niedziela, 16 Grudzień 2018

Bez kategorii

Korowód Świętych na ulicach miasta
W poniedziałek 29 października przed godziną 16.30 przy Sanktuarium przy ul. Kościańskiej w Stęszewie zebrał się barwny tłum. Przybyły postacie przebrane za mi.n. aniołki, pasterzy, dzieciątka.
Punktualnie o wpół do piątej kolumna na czele którego szła stęszewska Kapela Dudziarska „Koźlary” udała się na Rynek. Na starówce odbyła się mini spektakl, w którym przybliżono sylwetki świętych oraz dzieci zaprezentowały swoje prace. Nie obyło się bez tańca i śpiewu oraz zabawy. Po godzinie osiemnastej orszak udał się do kościoła „Farnego”.
Warto dodać, że pomimo chłodu chwilami przenikliwego na korowód świętych przyszło sporo osób. Miła atmosfera, jaką stworzyli organizatorzy: Gmina Stęszew, parafia pw. Świętej Trójcy, Dom Kultury i Szkoła Podstawowa i szczep ZHP oraz przybyli rozgrzała od zewnątrz i wewnątrz.
Jednym zdaniem.
Nie ma, co ukrywać, że korowód świętych jest alternatywą dla Halowin, w którym roi się od maszkaronów i dziwnych oświet

Chęć szybkiego zatrudnienia, wysoka motywacja do działania i mnogość przeróżnych ogłoszeń o pracę sprawiają, że często nie zwracamy uwagi na autentyczność ofert, a także same firmy, które poszukują  pracowników. Po rozmowie kwalifikacyjnej również możemy wyciągnąć błędne wnioski. Na co zatem uważać podczas szukania pracy?

 

Niekończąca się rekrutacja
Jeśli ogłoszenie na to samo stanowisko pojawia się regularnie lub w ogóle nie znika, oznacza to najczęściej dużą rotację pracowników. Osoba, która została zatrudniona na daną posadę, najprawdopodobniej zwolniła się lub otrzymała wypowiedzenie. Być może pracodawca sam dokładnie nie wie, kogo szuka albo w firmie panuje zła atmosfera. To jednak zawsze ważny znak ostrzegawczy.

 

Podejrzane źródło ogłoszeń
W dzisiejszych czasach możemy znaleźć pracę na wiele różnych sposobów. Warto jednak robić to ostrożnie i unikać ofert z miejsc, które budzą nasze wątpliwości. Najlepiej korzystać z wiarygodnych portali, poleceń przyjaciół albo wybrać się do Urzędu Pracy.

 

Rozmowa rekrutacyjna
Na spotkaniu z rekruterem i osobami zatrudnionymi w firmie mamy okazję przekonać się osobiście, z jakim przedsiębiorstwem mamy do czynienia. Zwróćmy uwagę na to, jaka atmosfera panuje i na nasze własne odczucia. Niestety zdarza się również, że z pozoru przyjemna i ciekawa rozmowa o pracę, jest tylko wabikiem. Słuchanie intuicji i ostrożność będzie wskazana, jeśli nie chcemy popełnić błędu i otrzymać zatrudnienia, z którego nie będziemy zadowoleni.

 

Podkoloryzowana oferta pracy
Tak samo, jak pracownicy próbują zwiększyć swoją atrakcyjność poprzez interesujący życiorys, firmy przedstawiają nie do końca prawdziwy obraz stanowiska w ogłoszeniach. Stosowanie ogólników takich jak: wysokie wynagrodzenie, bogaty pakiet benefitów, możliwość rozwoju, czy praca w dynamicznie rozwijającej się firmie powinny wzbudzić naszą czujność. Są to najczęściej puste słowa, które możemy interpretować zupełnie inaczej niż pracodawca i bardzo się rozczarować. Oferty, które wydają się nieprzeciętnie atrakcyjne, przeważnie nie pokrywają się z rzeczywistością.

