sobota, 21 Lipiec 2018

Felietony

Jak to z Żydami w Polsce było część 10

ZBIGNIEW TOMASZEWSKI – MOTTO: *Człowieku, gdy Cię zaatakuje jeden duży, mądry pies masz szansę się obronić, gdy Cię zaatakuje czternaście malutkich, głupich szczekających piesków, nie masz żadnych szans.

„W życiu człowieka pięknych jest tylko kilka chwil, reszta to skrzypiący frazes żałosnego fakira”.

JAN ZIEJA – CYTATY: *Uwielbienie Polaków dla papieża ma źródło nie w jego nauce, lecz w jego polskości. *Nawet jeśli ktoś spełnia obowiązki religijne, a nie pielęgnuje miłości lub żyje z niechęcią do ludzi, nie jest praktykującym chrześcijaninem. *Nauczyłem się patrzeć na wojnę, jako na coś niemoralnego, nie do pogodzenia z chrześcijaństwem. *Klerykalizm jest wtedy, gdy księża uważają, że trzeba ich słuchać we wszystkich sprawach społecznych, bo są księżmi. Jeśli tak, to nie ma na tej sali większego antyklerykała, niż ja. *Jeżeli komuś brak chleba, to dlatego, że ktoś drugi ten chleb skradł. Skradł, gromadząc u siebie nadmiar! *Całe nasze życie jest pielgrzymką.

 

W ostatniej 9 części zakończyłem opis męczarni czternastu zwykłych bab wiejskich w Doruchowie, które po strasznych torturach spalono na stosie. Był okres w historii, że zbrodnie Watykanu sięgały zenitu. W samej Europie spalono na stosach około miliona kobiet i mężczyzn oskarżonych o czary. Cesarz Rzymu Konstantyn wprowadził chrześcijaństwo, bo łudził się, że odzyska imperium rzymskie. Nigdy nie przypuszczał, że z powodu jego pomysłu nie tylko odzyskano imperium rzymskie, ale na dzień dzisiejszy połowę świata. I tu widzimy, jaką silną bronią jest złoto, krzyż, intrygi, sztylet i trucizna. Można zawładnąć połową świata, do dzisiaj ludzie panicznie boją się nawet mówić o zbrodniach kościoła watykańskiego.

Przytoczę tylko jeden przykład, jaką siłę ma Watykan. Na początku lat dziewięćdziesiątych moim guru był ksiądz Zieja z Warszawy. Był dla mnie wzorem, pojechałem nawet do Warszawy na jego pogrzeb. Był kapelanem polskich wojsk w wojnie z robotnikami rosyjskimi (bolszewikami). Znali go osobiście Józef Szyfter (lotnik) ze Stęszewa i Andrzej Kopa z Trzcielina (dowódca frontu zachodniego Powstania Wielkopolskiego). Zdobył prawie bezkrwawo lotnisko na Ławicy i 83 nowe samoloty, które były w częściach w hangarze Zepelina w Poznaniu na Winiarach. Bez poznańczyków i tych samolotów nigdy nie byłoby cudu nad Wisłą. I właśnie mój idol, który całe życie twierdził, że zło tylko złem zabijesz. I tu byłem w szoku, dlaczego ksiądz Zieja przed śmiercią wysłał do Watykanu do Karola Wojtyły, którego znał osobiście kilka listów, aby papież spowodował, aby w Polsce nie było kary śmierci? Nie wiem, co nim kierowało? Całe życie twierdził, że zło tylko złem zabijesz, a przed śmiercią zmienił zdanie. Tu nasuwa się pytanie, jak to jest możliwe, że ponad 40-milionowy naród nie miał prawa decydowania, dwoje ludzie zdecydowało o tym, że w Polsce nie ma kary śmierci i powstała sytuacja patologiczna. Morderca gwałci i ze szczególnym okrucieństwem zabija 12-letnią dziewczynkę. Dostaje wyrok dożywocia, a ojciec i matka dziecka muszą pracować na człowieka, aczkolwiek trudno tak o nim pisać, bo nie zasłużył na to, aby tak go nazywano.

Można tu wspomnieć przysłowie europejskie „nie ma takiej siły, czego by złoto Watykanu nie zwojowało”. Jeszcze wspomnę słowa, które napisał ksiądz Zieja: „Imię moje człowiek, nie jestem na ziemi sam, podobnych do mnie są miliony, gdziekolwiek pojadę, pójdę, nawet na koniec świata, będę pamiętał, że jestem Polakiem.”

Pamiętam pierwszy raz czytałem te słowa, gdy miałem 14 lat. Do dzisiaj czuję, jak wtedy łzy z moich oczu płynęły po policzkach.

Ciąg dalszy nastąpi,

Zbigniew Tomaszewski

Słocin – wieś z bogatą historia i aktywną społecznością

Jedną z największych wiosek w gminie Grodzisk jest wieś Słocin. Wieś poza bogata historią posiada również fabryki, szkołę, dobre utwardzone drogi oraz co najcenniejsze ludzi „z duszą” i aktywistów, którzy chcą tę miejscowość czynić jeszcze lepszą i przyjazną.

Pierwsza wzmianka o wsi Słocin pochodzi z 1257 roku, a rok wcześniej wzmiankowany jest las Suhcino, należący do klasztoru w Paradyżu, podobnie jak Grodziszcze (późniejszy Grodzisk). Suhcino jest tam wymienione obok Grodziska, Miłostowa i Kiełpina w dokumencie wystawionym przez Przemysła II zezwalającym na lokacje wsi na prawie niemieckim w dobrach cystersów z klasztoru w Paradyżu. Istnieje również teza, iż owo Suhcino, to nie podgrodziski dziś Słocin tylko niezidentyfikowana osada w rejonie dzisiejszego Międzychodu.

Mieszkańcy wsi szczycą się, że ich miejscowość jest równa wiekiem stołecznemu w gminie Grodziskowi, a nawet podają legendę mającą świadczyć, że Słocin jest od Grodziska starszy. Początki wsi wg tej opowieści sięgają czasów pierwszego historycznego władcy Mieszka I. Ponoć Mieszko miał ze swoimi wojami polować w tej okolicy. Zastała go wielka ulewa, która trwała ponoć kilkanaście dni. Wszyscy łącznie z księciem ogromnie mokli, wszystko dokoła rozmiękło od opadów i obawiano się, aby konie ze świtą książęcą  nie ugrzęzły. Książę i jego otoczenie kilka dni przeżyli w szałasach, a po ustaniu deszczu ruszając w drogę powrotną Mieszko miał wydać rozkaz założenia osady na miejscu oczekiwania podczas nieudanego polowania. Od słoty – deszczu osada miała wziąć swoją nazwę – Słocin.

W późniejszym okresie wieś była gniazdem rodziny Sułockich herbu Gryf, a następnie wchodziła w skład dóbr grodziskich będących własnością m.in. Ostrorogów i Opalińskich. W XVIII wieku obok wsi założono osadę Słocińskie olędry obecnie zwaną Słociniec.

W początkach XIX w. po wojnach napoleońskich  według spisu urzędowego z 1837 roku Słocin liczył 219 mieszkańców i 28 dymów (domostw), z kolei Słocin Olędry – 64 mieszk. i 8 domostw. Wieś i jego mieszkańcy dzielili wtedy losy sąsiedniego Grodziska.

W 1845 roku Prusacy stworzyli we wsi szkołę. Pierwszym jej kierownikiem został Teodor Puhtz. Pierwotnie placówka mieściła się w drewnianym budynku z dachem krytym słomą. Dopiero w 1903r. powstał nowy, murowany budynek stojący do dzisiaj.

W czasach zaborów wieś była kolejno częścią powiatu bukowskiego, nowotomyskiego i grodziskiego. Mieszkańcy wsi brali udział w zrywach narodowych wielkopolskiej Wiosny Ludów 1848 r oraz w powstaniu wielkopolskim. Wśród powstańców wielkopolskich 1918/19r. związanych z miejscowością wymienić należy urodzonych w Słocinie: Marcina Banacha, Dalaszyńskiego, Wojciecha Drzymałę, Alojzego Fornalika, Wojciecha Gielaka, Feliksa Grześkowiaka, Maksymiliana Kandulskiego, Michała Koźminskiego, Franciszka Kurka, Otto Kutschenreittera (poległego pod Miedzichowem), Wojciecha Owczarczaka, Franciszka Rutkowskiego, Walentego Szajstka.

II wojna światowa rozpoczęła się dla społeczności Słocina 6 września 1939 r., kiedy wkroczyły do wsi wojska niemieckie. Niemcy zdewastowali szkołę, zakazując nauki dla polskich dzieci. W budynku szkoły została zorganizowana placówka dla dzieci niemieckich. Rozpoczęły się wysiedlenia wielu rodzin polskich, na których miejsce Niemcy sprowadzili do Słocina rodziny niemieckie.

Po wojnie liczba ludności w Słocinie wynosiła 555 osób (łącznie z Lasówkami, Słocińcem i Porażynkiem).  Szkoła wznowiła działalność dla dzieci polskich po wyzwoleniu już 5 marca 1945 roku.  W 1946 r. we wsi zainaugurowała działalność Ochotnicza Straż Pożarna. Za inicjatora jej powołania uchodzi Jan Hedzielski. Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych we wsi pobudowano strażnicę. Środowisko strażackie przyczyniło się również do rozwoju sportu. W latach 60 – tych istniał w Słocinie klub piłkarski, który pod szyldem LZS grał w „W” klasie.

Po wojnie rozpoczęła się mozolna odbudowa i poprawa infrastruktury. W roku 1952 przy  udziale wszystkich mieszkańców zbudowano trzy kilometry drogi do Grodziska. Następnie droga została poszerzona o dwa metry i pokryta „smołówką”. W roku 1982 położono asfalt. W 1973 założono wodociąg, w1976 wybudowano we wsi kanalizację burzową. Chodnik został wykonany w czynie społecznym przez mieszkańców, a asfalt wzdłuż wsi położono w roku 1982.

