzieci niemieckich. Rozpoczęły się wysiedlenia wielu rodzin polskich, na których miejsce Niemcy sprowadzili do Słocina rodziny niemieckie.

Po wojnie liczba ludności w Słocinie wynosiła 555 osób (łącznie z Lasówkami, Słocińcem i Porażynkiem).  Szkoła wznowiła działalność dla dzieci polskich po wyzwoleniu już 5 marca 1945 roku.  W 1946 r. we wsi zainaugurowała działalność Ochotnicza Straż Pożarna. Za inicjatora jej powołania uchodzi Jan Hedzielski. Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych we wsi pobudowano strażnicę. Środowisko strażackie przyczyniło się również do rozwoju sportu. W latach 60 – tych istniał w Słocinie klub piłkarski, który pod szyldem LZS grał w „W” klasie.

Po wojnie rozpoczęła się mozolna odbudowa i poprawa infrastruktury. W roku 1952 przy  udziale wszystkich mieszkańców zbudowano trzy kilometry drogi do Grodziska. Następnie droga została poszerzona o dwa metry i pokryta „smołówką”. W roku 1982 położono asfalt. W 1973 założono wodociąg, w1976 wybudowano we wsi kanalizację burzową. Chodnik został wykonany w czynie społecznym przez mieszkańców, a asfalt wzdłuż wsi położono w roku 1982.

We wsi nie ma nazw ulic, ale pośród mieszkańców funkcjonują zwyczajowe nazwy miejscowe. „Nowiny” to część zarośniętego terenu nieopodal przedsiębiorstwa tapicerskiego, „Słociniec” to dawne Olędry- teren znajdujący się pod lasem na uboczu od centrum wsi. „Glinki” – staw wiejski z którego kiedyś wydobywano glinę. „Gacka”- wąska uliczka równoległa do głównej ulicy we wsi.

Wiek XXI przyniósł kolejne inwestycje infrastrukturalne. Utwardzono kolejne odcinki dróg we wsi, wybudowano kanalizację, w ostatnim roku dzięki funduszom unijnym przebudowano drogę dojazdową z Grodziska.  We wsi obok rolnictwa pojawił się przemysł. Kilka lat temu przeniosła się tutaj firma tapicerska Lexit Mebel, powstały również inne przedsiębiorstwa. Coraz więcej jest nowych domów, do których przenoszą się poszukujący spokoju mieszkańcy miasta.