 

 

Kiedy przez dłuższy okres szukania zatrudnienia, nadal jesteśmy bezrobotni, zaczynamy odczuwać brak motywacji. Tracimy cierpliwość i chęci, wydaje nam się, że nie ma wyjścia z sytuacji, a znalezienie odpowiedniej posady nie jest możliwe. Zadajemy sobie pytanie: czy na pewno wszystko robimy właściwie? Z pewnością przyda się kilka sprawdzonych sposobów na owocne szukanie pracy.

 

Sposób 1: Sieć kontaktów
Najprostszą, ale też najbardziej skuteczną metodą w poszukiwaniu zatrudnienia jest uzyskanie informacji o wolnym etacie od znajomych. Pracodawcy nie zawsze ogłaszają swoje oferty w Internecie i innych miejscach, dlatego wiadomość z pierwszej ręki może okazać się skuteczna. Dzięki rozmowom z przyjaciółmi dowiemy się też więcej o firmie, jej wartościach oraz ludziach, którzy w niej pracują. To zdecydowanie pomoże nam odprężyć się podczas ewentualnej rozmowy kwalifikacyjnej.

 

Sposób 2: Udział w targach i giełdach pracy
Nie ma lepszego miejsca na zdobywanie nowych, zawodowych kontaktów niż targi pracy. Możliwość poznania innych firm i bezpośredni kontakt z pracodawcą może zaowocować ciekawą propozycją zawodową. Podczas takich spotkań, przedsiębiorcy są otwarci na poszerzenie zespołu i pragną zaprezentować swoją działalność z jak najlepszej strony. To dobry moment, aby nawiązać rozmowę o współpracy i zostawić swoje CV.

 

Sposób 3: bezpośredni kontakt z pracodawcą
A gdyby tak po prostu wysłać aplikację do wymarzonej firmy? Ta metoda wydaje się tak prosta, że aż trudno o niej pomyśleć. Nawet jeśli zakład w danym momencie nie zatrudnia osób na stanowisko, które nas interesuje, warto przesłać profesjonalnego maila z załączonym życiorysem. Może akurat za niedługo zwolni się etat albo planowane są nowe rekrutacje? Nie powinniśmy obawiać się kontaktu bezpośredniego z pracodawcą- pamiętajmy, że nic przy tym nie tracimy, a możemy tylko zyskać. W najgorszym razie nie otrzymamy wiadomości zwrotnej.

 

Sposób 4: Urzędy Pracy
W dzisiejszych czasach szukamy ofert głównie przez Internet. To bardzo dobra i skuteczna praktyka, z której nie należy rezygnować. Przy tym często zapominamy jednak, że Urząd Pracy posiada wiele ciekawych ogłoszeń na przeróżne stanowiska. Upewnijmy się, że wykorzystaliśmy również tę opcję, która nie jest zarezerwowana wyłącznie dla tych ze statusem osoby bezrobotnej.

 

 

 

 

Wiele osób niechętnie uczestniczy w spotkaniach o pracę, ponieważ jest to stresujące wydarzenie, szczególnie jeżeli staramy się o zatrudnienie w dużym przedsiębiorstwie. Czeka nas wtedy kilka etapów rekrutacji, do których nie możemy się w stu procentach przygotować. Warto dowiedzieć się, jak wygląda cały proces, aby pozbyć się wszystkich obaw.

 

Jakie istnieją rodzaje rekrutacji?
Zasadniczo możemy wyróżnić trzy rodzaje, czyli nabór wewnętrzny, zewnętrzny oraz mieszany. Ten pierwszy polega na wybraniu pracownika, który jest już zatrudniony w firmie i przeniesienia go na nowe stanowisko. Zewnętrzny wiąże się z poszukiwaniem osób poza przedsiębiorstwem, co jest najczęściej spotykaną metodą. Rodzaj mieszany zezwala na branie udziału w rekrutacji zarówno pracownikom, jak i wszystkim innym chętnym. Wybór jednego ze sposobów uzależniony jest od wielkości i specyfiki firmy.