We wsi nie ma nazw ulic, ale pośród mieszkańców funkcjonują zwyczajowe nazwy miejscowe. „Nowiny” to część zarośniętego terenu nieopodal przedsiębiorstwa tapicerskiego, „Słociniec” to dawne Olędry- teren znajdujący się pod lasem na uboczu od centrum wsi. „Glinki” – staw wiejski z którego kiedyś wydobywano glinę. „Gacka”- wąska uliczka równoległa do głównej ulicy we wsi.

Wiek XXI przyniósł kolejne inwestycje infrastrukturalne. Utwardzono kolejne odcinki dróg we wsi, wybudowano kanalizację, w ostatnim roku dzięki funduszom unijnym przebudowano drogę dojazdową z Grodziska.  We wsi obok rolnictwa pojawił się przemysł. Kilka lat temu przeniosła się tutaj firma tapicerska Lexit Mebel, powstały również inne przedsiębiorstwa. Coraz więcej jest nowych domów, do których przenoszą się poszukujący spokoju mieszkańcy miasta.

Jak to z Żydami w Polsce było część 9

Motta Zbigniewa Tomaszewskiego: *Polacy nie żyją po to, aby walczyć, Polacy walczą po to, by żyć. *Pamiętaj, dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. *Orężem Watykanu jest krzyż, złoto, sztylet i trucizna, moim orężem jest pióro i atrament. *Człowieku intrygi, które przygotowałeś ludziom, nie naprawisz uśmiechem. To wszystko wróci do Ciebie z podwójną siłą. *Stęszew – ukochana moja anatewka, tylko Pan Bóg ma prawo mnie stąd zabrać. *Pewnym lekarstwem na wszystkie choroby jest tylko śmierć. *Lekarz to najlepszy zawód, każdy błąd ukryje pod ziemią.*Gd y Papież Franciszek myje ludziom nogi, jego watykańscy pracownicy liczą złoto.
Przysłowia Europy: *Otwarte drzwi skuszą nawet świętego. *Co ojciec nakapie, jego syn rozdrapie. *Cudze nieszczęścia znosi się łatwo. *Czarną owce w każdym stadzie znajdziesz. *Czas czyni cuda. *Człowiek mądry zmienia zdanie, głupiec nigdy. *Daj głupcowi dosyć sznura, a sam się powiesi. *Dobrze jest mieć przyjaciół – źle potrzebować ich pomocy. *Gdy przemówiły armaty, za późno na debaty.

W ostatnim czasie otrzymuję wiele listów i telefonów z pytaniami dlaczego tytuł artykułów nosi nazwę „Jak to z Żydami w Polsce było”, a piszę o torturach. Spróbuję wyjaśnić.
W roku 1990 badałem sprawę masowej zbrodni w Jugosławii i wówczas też musiałem cofnąć się o 1000 lat i tak samo teraz musiałem cofnąć się do świetności i upadku imperium rzymskiego. Próbuję znaleźć środki łagodzące dla Hitlera i narodu niemieckiego, ktoś kiedyś napisał słowa „Czy wiesz kto to jest twój wróg? To jest twój przyjaciel, którego kiedyś poznasz”. Wszystko mogę Niemcom przebaczyć, ale mordowania dzieci nie i nigdy. Jak Niemiec mógł z kołyski za nóżki wyjąć trzymiesięczne dziecko żydowskie i uderzyć główką o ścianę, dlaczego? Jakie były prawdziwe motywy ich działania, jak można było zamordować sześć milionów niewinnych ludzi, dzieci, kobiet mężczyzn, starców? Tylko za to, że byli Żydami? Przecież wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Pana Boga. Wracamy do Doruchowa, gdzie 14 niewinnych kobiet czeka w beczkach na kolanach związane na śmierć. Zakończyłem jak ośmioletni chłopiec ukryty na zapiecku obserwował tortury jednej z nagich kobiet. Gdy kobieta uniesiona do góry za ręce związane z tyłu, zaczęła okropnie krzyczeć, chłopiec przestraszony nigdy nie widzianą męczarnią krzyknął przeraźliwie ze strachu na przypiecku. Dwaj oprawcy zaczęli szukać chłopca, gdy znaleźli, ściągnęli z przypiecka, chłopiec myślał, że prowadzą go na śmierć. Wzięli chłopca na barki i wynieśli z izby dosyć daleko od domu, położyli na ziemi. Dalej opisuje świadek – więcej może jak godzinę odpoczywałem na tym miejscu ze strachu, nim doszedłem do siebie. Gdym późno w nocy powrócił, rodzice moi nie spali i byli o mnie w największej niespokojności. Nie wiedząc, gdzie się podziewałem. Opowiedziałem im co widziałem. Odstąpił ich przesąd, a matka rzewnie zapłakała. Tym sposobem wszystkie kobiety na tortury brano i męczono. Nazajutrz po tych mękach trzy z nich umarły, żywych zostało jeszcze jedenaście. Dziedzic pełniący urząd wielkiego inkwizytora, przyspieszając egzekucję, przysposobił czterech fornali w drabia, jakich podczas żniw używają. Po południu, może o godzinie trzeciej, te fornalki zajechały przed spichrz i na wozy pakowano kobiety w beczkach” na trzy wozy żywe, a na czwarte umarłe. Także w beczkach. Na każdym wozie przy żywych siedział ksiądz zakonnik z Watykanu odprowadzając je, aż na plac egzekucji. Tu oprawcy wydobywali z beczek powiązane linami kobiety, uchwyciwszy pod pachy, wciągali po drabinach na stos, na którym stał już kat jeden z czterema pomocnikami. Ci odebrawszy kobietę, kładli ją twarzą ku ziemi i klockami przyciskali kark i nogi, po czym owymi beczkami stos obstawiali. Trzem kobietom martwym głowy na pniu poobcinano toporami, a potem w jednym dole już na to wykopanym ciała ich wraz z głowami ułożono. Stało wiele ludzi z pochodniami przeznaczonymi do zapalenia stosu. Sędziowie byli także przytomni, ale już bez flaszki. Jeden z nich zawołał: „Zapalaj pochodnie”. Co, gdy nastąpiło kaci ustawili owych ludzi z pochodniami dookoła stosu. Sędzia krzyknął straszliwie: „pal” i cały stos stanął w płomieniach. Tu kat przyniósł jakieś drewniane naczynia i kilka książek i wyrzucił w ogień. Gdy dym zaczął dusić, słychać było jęk niewinnych ofiar spod ziemi podnoszący się ku obłokom. Zgromadzony lud, którego było kilka tysięcy, w ten czas dopiero pobudzony do litości, zaczął się oburzać na dziedzica, przytomnego na koniu; ten widząc zżymanie się i pogróżki tłumu spiesznie się oddalił. Stos całą noc się palił, po czym dopiero ciała trzech zmarłych kobiet zasypano ziemią. „Niedaleko tego miejsca stały trzy słupy wkopane w ziemię z żelaznymi obręczami. Po trzech kobietach zamęczonych pozostały córki, około piętnastu lub szesnastu lat mające. Te także następującej nocy, po spaleniu ich matek na plac egzekucji zaprowadzono. Tam sędzia przeczytał im dekret: „że będąc córkami czarownic musiały się już nauczyć tej diabelskiej sztuki i dusze swe czartom zapisać; aby się więc wyrzekły wspólnictwa z diabłami, mają być u słupów rózgami smagane. Po czym oprawcy obnażyli je po pas, każdą przywiązali do osobnego słupa, ręce i nogi do owych obręczy i tak je po gołych plecach rózgami bito. Jedna z nich kilka dni po tym katowaniu zmarła, miała tylko 15 lat. Egzekucja ta odbiła się echem w całej Polsce. Starania o ustawowe potępienie strasznego zabobonu i ciemnoty ustalonej przez watykańsko – niemieckich kolonistów w całej Polsce wreszcie odniosły skutek. Narodem ciemnym, nie pisatym i nie czytatym w ciemię bitym łatwo było kierować. I tu po raz kolejny wyjaśnię kto to byli ludzie w ciemię bici. Mianowicie po roku 1500 w Niemczech, gdy Luter przybił na drzwiach kościoła w Witembergu 95 tez dotyczących kupczenia odpustami w Polsce zaczął się szerzyć luteranizm. Szczególnie w Wielkopolsce do tego czasu w kościołach na środku między innymi w Stęszewie były murowane z cegły lub z kamienia baseny, do których wchodził dorosły człowiek i polewano go wodą z dzbanów. Rozszerzanie się luteranizmu w Polsce spowodowało, że Watykan zlikwidował baseny i wprowadził chrzest noworodków. Wtedy podczas polewania główki noworodka ksiądz pstryknął dziecko w ciemię i później dorosły człowiek nadawał się tylko do pracy fizycznej i do kłaniania się i całowania po rękach pana i plebana. Aby całkowicie ukrócić rozszerzanie się w Polsce kościołów protestanckich Watykan wysłał 200 Jezuitów do Poznania i od tego momentu protestanci zaczęli ginąć bez wieści lub znajdowano ich martwych w rzekach i jeziorach, pływających na powierzchni wody. Pamiętam jak z ojcem w latach 60-tych ubiegłego wieku jeździliśmy po wsiach to było tam jeszcze wiele ludzi w ciemię bitych – tak wtedy ich zwano. Do dzisiaj jest w Stęszewie powiedzenie jak ktoś jest mądry, to ludzie mówią „on nie jest w ciemię bity”. Wróćmy do tematu czarownic, w roku 1776 na sejmie król Stanisław August zażądał zniesienia tortur, a Kasztelan Biecki, Wojciech Kluczewski, poszedł o krok dalej, wywodził, że należałoby w ogóle zakazać dochodzenia spraw o czary. Konstytucja sejmowa uchwalona na tym sejmie zabroniła wreszcie tępienie czarów za pomocą tortur i zniosła raz na zawsze kare śmierci za nie. Ku upamiętnieniu tego faktu wybito medal z napisem w języku łacińskim : „Mękami wyciągać zawsze wątpliwe wyznania zbrodni, pociągać do sądu obwinionych o rzekome związki z mocą szatańską zakazał sam sejm roku 1776 na wniosek Króla Stanisława Augusta”. Nie przekazały nam żadne kroniki, czy wpadł ktoś na pomysł przesłania wybitego medalu dziedzicowi Doruchowa i drugiego Papieżowi do Watykanu, aby trawiły ich dozgonnie wyrzuty sumienia. Natomiast jest odnotowane w kronikach, iż konstytucja sejmowa z roku 1776 zabraniająca dochodzenia kary przez tortury nie od razu była ściśle przestrzegana. W 14 lat po tragedii doruchowskiej w roku 1789 następuje dokładny opis aż dwóch spraw o czary z użyciem tortur i ognia w Zagościu, wsi należącej do starostwa Nakielskiego oraz wsi Zrzyczu w obwodzie Stobnickim.
Ciąg dalszy nastąpi

