piątek, 25 Maj 2018

Bez kategorii

Winny być musi
– Nie znam sytuacji potknięcia się, kolizji, wypadku, o którym jej uczestnik powie, że on zawinił. Zazwyczaj mówi, że ktoś inny się do tego przyczynił. Sprawca materialny lub niematerialny musi być, jak amen w pacierzu. Gdy się przewróci, to nie powie, że stracił równowagę, ale szuka potencjalnego winnego, który podłożył mu nogę. Innym razem, gdy przepuści kasę, to przed żoną tłumaczy, że to przez kumpla, który namówił go do picia. Z kolei pani domu kupi sobie drogi ciuch i wtedy nawija, że to przez męża, bo musiała odreagować stres po jego wyskokach. Co ty o tym sądzisz? – zwrócił się Marian Lichy do Hipolita Mizerki.
– Czy ja mogę zdać ci pytanie, które w dalszej części naszej rozmowy wiele nam ułatwi? – zaproponował Hipolit.
– Wal prosto z mostu. Ostrzegam cię jednak przed wygłupami i „bzdetami” w stylu, kto wypina tego wina – warknął Marian.
Kumpel nie zważając na przytyk zapytał:
– Jak myślisz, co to jest torebka damska i do czego służy?
– Wiedziałem, że jak ty walniesz, to niczym gołąb na parapet. Ja tu wysilam się i chcę cię wciągnąć w interesujący temat, a ty nawijasz makron na uszy o babskim dodatku. Zaspokoję jednak twoją ciekawość i powiem, że torebka, to cholernie droga rzecz, bez której żadna kobieta nie może się obejść. Modna, ze skóry i do tego znanej firmy – jest obiektem pożądania. Jej wielkość uzależniona jest od tego, do jakiego celu ma służyć – tłumaczył Marian.
– Dziękuję przyjacielu – przerwał mu Hipolit.
– A to niby za co, bo nie wiem dalej, do czego zmierzasz? – zapytał Marian.
– Widzisz kolego – spokojnie mówił Hipolit – moja żona Kundzia torebek ma kilkanaście, ale jak nadarzy się okazja, to kupuje kolejną.
– Oho, jak przed laty przyjechała, a w zasadzie przywiozłeś ją wozem konnym do miasta, to o kobiecych dodatkach nie miała pojęcia. Nie widziała, że coś takiego istnieje. Miała jedną sznurkową siatkę ażurową, szmacianą torbę z uszami ze skaju i koszyk wiklinowy po pyrach – nie wytrzymał Marian.
Kumpel spokojnie przygotował ripostę.
– Ciebie też pamiętam z tamtego okresu z beretem na głowie, niemodną aktówką pod pachą i wykoślawionymi „bitelsówkami” na nogach – oddał pięknym za nadobne Hipolit.
– Dobra, już dobra! Nie licytujmy się, mów o tej torebce – pojednawczo oświadczył Marian.
– W związku z tym mam kolejne pytanie – Hipolit zwrócił do przyjaciela.
– Masz moją zgodę – odparł kumpel.
– Czy widziałeś kobietę, która ma porządek w torebce i wie, co w niej trzyma. Powiem ci, nie czekając na twoją reakcję, że ja nigdy nie wiem, z uwzględnieniem swojej żoneczki – rzekł Hipolit.