 

Przebieg rekrutacji
Może oczywiście się różnić i w każdym zakładzie przebiegać na innych zasadach. Zdarza się, że pierwsza rozmowa o naszych kwalifikacjach i doświadczeniach odbywa się już podczas pierwszej rozmowy telefonicznej, kiedy otrzymujemy zaproszenie na spotkanie. Następnie umówieni na dany termin, stawiamy się w firmie i odpowiadamy na szereg pytań. Warto też zastanowić się wcześniej, o jakie kwestie chcielibyśmy zapytać. Może się zdarzyć, że podczas rozmowy, dostaniemy zadanie do wykonania albo będzie to następny etap rekrutacji. Wtedy przydzieloną aktywność realizujemy w domu. Po pozytywnym rozpatrzeniu gotowego ćwiczenia i dobrym przebiegu pierwszego spotkania umawiamy się na dokładne omówienie warunków. Pracodawca informuje, czy chciałby nas zatrudnić, istnieje też możliwość negocjacji i podjęcie decyzji z naszej strony. To standardowy przebieg rekrutacji, który może być bardziej lub mniej rozbudowany- w zależności od danego przedsiębiorstwa i kultury pracy, która w nim panuje.

 

Gdzie najlepiej szukać dobrych ofert? Niezawodny będzie Internet- na rzetelnych portalach codziennie pojawiają się nowe, ciekawe oferty. Bardziej tradycyjną metodą, ale równie skuteczną jest wybranie się do Urzędu Pracy.

 

W niedzielę w Parku Miejskim w Grodzisku Wielkopolskim odbyły się Towarzyskie Zawody Wędkarskie o Puchar Lata  60 plus, które kończyły tegoroczny sezon wędkarski.

Udział w nich wzięło siedemnastu wędkarzy seniorów członków Polskiego Związku Wędkarskiego Kolo nr 14  Grodzisku Wlkp.

Po losowaniu stanowisk  o godzinie 7.00 rano wędkarze zamoczyli kije i  wyczekiwali  pierwszej ryby.  

Po picio godzinnych połowach sędziowie w składzie  Rafał Juchacz i Krzysztof Nadobnik dokonali zważenia złowionych ryb na stanowiskach.  

Tego dnia  brały takie ryby jak okoń, płoć, wzdręga i karaś.

Największa ilość ryb złowił  i I miejsce zajął Janusz Andrzejewski  – 3.870 kg, II miejsce zajął Stanisław Paszkowski – 2.160 kg, III miejsce Zbigniew Godziszewski  – 1.465 kg.

Puchary oraz pamiątkowe kufle wręczał prezes grodziskiego Koła PZW Krzysztof Nadobnik.

Organizatorzy dla wszystkich uczestników ostatnich Zawodów Wędkarskich przygotowali ciepły poczęstunek. MK

Jeśli chcesz coś wygrać, biegnij na 100 metrów. Jeśli chcesz czegoś doświadczyć, przebiegnij maraton” – tak mawiał legendarny czeski biegacz długodystansowy Emil Zatopek. Ale pokonując królewski dystans aż pięciokrotnie w ciągu 2 dwóch lat, doświadczysz znacznie więcej.
Droga do Korony Maratonów Polskich
Można z czystym sumieniem włożyć ją na głowę w momencie ukończenia 5 głównych maratonów polskich (Cracovia, Dębno, Wrocław, Warszawski, Poznań) w ciągu 24 miesięcy, licząc od daty rozpoczęcia pierwszego startu, spośród wyznaczonych biegów
Nie trzeba się z innymi ścigać, nie liczy się czas, jaki się uzyska na mecie każdego z maratonów. Najważniejsze, to podjąć wyzwanie i konsekwentnie startować no i dobiec do mety każdego z nich.