Jak to z Żydami w Polsce było część 8
Motta Zbigniewa Tomaszewskiego: *Są rzeczy i krzywdy, których w żaden sposób nie da się naprawić, *Oczy bywają jak okna, nie raz wesołe, nieraz smutne, *Szczęście jest zależne od gwiazd, jeżeli urodziłeś się pod ciemną gwiazdą, to szukaj rękaw do łez, *Nie ma wielkich marzeń, zawsze mogą być jeszcze większe, *Co łączy dźwięk muzyki Straussa i dźwięk karabinu? Od jednego i drugiego ludzie płaczą, *Babcia mówiła: jak ktoś jest głupi, to mu oleju do głowy nie nalejesz.
Przysłowia Europy: *Bez bólu nie ma zdobyczy, *Bezczynność jest matką wszelkiego zła, *Bieda matką sztuk wszelakich, *Błąd wyznany na poły zmazany, *Bogaty ten, komu niczego nie trzeba, *Bóg daje jedzenie, a diabeł kucharza, *Brak wiadomości, to dobra wiadomość. *Choroby, to procenty od przyjemności, *Ciężką ranę można wyleczyć, złej sławy – nie, *Choroba przybiega konno, odchodzi piechotą, *Choroba ciała zdrowiem dla duszy, *Co głowy rozdzielą, serca mogą połączyć.
Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.
KOLEJNE ZBRODNIE WATYKANU.
W części 7 zakończyłem, jak wuja 8-letniego chłopca poszedł do dziedzica po odprawieniu mszy, aby go odwieść od karania kobiet, lecz nic nie wskórawszy przyszedł do probostwa bardzo nerwowy. Rodzice moi wierzyli w czarownice. Pełni byli przesądów, wierząc w czarownice i ich współdziałanie z diabłami. Było to dla nich, jak artykuł wiary. To wydarzenie polowania na czarownice w Doruchowie bardzo ich ucieszyło i ja się cieszyłem, gdyż miałem wtedy 8 lat. Tego samego dnia pławiono te niewinne wiejskie baby w wodzie. Był to staw obszerny, który do dziś dnia egzystuje w Doruchowie. Na to widowisko pławienia w stawie czarownic zgromadziła się niezliczona grupa ludzi. Aby lepiej widzieć, 15-letni syn dziedzica zabrał mnie na łódkę i popłynęliśmy naprzeciwko mostu, z którego czarownice pławić miano. Widzieliśmy dokładnie całą ceremonię. Wprowadzono 7 kobiet na most, miały powiązane ręce, brano jedną kobietę po drugiej, zakładano pod pachy powróz; czterech ludzi na tym powrozie spuszczało kobietę powoli z mostu w wodę. Żadna nie tonęła, bowiem suknie, a zwłaszcza obszerne spódnice nim nasiąkły wodą, unosiły każdą na powierzchni wody. Dziedzic siedział przytomny na koniu, a widząc pływające wołał: nie tonie, czarownica! Słowa te, jak się później okazało, były nieodzownym wyrokiem skazującym na śmierć niewinne ofiary. Ludzie natychmiast wyciągali kobiety i tym sposobem wszystkie siedem zostało czarownicami. Po czym zaprowadzono je na powrót do więzienia na spichlerz i powsadzano w beczki, jakich do kiszenia kapusty na zimę używają. Tam nie wolno było nikomu wchodzić, tylko podstarościemu mającemu nad nimi dozór i sześciu ludziom z innych dóbr umyślnie na to sprowadzonym, którzy je karmili i pić im dawali.
Ciekawy byłem bardzo zobaczyć także owe czarownice. Podstarości miał syna w moim wieku. Chodziliśmy razem do organisty uczyć się czytać i żyliśmy ze sobą w przyjaźni. Ten na moje żądanie uprosił swego ojca, który wziął nas ze sobą do spichlerza i zamknął za sobą drzwi. Usłyszeliśmy jęczenie tych męczennic w ciemności. Zląkłem się okropnie i straciwszy ochotę zaspokojenia mej ciekawości, zaledwie obejrzałem jedną tylko beczkę. Wszystkie podobnie były urządzone. Ta, którą oglądałem stała na dwóch podstawach. W klepkach blisko dna wycięta była dziura, dość duża, czworograniasta. Kobieta wsadzona w beczkę ręce i nogi z tyłu miała związane. Dziurę zatknięto z zewnątrz kołkiem drewnianym, tak że ani stać, ani siedzieć nie mogąc przez cały czas, aż do okropnej egzekucji nieszczęsna klęczeć musiała. Każda beczka pokryta była grubym płótnem, a na boku przylepioną miała karteczkę z napisem: „Jezus, Maria, Józef” z przyczyny, aby diabli nie mieli do kobiet przystępu i nie uwolnili swych oblubienic od śmierci.
Później z pobliskich wsi przywieziono, ale zawsze w nocy, już w takich beczkach powiązanych sznurami, uwięzionych następnie siedem innych kobiet; a zatem było ich wszystkich 14. Zaczął dziedzic przysposobienie robić do egzekucji, kazał z boru kopać smolne pnie sosnowe takie, których już biel w ziemi opróchniał, a tylko sam smól pozostał, ścinać sosny najsmolniejsze i sążnie z nich bić. Najpierw sosnę wielką wkopano w ziemię i około niej stos okrągły układano. Jedną warstwę pni i smolnych drew, a drugą słomy na wysokości kilkunastu łokci.
Ciekawością zdjęty poszedłem z synem podstarościego oglądać stos, a widząc to drabiny przystawione, chcieliśmy wejść na wierzch. Ludzie będący na straży, aby go nie podpalono, zrazu bronili nam dostępu; atoli poniżej strażnicy dali się uprosić. Tutaj na samym wierzchu była słoma równo usłana, jak na stole i kilkanaście klocków dębowych dosyć wielkich, na każdym klocku była przylepiona kartka z napisem „Jezus Maryja Józef” dla wyżej wyróżnionych przyczyn. Jeden ze stróżów powiedział nam, że tymi klocami będą przyciskać czarownice, aby spokojnie na miejscu leżały. Gdy stos był już wystawiony, sprowadził dziedzic dwóch katów, trzech sędziów z Grabowa (gdyż w tym czasie niemal każde miasteczko miało prawo do miecza) i trzech księży zakonników z Watykanu dla dysponowania skazanych na śmierć czarownic.
Blisko spichlerza był dom „kopcem” zwany, naokoło oblany wodą. Mieszkał w nim podstarości. Jego syn, przyszedł po południu do szkoły i powiedział, że jego ojciec musi się wyprowadzić ze swego mieszkania, bo będą tam w nocy na tortury czarownice ciągnąć. Dodał, że nikt być nie może prócz sędziów, katów i zakonników z Watykanu. Całą noc nie mogłem spać i myślałem, jak się tam dostać. Nazajutrz rano wstałem, zjadłem śniadanie, ukradkiem wziąłem w kieszeń pajdę chleba z masłem, elementarz pod rękę, udając, że idę do szkoły. Pobiegłem prosto na kopiec, gdzie już rzeczy podstarościego wynoszono. Gdy już nikogo w domu nie było, wszedłem do izby i ulokowałem się na przypiecku, skąd nie będąc widziany mogłem się dokładnie wszystkiemu przypatrzeć. Przyszedł podstarości i dwóch ludzi. Ci uprzątnęli, a potem wyszedłszy zamknęli izbę. Będąc sam jeden, już żem ze strachu chciał wołać oknem, żeby mnie wypuścili, ale chęć widzenia nowości przemogła. Było to przed południem. Z nudów i bojaźni usnąłem. Musiałem spać dosyć długo, bo gdy się obudziłem słońce już zachodziło. Spojrzawszy na izbę zobaczyłem stół pod oknem, trzy stołki, na stole papier, pióra i kałamarz, lichtarze ze świecami, butelkę wódki i kilka kieliszków. Niedługo potem czterech ludzi przyniosło na noszach kloc wielki z żelaznym pałąkiem. Wszedł za nimi kat, zaczął laską w suficie w jedną deskę pukać, po czym zaraz usłyszałem mocny huk na górze. Wyrąbano znaczny otwór, spuszczono nim koło małe od wozu, u którego wisiały dwa powrozy. Po zachodzie słońca weszło dwóch ludzi. Jeden przyniósł kilka tarcic, a drugi zapaloną świecę. Tymi tarcicami zabito okna, świece na stole zapalono. Weszli sędziowie. Usiedli na stołkach, a posiliwszy się gorzałą, kazali przyprowadzić czarownice. Wszedł kat i niedługo czterej pomocnicy na noszach przynieśli kobietę. Miała z tyłu związane ręce i nogi. Z rozkazu sędziego kobietę rozwiązali ręce i nogi. Rozebrali ją do naga i postawili na pniu. Trzymali ją oprawcy, bo sama nie miała sił, żeby stać. Sędzia cały czas zadawał pytania, oprawcy dalej nagą wiązali, nogi pod żelazny pałąk na pniu podłożywszy powrozem przymocowali. Do rąk w tył skrępowanych przywiązano powróz od koła wiszący, na plecy włożono szpagę podobną do grabi z żelaznymi zębami, które w ciało wchodziły. Te przytwierdzono także cienkimi powrozami na krzyż przez piersi opasanymi, a ich końce z tyłu do owych od koła powrozów przywiązano. Gdy te okropne boleście dla niewinnej kobiety zakończono, sędzia znowu zadawał pytania. Gdy kobieta z bólu i wyczerpania nie potrafiła ust otworzyć. Wtem kat krzyknął do oprawców, będących na strychu „obracaj koło”. Powrozy obwijały się dookoła walca, powoli ręce w tył poczęły się unosić, pociągając za sobą postronki od żelaznych grabi, których zęby wbijały się w plecy. Krew zaczęła wydobywać się ze skóry, kości trzeszczały, kobieta okropnie krzyczała.
Ciąg dalszy nastąpi.
Zbigniew Tomaszewski