Na chwilę zapadła cisza.
– Nie do wiary. Twoja Kundzia ma też bajzel w torebce? Uszczypnij mnie w ucho, bo sądzę, że źle słyszę – trajkotał Marian. Wiesz powiem ci jeszcze, że moja Gabrysia w niczym twojej nie ustępuje. Za każdym razem, gdy musi znaleźć klucze do mieszkania lub jakiś dokument, szukanie trwa wieki. Wielokrotnie gmera, drenuje, wywraca jej zawartość i przy tym psioczy. Oczywiście posądza mnie, że musiałem tam „ryć” za „bejmai”, bo ona miała tam idealny porządek. Raz odpowiedziałem jej, że chyba nie w tym stuleciu, to walnęła mnie skórkowa torebką w glacę.
– Dochodzimy do sedna sprawy – wszedł w zdanie przyjaciela Hipolit.
– Nadal, jak żaba nic nie kumam – odparł Marian.
– Już ci mówię, w czym rzecz, tylko mi nie przerywaj – zwrócił Hipolit do kumpla. Sam mówiłeś, że musi być ktoś lub coś winny w każdym zdarzeniu.
– Tak mówiłem – przytaknął Marian.
– Nie tak dawno były w Ameryce wybory. Murowana kandydatka żona „saksofonisty” Bila przerżnęła je z kretesem. Za oceanem u wygranych zapanowała euforia, a u pokonanych czarna rozpacz.
– To wiem, bo sam byłem zaskoczony – przerwał Marian. Tylko, jak to się ma do torebki?
– Proszę bardzo! – kontynuował Hipolit. Kobieta przegrała wybory właśnie przez torebkę.
– Nic bardziej bzdurnego nie mogłeś wymyślić. Możesz mi powiedzieć, co ma ona do rzeczy – zaatakował Marian.
– Otóż kandydatka miała piękną, ale przepastną torebkę. Sama nie wiedziała, że przypadkowo włożyła w nią milion dolarów i zapomniała lub nie mogła ich znaleźć. Jej przeciwnicy dowiedzieli się, że na kampanie dostała kupę siana i nie potrafi powiedzieć, co z „zielonymi” zrobiła. Te i inne wpadki sprawiły, że stała się niewiarygodna i poległa. I co przyjacielu przegrała przez torebkę, czy nie? – pytaniem zakończył Hipolit.
– Wiem, że przyczyn jej klęski było więcej, ale ten, jak sądzę przywołany przez ciebie jest tym najbardziej zabawny. O ile dobrze pamiętam – Troja i Ameryka padły przez kobietę. W obu przypadkach pojawił się sprawca w postaci Amora. W pierwszym było uczucie do mężczyzny, a drugim nieodparte parcie do władzy i kasy – na swój sposób tłumaczył Marian.
– Dość tego ględzenia idziemy na piwo – przerwał Hipolit.
– Spoko przyjacielu. Musimy uzgodnić stanowisko w razie wpadki po tym, jak po powrocie do chaty nasze małżonki wyczują, że zalatuje od nas alkoholem. Proponuję jak zwykle, że ty na mnie zwalisz winę, a ja na ciebie, bo winny być musi – zaproponował Marian. Po akceptacji pomysłu kumple ruszyli w stronę piwiarni.
Seweryn Kaczmarek