Dębno, Kraków, Wrocław, Warszawa i Poznań – tych 5 szlachetnych kamieni zdobi bezcenną Koronę Maratonów Polskich. Pięciokrotne pokonanie królewskiego dystansu w ciągu 2 lat to coś, czym możesz chwalić się już do końca życia. Wchodzisz do tej gry? Edi maraton
Edyta Józefowicz z Kościana zdobyła Koronę Maratonów w ciągu roku. Ostatni start był 9 wrzesień tego roku we Wrocławiu
Do tego pobiła swój rekord o 9 minut.
Oprócz startu w Maratonach Pani Edyta startuje w Półmaratonah. Można tutaj zdobyć Koronę Wielkopolski. Ma już dwie i zbiera na trzecią. Potrzebnych jest dziesięć startów. Nasz bohaterka ma zaliczonych ich już siedem. Są to: Trzemeszno, Poznań, Tarnowo Podgórne. Grodzisk Wlkp., Pobiedziska, Piłę i Gniezno. Został Zbąszyń ( w najbliższą niedzielę), Szamotuły i Kościan.
Skąd się bierze zamiłowanie do biegania? Od dziecka. Już jako 9-latka uczestniczyła w różnych zawodach sportowych. Potem przez 15 last grała w kosza. A biega od siedmiu lat. Najpierw wokół miejsca zamieszkania, aż zdecydował się wystąpił w Biegu Katorżnika. To ekstremalny wyczy. Pojechał do Kąkotek koło Lublińca i ukończyła zawody.
Sport, to pasja i sposób na żyie – zdrowe i pełne dobrych emocji. Poznaje się wielu ciekawych ludzi. Dlatego Pani Edyta od dwóch lat związała się z grupą biegaczy Kościan Team. Razem wyjeżdżają i razem startuja.
Ewa Noga-Mazurek

Gdy już uporamy się z trudnym okresem poszukiwania zatrudnienia i uda nam się otrzymać posadę, pojawia się stres związany z odnalezieniem się w nowej firmie. Obce środowisko, nieznani ludzie, obowiązki, którym trzeba sprostać- stres gwarantowany. Na szczęście znając kilka praktycznych sposobów, można ułatwić sobie pierwsze tygodnie w nowej pracy. Oto one:

Sposób 1: Otwartość na nowości
Trudno jest pokonać nieśmiałość. Szczególnie jeśli z natury jesteśmy introwertykami. Pozytywne nastawienie i otwartość na nieznane doświadczenia pomoże nam przezwyciężyć stres w pierwszych tygodniach w nowej firmie. Starajmy się wykazywać zainteresowanie, aranżować rozmowy ze współpracownikami i chętnie opowiadajmy o sobie- oczywiście nie należy przesadzić, aby nie zrazić do siebie poznanych kolegów.

Sposób 2: Wykazywanie inicjatywy
W nowej pracy musimy się wdrożyć w przydzielone zadania, ale też w kulturę firmy i panujące w niej zasady. Na starcie fajnie jest okazać zainteresowanie i angażować się w poznanie zakładu „od podszewki”. Osoba, która wprowadza nas w nasze obowiązki, chętnie odpowie na nurtujące pytania i niejasności. Aby pokazać, że nie jesteśmy tylko biernymi słuchaczami, możemy robić sobie krótkie notatki. Pomogą nam uporządkować zdobyte informacje i zapamiętać istotne kwestie. Proaktywność to ceniona zaleta.

Sposób 3: Organizacja środowiska pracy
Przydzielone biurko lub inne miejsce, w którym będziemy pracować, zorganizujmy według własnych zasad. Tak, aby czuć się komfortowo. Zadbajmy o przedmioty, które lubimy, np. ulubiony kubek albo zdjęcie rodziny. To drobiazgi, które sprawiają, że poczujemy się o wiele lepiej.

Sposób 4: Integracja poza pracą
Budowanie relacji to bardzo istotna kwestia. W pracy niestety nie ma czasu na zacieśnianie więzi z zespołem. Przeważnie są to ludzie, którzy współpracują ze sobą dłuższy czas i zdążyli lepiej się poznać. W takim przypadku dobrze jest się spotkać poza godzinami w firmie i spędzić ze sobą czas na płaszczyźnie prywatnej.