Jak to z Żydami w Polsce było część 7

Motta:
„Gdy stoisz w centrum miasta w korku, toaleta jest warta tyle co auto” – Zbigniew Tomaszewski
„Bogacze na ławach oskarżonych nie zasiadają, prędzej fikcyjny pogrzeb mają”
„Mężczyźni nawet we śnie wyznają miłość, jak się obudzą to już jest problem” –Zbigniew Tomaszewski
„Pierwsza miłość i truskawki są piękne i dobre, tyle że truskawki można kupić, miłości już nie” – Zbigniew Tomaszewski
„Publicznie skrytykujesz tysiąc ludzi, a tylko trzech się obrazi” – Zbigniew Tomaszewski
Przysłowia Europy:
„Małych złodziei wieszają, a wielkim się kłaniają.”
„Milczenie też bywa odpowiedzią”
„Na dobrego konia bata nie potrzeba”
„Najgłupszy chłop miewa największe ziemniaki”
„Niechaj głosi ten, kto otrzymał, niech milczy ten kto dał”
„Niech każdy pod swymi drzwiami zamiata”
„Nie masz nic tak mocnego, czego by złoto Watykanu nie zwojowało”
„Nie ma ziemi bez chwastów”
„Nie płot, tylko kwiaty ogród zdobią”
W części 7 i następnych spróbuję wyjaśnić motywy zbrodni przeciwko ludzkości, które nigdy nie ulegają przedawnieniu. Jak doszło do wymordowania 6 milionów Żydów, dzieci, starców i kobiet? W ciągu 300 lat w Europie Watykan spalił na stosie ponad pół miliona kobiet. Były to akuszerki, zielarki, znachorki (nazwa znachor pochodzi od słów znający choroby). Palono również wiedźmy, których nazwa pochodzi od słów wiedzący czym leczyć choroby. Najtragiczniejszym przykładem zbrodni Watykańskiej było we Francji w miejscowości Salem słynne polowanie na czarownice. Watykan polował na wiedźmy i wiedźminów, bo psuli interes watykańskim klasztorom, ponieważ były okresy w historii iż Watykan sprzedawał lecznicze zioła i przyprawy na wagę złota. Gdy zaczynam wertować w moim archiwum pożółkłe, stare szpargały i gazety opisujące zapomniane sprawy kryminalne, czytając te zapiski i artykuły, włos jeży się na głowie i do oczu cisną się łzy. Smutek nieomal w każdej chwili napotyka się jakąś tajemnicę wstydliwie pokrywaną, która wydobyta z zapomnienia poprzez łzy i smutek daje nam wierny i prawdziwy obraz przeszłości, niczym ciekawe i żywo pisane wspomnienia. Ponurych tych spraw było tyle, że można napisać dziesiątki tomów polskich książek, każda z dawnych dzielnic Polski może dostarczyć materiału do napisania kilku grubych ksiąg. W książce wydanej drukiem w Poznaniu w 1742 roku zacny odważny Bernardyn Serafin Gamalski tak pisze w swej książce: „Nie słychać po innych państwach i nacjach o tak gęstych ekscesach i nagłych, a raczej bezprawnych egzekucjach, nasza tylko w tym nieszczęśliwa Polska, której wkrótce borów i lasów na stosy nie stanie, a podobno tym prędzej po miastach, miasteczkach i wsiach ludzi nie będzie na podniecanie tych stosów. Tymi słowami zacny Bernardyn dał się ponieść szlachetnemu oburzeniu. W ościennych państwach tępienie przez Watykan czarów i czarownic liczniejsze niż w Polsce pociągało ofiary. W Polsce dopiero na początku XVI wieku rozwinęło się wytaczanie w sądach Bożych spraw o czary, podczas gdy na zachodzie już w XIV wieku stosy z płonącymi czarownicami i czarownikami były częstym widowiskiem. Obliczono, iż na przykład we Francji w latach 1320-1350 Watykan w niewielkiej Karkassonie zginęło w płomieniach stosów pod zarzutem czarów około czterysta osób, w Tuluzie w tym samym czasie nawet ponad sześćset. W Polsce sprawy o czary były na porządku dziennym. Tortury sądów Bożych były tak wyszukane i okrutne, że każdy przyznawał się do wszystkiego, aby jak najszybciej umrzeć na stosie. Latem roku 1775 niczym grom z jasnego nieba poruszył opinię publiczną straszny proces przeprowadzony w Doruchowie, wsi położonej pod Kępnem, w powiecie ostrzeszowskim. Oskarżono tu o czary aż czternaście prostych bab wiejskich, zasądzono je wszystkie po torturach na spalenie na stosie i rzeczywiście zostały spalone. Akta sprawy nie zachowały się, bo ich po prostu nie było lub były mało obszerne i niewiele wniosły by światła do tej ponurej tragedii, gdyż prześwietni sędziowie ferujący okropny wyrok byli przeważnie burmistrzami małych miasteczek oraz wójtowie małych wsi nie byli oni często zbyt biegli w sztuce czytania i pisania. Sprawę w Boruchowie znamy z tamtych gazet, które relacjonowały zeznania naocznego świadka, który w chwili procesu miał 8 lat. Odważył się mówić o tym dopiero na starość. Ogłosił swoje zeznania o przebiegu procesu w wydawanej w Lesznie gazecie „Przyjaciel ludu” z 1835 roku, lecz relacjom jego można dać spokojnie wiarę, gdyż straszne przeżycia zapadły głęboko w pamięci rozgarniętego chłopca. Wuj chłopca był w Doruchowie proboszczem, ojciec zaś zarządzał folwarkiem należącym do proboszcza. Straszny dramat rozpętała żona dziedzica Doruchowa, imć Pani z Rejczyńskich – Stokowska. Żaliła się od dawna na prześladowania ze strony czarownic i twierdziła, że różne jej dolegliwości pochodzą od uroków rzucanych przez wiedźmy. Jak przekazał wymieniony wyżej świadek owych zajść: Pani dziedziczka dostała wielkiego bólu w palcu, a włosy na głowie zaczęły jej się zwijać. Był wtedy brak doktorów; jedynie tylko felczerzy po miasteczkach, i to nie wszędzie. Tą sztuką najczęściej trudnili się Żydzi, którzy nie posiadając żadnych wiadomości i nauczywszy się u podobnych sobie mistrzów puszczania krwi i wyrywania zębów, byli jedynymi synami Eskulapa. Przypowieść autora ( kto to był Eskulap? Było to pierwsze dziecko na świecie urodzone za pomocą cesarskiego cięcia. Żona dawnego rzeźnika nie mogła urodzić dziecka, mąż z zawodu rzeźnik wprawnie rozciął brzuch, z którego mąż wyjął syna. Żona zmarła, a mąż nadał synu imię Eskulap). Wracamy do tematu – z Żydami leczącymi ludzi konkurowali tak zwani olejkarze z Węgier. Ci w tamtych czasach kupami włóczyli się po kraju, nosząc na plecach szkatułkę z lekarstwami i wyłudzali od chorego ciemnego ludu ostatni grosz, za który jeżeli nie szkodliwie, to przynajmniej nic nie znaczące sprzedawali olejki. Wróćmy do Pani dziedziczki, którą bolał palec u ręki, a następnie spuchła jej cała dłoń. Posłała Pofelczera do Kępna, lecz zamiast spodziewanego efektu ręka spuchła coraz bardziej. Następnie zaczęły drobne kosteczki z rany wychodzić, co wtedy nazywano postrzałem. Oddalono Felczera. W pobliskiej wsi mieszkała pewna kobieta, trudniąca się także leczeniem chorych, którą miano za opętaną od diabła. Zgadywał on przez nią wszystkie choroby i zwykle przypisywał winę ciotom ( tak lud czarownice nazywał). Do tej kobiety zewsząd zbiegano. Po nią posłał także dziedzic Doruchowa. Trzeba wiedzieć, że Doruchów miano wtedy za główne siedlisko czarownic. Na granicy pomiędzy Boruchową a Przytocznicą leżał wielki głaz nazywany „Łysą górą”. Tam to czarownice co wtorek i czwartek miały rzekomo nocne schadzki odbywać. Kobieta wezwała do leczenia dziedziczki, znającą dokładnie wieś całą i wszystkie domowe stosunki, wszedłszy do pokoju, zaczęła zaraz zżymać się i okropnie sapać, wymawiając przerywanym głosem: Cioty! Cioty!… zadały kołtuna. Dobra, najpierwsza i wymieniła jeszcze kilka kobiet. Blisko probostwa mieszkał gospodarz Kazimierz, człowiek pracowity, trzeźwy; żona jego, gospodyni rządna, oszczędna, dlatego mieli się dobrze. Za domem znajdował się niewielki sadek, a w nim gruszka rodząca owoc wyborny, po który także dziedziczka nie raz posyłała, nie mając we własnym sadzie tak smacznych gruszek. Ponieważ tej gospodyni na niczym nie zbywało, nazwano ją dobrą. Inne zaś kobiety zazdrosne wygadywały na nią iż dlatego ma się tak dobrze, bo oblubieniec diabeł wszystkiego jej dostarcza. Pewnego wieczora chłopiec 8 letni wraz z wujem mając się udać na spoczynek, bo w jednym pokoju sypiali, usłyszeli straszny krzyk blisko probostwa. Nie widząc ognia, tylko słysząc jak płacz i narzekaniem wyszli na dwór pytając co to znaczy. Na co podstarości (tak wtedy ekonomów nazywano) odezwał się „Z rozkazu Pana pojmujemy czarownice”. Pojmano ich siedem tej nocy, 5 żon gospodarskich, jedną wdowę, jedną służącą dziewczynę. Wróciliśmy do domu razem. Całą noc nie mogliśmy spać. Na drugi dzień wuja odprawił mszę świętą i poszedł do dziedzica.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski
Po słowie:
Opisując ostatnio zbrodnie przeciwko ludzkości w imię Boga i wiary, w głowie się nie mieści ile krzywdy, ile łez i krwi musiały zaznać miliony ludzi, aby przetrwały samozwańcze Bóstwa. Dla ludzi rozumnych piszę poniższe słowa.
„Wiara jest darem Bożym, Bóg wszystkich powołuje, lecz nikomu gwałtu nie czyni” – 12.03.1992r., Zbigniew Tomaszewski