Jak to w Stęszewie z wodą było część 10

Część 9 zakończyliśmy w momencie, gdy z kąpieli nad jeziorem lipno wychodziliśmy i byliśmy bardzo głodni.

W tamtych czasach nad wodą postawiony był wspaniały, drewniany pomost w kształcie litery C. Była też zadaszona wieżyczka dla ratowników. Gdy powiewała biała flaga, można było się kąpać, gdy czarna – był zakaz wchodzenia do jeziora.

Od brzegu woda odgrodzona była płotkiem. To był brodzik dla malutkich dzieci. Dla dorosłych kąpielisko było ogrodzone linami, które unosiły się na biało-czerwonych bojach.

Dzień 1 maja, czyli „Święto ludzi pracy”, był każdego roku żelaznym terminem uruchomienia sezonu letniego. Od 1maja działała kawiarnia, restauracja, wypożyczalnia kajaków i rowerów wodnych.

Pierwszy w Polsce rower wodny był zaprojektowany i wykonany w Kościanie. Na plaży stał kiosk, w którym sprzedawał pan Przybylski. Znajomi mówili na niego „rak”, ponieważ łowił raki i woził na sprzedaż do orbisowskiego Hotelu Bazar w Poznaniu.

Pod koniec lat 60-tych pomost drewniany został rozebrany. Postawiono nowy, metalowy. Jednak nikt nie pomyślał, aby pod wodą usunąć drewniane pale po starym pomoście i co roku tonęło po skoku z pomostu do wody kilku ludzi, ponieważ uderzali głową w kołki pod wodą. Wtedy już nie wypływali.

Od 1 maja był również czynny kiosk „ruch” ze świeżą prasą i innymi akcesoriami. Na wzgórzu, patrząc z prawej strony od jeziora, był czynny posterunek milicji. Funkcjonował od 1maja do 1 września.

W wybudowanej recepcji, przy wjeździe nad Lipno była dość duża świetlica. Był w niej pierwszy w Stęszewie kolorowy, rosyjski telewizor „Rubin 714”. Ważył ponad 100 kilogramów. Działał na lampach, które wytwarzały ogromną temperaturę na blasze z tyłu. Ludzie mawiali, że można było na tym „Jaja smażyć”. Bła także szafa grająca i duże radio „AIDA” u góry z adapterem.

Ośrodek należał do Wielkopolskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Poznaniu. Miał studnię głębinową, własną hydrofornię, stacje uzdatniania wody, stolarnię ze ślusarnią oraz dwie trafostacje.

Postawiono domki typu beczki i inne także wyprodukowane w całości w stęszewskiej fabryce „Stemeb” na ulicy Laskowej. Później ustawiono wiele piętrowych drewnianych domków typu „TRAMP”.

Latem uruchamiane były specjalne pociągi turystyczne na trasie Poznań-Stęszew. W latach 60-tych, gdy na stacje wjeżdżał pociąg, sześć wagonów ciągnionych przez parowóz, to ludzie szli procesją wzdłuż torów obok wieży ciśnień. Doliczyć można było około tysiąca ludzi.

Kawiarnia i restauracja podlegały pod Gminną Spółdzielczą Samopomoc Chłopską.

Jak tylko pamiętam w ośrodku nad Lipnem, obecni byli stróże nocni. Dziadek z długimi wąsami, czyli pan Bąkowski chodził po plaży codziennie. Na wyposażeniu miał kij z gwoździem na końcu. Zbierał tym papierki i wrzucał do kosza.

W latach 80-tych ubiegłego wieku nad Lipnem odbywały się zloty motocyklistów „Harley Davidson”, również w tych latach co roku odbywały się kolonie letnie dla dzieci i młodzieży z Poznania z „Osiedla Młodych” z Rataj. Młodzież i opiekunowie spali w dużych namiotach, stołówkę mieli w restauracji i kawiarni.

W drugiej połowie lat 80-tych ubiegłego wieku powstał duży budynek murowany, specjalnie dla ludzi niepełnosprawnych z podjazdami. Całkowity koszt budowy pokrył Fundusz dla Osób Niepełnosprawnych. Niestety obiekt w roku 2014 został całkowicie zrównany z ziemią, pomimo bardzo dobrego stanu technicznego.

Jeszcze na początku lat 90-tych, co roku przed sezonem letnim, odbywała się rekrutacja i szkolenia ratowników. Przez kilkadziesiąt lat, do roku 1994, co roku odbywały się dla chętnych kursy nauki pływania i egzaminy, w celu uzyskania karty pływackiej. W tamtych czasach, aby wypożyczyć nad Lipnem w wypożyczalni kajak, łódź lub rowerek wodny trzeba było okazać kartę pływacką.

W latach 80-tych nad jeziorem lipno zamontowano pompy, które pompowały wodę z jeziora. Woda biegła rurami i nawadniała murawę stadionu sportowego przy ulicy Trzebawskiej. Dzisiaj ten wodociąg jest nieczynny. Na dnie jeziora Lipno, od strony torów kolejowych znajduje się kilkaset czarnych dębów bardzo dużej wartości.

Jednak tym zajmiemy się przy temacie budowy w roku 1907 żelaznej linii kolejowej Grodzisk Wlkp.- Luboń.

Ciąg dalszy nastąpi Zbigniew Tomaszewski