Sposób 5: Pozytywne nastawienie
Na początku jest trudno i trzeba to wyraźnie zaznaczyć. Jeśli nie mamy ochoty znów rejestrować się w Urzędzie Pracy i szukać nowego zatrudnienia, dajmy sobie czas i myślmy pozytywnie. Wynajdywanie tego, co nam przeszkadza, może skutecznie utrudnić pełne poznanie nowego środowiska.

 

 

 

 

Winny być musi
– Nie znam sytuacji potknięcia się, kolizji, wypadku, o którym jej uczestnik powie, że on zawinił. Zazwyczaj mówi, że ktoś inny się do tego przyczynił. Sprawca materialny lub niematerialny musi być, jak amen w pacierzu. Gdy się przewróci, to nie powie, że stracił równowagę, ale szuka potencjalnego winnego, który podłożył mu nogę. Innym razem, gdy przepuści kasę, to przed żoną tłumaczy, że to przez kumpla, który namówił go do picia. Z kolei pani domu kupi sobie drogi ciuch i wtedy nawija, że to przez męża, bo musiała odreagować stres po jego wyskokach. Co ty o tym sądzisz? – zwrócił się Marian Lichy do Hipolita Mizerki.
– Czy ja mogę zdać ci pytanie, które w dalszej części naszej rozmowy wiele nam ułatwi? – zaproponował Hipolit.
– Wal prosto z mostu. Ostrzegam cię jednak przed wygłupami i „bzdetami” w stylu, kto wypina tego wina – warknął Marian.
Kumpel nie zważając na przytyk zapytał:
– Jak myślisz, co to jest torebka damska i do czego służy?
– Wiedziałem, że jak ty walniesz, to niczym gołąb na parapet. Ja tu wysilam się i chcę cię wciągnąć w interesujący temat, a ty nawijasz makron na uszy o babskim dodatku. Zaspokoję jednak twoją ciekawość i powiem, że torebka, to cholernie droga rzecz, bez której żadna kobieta nie może się obejść. Modna, ze skóry i do tego znanej firmy – jest obiektem pożądania. Jej wielkość uzależniona jest od tego, do jakiego celu ma służyć – tłumaczył Marian.
– Dziękuję przyjacielu – przerwał mu Hipolit.
– A to niby za co, bo nie wiem dalej, do czego zmierzasz? – zapytał Marian.
– Widzisz kolego – spokojnie mówił Hipolit – moja żona Kundzia torebek ma kilkanaście, ale jak nadarzy się okazja, to kupuje kolejną.
– Oho, jak przed laty przyjechała, a w zasadzie przywiozłeś ją wozem konnym do miasta, to o kobiecych dodatkach nie miała pojęcia. Nie widziała, że coś takiego istnieje. Miała jedną sznurkową siatkę ażurową, szmacianą torbę z uszami ze skaju i koszyk wiklinowy po pyrach – nie wytrzymał Marian.
Kumpel spokojnie przygotował ripostę.
– Ciebie też pamiętam z tamtego okresu z beretem na głowie, niemodną aktówką pod pachą i wykoślawionymi „bitelsówkami” na nogach – oddał pięknym za nadobne Hipolit.
– Dobra, już dobra! Nie licytujmy się, mów o tej torebce – pojednawczo oświadczył Marian.
– W związku z tym mam kolejne pytanie – Hipolit zwrócił do przyjaciela.
– Masz moją zgodę – odparł kumpel.