MOTTA: *Nie miecz nie tracz bronią języka, lecz arcydzieła – Cyprian Norwid, *Każda epoka tęskni za jakimś piękniejszym światem. Im głębsze jest zwątpienie i ból z powodu powikłań dnia dzisiejszego, tym gorętsza jest owa tęsknota – Johan Huizinga,

*Tyś nasza twierdza, tarcza, opieka i obron a ojczysta mowo święta, bądź z serca pozdrowiona – Leopold Staff, *Każdy tyle jest dłużen swej Ojczyźnie, na ile go stać przy jego zdolnościach i siłach – Jan Długosz, *Oznajmij to ku przestrodze światu, który zeszedł z drogi prawej – Dante Alighieri, *Człowieku, jeżeli zobaczysz, że woda w rzece lub jeziorze zaczyna się gotować, to powiedz innym, że nie ma już dokąd uciekać -Zbigniew Tomaszewski
Jak to z żydami było część 6
W części 5 zakończyłem, jak w Wawelsbergu w roku 1933 zaczął się rodzić nowy zakon watykańsko-niemiecki, już nie pod patronatem Najświętszej Maryi Panny. Byli to czarni SS-mani w białych rękawiczkach z kośćmi i trupią czaszką na czapce i napisem na pasach takim samym, jak krzyżacy z Malborka „Bóg z nami”. Pod okiem Himlera ćwiczyli sztukę karmienia się krwią i to wszystko miało być renesansem zakonu. Myśmy jeszcze duchowo Prus nie zdobyli, myśmy jeszcze się nie wdarli do tajników tej ziemi zbrodnią przepojonej, gdzie po lata ostatnie głuchy strach i rozpacz taiły się w duszach ludzkich, zbłąkanych wciąż na tropach smętka, które śledził Melchior Wańkowicz.
Wdarciu się w te tajniki, w sens najgłębszy życia tej ziemi tak bliskiej, poświęcam te słowa w chwili, gdy po II wojnie światowej padły graniczne przegrody i Polska sięgnęła po Bałtyk tam, gdzie Prusy on oblewa. Niech się staną nam bliskie i codzienne nazwy Broniewa i Elbląga, Szępopla i Kwidzynia, jak były bliskie i codzienne przodkom naszym jak stanowiły cząstkę codziennego chleba tych rzesz rodaków naszych, które pod obcą przemocą trwały w Prusach do ostatnich dni. Niech Polski pług przeorze tę ziemię i piosenka polskiego dziecka oświeci równiny smutne i rozpaczne, pełne fałszu i spodlenia, które rodzi długa niewola. Niech stare grody Koperników i Hozjuszów zabrzmią mową ludzi wolnych, to znaczy Polaków i zamiast smętka niech duch dobra i pokoju, a nie pychy i panowania prowadzi mieszkańców tej ziemi na szerokie szlaki ludzkiego wypełniania.
Po drugiej wojnie światowej Polacy przeprowadzili szczegółowe prace archeologiczne. Do roku 1966 badaniem pradziejów Pomorza kierował słynny w Europie archeolog profesor doktor Józef Kostrzewski, który tak pisze po zakończeniu prac: Pomorze, co najmniej od III okresu epoki brązu, czyli od przeszło trzech tysięcy lat, zamieszkane było przez naszych prasłowiańskich przodków i tylko w trzech okresach istniała, tu przejściowo domieszka obcej ludności germańskiej. Te fale obcej ludności odpłynęły jednak rychło z Pomorza, a ludność słowiańska od wieków zasiedziała, pozostała na miejscu.
Wszystkie zatem teorie szowinistycznych uczonych niemieckich o odwiecznym zamieszkaniu Pomorza wyłącznie przez ludność germańską runęły po wojnie pod wpływem poszukiwań polskich i okazały się wytworami fantazji niemieckich archeologów i historyków.
Przypowieść autora:
– Kłamstwo i intrygi Watykanu i Niemców przez ostatnie ponad 1000 lat sięgały nieraz zenitu. Na przykład przed wybuchem II wojny światowej gazety na całym świecie pisały, że polscy bandyci na granicy napadają i mordują porządny, pracowity naród niemiecki. A prawda była zupełnie odwrotna.
Następnie chcę wyjaśnić kolejne zbrodnie, intrygi i oszustwa i podstęp Watykanu i niemieckich krzyżaków. Watykańscy zakonnicy odnotowali w księgach dla potomnych, że na sejmie książąt i panów polskich w Gąsawie Konrad Mazowiecki groził Leszkowi Białemu. Następnie odnotowali, że w tym samym dniu zbiry nasłane przez Świętopełka Pomorskiego – Konrada Mazowieckiego i Murgrabiów Brandenburskich mordują księcia Leszka Białego zdybanego w łaźni. Udało się Księciu uciec na białym koniu, jednak mordercy dogonili go na polach Marcinkowa pod Gąsawą, gdzie umiera raniony strzałą w plecy.
Przypowieść autora:
– To jest niemożliwe, aby Konrad wynajął zbiorów. Leszek był księciem i posłem. Prawo rycerskie Słowian i posłów było świętością. Jeżeli rycerz i książę coś do siebie mieli, to padłyby słowa magiczne „Stawaj waść, ta zniewaga krwi wymaga”.
Zamordowanie księcia Leszka Białego było od początku do końca w stylu Watykanu i Krzyżaków. I tu znów zadamy pytanie, kto miał interes w śmierci Leszka Białego? Tylko Watykan i Krzyżacy. Dlaczego? Były dwa ważne powody. Pierwszy, to list wysłany przez papieża do księcia Leszka Białego nakazujący, aby książę wziął udział w wyprawie krzyżowej do Jerozolimy, aby odblokować drogę handlu ziołami, z którego Watykan miał ogromne dochody. W tamtych czasach zioła lecznicze i przyprawy były sprzedawane przez Watykan na wagę złota. Książę Leszek Biały szyderczo odpisał papieżowi, że nie może wziąć udziału w wyprawie, ponieważ w Jerozolimie nie ma piwa, a on dłużej, niż dwa dni bez piwa nie wytrzyma. Wkrótce papież wysłał list Leszkowi Białemu, że z dniem (i tu data) klasztory i kościoły na ziemiach należących do księcia wszystkie sądy przejmują, czyli sądy boże w klasztorach i w kościołach. Książę Leszek Biały odpisał list papieżowi, że na jego ziemiach, swoich poddanych sam będzie sądził i ten drugi list był przysłowiowym gwoździem do trumny księcia. Watykan i niemieccy krzyżacy pozwalali sobie na dużo, dlatego że mieli do czynienia ze Słowianami i prusakami, a to byli ludzie, gdzie honor i stan rycerski, gościnność i sprawiedliwość były zapisane w księgach. To była świętość.
Po bitwie pod Grunwaldem Jagiełło miał iść za ciosem. Nie powinien brać jeńców, a wszystkim pokonanym poobcinać na pniach głowy. Powinien był iść na Malbork, a potem na wszystkie zamki krzyżackie i wyciąć załogi. Wtedy po setkach lat w roku 1933 nie odrodziliby się krzyżacy w czarnych mundurach i białych rękawiczkach, których hasłem do mordowania Żydów i innych nacji ludzkości było : „Najpiękniejsze kwiaty wyrastają na gnoju”.
Tak samo król Kazimierz Wielki, zamiast wymordować Krzyżaków, to oddał Watykan pod sąd o odszkodowania. Pozostał do dzisiaj wyrok w archiwum królewskim w Warszawie, a odszkodowań nie ma do dzisiaj.
Król Francji Filip Piękny był mądrzejszy. Nakazał uwięzić Wielkiego Mistrza Templariuszy i wszystkich rycerzy. Zajął ich majątek, który szacowano na ogromną ilość złota. Działo się to w roku 1306. Król Francji wytoczył proces, na którym skazano Wielkiego Mistrza i wszystkich rycerzy na śmierć. Wyrok został wykonany natychmiast. Król Francji Filip IV Piękny wysłał list do papieża, że współpracowali z diabłem i nie miał innego wyjścia.
W innych źródłach znalazłem informację, że Filip Piękny był winien Templariuszom sporo złota. Można tu wyciągnąć wniosek, że król Francji upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu.
Ciąg dalszy nastąpi.
Zbigniew Tomaszewski

Jak to z Żydami było cz 5

Motta Zbigniewa Tomaszewskieg o: „Rzeźbiarza krytykuj, jak odłoży dłuto, malarza pędzel, pisarza pióro”. „Jeżeli wbijesz przyjacielowi gwóźdź w szafę nie wyciągaj go obcęgami i nie mów przepraszam, bo i tak ślad po nim pozostanie na zawsze”.
W kilku ostatnich częściach opisywałem o życiu dwóch Żydów Marii i Józefa. Przeglądając stare księgi znalazłem odpowiedź, dlaczego 40-letni Józef i 14-letnia Maryja w ciąży nie znaleźli noclegu w Betlejem. Mianowicie Józef urodził się i wychował w Betlejem. Miał tam rodziców i dużą rodzinę, jednak wszyscy odmówili mu gościny, nawet najbliższa rodzina, ponieważ wstydzili się za niego. Możemy sobie wyobrazić, że 2000 lat temu, 40-letni mężczyzna, to tak, jak dzisiaj 80-letni dziadek. Szukał noclegu w hotelu lub u rodziny wraz z 14-letnią dziewczynką w ciąży. Chyba nikt nie wyraziłby zgody na nocleg. Jeszcze ciekawostka ze starych ksiąg hebrajskich – Betlejem znaczy po polsku „Dom chleba”.
Szukając w księgach przyczyn, dlaczego w Polsce dochodziło do pogromu Żydów, każdy ich pogrom wychodził w niedziele z kościoła. A dlaczego?
Dawno temu jakiś malarz namalował obraz i zawiesili go w Polsce w kościele. Na obrazie było namalowane, jak Żydzi pieką placki i do ciasta dodają krew młodych chłopców. Były to oczywiście kompletne bzdury.
Jednak po II wojnie światowej w Kielcach zaginął młody chłopiec. Ludzie od razu skojarzyli, że na pewno Żydzi go uprowadzili i krew użyli do placków. Rozwścieczony tłum zamordował ponad czterdziestu Żydów. Była to zbrodnia dla niewinnego żydowskiego narodu, który jeszcze nie otrząsnął się po zbrodni niemieckiej. Po kilku dniach dziecko się odnalazło, chłopiec poszedł do rodziny w sąsiedniej miejscowości.
Można tu zadać pytanie: dlaczego Watykan od setek lat w polskich kościołach do dzisiaj, tak skutecznie pielęgnuje nienawiść do Cyganów, Żydów i Rosjan. Czy chodzi tu o to, że oni mają inną religię? Wspomnę tutaj, dlaczego powstanie listopadowe i styczniowe w roku 1863 się nie udało, tylko dlatego iż księża z Watykanu nawoływali w kościołach do walki o wolność, jednak po wybuchu powstań, ale jednoczesnie zamordowano kilku księży w prawosławnych kościołach. Wtedy ludzie zorientowali się, o jaką wolność tu chodzi. Chłopi odłożyli kosy i powrócili do zagród.
Teraz chciałbym po raz kolejny wyjaśnić, co mieli wspólnego: Watykan, Niemcy (Germanie) i Prusacy. Tylko tyle, że Prusaków wymordowali prawie wszystkich i przejęli ich żyzne ziemie, nic poza tym, także Niemcy powinni mieć zabronione jakiekolwiek nazywanie siebie Prusami, bo jest to, to samo, jakby dzisiaj siebie Amerykanie nazywali się Indianami, a Australijczycy Aborygenami. Prusaków ocalało niewiele, tylko Ci którzy nocami lasami usiekli w głąb Polski i Litwy. Po wymordowaniu Prusaków przestały istnieć Prusy pogańskie, na ich gruzach rozbudowało się i rozkwitło kolonialne, zdobywcze państwo watykańsko-niemieckie Krzyżaków. Na szczęście Pan Bóg ich ukarał. Na splamionej krwią ziemi nigdy nie doszli do rozwoju, nie stworzyli literatury, ani sztuki, nie utworzyli żadnego uniwersytetu. Jedno, co im się udawało do czasu, to intryga, przemoc, wymuszana toporami i ogniem.
Prusacy, którym udało się lasami, nocami uciec do Polski zalali Mazowsze i Wielkopolskę. Prusowie weszli w skład narodu polskiego, który był im bliższy od Watykanu i Niemców. Prusacy dali narodowi polskiemu ludzi mądrych, twardych i nieugiętych w chwilach tragicznych, którzy wiedzieli, jak dźwigać wysoko sztandar przegranej na pozór sprawy. Z pruskiej krwi pochodzili Tadeusz Rejtan, obrońca wolności na sejmie rozbiorowym i Jan Henryk Dąbrowski, twórca legionów. Te nazwiska starczą za inne. To wkład starożytnych Prusów do narodu polskiego, który jeszcze bardziej wzmocnił wśród Słowian słowa honor, gościnność i miłość do ojczyzny.
Tych słów Watykan i Germanie nie znali i nie rozumieją ich do dzisiaj. Polska od zawsze stała na granicznych ścianach, jako sędzia i oskarżyciel szukając pokojowego rozwiązania węzłów powikłań, które stworzyła wola fałszywych mnichów watykańskich.
Z upadku jednego zła rodziło się drugie, potem trzecie, czwarte, jakby na gruncie zoranym przez złe sumienia padały znów ziarna pychy i władczej przekory, buty i wyniosłości istotnej żądzy panowania, nie nad sobą i nie nad przyrodą darem Boga daną, ale nad innym człowiekiem.
I to jest sens dziejów, fałszywym tonem dźwięczący w pokoleniach Watykanu, zrodzony z podłości i rozpaczy, zbrodni i przemocy tkwiących do dzisiaj w gruzach, kamieniach i murach zamków watykańsko-germańskich, gdzie liczyło się tylko władza, złoto i pycha. Zło i krew miały niską cenę.
Watykan wykorzystując Niemców zbudował warownie na ziemi prusaków. Ziemia była przesiąknięta krwią. Tu właśnie wyrosły zamki i rozkwitła poezja niemiecko-watykańska w kraju kolonialnym. Aż wreszcie zakon watykańsko-germański oparty o wody Bałtyku złamała potęga słowiańską, która miała piękne imię Polska. Kraj polski kierował się honorem i wartościami rycerskimi i to on narzucił zaborcom watykańskim swoją wolę. Daremnie kolonialista usiłował wyrwać się i walczyć. Padł raz, drugi, trzeci, aż otoczony niesławą skonał w błocie i krwi pod Grunwaldem. Zdążył jednak z pomocą Watykanu zatruć narody nienawiścią skalawszy imię zakonnika i imię rycerza. Został po nim, jak owoc złego sumienia kult przemocy, uwielbienie dla siły, której pokarmem miała być krew sześciu milionów istnień ludzkich żydowskich, nie wliczając dziesiątki milionów innych. Uwielbienie do siły, przemocy i krwi przetrwało w genach setki lat.
Duchy zakonników watykańsko-germańskich ożyły w Watykanie i w Wawelsbergu w Niemczech, a był to rok 1933. Obudziło się uwielbienie do krwi i zbrodni. To znalazło swój wyraz po wiekach, w nowej, złowieszczej sile.
Watykan i Niemcy w roku 1933 chcieli wskrzesić niemiecki zakon już bez kultu najświętszej Maryi Panny i bez religijnej ascezy. W Ordenshburgach chować się mieli w czarnych mundurach w białych rękawiczkach z kośćmi i trupimi czaszkami nowi watykańsko-germańscy zakonnicy, nowi władcy świata, którzy ćwiczyli się na zamku w Wawelsbergu pod okiem Himlera. Następnie ćwiczeni od 1 września 1939 roku na Polakach do rządzenia poddanymi.
Watykan i Germanie do dzisiaj nie zapomnieli upadającej porażki w Bitwie pod Grunwaldem. Nigdy nie dostaliśmy zasądzonych wyrokiem odszkodowań od Watykanu, który proces wszczął Kazimierz Wielki, król Polski. Do dzisiaj żaden Polak nie usłyszał od Watykanu i Niemców magicznego słowa przepraszam. To jest tak mało, a znaczy tak dużo.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