– Czy widziałeś kobietę, która ma porządek w torebce i wie, co w niej trzyma. Powiem ci, nie czekając na twoją reakcję, że ja nigdy nie wiem, z uwzględnieniem swojej żoneczki – rzekł Hipolit.
Na chwilę zapadła cisza.
– Nie do wiary. Twoja Kundzia ma też bajzel w torebce? Uszczypnij mnie w ucho, bo sądzę, że źle słyszę – trajkotał Marian. Wiesz powiem ci jeszcze, że moja Gabrysia w niczym twojej nie ustępuje. Za każdym razem, gdy musi znaleźć klucze do mieszkania lub jakiś dokument, szukanie trwa wieki. Wielokrotnie gmera, drenuje, wywraca jej zawartość i przy tym psioczy. Oczywiście posądza mnie, że musiałem tam „ryć” za „bejmai”, bo ona miała tam idealny porządek. Raz odpowiedziałem jej, że chyba nie w tym stuleciu, to walnęła mnie skórkowa torebką w glacę.
– Dochodzimy do sedna sprawy – wszedł w zdanie przyjaciela Hipolit.
– Nadal, jak żaba nic nie kumam – odparł Marian.
– Już ci mówię, w czym rzecz, tylko mi nie przerywaj – zwrócił Hipolit do kumpla. Sam mówiłeś, że musi być ktoś lub coś winny w każdym zdarzeniu.
– Tak mówiłem – przytaknął Marian.
– Nie tak dawno były w Ameryce wybory. Murowana kandydatka żona „saksofonisty” Bila przerżnęła je z kretesem. Za oceanem u wygranych zapanowała euforia, a u pokonanych czarna rozpacz.
– To wiem, bo sam byłem zaskoczony – przerwał Marian. Tylko, jak to się ma do torebki?
– Proszę bardzo! – kontynuował Hipolit. Kobieta przegrała wybory właśnie przez torebkę.
– Nic bardziej bzdurnego nie mogłeś wymyślić. Możesz mi powiedzieć, co ma ona do rzeczy – zaatakował Marian.
– Otóż kandydatka miała piękną, ale przepastną torebkę. Sama nie wiedziała, że przypadkowo włożyła w nią milion dolarów i zapomniała lub nie mogła ich znaleźć. Jej przeciwnicy dowiedzieli się, że na kampanie dostała kupę siana i nie potrafi powiedzieć, co z „zielonymi” zrobiła. Te i inne wpadki sprawiły, że stała się niewiarygodna i poległa. I co przyjacielu przegrała przez torebkę, czy nie? – pytaniem zakończył Hipolit.
– Wiem, że przyczyn jej klęski było więcej, ale ten, jak sądzę przywołany przez ciebie jest tym najbardziej zabawny. O ile dobrze pamiętam – Troja i Ameryka padły przez kobietę. W obu przypadkach pojawił się sprawca w postaci Amora. W pierwszym było uczucie do mężczyzny, a drugim nieodparte parcie do władzy i kasy – na swój sposób tłumaczył Marian.
– Dość tego ględzenia idziemy na piwo – przerwał Hipolit.
– Spoko przyjacielu. Musimy uzgodnić stanowisko w razie wpadki po tym, jak po powrocie do chaty nasze małżonki wyczują, że zalatuje od nas alkoholem. Proponuję jak zwykle, że ty na mnie zwalisz winę, a ja na ciebie, bo winny być musi – zaproponował Marian. Po akceptacji pomysłu kumple ruszyli w stronę piwiarni.
Seweryn Kaczmarek

Jak to w Stęszewie z wodą było część 10

Część 9 zakończyliśmy w momencie, gdy z kąpieli nad jeziorem lipno wychodziliśmy i byliśmy bardzo głodni.

W tamtych czasach nad wodą postawiony był wspaniały, drewniany pomost w kształcie litery C. Była też zadaszona wieżyczka dla ratowników. Gdy powiewała biała flaga, można było się kąpać, gdy czarna – był zakaz wchodzenia do jeziora.

Od brzegu woda odgrodzona była płotkiem. To był brodzik dla malutkich dzieci. Dla dorosłych kąpielisko było ogrodzone linami, które unosiły się na biało-czerwonych bojach.

Dzień 1 maja, czyli „Święto ludzi pracy”, był każdego roku żelaznym terminem uruchomienia sezonu letniego. Od 1maja działała kawiarnia, restauracja, wypożyczalnia kajaków i rowerów wodnych.

Pierwszy w Polsce rower wodny był zaprojektowany i wykonany w Kościanie. Na plaży stał kiosk, w którym sprzedawał pan Przybylski. Znajomi mówili na niego „rak”, ponieważ łowił raki i woził na sprzedaż do orbisowskiego Hotelu Bazar w Poznaniu.

Pod koniec lat 60-tych pomost drewniany został rozebrany. Postawiono nowy, metalowy. Jednak nikt nie pomyślał, aby pod wodą usunąć drewniane pale po starym pomoście i co roku tonęło po skoku z pomostu do wody kilku ludzi, ponieważ uderzali głową w kołki pod wodą. Wtedy już nie wypływali.

Od 1 maja był również czynny kiosk „ruch” ze świeżą prasą i innymi akcesoriami. Na wzgórzu, patrząc z prawej strony od jeziora, był czynny posterunek milicji. Funkcjonował od 1maja do 1 września.

W wybudowanej recepcji, przy wjeździe nad Lipno była dość duża świetlica. Był w niej pierwszy w Stęszewie kolorowy, rosyjski telewizor „Rubin 714”. Ważył ponad 100 kilogramów. Działał na lampach, które wytwarzały ogromną temperaturę na blasze z tyłu. Ludzie mawiali, że można było na tym „Jaja smażyć”. Bła także szafa grająca i duże radio „AIDA” u góry z adapterem.

Ośrodek należał do Wielkopolskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Poznaniu. Miał studnię głębinową, własną hydrofornię, stacje uzdatniania wody, stolarnię ze ślusarnią oraz dwie trafostacje.

Postawiono domki typu beczki i inne także wyprodukowane w całości w stęszewskiej fabryce „Stemeb” na ulicy Laskowej. Później ustawiono wiele piętrowych drewnianych domków typu „TRAMP”.

Latem uruchamiane były specjalne pociągi turystyczne na trasie Poznań-Stęszew. W latach 60-tych, gdy na stacje wjeżdżał pociąg, sześć wagonów ciągnionych przez parowóz, to ludzie szli procesją wzdłuż torów obok wieży ciśnień. Doliczyć można było około tysiąca ludzi.

Kawiarnia i restauracja podlegały pod Gminną Spółdzielczą Samopomoc Chłopską.

Jak tylko pamiętam w ośrodku nad Lipnem, obecni byli stróże nocni. Dziadek z długimi wąsami, czyli pan Bąkowski chodził po plaży codziennie. Na wyposażeniu miał kij z gwoździem na końcu. Zbierał tym papierki i wrzucał do kosza.

W latach 80-tych ubiegłego wieku nad Lipnem odbywały się zloty motocyklistów „Harley Davidson”, również w tych latach co roku odbywały się kolonie letnie dla dzieci i młodzieży z Poznania z „Osiedla Młodych” z Rataj. Młodzież i opiekunowie spali w dużych namiotach, stołówkę mieli w restauracji i kawiarni.

W drugiej połowie lat 80-tych ubiegłego wieku powstał duży budynek murowany, specjalnie dla ludzi niepełnosprawnych z podjazdami. Całkowity koszt budowy pokrył Fundusz dla Osób Niepełnosprawnych. Niestety obiekt w roku 2014 został całkowicie zrównany z ziemią, pomimo bardzo dobrego stanu technicznego.

Jeszcze na początku lat 90-tych, co roku przed sezonem letnim, odbywała się rekrutacja i szkolenia ratowników. Przez kilkadziesiąt lat, do roku 1994, co roku odbywały się dla chętnych kursy nauki pływania i egzaminy, w celu uzyskania karty pływackiej. W tamtych czasach, aby wypożyczyć nad Lipnem w wypożyczalni kajak, łódź lub rowerek wodny trzeba było okazać kartę pływacką.

W latach 80-tych nad jeziorem lipno zamontowano pompy, które pompowały wodę z jeziora. Woda biegła rurami i nawadniała murawę stadionu sportowego przy ulicy Trzebawskiej. Dzisiaj ten wodociąg jest nieczynny. Na dnie jeziora Lipno, od strony torów kolejowych znajduje się kilkaset czarnych dębów bardzo dużej wartości.

Jednak tym zajmiemy się przy temacie budowy w roku 1907 żelaznej linii kolejowej Grodzisk Wlkp.- Luboń.

Ciąg dalszy nastąpi Zbigniew Tomaszewski