Jak to z Żydami było część 4
Motto: *Lepiej być żywym wróblem, niż martwym orłem.
*Artyści całe życie są wróblami, po śmierci orłami.
Sprostowanie: W 3 części wkradło się kilka błędów, które spróbuję poprawić. Napisane było, że w roku 1939 rozpoczął się w mazowieckiej Warszawie, powinno być w roku 1339. Pod foto z podpisem uciekinierzy z Kościana powinno być „mieszkańcy Warszawy wygnani przez Niemców po powstaniu w 1944 uciekają w nieznane. Pod foto Sedlaga z Kościana powinien być podpis Sprengmeister Sedlad z Kościana uczestniczył w wysadzaniu warszawskich budynków w tym zamku królewskiego. Ponadto od roku 1939 rozbierał kapliczki i budynki na naszym terenie.
W części 4 postaram się wyjaśnić kolejne zbrodnie Watykanu sprzed kilkuset lat, zbrodnie, które nigdy nie ulegają przedawnieniu. Jak już wspomniałem badanie historii jest bardzo trudne sprzed prawie 1000 lat i biorąc pod uwagę to że tylko zwycięzcy będą pisać historię, a zwycięzcami było imperium rzymskie, a po nim Watykan. Można tu zacytować powiedzenie „kto ma pieniądze ten ma władzę, a kto ma władzę ma religię”. W części 4 muszę wrócić do zbrodni, którą opisywałem w artykułach dotyczących Tomic w gminie Stęszew dotyczyło to zamordowania Świętego Wojciecha, znalazłem jeszcze kolejne dowody, iż Świętego Wojciecha nie zamordowali Prusacy. Według starych ksiąg Święty Wojciech był ciotecznym bratem Króla polskiego Bolesława Chrobrego. Gdy Święty Wojciech wyrósł na chłopca nadzwyczaj żywej wyobraźni. Ojciec oddał syna na wychowanie arcybiskupowi Magdeburskiemu Albertowi. Gdy Wojciech dorósł i obok niezwykłej pobożności okazywał powołanie do stanu duchownego, wyświęcił go arcybiskup na kapłana i wyprawił do Czech do ojczyzny. Dziwnym zbiegiem okoliczności po przybyciu Wojciecha do ojczyzny właśnie w tym czasie umarł w Pradze biskup Thietmar i z tego powodu książę czeski Bolesław Srogi jednomyślnie z kapłanami zapragnął, aby Wojciech był następcą biskupa Pragi Thietmara. Młody kapłan, posłuszny przełożonym został biskupem Praskim. Wojciech, jako biskup wyświęcił na kapłana najmłodszego swego brata Radyma, który odtąd był nieodstępnym towarzyszem Wojciecha aż do jego śmierci. Po śmierci Wojciecha został pierwszym arcybiskupem polskiego kościoła. Wojciech miał sześciu braci, najstarszy był Sobiebór, Spiecymir, Dobrosław, Poraj, Czesław, Wojciech i Radym. Wojciech, jako biskup Pragi był wspaniałym człowiekiem, nie pozwalał ludziom całować rąk ani butów, odwiedzał więźniów i chorych. Sam nie raz chodził głodny, prawie wszystkie dochody, które były bardzo duże rozdawał biedakom. Pozostawiał sobie lichą strawę i nędzną odzież. Wojciech marzył o spacerach po polach z biedakami, podziwiając uprawy dary Pana Boga i śpiew ptaków. Po sześciu latach męczarni w szatach biskupa napisał list do papieża z prośbą o zwolnienie z funkcji biskupa. Wojciech pisał prośbę i obiecał, że po zwolnieniu go z funkcji biskupa Pragi pójdzie do najbliższego klasztoru i zostanie zwykłym zakonnikiem. Na jesieni 966 roku Wojciech z bratem Radym i drugim zakonnikiem tworzyli grupę trzech najzwyklejszych zakonników przyodzianych w skromne habity przybyli na dwór Bolesława Chrobrego do Gniezna gdzie spędzili całą zimę. Król Bolesław porozumiał się z Wojciechem i zaczął czynić przygotowania do wyprawy nad morze Bałtyckie, dokąd sięgały jego ziemie zostające jeszcze w pogaństwie. Na początku wiosny Wojciech pożegnawszy Króla Bolesława popłynął Wisłą do Gdańska w towarzystwie rodzonego brata Radyma i drugiego zakonnika Benedykta i 30 zbrojnych których mu król przydał do obrony morzem popłynęli w miejsce gdzie dziś Królewiec leży. Wysiadłszy na ląd zakonnicy odesłali zbrojnych do króla polskiego. Dalej trzech zakonnych udali się w głąb Prus. Napotkali na drodze prusaków, Prusacy kazali trzem pielgrzymom iść dalej, jeden z prusaków uderzył Wojciecha wiosłem tak silnie że towarzysze podnosili go z ziemi półprzytomnego. Tak niegościnnie przyjęci podążyli dalej. Przypowieść autora: To jest niemożliwe, ponieważ Prusaków obowiązywało święte prawo gościnności, które do dzisiaj obowiązuje wśród Słowian „Gość w dom, Bóg w dom”. U mnie w domu jesteś gościem i włos ci z głowy nie spadnie”. Prusacy byli bardzo pracowici, mądrzy, wierzyli wyłącznie w Boga i przestrzegali świętych zapisanych praw. Tak samo jak w starych księgach jest zapisane, że Prusacy wydali ciało Wojciecha królowi Polski za wagę złota. W innych księgach pisze, że za wagę srebra, w jeszcze innej pisze, że ciało Wojciecha tak wyschło, że srebra nie dostali Prusacy prawie nic. W innych księgach jest napisane, że Prusacy poćwiartowali ciało, a Bóg sprawił, że się zrosło, także zakonnicy spisujący te kroniki sami się pogubili w tych kłamstwach. Jeżeli by Prusacy zażądali to zboże i siano a nie złoto ani srebro, ponieważ jedzenie i pasza dla zwierząt było dla nich największym bogactwem tym bardziej, że zbliżała się zima. A Wojciech został zamordowany 23 kwietnia 997 roku, czyli na przednówku, kiedy zapasy siana i pszenicy się kończyły, a sporo należało ziarna ocalić do zasiewów, także podsumowując to wszystko można mniemać iż tylko zwycięzcy będą pisać historię dlatego jest tyle kłamstw. Ktoś kiedyś powiedział, że jak chcesz kłamać to musisz mieć bardzo dobrą pamięć. Do dzisiaj oskarżonego przesłuchuje się kilka razy, aby porównać zeznania. Jak oskarżony nie kłamie to zeznania za każdym razem będą takie same. Prusacy i Słowianie czcili zapisane święte prawo gościnności i nie mieli żadnego powodu, aby zabijać Wojciecha. Z resztą gdyby to nawet zrobili to zabili, by wszystkich trzech, wszyscy trzej byli zwykłymi zakonnikami. Do dzisiaj policja rozpatrując morderstwo bierze pod uwagę, kto miał korzyść z tej zbrodni. Tylko Watykan po pierwsze Wojciech pisząc list do Watykanu o zwolnienie go z biskupa Pragi, Papież wyraził zgodę, ale już Wojciech miał nagrabione, po drugie Watykan potrzebował męczennika, aby utworzyć biskupstwo gnieźnieńskie, a po trzecie, dlaczego na granicy Prus odprawili 30 żołnierzy, których król dał im do ochrony, po czwarte w śmierci Wojciecha interes miał jego najmłodszy brat Radym, który po śmierci brata został arcybiskupem Polski. Po piąte największy interes w śmierci Wojciecha miał Watykan, który uzyskał pretekst i zgodę do wymordowania prusaków i przejęcia ich bogactw. Myślę tu nie o złocie i srebrze, ale o najbardziej urodzajnych ziemiach. Watykan uznał że prusacy są niereformowalni i nie zamknęli żadnych w rezerwatach żeby mieć darmową siłę do pracy. W Ameryce Indian wymordowali Watykańscy organizatorzy wypraw krzyżowych nie wszystkich, dużo zamknęli w rezerwatach aby mieć darmową siłę do pracy tak samo w Australii nie wymordowali wszystkich Aborygenów, dużą ilość zamknęli w rezerwatach. Brazylia jest największym producentem kawy na świecie, jednak nie sprzedają, ani ziarenka. 100 % kawy sprzedają koloniści (zaborcy). Biorąc pod uwagę to, iż zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu. Jako Słowian będę apelował do ludzi dobrej woli o wznowienie procesu w Norymberdze. Szkoda, że mój idol Czesław Niemen nie żyje, gdyby żył poprosił bym go aby dopisał jeszcze kilka zwrotek do piosenki „Dziwny jest ten świat”.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

Jak to z żydami w Polsce było 
część 3

MOTTA – Zbigniewa Tomaszewskiego: „Ludzie mają prawo być mądrzy, głupi, źli i dobrzy, a ja mam prawo ich obserwować i wyciągać wnioski”, „Świnia, czy jest na dole, czy na górze zawsze jest świnią, Człowiek czy jest na dole, czy na górze, nie zawsze jest człowiekiem”. „Życie jest, jak piękna, kolorowa puszka czekoladek, dwie smakują, reszta nie”, „Zbrodnie przeciw ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu”, „W każdym człowieku pozostało trochę dziecka”, „Profesorem, prezydentem, premierem, ministrem, dyrektorem, księdzem może zostać każdy, ale człowiekiem nie!”

W drugiej części, wkradł się mały błąd, mianowicie dr Janusz Korczak prowadził ponad 200 dzieci do komór gazowych nie w Oświęcimiu tylko w Treblince. Aby dojść do prawdy, jak było z mordowaniem Żydów, musiałem cofnąć się ponad 1000 lat. Badanie historii jest bardzo trudne. bowiem jest zapisane „tylko zwycięzcy będą pisać historię”. A zwycięzcami od niepamiętnych czasów było imperium rzymskie. A po imperium zwycięzcami był Watykan i pozostał do dzisiaj.
Motto: „Warszawa jedna Twojej mocy się urąga”.
W roku 1939 rozpoczął się w mazowieckiej Warszawie drugi to z kolei wielki proces przeciw Watykanowi o najazd zbójecki i zabór Pomorza. W czasie procesu pilnie spisywano zeznania poszczególnych świadków. Po dziś czytać je można w ogłoszonych w XIX wieku drukiem „Lites Acres Gestae Inter Polonos Ordinemgue Cruciferorum”. W sześćset lat po rozpoczęciu procesu wytyczonego Watykanowi przez Kazimierza Wielkiego znalazła się Warszawa w rękach niemieckich. „Lites ac resgestae” ożyły. Historia stawała się ponowną tragiczną rzeczywistością. Gdy czyta się zeznania świadków potwornej zbrodni dokonanej przez krzyżackich, watykańskich rycerzy maryjnych z roku 1339 i gdy czyta zeznania świadków spisanych w 1944 roku, na jesieni zeznania z roku 1339 i z roku 1944, są one prawie identyczne. Ogień, stosy trupów, dzieci, kobiety, starcy i rzeka krwi. Przez 3 dni czarni, watykańscy ss-mani w białych rękawiczkach zamordowali na Woli w Warszawie ponad 50 tysięcy ludzi i Krzyżacy z Watykanu w roku 1339 mieli na pasach napis „Is main god”, zaś SS-mani watykańscy w 1944 roku mieli taki sam napis.
Ten nowy proces wytoczony został przez sumienie polskie obrażone nadmiarem bestialstwa zbrodni. Nie było w roku 1944 pod Warszawą sądu, do którego można by się było z tym zwrócić. Ludzie dobrej woli mający poczucie odpowiedzialności przed historią, zorganizowali akcję informacyjną przeprowadzoną wśród uchodźców z Warszawy. W sumie powstańców warszawskich i ludności cywilnej poległo w Warszawie ponad 200 tysięcy. Polacy zostali ukarani za odmowę wspólnego napadu na Rosję. Plan ten snuł się od czasu objęcia władzy przez Hitlera w Niemczech, a dokładnie od zawarcia paktu polsko-niemieckiego w roku 1934. Niemcy systematycznie dążyli do tego, ażeby użyć Polski, jako współdziałającej z nimi bazy wypadowej w stosunku do Związku Radzieckiego.
Różne były kierunki polityki polskiej w latach 1934-1939, ale o jednym wiadomo, że Polska na współdziałanie z Niemcami nigdy nie poszła i że za to „ukarana” została najazdem niemieckim w roku 1939.
„Neue Polen Politik” – czytamy u Długosza, że mistrz krzyżacko-watykański w krótkim czasie, jak największe szkody społeczeństwu polskiemu mógł wyrządzić, powyznaczał nagrody podpalaczom: za spalenie wioski jedną grzywnę, a za spalenie miasta trzy grzywny. Podpalacz ze skarbca publicznego miał pobierać. To było powodem, że jego ludzie już to dla samej przysługi, już w nadziei otrzymywania nagrody, rozbiegli się po ziemi dobrzyńskiej i kujawskiej i w przeciągu dni kilku wszystkie miasta, wsie i dwory w perzynę obrócili. Nic nie ostało się przed ich srogością, nawet świątynie pańskie. Paląc i burząc zarówno domy Boże, jak i ludzkie, prowadzili wojną bezbożną i z ludźmi i z Bogiem. To działo się w roku 1431 według opisu Długosza.
Gdy po ostatnim rozbiorze Polski Warszawa dostała się pod panowanie niemieckie i przestała być stolicą,miasto opustoszało i zamarło. Ceny domów spały nisko. Wówczas będący w niemieckiej służbie Włoch Lucchesini, dawny powiernik Fryderyka Wielkiego, przedstawił rządowi plan, według którego wszystkie domy i place w Warszawie miały być wykupione, mieszkańcy rozproszeni, a miasto zrównane z ziemią. Uzasadniał, że Warszawa zawsze będzie ośrodkiem polskich aspiracji politycznych i nigdy Niemcy nie dojdą z nią do ładu.
Dzisiaj historia się powtarza. Niemcy mają kredyty w Deutsche Banku na 1,2%, Polacy mają kredyty w bankach na około 22%. Niemcy wykupują cukrownie i inne fabryki i równają z ziemią (np. Kościan). Wykupują od komorników i poborców zadłużone zakłady, maszyny za przysłowiowe grosze. Kto zyskał bardzo dużo na polskich przemianach ustrojowych? Niemcy, Watykan i złodzieje polski. Stracili robotnicy i setki tysięcy wyrzuconych z mieszkań na ulicę ludzi, a do tego mamy umowy śmieciowe.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

Jak to z Żydami w Polsce było część 2 

Zbrodnie przeciwko ludzkości, nigdy nie ulegają przedawnieniu. Moje myśl” „Ludzie mają prawo być mądrzy, głupi, źli i dobrzy, a ja mam prawo ich obserwować w wyciągać wnioski” – autor Zbigniew Tomaszewski
W księgach, które cesarz imperium rzymskiego Konstantyn znalazł w upadającym imperium można doczytać, że Rzymianie podczas wyprawy do Jerozolimy, stłumil Powstanie Żydowskie i zamordowali prawie wszystkich Żydów. Pozostałych zabrali do Rzymu, jako niewolników. Przy tej okazji, z Jerozolimy ukradli złoto i księgi, w których był opisany żywot 14-letniej Maryi i 40-letniego Józefa oraz małego Jezusa. Czytamy:
„Kiedy Józef liczył 40 lat musiał się z czternastoletnią Maryją zaręczyć”.
U Żydów było zwyczajem, że po zaręczynach nie wolno było oblubieńcowi przez 12 miesięcy swej oblubienicy widzieć, ani z nią mówić. Po zaręczynach udała się Maryja do pokrewnej Elżbiety i bawiła tam przez trzy miesiące. Po powrocie odbyły się zaślubiny. Józef wnet spostrzegł, że Maryja jest brzemienną i zachodził w głowę, jak to się stać mogło. Trapił się bardzo i Maryja z nim, gdyż wiedziała powód jego zmartwienia. Gdy Józef już postanowił potajemnie Maryję opuścić, zesłał Pan Archanioła Gabriela, który ukazawszy mu się we śnie i rzekł:
„Józefie, Synu Dawidów, nie bój się przyjąć Maryi, małżonki Twej, albowiem, co się w niej urodziło, jest z Ducha Świętego”.
To widzenie napełniło Józefa wielką radością, albowiem dowiedział się, że jego małżonka zostanie matką upragnionego Mesjasza, a on wybranym jest na opiekuna syna Bożego. Po kilku miesiącach musiał się Józef na rozkaz cesarski udać do Betlejem, aby tam dać się zapisać. Nie znalazłszy gospody, zniewolony Jezus musiał nocować w stajni, gdzie narodził się Jezus. Osiem dni później nastąpiło obrzezanie i Józef nadał dziecku imię Jezus.
W zapisach, w księgach, które znalazł Konstantyn jest dużo niejasności. Z ksiąg tych można wyciągnąć wnioski, iż o Jezusie jest bardzo mało, gdy był dzieckiem, potem około 30 lat nie ma prawie nic. Wiadomo, że wtedy w religii żydowskiej za współżycie bez ślubu była kara śmierci przez ukamieniowanie.
Dalej czytamy w księgach:
„Bo którzykolwiek jesteście ochrzczeni w Chrystusie, oblekliście się w Chrystusa. Nie jest żyd, nie Grek, nie jest niewolnik, ani wolny, nie jest mężczyzna, ani niewiasta, albowiem wszyscy wy jedno jesteście Chrystusowi, tędyście nasieniem Abrachamowem, dziedzicami według obietnicy. A mówię, jak długo dziedzic jest dziecięciem, nic nie jest różny od sługi, będąc Panem wszystkiego, ale jest pod opiekunami i sprawami, aż do zamierzonego czasu od ojca. Pan Bóg wybrawszy sobie spomiędzy wszystkich narodów jeden, który miał przechować wiarę w prawdziwego Boga i z którego miał się narodzić Zbawiciel, nakazał, aby obrzezanie było znakiem odróżniającym każdego, kto do tego narodu wybranego należy”.
Był to obrządek starego zakonu, którego podlegało każde, nowonarodzone dziecko żydowskie. Tak jak w nowym zakonie każde powinno być ochrzczone, a zawisł był na zadaniu lekkiego cięcia nowonarodzonemu, przez które oczyszczało się niejako jego ciało ze zmazy grzechu pierworodnego. Miłość Jezusa ku ludziom przywodzi go do tego, żeby za nas cierpiał; i już najsłodsze serce jego zaraz w najpierwszych chwilach jego życia, tej miłości chce nam przedstawić dowody, aż przez krwi swej przenajświętszej przelanie! To był powód, dla którego Pan Jezus poddał się bolesnemu obrządkowi obrzezania. Przypowieść autora :
„Jak ośmiodniowe dziecko mogło się poddać dobrowolnie i jaki rodzic wyraził zgodę, aby ośmiodniowemu noworodkowi obciąć ostrym narzędziem skórę z przyrodzenia”.
Cesarz Konstantyn czytając te kłamstwa i bzdury doszedł do wniosku, że jeżeli Żydzi, pierwsi chrześcijanie poddawali się sami torturom, to rzymianie rzucali ich lwom na pożarcie.
Neron z Żydów budował uliczne latarnie. Były to wysokie słupy wkopane w ziemie. Na czubku robiono kosz z gałęzi suchych, do którego wkładano Żydów, pierwszych chrześcijan i podpalano. Konstantyn doszedł do wniosku, że jeżeli te księgi tak działają na Żydów, to zezwolił na wprowadzenie chrześcijaństwa w cesarstwie rzymskim i odtąd rozpoczęło się polowanie na pogan z krzyżami, toporami i ogniem. Żydzi widząc to wycofali się z chrześcijaństwa, a Konstantym odzyskał imperium rzymskie, tym razme w formie, jako Watykan.
W innej księdze wydanej 10 lutego 1908 roku, której autorem jest ksiądz Władysław Hozakowski (wydrudanej – Poznań Księgarnia wydawnicza Polska, Wielkie Garbary 37). Tam czytamy.:
„Gdy się spełniło osiem dni, iżby obrzezano dzieciątko, nazwane jest imieniem Jezus. Kiedy Pan Bóg powołał w starym zakonie Abrahama i potomstwo jego wybrał na lud swój, z którego miał się narodzić Chrystus Pan, w ten czas to postanowił i nakazał obrzezanie, jako zewnętrzny znak przynależności do ludu wybranego. Z chwilą obrzezania przechodziło dziecko z obozu pogaństwa na łono ludu żydowskiego. Z miłości ku nam zapragnął Jezus od wieków cierpieć za nas i tę mękę rozpoczyna już, jako ośmiodniowe dziecko przelewając pierwsze krople swej najdroższej krwi. Już w obrzezaniu, jako ośmiodniowe dziecko spełnił Jezus właściwie swe posłannictwo, bo pierwsze krople krwi żydowskiego dziecka Boga-człowieka starczyły do odkupienia ludzkości”.
Dalej czytamy w tej samej księdze:
„Matka Boża postanowiła nawiedzić swą krewną w dalekim Habronu. Podejmując daleką drogę z Nazaret do odległego na 40 godzin podróży Habronu, podążała dziewica, 14 letnia Maryja z pośpiechem do Elżbiety. Droga podążała przez góry Efraim”.
Legenda opowiada, że Maryja na odludnych ścieżynach, z dala od gwaru ludzkiego, zbliżała do celu swej podróży; że jaszczurki i skorpiony i węże drogi jej zachodziły, że jednak jej szkodzić nie mogły, bo ślepotą zostały dotknięte”.
I tu przypowieść autora, ciekawe jak Janusz Korczak prowadził za rączki ponad 200 żydowskich dzieci do komór gazowych w Oświęcimiu-Brzezince, dlaczego Bóg nie oślepił niemieckich krzyżacko-watykańskich ss-manów.
Dalej czytamy, że dziewica Maryja całe trzy miesiące spędziła w Hebron, aby na koniec powrócić do swego skromnego domku w Nazaret.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski